oby.watel 19.01.13, 09:54 Co tam interes kraju. Partia jest najważniejsza. wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,13261853,Tusk_zerwal_rozmowy_ws__listy_krajowej__Przestraszyl.html Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
diabollo Re: Partia jest najwazniejsza 19.01.13, 11:26 To w sumie dobra wiadomość. Dwie prawice zaczynają bać się "lewicy". Otwartym jednak pozostaje pytanie nie tylko czy pan Kwaśniewski się zaangażuje politycznie, ale czy on jest prawica czy lewica? Kiedy był prezydentem to był prawica, co to z klechami wódkę pił. Kłanaim się nisko. Odpowiedz Link
grzespelc Re: Partia jest najwazniejsza 19.01.13, 12:45 Ale lepszych nie mamy. Poszukiwanie idealnych polityków jest jak poszukiwanie idealnej kobiety. Bez sensu i strata czasu. Jaki naród, tacy politycy. Jeżeli mamy Kwaśniewskiego, Palikota, Millera i paru innych, to musimy na nich liczyć, bo tylko oni są w stanie coś zrobić w naszym interesie. Na nikogo innego nie możemy przecież liczyć. Przynajmniej będziemy wiedzieli, że nie dzwonią codziennie do Episkopatu z pytaniem co robić. Odpowiedz Link
diabollo Re: Partia jest najwazniejsza 19.01.13, 14:21 no, fakt, czcigodny Grzespelcu, trzeba się umieć cieszyć z rzeczy małych. Kłaniam się nisko. Odpowiedz Link
kora3 Trzeba być realistą Diabollo 19.01.13, 15:19 zwyczajnie i po prostu. To nie znaczy, że nie można mieć planów i marzeń na ten moment nierealnych do realizacji. Można, czasem nawet TRZEBA, ale trzeba też zdawać sobie sprawę ze są na ten moment nierealne i kombinować, co robić , zeby stały się realne Kilka razy na tym forum "potepiono" mnie, gdy pisałam, że NA TEN MOMENT nie ma szans, żeby np. zliberalizować prawo dot. aborcji, wyprowadzić religię ze szkół itd. A pisałam tak, bo nie ma tych szans. A nie m, bo taki a nie inny jest układ polityczny. A jest taki, że lewica się nie liczy, Palikot ma za małe poparcie, a w PO frakcja liberalna nie ma siły przebicia. A co bardzo ważne politycy uwazają, że prezentowanie przez nich religijności i przywiązania do WC budzi w wyborcach zaufanie do nich - mowa o wyborcach niespolaryzowanych rzecz jasna. Badania na tychże wyborcach pokazały, ze wcale nie jest to prawda , ale przekonanie polotyków nie wzięło sie wcale z sufitu, ani z osławionego "katozabobonu". Ma calkiem logiczne podstawy. No bo skoro nasze społęczeństwo jednocześnie wcale nie jest takie antyaborcyjne, jeszcze bardziej nie jest antyantykoncepcyjne, jeszcze bardziej nie jest anty przed i pozamałzeńsko seksualne i wcale nie jest przeciwne wolnym związkom, ALE 90 parę procent tegoś społeczenstwa bierze pierwsze sluby w kosciele, chrzci swe dzieci i posyła je na religię tudzież przyjmuje dorocznie wizytę duszpasterską to wniosek nasuwa się sam: nasze społęczeństwo po katolicku nie żyje, ALE OFICJALNIE katolicyzmu sie trzyma. A polityk prezentuje wszak wyborców (jak go wybiorą) OFICJALNIE , to OFICJALNIE powinien on reprezentowac to, co się wyborcom OFICJALNIE hehe podoba - proste. Biorąc pod uwagę powyższe, tylko idiota moze mieć pretensje do politów, ze sa jacy są Odgórnie zatem NA RAZIE nic nie zrobimy. Możemy natomiast zrobić coś ODDOLNIE. Np. możemy nie chrzcić dzieci, nie przyjmowac wizyty, nie słąć latorośli na religię, jesli nie indetyfikujemy się z KRK. Kiedy politycy zobaczą, że ludzie się z tą instytucją nie identyfikują OFICJALNIE, to przestaną sie bać zrobić tak samo, ba wrecz bedą chcieć zrobić tak samo, by mieć głosy , dodatkowo odpadnie koronny argument KRK, którym w sytuacjach, gdy to wygodne rzuca: "bo w PL oonad 90 proc. ludzi jest katolikami.". TERAZ mowa nie tylko o ludziach w niemowlęctwie nieswiadomie ochrzczonych, ale i korzystających z "usług" KRK, ale kiedy ci ochrzczeni przestaną wcielać do KRK SWOJE DZIECI i korzystać z innych ofert tegoż, to ten argument padnie Odpowiedz Link
diabollo Re: Trzeba być realistą Diabollo 19.01.13, 15:49 > Kilka razy na tym forum "potepiono" mnie, gdy pisałam, że NA TEN MOMENT nie ma > szans, żeby np. zliberalizować prawo dot. aborcji, wyprowadzić religię ze szkó > ł itd. A pisałam tak, bo nie ma tych szans. A nie m, bo taki a nie inny jest uk > ład polityczny. No, właśnie, pozostaje jeszcze definicja czym jest "układ polityczny", bo jeżeli są to rządzący politycy, to oczywiście pozwolę się nie zgodzić. Mianowicie układ jest taki, że 80% miejsc parlamentarnych jest obsadzonych przez dwie, prawicowe partie, których leaderami - pan Tusk i pan Kaczyński - są ateiści. Cóż jednak z tego, jakie mają prywatne poglądy? Tak czy siak muszą być realistami i obsługiwać swoje elektoraty, które są zaczadzone katolickim zabobonem. Z resztą bezpardonowej walce politycznej jaką ze sobą toczą - wszystkie chwyty są dozwolone: można grać śmiercią własnego brata i oskarżać adwersarza o "zamach", to cóż dopiero brzuchy jakichś tam bab, w dodatku - z ich samczych punktów widzenia - puszczalskich? Dlatego - pozwlam sobie wysunąć brawurową tezę, że tzw. "układ polityczny" nie ma wielkiego znaczenia, ważna jest przewaga opinii publicznej, a ta ciągle w większości spuszcza się tzw. "etykę" (ćwiczoną od przedszkola, przez szkoły publiczne) zakłamanych katolickich klechów. Ale paradoksalnie w naszej niezgodzie dochodzimy do pełnej zgody - tylko "oddolne" działania, praca u podstaw, może przynieść zmiany. Kłaniam się nisko. Odpowiedz Link
kora3 Re: Trzeba być realistą Diabollo 19.01.13, 20:25 Diabciu kochany Nieważne jaki światopogląd ma dany polityk na serio - tu pełna zgoda. Natomiast dostrzegam, gdzie jest "kośc niezgody" między nami Zwykle w takich tematach jak ten sytuuje sie w miejscu, w którym twierdzisz, że społeczeństwo w PL jest oczadziałe religią, a ja widzę rózne inne przyczyny jakiegoś zjawiska. W tym temacie jest nie inaczej Spróbujmy Diabciu zatem w miarę rzetelnie pokusić sie kolejny raz o analizę "oczadziałości", a raczej jej stopnia. Nie wiem Diabollo ilu miałeś okazję w realu (bo na forach to na bank przynajmniej kilku) poznać ludzi oczadziałych religijnie? Ja dosyć niestety sporo, ale i tak stanowią oni mniejszośc na tle ludzi, który poznaję w ogóle. Nie jest tak, ze mam szczescie po prostu ludzi autentycznie oszołomionych religijnie jest w PL mało. W ogole ludzi, którzy jakoś szczególnie interesują się religią katolicką jest mało. Natomiast bardzo WIELU Polaków obchodzi najwazniejsze swieta kościelne i korzysta z usług Kościoła w sprawach waznych życiowych momentów. Można by pomyśleć, że skoro tak, to są oczadziali religijnie. Można by, gdyby nie to, że bardzo wielu z tych poprzednich bardzo wielu współżyje przed ślubem, stosuje antykoncepcję, nie wyklucza rozwodu w razie "wu", a także aborcji, zdradza sakrametalnego współmałoznka itd. Czyli na bank nie jest to grupa oczadziała religijnie, bo religia stanowczo zabrania ww. zachowań. POMIMO to ta grupa, najwieksza co do liczebności korzysta z usług KRK. O powodach korzystania nie bedę się rozwodzić: tradycja i "ładność" uroczystości oraz owczy pęd. Znam kupę ludzi nie tylko nie bedących oczadziałymi religijnie, ale wrecz PRYWATNIE niechętnych Kościołowi, którzy brali sluby w kościele, chrzcili dzieci, posyłali na religię itd. Czyli OFICJALNIE demostrowali (oraz takze demostrują) chcąć nie chcąc swój związek z Kościołem. Ta oficjalna demonstracja nie uchodzi uwagi wspomnianych polityków Jakich by nie byli poglądów, tak jak piszesz dostosowują się do elektoratu, czyli też OFICJALNIE demostrują przywiazanie do tzw. WC Przeprowadzone nie tak dawno (ale też nie teraz) badania pokazałą tymczasem, że wyborcy w WIEKSZOSCI wcale nie oczekują od polityków religijności, bo SAMI nie są na serio religijni Oczywiscie mowa o wyborcach, których wybór co do partii moze ulec zmianie. Jesli bowiem ktoś jest zdeklarowanym wyznawcą Dżej Ki to raczej nim pozostanie, a jeśli Doniadonia to też. Dlatego mówi się o tzw. zelaznym elektoracie Wyborcy rotacyjni wybierają zwykle partie z szansami na zwycięstwo. W PL to od paru kadencji są PO i PIS, PSL ma zelazny elektorat, niewielki, ale pozwala to chłopom wejsc do kolejnych parlamentów RP. Lewica zesłabła i tylko "żelaźni"im pozostali, a Ruch Palikota, jak już pisałam - niebywały ewenement polityczny - jest tak silnie spolaryzowaną partią, że trudno jej będzie osiągnąć taką wiekszość, która pozwoliłaby na rządzenie w pojedynkę. Odpowiedz Link
diabollo Re: Trzeba być realistą Diabollo 20.01.13, 10:41 Cieszę się, przepiękna Koro, że się zgadzamy. Oczywiście ideologia katolicka w Ojczyźnie to pełna niekonsekwencji abberacja przecież niezwykle rozległej filozoficznie ideologii chrześcijańskiej, ale fakt pozostaje faktem, że dominuje w polskim społeczeństwie. I nie chodzi tu o przestrzeganie jakichś tam ewangelicznych chasełek, tylko o konserwatyno-katolickie kołtuństwo. Cytat: Rygorystyczni niezależnie kto rzadzi. Rozmowa z Tadeuszem Szawielem, socjologiem polityki z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego Wojciech Szacki: Jak by pan tłumaczył te wyniki? Tadeusz Szawiel: Polacy generalnie, można powiedzieć od dziesięcioleci, deklarują rygoryzm moralny i wyraźną skłonność do karania. Gdy wychodzi na jaw szczególnie okrutna zbrodnia, zawsze wraca temat kary śmierci. Te poglądy utrzymują się niezależnie od tego, jaka opcja rządzi. Podobnie z lustracją. Od początku lat 90. większość Polaków opowiadała się za lustracją. Natomiast sposób politycznego zagospodarowanie obu problemów przez PiS nie utrafił w te istniejące już nastawienia. Tu PiS rozminął się z ich wrażliwością. Rok 2007 był wyjątkowy. Badania CBOS prowadził we wrześniu i październiku tego roku. Dane dotyczą zatem najgorętszego okresu kampanii i nie mniej gorącego antypisowskiego afektu. Nic dziwnego, że lustracja, walka z przestępczością czy sprzeciw wobec aborcji, wszystko ważne tematy PiS-owskiej polityki, uzyskały wówczas niższe poparcie. Pomijając rok 2007, stale rośnie sprzeciw wobec przerywania ciąży... - Przyzwolenie na aborcję maleje już od połowy lat 90. Co ciekawe, najbardziej przeciwna aborcji jest młodzież. W sondażu CBOS niemal połowa (48 proc.) najmłodszych badanych - w wieku 18-24 lat - jest za zakazem przerywania ciąży. Wśród czterdziesto- i pięćdziesięciolatków ten odsetek spada do 37 proc. Całość: wyborcza.pl/1,75515,7375505,Wyborcy_nie_spadaja_z_nieba.html Kłaniam się nisko. Odpowiedz Link
diabollo Czas honoru 20.01.13, 10:52 Czas honoru Człowiek w sytuacji kryzysu potrzebuje oparcia. Nie może liczyć ani na rynek, ani na państwo. Wraca więc do rodziny i ojczyzny. To przyczyna konserwatyzmu młodych ludzi - rozmowa z socjologiem dr. Michałem Łuczewskim Adam Leszczyński: Czy młodzi Polacy stają się bardziej konserwatywni? dr Michał Łuczewski*: Jest pan zaskoczony? Ma pan fałszywy wizerunek młodzieży. Myśli pan, że jest coraz bardziej liberalna, wyzwolona, nowoczesna, odrzucająca tradycyjne wyobrażenia seksualności czy rodziny. Tymczasem zawsze w Polsce była duża grupa młodych ludzi, którzy w ogóle nie pasowali do tego wizerunku. I jak wynika z naszych badań, ta grupa teraz rośnie. Nie wie pan tego, bo polską młodzież otacza wielka cisza. Ona sama jest wielką ciszą. Jednak coraz więcej dzieci rodzi się w Polsce poza małżeństwami, rośnie przyzwolenie na antykoncepcję i in vitro. W mediach widać młodych uprawiających seks, imprezujących i zażywających narkotyki. Tak jak w głośnym teraz filmie ''Bejbi blues'' - o nastolatce, która ma dziecko i sponsora. To pana zdaniem fałszywy obraz? - Z jednej strony mamy cichą konserwatywną rewolucję, a z drugiej - ''Bejbi blues''. Z jednej strony - dążenie do podmiotowości, do panowania nad sobą, a z drugiej - upadek w konsumpcję, gdzie towarem staje się nawet własne ciało. Popkultura kolonizuje młodych, ubezwłasnowolnia, uwodzi. W pasażach handlowych tracą kontrolę nad tym, co robią. Media wzmacniają tylko ten drugi obraz młodych: sex, drugs and ''Gangnam Style''. Do niedawna konsekwentnie nie wspominały o konserwatywnym trendzie. To była zwielokrotniona cisza - na milczenie młodych nakładało się milczenie głównego nurtu. W konsekwencji choć młodzi nie przyjęli propagowanych przez media wartości, to nie weszli ze swymi konserwatywnymi wartościami do przestrzeni publicznej. Jest to zgodne z teorią spirali milczenia niemieckiej socjolożki Elisabeth Noelle-Neumann. Młodzi nie polemizują z ich wykrzywionym obrazem. Wycofują się. Dlatego nie są widoczni. To ''milczenie mas'' jest dla mnie najciekawsze. Bo nie wiadomo, jak je interpretować. Może być wynikiem traumy, strachu albo przemyślanej strategii. Cisza może oznaczać niezgodę na system albo jego akceptację. W tym wypadku wydaje się, że zwiastuje ona zdecydowaną, radykalną zmianę. Według teorii Noelle-Neumann milcząca część powinna zmieniać opinie zgodnie z dominującym wizerunkiem, czyli powinna stawać się bardziej liberalna. A tu jest odwrotnie. W mediach obecne są coraz bardziej liberalne wzorce, a znacząca część młodzieży wyznaje coraz bardziej konserwatywne poglądy. Jak to wytłumaczyć? - Być może młodzi w sytuacji, gdy Polska nie jest już ''zieloną wyspą'', ale za to rzeczywiście staje się ''drugą Irlandią'', odkryli, że moralność nie jest jedną z opcji, ale jedyną skuteczną strategią. Rozwód, aborcja, zdrada małżeńska, permisywizm nie rozwiązują problemów, ale je tworzą. Jeśli chcemy rozwiązać problemy, musimy polegać na sobie i na najbliższych. Dlaczego młode pokolenie jest pod wieloma względami bardziej konserwatywne niż 30-, 40-latki? - Spróbujmy to wyjaśnić historią transformacji. Po 1989 r. zaczął się w Polsce rynek i okazało się, że wszystko jest osiągalne. Młodzi szli do korporacji, zakładali własne firmy. Robili kasę i kariery. Wszystko inne schodziło na dalszy plan. Kapitalistyczna utopia skończyła się na przełomie XX i XXI wieku razem z pierwszym poważnym kryzysem gospodarczym. Młodzież traci impet, pojawia się frustracja. Rozładowuje ją dopiero wstąpienie do Unii. Wcześniej socjologowie przewidywali, że Polska musi wybuchnąć. Ale młodzież zaczęła masowo emigrować i szukać nowej utopii na Zachodzie. Para uszła z czajnika. Dopiero teraz wyjazdy przestają być atrakcyjne. Wchodzimy więc w nowy rozdział. Zachłyśnięcie się dobrami konsumpcyjnymi minęło. Zrobienie kariery jest bardzo trudne. Wykształcenie często nie daje pracy. Czyli teoria brzmi tak: młodzi pojechali na Zachód i zobaczyli, że nie wszystko tam jest fajne? - Przede wszystkim zobaczyli, że na Zachodzie nie ma dla nich miejsca. Oni muszą wracać i jakoś radzić sobie z kryzysem. Sądzę, że to sprzyja wartościom konserwatywnym. W ogóle zresztą sprzyja postawom radykalnym, moralistycznym. Stefan Nowak pisał o próżni socjologicznej podczas kryzysu komunizmu - Polak ma rodzinę i naród. W kryzysie kapitalizmu została tylko rodzina. Poobijani na wolnym rynku cofamy się do sfery mikro, by tam odbudować swoją podmiotowość. wyborcza.pl/magazyn/1,126715,13259717,Czas_honoru.html Odpowiedz Link
grzespelc Re: Czas honoru 20.01.13, 13:10 Panowie pomijają kilka ważnych czynników. To, co widzicie osobiście, to młodzież z Polski A, która jest liberalna. Ale młodzież Polski B wyrosła z zupełnie innego środowiska i ma zupełnie inną mentalność, do tego na prowincji rodziło się zawsze więcej dzieci, więc liberalna młodzież pochodząca z większych ośrodków nie przeważa liczebnie nad konserwatywną młodzieżą z ośrodków mniejszych. Odpowiedz Link
kora3 Grzesiu, ale to nieprawda 21.01.13, 01:05 Albowiem to nie kwestia wielkości ośrodka, a srodowiska. Kupa ludzi z wiosek uczy się jest ambitna i rozsadna (tazke w kwestii planowania rozrodu) i kupa ludzi z miast - wrecz przeciwnie Odpowiedz Link
grzespelc Re: Grzesiu, ale to nieprawda 21.01.13, 11:48 Ale nie chodzi o to, czy ktoś jest ambitny i chce zrobić karierę, czy nie, tylko o to, co ma w głowie. Jeżeli jest wychowany w atmosferze "słuchaj księdza i nie myśl za wiele", to potem często mu to zostaje. Jeżeli nie ma dostępu do ciekawej literatury, bo ludzie czytają romansidła i w bibliotekach są romansidła, a z muzyki to słyszał głównie disco i pop, a np. o M. Peszek czy jakichś ciekawych artystach nawet nie słyszał, bo nie było od kogo - to jak ma się rozwinąć? I potem tacy ludzie jadą na studia z tą swoją słomą z butów i robią kariery, bo mamusia zawsze chciała, żeby dziecko pieniądze miało, bo to najważniejsze, ale myśleć nie uczyła, bo po co, od myślenia przecież tylko głowa może zaboleć, robi się tak, jak się zawsze robiło, tak jest dobrze i już, taka jest tradycja, bo jesteśmy Polakami, a Polak to katolik. Odpowiedz Link
kora3 Gregory :) ja to widzę jednak inaczej 21.01.13, 22:06 Bynajmniej nie chodzi mi o to, że wychowanie (takze takie, jak opisałeś) nie ma wplywu na człowieka, ale moim zdaniem przypisywanie mu w obecnych czasach wszystkiego jest błędem. Juz wyjaśnię dlaczego tak myślę: otóż w dawniejszych czasach, nawet jeszcze przedwojennych ludzie wychowywali się w określonym środowisku (mam na myśli sferę, a nie tylko rodzinę), kształcili stosownie do tegoż i rzadko "migrowali" do innych klas spolecznych. W obecnych czasach już tak nie jest. Człowiek może być z okreslonej "kasty", ale o ile chce może się z niej wykorzenić ze tak powiem. MAm na mysli romansidła (wcale nie tylko one są w bibliotekach ), disco polo i seriale. Wyjeżdżając np. na wspomniane przez Ciebie studia ma szansę poznać ludzi o innych, ciekawych zainteresowaniach i "zarazić się " nimi od nich. Jesli chce oczywiscie Znam wielu ludzi wywodzących się prostych, albo co gorsza - kołtuńskich środowisk, którzy wspomnianą słomą w butach nie straszą No, ale musi taki ktoś chcieć, a Ty piszesz, że jest nauczony: "Słuchaj ksiedza i nie myśl za dużo". Z mysleniem zaprawdę dobrze nie jest , ale ze "słuchaniem ksiedza" - jeszcze "gorzej". Obraz dzisiejszego społeczeństwa pokazuje, ze własnie wcale nie słucha ono ksiedza, tj. bezmyślnie,czy nie, ale nie stosuje sie w wiekszości do kościelnego nauczania. Sam zresztą wiesz Bo jesli to nauczanie głosi, że trzeba bzykać się przed ślubem, żyć w wolnym związku do czasu jego zawarcia, zdradzać wpółmałzonka, stosować antyki itd. - to ja jestem arcybiskupem Więc jakie to "słuchanie ksiedza"? Odpowiedz Link
grzespelc Re: Gregory :) ja to widzę jednak inaczej 22.01.13, 14:30 Z tym słuchaniem księdza to bardziej niż o rzeczywiste słuchanie chodziło mi o takie krótkie opisanie mentalności, z której wyrwać się owszem można, ale mało kto to potrafi, bo do tego na ogół trzeba znaleźć akceptację w jakimś innym środowisku, mało kto jest na tyle indywidualistą, żeby umieć nie przejmować się opinią innych. A jeżeli chodzi o studia, to wiesz, znajdzie się takich kilku innych ze słomą, dobiorą się i jest im dobrze, presji na zmiany już nie ma. Żeby się zmienić, trzeba chcieć, a ludzie mają inne priorytety, niż rozwój intelektualny, co dobitnie wyraziła kiedyś moja koleżanka z pracy (słowo daję niegłupia dziewczyna z jakimś tam potencjałem) słowami "czy ty musisz zawsze wszystko kwestionować?". Odpowiedz Link
kora3 Re: Gregory :) ja to widzę jednak inaczej 22.01.13, 14:48 no wszak wałkowałm w poście do ciebie, ze trzeba CHCIEĆ. Odpowiedz Link
kora3 Akurat w tych statystykach nie ma nic dziwnego 20.01.13, 12:32 mój słodki Diabollo - mam na myśli to aborcji. Sprawa wygląda tak, ze młodzi ludzie mają bardzo czesto niezmiernie idealistyczne podejście, za to nie mają DOŚWIADCZENIA W tym wieku przeważająca czesc mlodych ludzi mieszka jeszcze z rodzicami, uczy się itd. Poza tym to czas dzikich zauroczeń - wiesz żyli długo i szczesliwie Z doświadczeniem perspektywa sie zmienia - po prostu i zmienia się także myslenie Odpowiedz Link
diabollo Re: Akurat w tych statystykach nie ma nic dziwneg 20.01.13, 18:27 Przepiękna Koro, napewno to też, tylko, skąd oni wiedzą, że "idealistyczne podejście" to dysponowanie brzuchem innych kobiet? Poza tym, czcigodny Grzespelc się nie myli - w zależności w jakim środowisku człowiek się obraca i jakie gazety i media ogląda - może ulec złudzeniu, że stanowią one główne ośrodki kształtowania opinni społeczenej. Tymczasem gówno prawda. Poza agitacją katolicką od przedszkola, więcej ludzi słucha co niedzielę kazania księdza dobrodzieja niż np. ogląda w niedzielę w "liberalnych mediach" np. wiadomości TVN, w których jak wiadomo musi przemówić do nich Terlikowski, Semka, albo inny Kamiński. Z gazetami tak samo: Polska nie jest wyjątkiem, leaderem nakładów są kretyńskie tabloidy, które wszędzie schlebiają konserwie i zabobonowi (choć na którejś stronie mogą i dać zdjęcie tzw. "gołej baby"). Na zaprzyjaźnionym forum, czcigodniej Marii421 jest dyskusja o terrorze "politpoprawności" i generalnie zgodniej dyskusji pojawił się i link do strony "wPolityce" jak to w Amsterdamie powstaje zamknięte getto dla "każdego, który zostanie uznany za szykanującego homoseksualistów". Wybitny dziennik "wPolityce" podaje źródło tej ważnej wiadomości odradzającego się totalitaryzmu w Holandii - tabloid Fakt.pl Tabloidy to sojusznik prawactwa, a to tabloidy kształtują opinię publiczną znakomitej większości tych, którzy jeszcze cokolwiek czytają. Kłaniam się nisko. Odpowiedz Link
kora3 To nie takie proste wg mnie Diabciu 21.01.13, 00:59 wybacz, że nie moge się zgodziś z tak prostymi wytłumaczeniami nie tylko teraz, ale mnie rzetelnośc, a przede wszystkim doświadczenie nie pozwala. Nie pierwszy zresztą raz natym forum z tego powodu "mam kłopoty" Widzisz ja wychowalam się w b. liberalnym domu Na pewno moich poglądów nie kształtowała religia, ale nie kształtowali ich także rodzice. Nie mówili nigdy: myśl tak, a tak , tylko myśl samodzoelnie, szukaj, pytaj, czytaj ,wyciagaj wnioski, a potem w nie wąpt Jako młoda dziewczyna jednak stosunek do aborcji miałam dośc radykalny Nieeee, nie ze życie poczete, nożki i paluszki płodu itd, Nic z tych rzeczy Po prostu - rozumowanie na miare swego doswiadczenia i przekonań Mnie rodzice uczyli, że trzeba być ODPOWIEDZIALNYM za to co sie robi (nie chodziło tylko o seks) i to mi się zakodowalo- kzde działąnie niesie za sobą konsekwencje i tyle. Dlatego kobiety/dziewczyny, o których czytalam/słyszałąm, ze zaszły w nieplanowaną ciąże uwazałąm za kompletmne debilki, pobawione rozumu oraz ODPOWIEDZIALNOSCI. Wyłączałam z tego grona tylko te, które zostały zgwałcone, albo wykorzystane podstępem (np. podanie narkotyku bez wiedzy zainteresowanej) - nie ma decyzji, nie ma odpowiedzialności - proste. Nie uwazałam, że te kobiety nie mają prawa do aborcji, ale zawsze mnie wqrzało, jak słyszsłam, ze "chłopak ją skrzywdził" czy rodziła,czy usuwała. Jak "skrzywdził" - szła z nim,wiedziała czym to grozi! Co taka osoba zrobila (litowano się wowczas najbardziej nad tymi co rodziły "pannami", a nie usuwającymi) latło mi kalafiorem, ale o skrzywdzeniu nie mogłam słuchaźć W tym czasie nie było w publicznej TV programów religijnych, Terlikowski się nie lansował itd, zresztą wiesz. Na katechezie też nie za duzo mówiono o aborcji, a jak mówiono - miałam swoje zdanie nawet je wyrazałam czasem (nie tylko w temacie aborcji) - do katechezy w domu nikt mnie nie zmuszał, a miała dla mnie charakter raczej poznawczy, niż duchowy. Po p[rosyiu miałam przekonanie, ze jak ktoś uzywa rozumu, to w ciąże niechcianą - nie zajdzie. A jak zajdzie to jest jego i jej problem, wiec niech nie zgrywją męczenników, cokolwiek postanowią w związku z tym Nadal tak uwazam TERAZ poniekąd, tylko po latch DOSWIADCZENIA biore pod uwagę rózne okoliczności, w ktorych ja sie nigdy nie znalazałam i nie znajd e i wówczas one mi nawet do głowy nie przychodziły. Nadal jednak uwazam, ze baba, która idzie do łozka bez zabezpieczenia z kolesiem poznanym w necie po 3 godzinach rozmowy w realu NIE zasługije na to, zebym z jej aborcji robiłą ikonę walki o prawa kobiet. Debilka jest i tyle - niech usunie- jasne, ale nie dorabiajmy do tego ideolo, że za biedna, za głupia i za religijna, zeby się zabezpieczyć, albo zażadać, zeby gośc załozył gumkę. Odpowiedz Link
grzespelc Re: To nie takie proste wg mnie Diabciu 21.01.13, 11:52 Z tym problemem to ja się muszę mierzyć w praktyce zawodowej i sowo daję, nie rozumiem ludzi 30-letnich, niby to dojrzałych, którzy np. wierzą w kalendarzyk, a potem się dziwią, że dziecko mają... W zasadzie uważam tak, jak Ty. Można teraz w zasadzie bez większych problemów uniknąć ciąży. Odpowiedz Link
kora3 Racja, tylko, że też nie tak prosto jest, że 21.01.13, 22:40 oto w "kalendarzyk" wierzą oczadziali katolicy, którzy potem muszą dokonywać aborcji. Wiem że pewnie mi się dostanie za "obronę KRK", ale trudno, bo to fakty. Ludzie stosujący metody NPR z powodów ideologicznych (religijnych) stosują je, bo wierzą, że tak sobie życzy Bóg Oni nie szukają po nieplanowanym zajściu rozwiazania w aborcji. Poczytaj katolickie fora - niektórzy z tych ludzi tak bardzo obawiają się "zajścia", z którego jedynym dla nich wyjściem jest potomek, że ograniczają swe wspłóżycie w małżeństwie do dosłownie paru dni w miesiącu (czyli tych, w których zapłodnienie graniczyłoby z cudem o to żadna magia, tylko fizjologia). Nie sądze, zeby głownymi klientkami lekarzy wykonujących aborcję były gorliwe katoliczki stosujące NPR. Dodam, że być może Cię przerażę, ale podstawową metodą unikania zapłodnienia jest dla sporej czesci polskiego społeczeństwa nie "kalendarzyk", czy prawdziwe metody NPR nawet, ale ...stosunek przerywany!!! Wiem, że to wzbudza grozę, ale niestety tak jest! Gorliwi katolicy go nie stosują , zatem musi to być grupa "niesłuchająca ksiedza", niestety - zdrowego rozsądku TEŻ nie. A ludzie stosują te "metodę", bo: nie lubią w gumce (głownie panowie) i nie chcą się truc, mieć obcego ciała w sobie (panie). Do tego dochodzi przekonanie, że "zawsze uwazałem i nie zaszliśmy, nie zapłodniłem żadnej kobiety" i "on zawsze uwazał i nie zaszłąm". Wynika to Grzesiu z braku wiedzy o ludzkim rozrodzie. Wbrew temu co się bowiem niektórym zdaje, statystycznie wcale nie łatwo zaciążyć . Różne źrodla podają róznie (od 50 do nawet 80 proc.), ale calkiem sporo zapłodnionych jaj samoistnie ubumiera zanim dotrze do macicy i zagnieździ się. Dla kobiety nie jest to wcale odczuwalne, wiec nawet nie wie, że w tym cyklu zapłodniono jej jajo. Ta dysproporcja pomiędzy liczbą zapłodnień i liczbą ciąż wyrabia w ludziach przekonanie, że "uwazanie" działa, bo się nie zaszło. Nie działa i nigdy nie wiaomo, kiedy się zajdzie (oczywiscie, jesli kobieta ma niedrozne jajowody np. to się nie zajdzie NIGDY w każdym razie naturalnie, ale to nie efekt uwazania bynajmniej). O tym, ze spora czesc naszego społęczeństwa i to tego wykształconego nie zabepiecza się WCALE ani przed ciaża ani przed zakazeniem podczas przypadkowych kontaktów seksualnych (hetero zeby jasnosc byla) nie wspomnę już, bo pisałąm, To kolejny smutny i przerazający fakt. Paradoksalnie z tego co widzę, wśród ludzi niereligijnych (czyli w wiekszosci po slubach kościelnych z ochczonymi dziećmi edukowanymi katechetycznie) i wykształconych najbardziej o antykoncepcję dbają ...stałe pary (małzeńskie albo nie), ale zdecydowanie nie planujące już dzieci. Odpowiedz Link