diabollo
28.08.13, 08:07
Religia bez szantażu
Halina Bortnowska
Mam propozycję: przestańmy kręcić się w kółko między dwoma biegunami - państwem i Kościołem, Kościołem i państwem. Wierzący i niewierzący razem w tej grze uczestniczą. Spoglądają na siebie nawzajem raz podejrzliwie i gniewnie, raz z zazdrością, może z podziwem, i wreszcie obojętnie, bo to wszystko już nudne się stało.
Proponuję powrót do innej polaryzacji: ja, człowiek religijny - i społeczeństwo. Albo odwrotnie: ja, człowiek od religii wolny - i społeczeństwo, którego wierzący są cząstką. Myśląc o społeczeństwie, nie o państwie, mamy inne pytania, inne radości, złości i smutki. Czuję, że wszystkim nam jakby bliżej do siebie i mniej jesteśmy skłonni rozstrzygać wspólne kwestie wyłącznie z własnego punktu widzenia.
Kiedyś tak żyliśmy, co jeszcze dobrze pamiętam. Wtedy, w PRL, "państwo" było "ich"; my, czyli społeczeństwo, uważaliśmy Kościół za (nieco) bardziej nasz, pod naszą - społeczeństwa - opieką, bo zawarowaliśmy sobie nieodebranie nam Kościoła. Wspominam moje doświadczenie z Nowej Huty i Wrocławia, gdzie byłam katechetką. W tamtych czasach stworzyliśmy ekumeniczną grupę dialogu chrześcijan różnych wyznań, także międzynarodową: dla ludzi z Polski, Czech i Niemiec "wschodnich", zwanych "Enerdowem".
Stawialiśmy sobie pytanie: jak być chrześcijanami w naszych społeczeństwach? Aby móc się spotykać, musieliśmy przekraczać granice polityczne; aby myśleć razem, trzeba było wewnętrznego wyzwolenia - znajdowaliśmy je w wierze, ale też w szczerości. Nie spotykaliśmy się przeciw czemuś, na przykład zagrażającym nam siłom państwowym - tym bardziej nie przeciw niewierzącym w naszych społeczeństwach. Nie przeciw komuś, nie przeciw komukolwiek, lecz "za". Za odczytywaną razem Ewangelią, za wiarą w Jedynego.
Czy nie moglibyśmy tak żyć teraz?
Bortnowska: Potrzebujemy synodu w Kościele
Co przeszkadza chrześcijanom w kontakcie ze społeczeństwem, z jego różnorodnością i rozmaitością przekonań i postaw? Gdy próbuję to na nowo przemyśleć, sięgam po formułę prof. Josepha Weilera: trzeba wolności religii dla jej praktykowania i szerzenia, dla życia zgodnie z tym, co się wyznaje. Ale trzeba też wolności od religii, aby można było żyć bez niej, poza zasięgiem jej wymagań i jej konkretnej postaci. Kontakt między chrześcijaninem a innymi ludźmi w społeczeństwie powinien być wolny od jakiegokolwiek przymusu, od moralnego szantażu. Chodzi o to, by różnice nie prowokowały do agresji. Przeciwnie - stwierdzenie różnic ma pociągać za sobą zainteresowanie, ale też wzmożoną ostrożność, uwagę, pilnowanie się, by nie obrażać. Dialog, czyli delikatna tkanka porozumienia obok różnic, wymaga ochrony.
Moja własna wiara skłania mnie do wezwania innych wierzących: próbujmy razem wspierać się w zachowaniu człowieczeństwa. Może się to dziać z zachowaniem "przyjaznej autonomii" osób i grup. Zostawmy nieco na boku potężne struktury - państwo i Kościół. Odnajdujmy się osobiście jako jednostki i ich wspólnoty.
Od pewnego czasu społeczeństwo zdaje się coraz wyraźniej dzielić czy rozpadać na osobne plemiona i wrogie sobie klany. Kościół rzymsko-katolicki może chciałby unosić się ponad tą grą, ale w niej jak najbardziej uczestniczy i bywa anektowany. Kierując się ostrożnością, nie chcę, abyśmy tworzyli własne "chrześcijańskie" struktury plemienne. XXI wiek to pora na poszanowanie transcendencji wiary, uznania tego, że nie posiadamy jej na wyłączność. Wiara wschodzi też tam, gdzie jej nie siejemy. Dlatego nie chcę być "publicystką katolicką" ani być przedstawiana jako taka.
Adam Michnik: "Halina Bortnowska, rzadki ptak"
Halina Bortnowska - filozof, teolog, publicystka, wieloletnia redaktor miesięcznika "Znak", współzałożycielka Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka
wyborcza.pl/politykaekstra/1,133668,14505400,Religia_bez_szantazu.html