Dodaj do ulubionych

kajdany i wolność

20.07.17, 07:16
Każdy z nas ma prawo wybrać czy chce żyć w wolości czy być zniewolonym.
Obserwuj wątek
    • kociak40 Re: kajdany i wolność 20.07.17, 16:22
      malg64 napisał(a):

      > Każdy z nas ma prawo wybrać czy chce żyć w wolności czy być zniewolonym.

      Póki co, jestem administratorem tego forum i wychodzę z założenia, że kto zaprasza gości, ten musi znosić ich dyskusje.
      Wrzucasz nowy temat, który jest oczywisty i do dyskusji się nie nadaje. Czy przypadkiem nie kieruje Tobą chęć zwrócenia na siebie uwagi za wszelką cenę, której brak Ci w swoim otoczeniu? Pojawiłaś się na tym forum i chcesz zainteresowania innych swoimi problemami. Jest to coś w rodzaju szczególnego jakby pieniactwa, żeby uzyskać dla siebie aprobatę innych.
      • pocoo Re: kajdany i wolność 21.07.17, 16:24
        kociak40 napisał:

        > malg64 napisał(a):
        ..............
        >Czy przypadkiem nie kieruje Tobą chęć zwrócenia na siebie uwagi za wszelką cenę, które
        > j brak Ci w swoim otoczeniu?

        Zdecydowanie tak.Kiedy już zabrakło znajomych i krewnych,którym przydarzały się wymyślone historie,to teraz przypisuje je sobie.Obym miała rację.Na Forum nigdy nie wiadomo co jest prawdą ,a co kosmiczną bzdurą.Jej nie wierzę.
    • kociak40 Re: kajdany i wolność 20.07.17, 16:49

      "Każdy z nas ma prawo wybrać czy chce żyć w wolności czy być zniewolonym." - malg64

      Tego problemu nawet ewangelie nie rozwiązały. Jezus nie potępił niewolnictwa tylko je uznał za coś normalnego.
      Niewolnictwo, to zniewolenie człowieka przez człowieka. Ten problem dopiero rozwiązała Wielka Rewolucja Francuska.
      W krótkim zapisie deklaracji przelicytowała całą Biblię. A oto ta deklaracja :

      "Każdy człowiek rodzi się wolny, jest równy wobec prawa i ma prawo do szczęścia".

      Ta krótka deklaracja spowodowała ogromny sprzeciw KK, bo był to koniec feudalizmu.
      Wiem, że nie takie zniewolenie masz na myśli ale to tak, dla twojej wiedzy. Każda religia chce zniewolić człowieka, pozbawić go wolnej myśli, ograniczyć intelekt człowieka, pozbawić logicznego myślenia. Czym człowiek jest "ciemniejszy" (czytaj-mniej wykształcony) tym jest lepszy dla religii, bardziej podatny na sterowanie przez szamanów.
    • malg64 Re: kajdany i wolność 21.07.17, 10:29
      Każdy człowiek ma prawo do wolności i do szczęścia to bardzo trafne slowa ,ja zostałam wprowadzona w stany pewnego zniewolenia z którym muszę się borykać i to wlaśnie jest powód mojej obecności na forum chcę mówić ludziom jak niebezpieczne sa niektóre wspólnoty działające przy kościolach. Jak potrafia czlowieka naiwnego wciągnąc w coś niebezpiecznego , zrobić pranie mózgu.Piszesz ze im człowiek ciemniejszy tym latwiej nim sterować to prawda dlatego mam zamiar ostrzegać naiwnych ludzi by nie pobłądzili jak ja!!Ja chciałam wybrac wolność i szczęście i nie udało się ,bo zaufałam czlowiekowi {księdzu} który mnie skrzywdził.
      • kociak40 Re: kajdany i wolność 21.07.17, 14:12

        Teraz bardzo składnie to opisałaś i w końcu zrozumiałem o co Ci chodzi, ale w tej sytuacji nie potrafię pomóc.
        Ten problem jest mi obcy, nawet żadnej chęci nigdy nie miałem abym brał udział w jakichś wspólnotach kościelnych.
        Słuszne jest także to, że na swoim przykładzie chcesz ostrzegać innych, warto to robić dla ich dobra, aby nie pokładali zbytniego zaufania w stosunku do księży i innych szamanów. Ja, chociaż nie mam w tym osobistego doświadczenia, od dawna o tym ostrzegam. Jestem entuzjastą nauk ścisłych, które pozwalają zrozumieć działanie otaczającego nas świata, a spraw duchowych nie łącze z żadną religią ale wyłącznie z podświadomością i psychologią. Podsumowując: chcesz zrozumieć działanie rzeczywistości - nauki ścisłe (fizyka), mechanizm uczuć - psychologia. W sprawach religijnych nie potrafię pomóc, bo w tym zakresie jestem jak "stołowa noga" i to taka jak od fortepianu. W tym zakresie może inni
        uczestnicy tego forum się wypowiedzą.
        • malg64 Re: kajdany i wolność 21.07.17, 22:11
          Bardzo fajnie mi odpowiedziałes. Tak jak napisałam , nie oczekuję pomocy tylko zrozumienia i pragnę ostrzec naiwnych ludzi żeby nie poblądzilii tak jak ja.Po tym wszystkim nawet moj fortepian przestał grać, chociaż uwielbiałam to robić!
      • pocoo Re: kajdany i wolność 21.07.17, 16:12
        malg64 napisał(a):
        >Ja chciałam wybrac wolność i szczęście i nie udało się...

        Pisałaś o odnowie w duchu świętym u zielonoświątkowców i o tym,ze ciebie zawiedli.

        >bo zaufałam czlowiekowi {księdzu} który mnie skrzywdził.

        Pisałam niejednokrotnie,że jesteś mitomanka.
        Jeżeli żyje (zaraz napiszesz,że umarł) ksiądz,który ciebie skrzywdził , to już dawno twój mąż (chyba nie rozwiodłaś się w ciągu paru dni) powinien urwać mu jaja.
          • pocoo Re: kajdany i wolność 21.07.17, 22:40
            malg64 napisał(a):

            > Ksiądz zyje i ma się dobrze , jeżdzi wypasionym harlejem . i ma w nosie to ,że
            > skrzywdzil człowieka.

            A co na to twój mąż? Przecież mógłby dać mu chociaż w ryj.
            • malg64 Re: kajdany i wolność 21.07.17, 22:54
              Mój mąż dziękuje Bogu ,że się uspokoiłam. bo to niestety kiedyś ja chcialam dać mu w twarz. I cale szczęście ,że tego nie zrobiłam, bo moglo być nieciekawie delikatnie mówiąc.
              • kociak40 Re: kajdany i wolność 21.07.17, 23:07

                Moja rada. Jeżeli jesteś wierzącą osobą, możesz adorować Boga w formie - ja i Bóg, bezpośrednio.
                Nie ma potrzeby korzystania z pośrednictwa (księża), ceremoniałów kościelnych, "spoczynków ducha św.",
                sekt i innych organizacji. To inne tylko deprawuje wiarę, rodzi frustracje, zniewala itd. Zapewne czytałaś ewangelię i masz tam przykład jak możesz zwracać się do Boga. Jezus żadnych ceremoniałów nie odprawiał, nie zalecał podporządkowania się pośrednikom. Przekazał tylko dwa sakramenty - chrztu i Eucharystii, żadnych innych.
                To możesz sama sobie zapewnić bez pośredników.
                • malg64 Re: kajdany i wolność 21.07.17, 23:21
                  Ten ksiądz w sposób tylko sobie wiadomy , poinformował mnie , że nie powinnam przyjmować komunii. Póżniej inni ludzie z kościola przekonywali mnie że powinnam ,ale kiedy już zdecydowałam się na spowiedż i zaczęły mną targać straszliwe bole fizyczne . Wystraszylam się . Nie wiem czy kiedykolwiek się odwazę przyjąć Euchrystię.Jęśli możesz obejrzyj na you tube dokument Egzorcyzmy Anneliese Michel. Dowiesz się o czym mówie.Uwierz mi , człowiek nie wie co może go spotkac.
                  • kociak40 Re: kajdany i wolność 22.07.17, 01:40

                    "Jeśli możesz obejrzyj na you tube dokument Egzorcyzmy Anneliese Michel. Dowiesz się o czym mówię. Uwierz mi , człowiek nie wie co może go spotkać." - malg64

                    Nie będę tego oglądał, bo mnie to nie interesuje, szkoda czasu.
                  • kociak40 Re: kajdany i wolność 22.07.17, 06:25

                    "Ten ksiądz w sposób tylko sobie wiadomy , poinformował mnie , że nie powinnam przyjmować komunii." - malg64

                    To masz wielkie szczęście, że tylko tak chciał Cię ukarać. Parę wieków wstecz, zapewne spalił by Ciebie na stosie jako czarownice. Miał w tym Kościół wielką praktykę. Jak obecnie podają, spalono ponad 100 tysięcy kobiet na stosach, wpierw ich torturując za konszachty z diabłem. Tu nasuwa się pytanie, gdzie był ten miłosierny Bóg jak palono niewinne kobiety w Jego imieniu? Przyglądał się? Spał? Na wczasy pojechał? Jak Ty myślisz, gdzie wtedy był Bóg jak płonęły te stosy z niewinnymi ludzmi?
                    • malg64 Re: kajdany i wolność 22.07.17, 08:06
                      Pan Bog może wiele ale niestety ludzie a w szczególności żli mają wielkią silę . Nie możesz Boga obwiniać za wszystkie bezeceństwa podłych ludzi , bo to nie Bóg nimi rzadzi .Wielu ludzi odsunęłó się od Boga właśnie zadając sobie takie pytania jak ty .Pamiętaj siłą świata są jednak ludzie ,,,,,,,,,,, dlatego mówi się o świecie " na tym lez padole" prawdziwe szczęście czeka nas póżniej i ja w to wierze ale trzeba na to zasłużyć. Znajomy ksiądz pisze pracę na temat " Raj życiem na ziemi" powiedzialam mu ,że nigdy się z tą tezą nie zgodze.A jeśli chodzi o te kobiety palone na stosach , to chyba masz rację ze mnie mógłby spotkać taki los.
                      • malg64 Re: kajdany i wolność 22.07.17, 08:42
                        Uświadomileś mi fakt, że dzięki Bogu żyję w cZasach bardziej cywilizowanych i losu tych biednych kobiet na szczęście nie podzielę.Ale i tak nie jest za wesoło . Wszyscy księża z mojego kościoła powtarzają mi ,że jakoby jestem taka dobra. Nigdy na nikogo się nie gniewalam , wszystko przebaczałam , wszystkim życzyłam dobrze, aż tu zjawił się ksiądz który to wszystko zniszczył ,. Wierzę ,że jednak Pan Bog nie rychliwy ale sprwiedliwy.Niedawno przed Wielkanocą na mszy krzyżma kiedy w kościele zebrala się ponad setka księży powiedziałam im otwarcie i głośno z oltarza ,że my im ufamy i szanujemy a oni w zamian wnoszą do naszych domów brud. I zapytalam dlaczego . To byl moj manifest . Zaprzyjażniony ksiądz powiedzial, że ten z odnowy chciał mi pomóc w 30% więc pytam gdzie bylo pozostałe 70%?
                        • kociak40 Re: kajdany i wolność 22.07.17, 10:41

                          "Pan Bóg może wiele ale niestety ludzie a w szczególności źli mają wielkią siłę . Nie możesz Boga obwiniać za wszystkie bezeceństwa podłych ludzi , bo to nie Bóg nimi rządzi ." - malg64

                          A kto sprawia, że rodzą się malutkie dzieci już bardzo chore? Pójdź do szpitala lub hospicjum dziecięcego gdzie zobaczysz nawet kilku miesięczne dzieci chore na nowotwory gdzie nie ma już dla nich ratunku. Umrą w cierpieniu. Kto odpowiada za ogromne epidemie chorobotwórcze? Np. w 1918 r. tz. grypa hiszpanka spowodowała śmierć ponad 100 milionów osób. To więcej niż poległych w dwóch wojnach światowych itd.
                          Gdzie wtedy był Bóg? Jest przecież, jak podajesz, miłosierny i wszechmocny ale nie korzysta ze swojej mocy, która nic Go nie kosztuje, może przecież wszystko. Wtedy raczej okazuje swoją perwersję i lubowanie się w zsyłaniu cierpienia na ludzi.
                          Dalej piszesz: " prawdziwe szczęście czeka nas póżniej i ja w to wierze ale trzeba na to zasłużyć."
                          Wiara jest "matką głupich". Sadzisz, że dostaniesz się po śmierci do nieba, którego nie ma.
                          Męczy Cię pytanie, co będzie po śmierci? A no, to samo co przed urodzeniem, nie było Ciebie i po śmierci nie będzie.
                          • malg64 Re: kajdany i wolność 22.07.17, 13:48
                            Chciałabym zobaczyć Twoją minę kiedy staniesz przed Bogiem na Sądzie Ostatecznym. Rozumiem Ciebie , że masz żal do Pana Boga za zło i niesprawiedliwosc ,ale niestety na tym łez padole ,tak być musi. Gdyby tak nie było mielibyśmy raj na ziemi a raj niestety jest póżniej i trzeba sobie nań zasłużyć. Mam nadzieję, że kiedyś trafisz w swoim życiu na osobę która będzie miała dla Ciebie taki autorytet ,że Cię przekona.Zyczę Ci tego z całego serca!Mnie ostatnio udało się przekonać kobietę która przez wiele lat miała żal do Boga za nieudane życie . Przyjęła po wielu latach komunię i moja dusza się uradowała. Teraz mówi , że w snach spotyka się ze zmarłymi ludzimi ze swojej rodziny i wie ,że na nią czekają.
                            • kociak40 Re: kajdany i wolność 22.07.17, 19:06
                              Nadszedł chyba już moment, abyś wyłączyła się z tego forum, bo zaczynasz "piepszyć" i straszyć jak typowo nawiedzona osoba, której brak nie tylko wiedzy ale i intelektu. To, że tak długo odpowiadałem na twoje posty, to tylko z grzeczności. Dla Ciebie partnerem do dyskusji jest druga osoba nawiedzona. Możecie sobie wtedy przekazywać rady dla siebie.
                              Może się orłom zdarzyć lot zniżyć miedzy kury, ale przenigdy kurze nie sięgnąć skrzydłem chmury.
                              Dlatego dalsza dyskusja między nami nie ma sensu.
                            • stokrotka_a Re: kajdany i wolność 19.10.17, 14:05
                              malg64 napisał(a):

                              > Chciałabym zobaczyć Twoją minę kiedy staniesz przed Bogiem na Sądzie Ostateczny
                              > m.

                              Po pierwsze, bóg jest wymysłem, więc nikt przed nim nie może stanąć. po drugie, gdyby nawet bóg istniał, to dusza "stojąca" przed nim, jako nimaterialne coś, żadnej miny nie ma.

                              > Rozumiem Ciebie , że masz żal do Pana Boga za zło i niesprawiedliwosc ,ale
                              > niestety na tym łez padole ,tak być musi. Gdyby tak nie było mielibyśmy raj na
                              > ziemi a raj niestety jest póżniej i trzeba sobie nań zasłużyć.

                              Choćbyś nie wiem jak się wysilała, nie zasłużysz sobie na coś, co jest fikcją.

                              > Teraz mówi , że w sn
                              > ach spotyka się ze zmarłymi ludzimi ze swojej rodziny i wie ,że na nią czekają.

                              Spotykanie ludzi zmarłych i żywych w snach to taki film odgrywany przez mózg w stanie zwanym snem. Do tego żaden bóg ani żadna wiara nie są potrzebne.
                        • kociak40 Re: kajdany i wolność 22.07.17, 19:20

                          "Uświadomileś mi fakt, że dzięki Bogu żyję w cZasach bardziej cywilizowanych i losu tych biednych kobiet na szczęście nie podzielę." - malg64

                          Bardzo się mylisz, to nie dzięki Bogu żyjesz w czasach bardziej cywilizowanych ale dzięki Wielkiej Rewolucji Francuskiej (koniec feudalizmu i rozdział kościoła od władzy świeckiej) oraz Napoleonowi. Bonaparte, gdzie tylko sięgnęła jego władza likwidował Święte Oficjum czyli Inkwizycję. Zlikwidował także Państwo Kościelne, które istniało ponad 1000 lat. Obejmowało swym zasięgiem środkową część Italii i miało pod swoją władzą kilkanaście milionów obywateli. Napoleon zlikwidował to skrajnie feudalne państwo. Obecne państwo watykańskie, to twór zajmujący 44 hektary powierzchni, nie posiadające ani jednego obywatela, tylko samych urzędników. Ten twór utworzył Mussolini jako wdzięczność dla papieża, który poparł jego partię faszystowską.
                      • pocoo Re: kajdany i wolność 22.07.17, 21:40
                        malg64 napisał(a):

                        > Pan Bog może wiele ale niestety ludzie a w szczególności żli mają wielkią silę

                        Wszechmogący bóg może wszystko.
                        Napisano,że "nic na tym świecie nie dzieje się bez woli boga". Nie czytałaś "Słowa Bożego"?
    • malg64 Re: kajdany i wolność 22.07.17, 21:08
      Widze, ,że jesteś niezłym narcyzem , i mnie trochę obrażasz, ale uwazam ,że forum jest po to by pisać co mi w duszy gra, Bardzo ładnie z Twojej strony że z grzeczności chociaż odpisujesz, ale chyba przesadzasz ,że powinnam wymiksować się z forum . Ja dopiero mam zamiar rozwinać skrzydła. Nigdy nie myślałam ,że temat wiary budzi takie emocje.
      • kociak40 Re: kajdany i wolność 22.07.17, 23:57

        " Ja dopiero mam zamiar rozwinąć skrzydła." - malg64

        Skrzydła kurze nie pomogą, nie pofruniesz.
        Zwróć uwagę, że napisałaś dużo postów ale głównie odpowiedzi otrzymałaś ode mnie. 2-3 wstawki tylko dała pocoo.
        Jak sądzisz, dlaczego inni uczestnicy forum milczą na Twoje posty? Ja wiem dlaczego ale pełnie funkcję administratora tego form (mogę blokować wpisy, usuwać je itd.) i zależy mi aby "był ruch" na tym forum. Inni nie odpowiadają więc sam odpowiadam. Uważam, że osoba nawiedzona trochę może "ożywić" to forum. Nie jestem "niezłym narcyzem" jak mnie osądzasz ale mam powody do tego. Mam dwa tytuły mgr inż. z dwóch wydziałów ukończenia Politechniki Warszawskiej.
        Jeden z wydziału konstrukcyjnego, a drugi z technologicznego. Poza tym interesuje mnie całość nauki więc pogłębiam swoją wiedzę z różnych kierunków, bo to lubię. Wychodzę z założenia, że jeśli zostałem obdarzony intelektem (natura, Bóg) to muszę to wykorzystywać, a nie marnować na głupoty religijne. Religia nie jest nauką. Zapewne chcesz wiedzieć jaki jest mój światopogląd? Zaliczyłbym siebie do agnostyków, a nie do ateistów. Jest mi to obojętne czy jest Bóg, czy Go nie ma,
        nie obchodzi mnie to. Może sobie być lub nie być. Czytając Twoje posty wiem co Ci dolega. Np. piszesz:
        "już zdecydowałam się na spowiedź i zaczęły mną targać straszliwe bóle fizyczne . Wystraszyłam się" .
        Typowy objaw nerwicy lękowej z objawami tz. nerwicy wegetatywnej. Możesz mieć różne objawy, róże rodzaje nerwicy.
        Chcesz to "leczyć" religią, to bez sensu, od tego jest psycholog i psychiatra.
        Dodatkowo chcesz ludzi straszyć opętaniem przez diabła, Sądem Ostatecznym, Bogiem itd. Chcesz żeby inni też mieli te problemy lękowe. Dla Ciebie najlepszym odpowiednikiem do dyskusji jest druga osoba nawiedzona, wtedy macie wiedzę i intelekt na takim samy poziomie i doskonale będziecie się rozumieć i wzajemnie straszyć.
        Życzysz mi, autorytetu do zmiany swojego światopoglądu. Ma takie autorytety, podam trzy:
        Archimedes - za osiągniecie wszystkiego co jest możliwe w matematyce bez rachunku różniczkowego - wierzący w różnych Bogów.
        Izaak Newton - za mechanikę klasyczną i rachunek całkowy - wierzący w Boga, arianin.
        Albert Einstein - za teorię względności - nie wierzący, ateista.
        Mam autorytety ale na mój światopogląd nie ma to wpływu.
      • kociak40 Re: kajdany i wolność 23.07.17, 18:02

        W jednym masz całkowitą rację. Największym pragnieniem i to nie tylko człowieka, jest wolność osobista.
        Nawet w niebie przeciwko Bogu zbuntowały się anioły, bo nie chciały być zniewolone. Wybrały wolność i wolały stać się diabłami ale z własną możliwością decydowania o sobie. W niebie były tylko na posyłki, a na ziemi uzyskały całkowitą wolność i z zemsty szkodzą Bogu w jego zamiarach. Bóg tego nie przewidział, ma teraz problem, nie wie co ma robić? Jak sam KK podaje, że diabłów jest coraz więcej, świadczy to, że dalej bunt aniołów trwa dalej w niebie. Zapewne nie długo nie będzie aniołów. Bunt zapoczątkował (według przekazu kościelnego) główny archanioł - Lucyper. Wybrał wolność, stał się księciem piekła i nazwał się Mefistofelesem. Z drugiej strony, postęp techniczny tak się rozwinął, że Bóg już nie potrzebuje posłańców. Ma obecnie do dyspozycji TV satelitarną, fax, internet, satelity komunikacyjne itd. Już nie musi, tak jak jest opisane w Biblii, iść pieszo do Sodomy i Gomory aby sprawdzić co się tam dzieje. Teraz może wszystko wiedzieć w czasie rzeczywistym. Wolność, to potęga, lepiej zginać dla niej, niż trwać wiecznie w zniewoleniu. Mamy na to przykład z "góry".
        Ty dobrze to zrozumiałaś, Bóg niestety tego nie przewidział.
      • stokrotka_a Re: kajdany i wolność 19.10.17, 14:08
        malg64 napisał(a):

        > Nigdy nie myślałam ,że temat wiary budzi takie emocje.

        Nie myślałaś? To co robiłaś przez całe dorosłe życie? Wiara, a raczej religia zinstytucjonalizowana i w wymiarze osobistym, to czynnik wpływający na życie i śmierć bardzo wielu ludzi. Musi budzić emocje.
        • dunajec1 Re: kajdany i wolność 25.07.17, 22:28
          Kociak, dokladnie, ja nie bede gadal znawiedzonymi, mialem w domu taka sytuacje ze zona gadala z Bogiem a On z nia, alelluja co to bylo, pomogl nie kosciol i ksiadz ale lekarz, skonczyl Bog gadac
          • kociak40 Re: kajdany i wolność 26.07.17, 03:49

            "pomógł nie kościół i ksiądz ale lekarz, skończył Bóg gadać" - dunajec1

            Prawidłowe działanie, na gadki Boga może pomóc tylko lekarz psychiatra i to odpowiednimi lekami.
            Innej możliwości nie ma. Kościół i ksiądz może tylko zwiększyć te gadki u Boga.
        • stokrotka_a Re: kajdany i wolność 19.10.17, 14:10
          malg64 napisał(a):

          > Zapomniałam dodać, po wolność innych!Trzeba być silną i charyzmatyczną osoba ja
          > k ksiądz Popiłuszko i nie dać sie zastraszyć!

          Jeszcze trochę i ogłosisz się synem boga.
          • malg64 Re: kajdany i wolność 19.10.17, 21:43
            Ksiadz Popieluszko był synem Boga i poszedł tak jak Jezus na krzyż, mało jest tak charyzmatycznych i kochających Boga księży .Mordercy nie byli w stanie odebrać mu to co miał najpiękniejszego, miłości Boga i jego pięknej duszy .Zniszczyli jego ciało, stał się męczennikiem i został świętym . szatan wyje w piekle ze złości ,że stracił tak piękną duszę.A ludzie z kręgu zła sycza ze złosci.Niestety większość świętych zmarło śmiercią męczenska.
              • malg64 Re: kajdany i wolność 19.10.17, 22:06
                Ksiądz Jerzy Popieluszko powinien być sztandarowym wzorcem dla księzy, skromność, charyzmat , wielka duchowość stawia Go w szeregu z Janem Pawłem II .Tlumy ich kochaly .
            • stokrotka_a Re: kajdany i wolność 19.10.17, 23:24
              malg64 napisał(a):

              > Ksiadz Popieluszko był synem Boga i poszedł tak jak Jezus na krzyż,

              Po pierwsze, nie poszedł na krzyż. Po drugie mój komentarz nie odnosił się do Popiełuszki tylko do ciebie.

              > Niestety większość świętych zmarło śmiercią męczenska.

              No popatrz, miliony ludzi zmarło śmiercią męczeńską w obozach koncentracyjnych, a Kościół nie uczynił ich świętymi.
              • pocoo Re: kajdany i wolność 20.10.17, 09:38
                stokrotka_a napisała:

                > No popatrz, miliony ludzi zmarło śmiercią męczeńską w obozach koncentracyjnych,
                > a Kościół nie uczynił ich świętymi.

                Wystarczy im w niebie i na ołtarzach żydowskich świętych.
                Czy Katolicy chociaż pamiętają, że Noe z rodziną to Żydzi? Polscy katolicy też są ich potomkami.
    • malg64 Re: kajdany i wolność 25.07.17, 22:49
      Zaden lekarz nie pomorze , jeśli jesteś mały, człowiekiem, to co pisze to tylko okruchu\y zycia, ale przyjdzie dzien kiedy nie będzięcie mieli siły!!!!!!!!!!!!!!!!! I chwała Panu.
      • kociak40 Re: kajdany i wolność 25.07.17, 23:29
        malg64 napisał(a):

        > Zaden lekarz nie pomorze , jeśli jesteś mały, człowiekiem, to co pisze to tylko
        > okruchu\y zycia, ale przyjdzie dzien kiedy nie będzięcie mieli siły!!!!!!!!!!!
        > !!!!!! I chwała Panu.

        Puste słowa nas przytłaczają.
        Niejeden mając na głowie robaczka świętojańskiego myśli, że ma aureolę.
          • kociak40 Re: kajdany i wolność 26.07.17, 13:25
            malg64 napisał(a):

            > nie mowię ,że mam aureolę, ale nauczyłam się żyć , i mam zamiar pomagać innym
            > azeby nie podzieli mojego losu!

            Szczytna idea pomagać innym. Pamiętaj tylko o tym, że niejeden zbłądził na ziemi - kierując się znakami na niebie.
            • malg64 Re: kajdany i wolność 26.07.17, 14:16
              Jestem tu , i teraz a to nie znaki na niebie stały się przyczyną, tylko człowiek . On wie ,że to ja i ja wiem ,że to on. Czas pokarze co będzie dalej!Wiara , nadzieja i MILOSC !!!!!!!!!!!!!!!
              • stokrotka_a Re: kajdany i wolność 19.10.17, 14:13
                malg64 napisał(a):

                > Jestem tu , i teraz a to nie znaki na niebie stały się przyczyną, tylko człow
                > iek . On wie ,że to ja i ja wiem ,że to on. Czas pokarze co będzie dalej!Wiara
                > , nadzieja i MILOSC !!!!!!!!!!!!!!!

                Miłość? Czyli co? Seks z księdzem?
          • stokrotka_a Re: kajdany i wolność 19.10.17, 14:12
            malg64 napisał(a):

            > nie mowię ,że mam aureolę, ale nauczyłam się żyć , i mam zamiar pomagać innym
            > azeby nie podzieli mojego losu!

            Nie wiem, czy nauczyłaś się żyć, ale na pewno nie nauczyłaś się odróżniać rzeczywistość od mitów.
      • kociak40 Re: kajdany i wolność 28.07.17, 02:43
        "Każdy z nas ma prawo wybrać czy chce żyć w wolości czy być zniewolonym." - malg64

        Bardzo ładnie napisałaś na otwarcie tego tematu. Ja wybrałem całkowitą wolność. Nie podlegam żadnej doktrynie religijnej,
        do kościoła nie chodzę, kazań nie słucham, na żadne rekolekcjach nigdy nie byłem, księdza po kolędzie nie przyjmuję, żadnych tz. świętych obrazów nie mam w swoim domu ani żadnych przyrządów do modlitw, nie chcę nawet księdza na swoim pogrzebie. Jestem całkowicie wolnym od przesądów religijnych. Żaden ksiądz, biskup, czy nawet papież, nie są dla mnie autorytetami. Już dawno dokonałem wyboru aby żyć w pełnej wolności, czuję się całkowicie wolnym. I tak mi dopomóż Bóg, aby pozostało. Niestety, skleroza płata figle i człowiek na starość głupieje, "zapędza" ona w zniewolenie religijne. Mam dużą nadzieję, że ze mną tak nie będzie, obronie się od tego nawet resztkami świadomości. Najwyżej zakocham się bez pamięci ale nie będę wiedział po co.
        • malg64 Re: kajdany i wolność 28.07.17, 07:35
          Jeśli rzeczywiście będziesz się bronil przed miłościa , to ona nie przyjdzie a zasługujesz na to i tego Ci życzę .Nic na silę. Ja jestem osobą głęboko kochając i wierzącą , ale niestety mój syn wyrzekł się Boga. Jest to dla mnie wielki dramat.
      • kociak40 Re: kajdany i wolność 28.07.17, 21:21
        malg64 napisał(a):

        > Powiedział byś, ze wybrał wolność , a ja wiem ,,ze założył sobie kajdany.

        To tylko Ty tak myślisz, a on (syn) wybrał całkowitą nieskrępowaną dogmatami wolność.
        Wzniósł się nad poziom myśli zniewolonej religią. Ta jego wolność dotyczy logiki, lotności
        myśli i ducha. Tu mam pewne podejrzenie, czy Ty sama się do tego nie przyczyniłaś,
        czy nawiedzenie religijne nie stało się dla niego ostrzeniem, czy może twoje ględzenie religijne tego nie spowodowały? Mam taki przykład ze sobą. Miałem strasznie religijną babcie (matka mojej matki), która na szczęście mieszkał osobno w innej dzielnicy Warszawy. Jeszcze jako dziecko moja matka mnie zabierała w odwiedziny do tej babci dewotki. Miała ona mieszkanie jedno pokojowe, dość duże. Całe ściany były zawieszone świętymi obrazami, a pod oknem na bocznej ścianie był urządzony ołtarzyk. Stały na nim dwie duże (około metra) figury. Jedna NMP stojąca na wężu i druga jakiegoś świętego, w brązowym płaszczu i z proporcem w ręku.
        Babcia twierdziła, że to święty Antoni. Na ołtarzyku były też różne przyrządy do modlitw, a wiec różne modlitewniki i różańce. Przed ołtarzykiem stał klęcznik. Babcia całe dnie się modliła, chodziła na kilka mszy do pobliskiego kościoła św. Floriana na Pradze. Jak odwiedziłem babcie ze swoją matką, to musiałem wysłuchać całą "litanię" jej gadki jak we wszystkim te modlitwy i te dwie figury pomagają. Mieszkanie było ciemne, w cieniu stały te dwie duże figury i jako małe dziecko bardzo się ich bałem (tych figur), że one tak mogą działać i we wszystkim pomagać. Jak miałem z mama jechać do babci to płakałem, mama i babcia nie wiedziały dlaczego, taki "wyrodny" wnuczek nie chce jechać do babci tylko płacze.
        Dodatkowo bałem się jednego obrazu na ścianie, wisiał tam na jakiś belkach człowiek przybity do nich. Ściekała jemu krew po twarzy, rękach i nogach. Bałem się tego obrazu. Miałem wtedy 3-4 lata i tak zapisało się to w mojej psychice, że do dziś nienawidzę żadnych obrazów świętych i figur. Unikam dewotów religijnych i nawiedzonych. Uważam ich za zniewolonych przez religię. Po tej babci mam w swoim domu jedyną pamiątkę. Jest to jej jakby "flagowy" różaniec, najbardziej przez nią ceniony. Ona odziedziczyła go po swojej babci i stanowi pewien kunszt wykonawczy. Ma duże rzeźbione korale z hebanu połączone srebrem wysokiej próby, jest bardzo duży, ma wartość historyczną, jest bardzo ładny, ma swoją wartość artystyczną.
        Mam go jako pamiątkę, nigdy go nie używałem (przyrząd jest już w działaniu nieaktualny,
        bo JPII dodał więcej koralików). Mam go na pamiątkę i jako ostrzeżenie przed dewocją.
      • kociak40 Re: kajdany i wolność 28.07.17, 22:16

        "Jeśli rzeczywiście będziesz się bronil przed miłościa " - malg64

        ja nie bronię się przed miłością, kocham swoją żonę i swoje dzieci, mam kochać wszystkich ludzi? Serce by nie wytrzymało.
        Tu chciałem przytoczyć pewien fakt jaki opowiadała mi moja mama. Dotyczy to, co może chęć do modlitwy. Mama miała wtedy 12 lat i mieszkała z rodzicami w tym mieszkaniu, jakie opisałem pisząc o tych figurach. Jej ojciec , a mój dziadek (jego nie znałem, zmarł przed moim urodzeniem, znam go tylko ze zdjęć) służył 25 lat w armii carskiej. Pełnił służbę jako ordynans jakiegoś generała w Moskwie. Był już wtedy żonaty, czyli z moją babcią dewotką. Wrócił później do Warszawy, zamieszkał z żoną i swoją córką (moją mamą) właśnie w tym mieszkaniu z ołtarzykiem przy oknie. Kupił konia i dorożkę, został dorożkarzem. Nie był religijny, nie chodził do kościoła, nie modlił przy tym domowym ołtarzyku. Narzekał tylko , że w domu trudno wytrzymać przez te stałe modlitwy swojej żony ale tolerował je, nie wtrącał się do tego. Jako dorożkarz stał się mocno trunkowy. Babcia stale modliła się, żeby mąż nie pił, a on pił, bo nie mógł wytrzymać w domu. Rzadko przebywał w domu, stale miał jakieś kursy i babcia szukała go na postojach aby wyrwać od niego pieniądze, żeby nie przepił. Ze swojego zmartwienia z mężem zwierzyła się przy spowiedzi księdzu. Ksiądz znał z pobożności moją babcie i postanowił pomóc. Zaproponował, aby przyprowadziła go do spowiedzi wielkanocnej, a on już nagada mu.
        Tak się stało. Poszedł do tej spowiedzi, sam wrócił, bo babcia musiała być na dłuższych modlitwach w kościele. Wrócił trochę zapłakany, zdjął płaszcz i pierwszy raz (tak zobaczyła ojca moja mama jako dziecko) ukląkł przy tym ołtarzyku. Wziął jakiś modlitewnik, po chwili zamknął go, wstał, założył płaszcz i wyszedł. Wróciła babcia i pyta się córki (mojej mamy) - "Był już ojciec?" - "był" - "co robił?" - "rozebrał się, ukląkł przy ołtarzyku, wziął do ręki modlitewnik, ale zaraz go zamknął, wstał i wyszedł". I tu krzyknęła babcia - "cholera jasna, ja tam w modlitewniku ukryła wszystkie pieniądze przed nim!!!!!!!!!!!!!". Oczywiście pieniędzy już nie było, a dziadka także nie i to przez tydzień, bo suma pieniędzy bała dość duża. Chęć do modlitwy została dziadkowi wynagrodzona.
    • malg64 Re: kajdany i wolność 29.07.17, 00:33
      Twoja historia mnie urzekła , oniemiałam czytając Twoje naukowe wywody i nieraz potrafisz nie żle rozbawić . . Ale to tylko moja opinia. Swietnie czyta się Twoje wpisy nie patrząc koniecznie w te Twoje sławne czarne oczy. Dzieki ,że nie masz zamiaru mnie usunąc. A wracając do historii Twojej rodziny, wiem że masz Swiętą w rodzinie . Twoja babcia patrzy na Ciebie ,i doskonale wie ,że to nie wina jej rozmodlenia jest przyczyną Twojej wiary czy nie wiary. Tak zostałeś skonstruowany . To Twój ścisły umysł tak Cię zabukował.Po prostu rozum wziął górę i nie ma ty Twojej winy.Pamiętaj ,ta Twoja babcia którą nazywasz dewotka wspiera Cię z góry i opiekuje się Twoja rodziną , wie z,e jesteś dobrym i prawym człowiekiem. Wiem , ze odpowiednio to skomentujesz, ale uwierz. mi wiem co mówie. Bóg dał Ci talent do zgłębinia wiedzy i Ty odpowiednio skorzystałeś z tego. To Twoje przeznaczenie . Ciągle jestem pod wrazeniem twoich precyzyjnych wykładów. Pamiętaj jesteś szczęściarzen . A może masz jakiś dobry matematyczny, bądż fizyczny wzór na szczęscie?Bardzo dobrze że zachowaleś chociaz rózaniec babci . Dla Ciebie ma on wartość kolekcjonerską , ale zapamiętaj to dobrze. on ma wartość o wiele większa niż Ci się wydaje!Pamiętaj młodość kiedys mija!Jestem mlodsza od Ciebie osoba ,ale wiem co mowię.A historia mojego syna jest bardziej skompilikowana i niestety mamw tym swój udział. Ale człowiek nigdy nie wie co go czeka!
      • kociak40 Re: kajdany i wolność 29.07.17, 02:44

        " Ciągle jestem pod wrazeniem twoich precyzyjnych wykładów." - malg64

        To pochodzi jeszcze z czasów studenckich kiedy pomagałem kolegom w zrozumieniu trudnych tematów z takich trudniejszych przedmiotów jak: Matematyka (rozwiązywanie całek i równań różniczkowych), geometria analityczna i wykreślna, hydromechanika, termodynamika, automatyk itp. Zostawałem po wykładach i zabawiałem się w wykładowce
        tłumacząc w bardziej prosty i przystępny sposób. Za największy swój sukces w życiu w nauczaniu kogoś, był przypadek jak byłem na drugim roku studiów. Do mojego mieszkania przyszła jakaś nieznana mi kobieta ze swoim problemem z córką.
        Maż porzucił ją wiele lat temu dla innej kobiety, ona teraz sama wychowuje córkę, a ta ucząc się w liceum ma tylko same dwóje z matematyki. Nauczycielka matematyki przy całej klasie nazwała córkę "głupią jak osioł" i teraz córka wstydzi się, stale płacze i nie chodzi do szkoły. Nic nie obiecując zgodziłem się, żeby córkę przysłała do mnie, to zobaczę co mogę z tym zrobić. Była to smutna i biedna dziewczyna, faktycznie bardzo ograniczona w matematyce. Postanowiłem inaczej spróbować ją nauczyć. Na przykładach, zdaniach, żeby poznała rodzaje równań, żeby wiedziała jaką metodą się rozwiązuje itd. tak jakby mechanicznie. Była u mnie ~ 8-10 razy po kilkanaście godzin. W końcu nie przyszła więcej i zapomniałem o tym. W końcu czerwca znowu przychodzi ta kobieta i bardzo mnie dziękuje. Córka jako jedyna dostała piątkę w klasie na koniec roku, ta sama nauczycielka pocałowała ja przy całej klasie i postawiła za wzór opanowania matematyki dla innych uczniów. Wprost nieprawdopodobne, miała dwóje z matematyki za 3 okresy i w końcu jedyną piątkę w klasie za cały rok.
        Moja mama też miała satysfakcję, bo ta kobieta mnie dziękowała i mojej mamie, że ma tak "zdolnego" syna.
        Chciała płacić i to dość nachalnie, więc przyjąłem tylko 100 zł niby na dobre papierosy (na obecną wartość pieniądza to ~ 10 zł). Tak było i będę to zawsze pamiętał jako moje największe osiągnięcie w nauce innych.
        • kociak40 Re: kajdany i wolność 29.07.17, 09:24

          "A wracając do historii Twojej rodziny, wiem że masz Świętą w rodzinie " - malg64

          Co tam "święta" ja sam miałem ogromne szczęście, że urodziłem się i jestem na tym świecie. Obecnie dużo mówi się o przerywaniu ciąży, a mnie to dotyczy szczególnie. Był to pewien czas po II wojnie światowej. Miałem rodzeństwo, rodzoną siostrę starszą od siebie o 21 lat i brata starszego o 19 lat (oboje już nie żyją, tak samo jak i moi rodzice). Byłem dzieckiem niechcianym i nie planowanym. Rodzice wtedy mieszkali w takiej starej dużej kamienicy pełnej lokatorów. Ojciec miał 50 lat, matka 45 lat. Wszystkie sąsiadki, starsze panie, stale namawiały moją matkę, żeby usunęła ciąże, bo dziecko w tym wieku matki, urodzi się niesprawne fizycznie lub umysłowo. Na pewno będzie debilowate. Taki był wtedy pogląd, a ciąże można było przerywać. Matka się strasznie denerwowała i w końcu ojciec dał matce jakiś złoty pieniądz, aby go sprzedała i przerwała ciąże, a sam wyjechał za pracą na tz. ziemie odzyskane. To były powojenne inne czasy.
          Matka zgubiła ta złotą monetę lub jej ukradli i nie miała pieniędzy na zabieg, a nikt ze znajomych nie chciał pożyczyć.
          Nie miałem innego wyjścia jak przyjść na świat. Urodziłem się w niedzielę i w czepku (dosłownie). Matka zaraz wezwała lekarkę, żeby obejrzała noworodka, czy jest w porządku w budowie fizycznej. Lekarka obejrzała i powiedziała - "proszę pani, to będzie wielkolud" (po czym to wiedziała tego nie wiem, ale mam 192 cm wzrostu i jestem z tego dumny). Pozostał zatem w zmartwieniu matki mój rozwój umysłowy. Zacząłem chodzić i mówić jeszcze nie mając roku, co uspokoiło trochę matkę. Jak zobaczyła, że z wyróżnieniem skończyłem dwa wydziały Politechniki Warszawskiej, to stale powtarzała - "jak to dobrze, że cię urodziłam". Stale mam ten widok przed oczyma, jest już stara, siedzi sobie, patrzy na mnie i mówi cichym głosem jakby do siebie - "jak to dobrze, że cię urodziłam". Matką opiekowałem się do końca jej życia.
          Dostałem, jak zacząłem pracować i się ożeniłem, mieszkanie M5 (cztery pokoje z widną kuchnią, gdzie dalej mieszkam).
          Matka miała swój własny pokój i tylko opiekowała się moją starszą córką jak się urodziła. Sama tak chciała i bardzo kochała wnuczkę. Jak umierała i nie było już ratunku (umarła w szpitalu i ja byłem przy niej), to chociaż była już nieprzytomna wymawiała imię moje córki - Beata, Beata, Beata...
          Aby zakończyć historię rodzinną, wspomnę jeszcze swojego drugiego dziadka - Seweryna (ojciec mojego ojca). Był wielkim oryginałem. Ożenił się z córką jedynaczką dziedzica (dworek w Mszczonowie) i cały uzyskany majątek przepuścił na wyścigach konnych. Miał wielkie dwie namiętności, kobiety i konie. Ze swoją żoną Marianną (to ta córka jedynaczka dziedzica, moja druga babcia, też straszna dewotka) miał tylko dwójkę dzieci - starszą córkę Irenę i mojego ojca - Lucjana. Oprócz tych dwojga miał jeszcze czwórkę dzieci, każde z inna kobietą (przeważnie z młodymi pokojówkami).
          Marianna (jego żona) wybaczała mu to, była tak zakochana w Sewerynie, że nawet alimenty płaciła na te dzieci, aby tylko Seweryn nie odszedł od niej. Dziadek Seweryn umarł w czasie wojny i znam go tylko ze zdjęć. To od niego pochodzą geny jakie ja otrzymałem, wzrost, i cała reszta jego urody. Jak pokazuje komuś jego zdjęcie, to myślą, że to ja, tak jestem podobny. On nie miał wyższego wykształcenia, z zawodu był zwykłym drukarzem.
    • malg64 Re: kajdany i wolność 29.07.17, 15:25
      Swietnie mi się czyta te Twoje historie rodzinne , ubawiłam się po pachy. Ci Twoi dziadkowie to niezłe zgrywusy, szczególnie ten z modlitewnikiem. Ach ci mężczyżni !Tak jak Ci napisałam , jesteś szczęściarzem i to w czepku urodzonym. To był znak ,że wiele w życiu osiągniesz., I napewno Twoja babcia wiedziala o tym. Z tego co napisałes , masz dwie święte w rodzinie.Znam historię kobiety która opiekowala się zaniedbanym grobem ,nie wiedziała czyja to mogiła . Pewnej nocy przy,nila się jej kobieta w stroju folklorystycznym i ta starsza pani krzyczła do niej we śnie by szybko wstala. Ta niewiele myśląc, zerwała się i to uratowalo jaj zdrowie o może nawet życie , ponieważ w tym samym momencie na łożko zawalił się potęzny kwietnik .Owa pani stwierdzila , iż to ta kobieta której grobem opiekowała się ostrzegła ją . Od tej pory z radością i wdzięcznością zajmowała się mogiła. Jak widzisz i zza grobu można kogos ochronić. Także doceń to ,że miałeś tak wspaniale babcie ,nie dewotki ale święte. Gratuluj,e Ci sukcesów jako wykładowcy , ale mnie na pewno w matematyce byś nie rozkochał. brrrrr.Wiem co znaczy sukces pedagogiczny, gdyż sama uczyłam gry na pianinie.Mam bardziej uzdolniania artystyczne , nigdy wiedza z zakresu scisłych przedmiotów mnie nie interesowała, aczkolwiek podziwiam ludzi ktorym przychodzi z łatwością.A jeśli chodzi o Twoją starszą córkę ,to mySlę ,że musiała istniec silna więż między Nią i babcia.Może wiedziała o niej coś więcej. Kto wie ?Ludzie odchodzący nieraz bardzo dziwne rzeczy mowia,Moja babcia kiedy umierała , mówiła o mnie dziwne rzeczy i nikt tego nie rozumiał. Teraz wiem co miala na myśli..Pami,etaj szczeście na ziemi trwa krótka chwile.Prawdziwe szczęscie czeka nas tam.I to właśnie chciała powiedziec mi umierająca babcia.Wybor nalezy do nas.Babcia kiedy mówila to, byla już u Pana Boga za piecem.Dlatego nikt nie wiedział o co chodzi ,bo widziała to czego nasze oczy nie dostrzegły.
      o
      • kociak40 Re: kajdany i wolność 29.07.17, 18:43

        "A jeśli chodzi o Twoją starszą córkę ,to mySlę ,że musiała istniec silna więż między Nią i babcia." - malg64

        Fakt, to była bardzo silna więź. Zwracasz mi uwagę na pewne dziwne przypadki i teraz skojarzyłem taki przypadek. Jak dostałem nowe mieszkanie i żona dowiedziała się, że zabiorę swoją matkę do tego mieszkania (mieszkała w starym mieszkaniu bez żadnych tz. wygód - ogrzewanie piecowe, kuchnia węglowa, brak wody - trzeba było nosić wodę ze studni, brak zlewu, brak łazienki i wc, tylko prąd), nie była tym zachwycona. Ja nie mogłem zostawić matki w tak złych warunkach mieszkaniowych. Jak urodziła się starsza córka Beata, obecność mojej matki okazała się nieoceniona. Mogliśmy się z żona poświęcić swojej pracy, mając całkowitą pewność, że córka jest pod dobrą opieką. Babcia opiekowała się nią od noworodka. Myła, przewijała, na czas karmiła butelką itd. Jak córka podrosła, to babcia cały prawie czas się z nią bawiła, pilnowała na placu zabaw, chodziła z nią do sklepów, gotowała jej różne potrawy, które lubiła. Córka miała swój własny pokój gdzie tylko spała, bo wszystkie swoje zabawki zanosiła do pokoju babci. Babcia opowiadała jej bajki, czytała książeczki, bawiła się z nią w "sklep" itd. Nawet jak wróciliśmy z pracy, to Beata i tak wolała przebywać w pokoju babci. Tu chciałem opisać pewien szczegół. Babcia stale powtarzała - "chciałabym dożyć chwili jak Beatka pójdzie do Pierwszej Komunii i zobaczyć ja w tej ładnej białej sukieneczce". Nie chwili jak pójdzie do szkoły, tylko chwili Komunii. Dość dziwne. Dożyła tej chwili ale na uroczystości już nie była, bo ciężko chora leżała w szpitalu. Komunia była w niedzielę, Beata bardzo cieszyła się tym swoim ubiorem do Komunii, po uroczystości kościelnej nie rozebrała się tylko chciał pokazać się w tym stroju babci. Wsiedliśmy z żoną i Beatą do samochodu i pojechaliśmy do szpitala do babci. Beata była w tej białej sukience z wiankiem na głowie, miała białe rękawiczki i białą torebkę, w której był różaniec i dziecinny modlitewnik. Miała też ładny dyplom ze swoim zdjęciem jako dowód przyjęcia Komunii św. Babcia już nie wstawała ale jeszcze mogła usiąść na łóżku. Zobaczyła wnuczkę w tym stroju, popłakała się. To było w niedziele po południu. W poniedziałek przyszedł telegram ze szpitala powiadamiający mnie o pogorszeniu się stanu zdrowia mojej matki i konieczność mojego przyjazdu do szpitala. Natychmiast sam pojechałem, bo żony jeszcze nie wróciła z pracy. Zobaczyłem matkę w stanie agonalnym. Była nieprzytomna, oczy miała zamknięte, bardzo ciężko oddychała i tylko cichym głosem szeptała - Beata, Beata, Beata ....
        Lekarz dyżurny powiedział mi, że to bardzo silny zator płucny, bardzo wysoka gorączka ponad 41 stopni, robili co mogli, ratowali, ale gorączka nie spadła i już nic nie można zrobić. I poszedł. Pocałowałem matkę w czoło, było bardzo gorące. Już nie zareagowała na mój pocałunek ani na uścisk jej ręki. Przy mnie zmarła. Sekcja zwłok potwierdziła diagnozę zatoru płucnego. Beata, teraz dorosła kobieta, mężatka mająca dwójkę własnych dzieci, często chodzi na grób babci, mile wspomina zabawy z babcią i jej bajki. Ma w swoim mieszkaniu oprawione zdjęcie babci jakie stoi na regale. Wyczuwam podświadomie, że większym uczuciem darzy babcie, niż mnie ojca. Ja mało czasu poświęcałem jej dzieciństwie, dbałem tylko o to, aby zapewnić jej jak najlepsze warunki materialne. Kochałem, ale nie okazywałem tego, nie umiałem się z nią bawić, nie miałem cierpliwości do tego.
      • kociak40 Re: kajdany i wolność 29.07.17, 22:34
        To żona takie nadała - Beata, a ja drugie - Izabella (przez 2 LL)
        Druga, młodsza córka o 13 lat, miła mieć - Marta (to od żony) i Joanna (ode mnie).
        Niestety, jak dowiedziałem się, że żona urodziła mi drugą córkę i pojechałem do szpitala
        i dostałem odpowiednie papiery, byłem tak uszczęśliwiony i rozkojarzony, że w Urzędzie
        przez pomyłkę podałem odwrotnie - Joanna, Marta i tak zostało, żona miała później pretensję o to.
        Ja też mam dwa imiona. Tak jak pisałem, ojciec mój nie wiedział, że się urodzę, wyjechał
        i matka została sama. Będąc w ciąży myślała nad imionami, i dla chłopca, i dla dziewczynki.
        Idąc klatką schodową spojrzała na przybitą na zewnątrz na drzwiach jakiegoś mieszkańca
        tabliczkę i tam było imię - Andrzej. Spodobało jej się to imię i takie mi nadała jak się urodziłem,
        a jako drugie nadała imię mojego ojca - Lucjan. Mam tak w dowodzie osobistym ale z tego drugiego
        imienia nigdy nie korzystałem. Ojciec mój jak po 1,5 roku wrócił, ogromnie się zdziwił, że ma jeszcze
        jednego syna. Podobno, aż usiadł z wrażenia jak mnie zobaczył. Bardzo dbał o mnie, chociaż uczuć
        nie okazywał. Był też drukarzem i dobrze zarabiał. Spełniał wszystkie moje zachcianki. Już jako młody
        chłopak miałem prawdziwy kolarski rower (Huragan), jak miałem 16 lat kupił mi motocykl WSK - 175,
        nie byłem z niego zbyt zadowolony, to kupił mi (moje marzenie) motocykl Junak M10 itd. Jak zdałem
        maturę kupił mi samochód Syrena 105L. Ostatni jego prezent dla mnie, to samochód Polonez 1,5 SLE.
        Mam go do dzisiejszego dnia jako pamiątkę, bardzo o niego dbam, jest w idealnym stanie, chce go przerejestrować
        jako zabytek na żółte tablice rejestracyjne. Używam go tylko do jazdy okazjonalnej i wzbudzam zainteresowanie
        innych kierowców na ulicach. Sam dla siebie kupiłem samochód Daewoo Leganza 2.0 CDX (limuzyna)
        i jego używam na codzień. Jest to bardzo wygodny i duży samochód jakby dostosowany do mego wzrostu.
        Ojciec cierpiał na chorobę drukarzy - ołowicę i to spowodowało jego śmierć w 67 roku życia. Mama zmarła później.
    • kociak40 Re: kajdany i wolność 29.07.17, 23:58
      Nikt nowego tematu nie otwiera, w naszej dyskusji udziału nie bierze, więc możemy sobie popisać.
      W moim życiu były dziesiątki, a nawet setki przypadkowych faktów jakby jakaś opatrzność nade mą czuwała.
      Podam dla przykładu takie dwa. Uczyłem się bardzo dobrze ale bardzo nie lubiłem języka polskiego.
      W podstawówce miałem z tego przedmiotu tylko trójkę. Nie uczyłem się gramatyki, nie czytałem lektur
      zalecanych itd. Po skończonej podstawówce zdałem do liceum (wtedy było 4 letnie - 8,9,10 i 11 klasa).
      Tu sprawa się powtórzyła, miałem dobre oceny, zawsze z matematyki, fizyki i chemii tylko same 5, z innych
      przedmiotów humanistycznych 4, a z tego języka polskiego zawsze naciąganą 3. Wiedziałem, że nawet na nią nie zasługuję. Tak było przez wszystkie lata nauki w liceum, zawsze ta tylko naciągana 3. Pogodziłem się z tym.
      Będąc w maturalnej klasie wiedziałem, że na maturze będę miał trudności z tym językiem polskim. Takie świadectwo
      z bardzo dobrymi ocenami z innych przedmiotów i z 3 z języka polskiego, to trochę nie tak, ale zmusić się nie mogłem
      do nauki z tego przedmiotu. Lektur nawet obowiązkowych nie czytałem. Pogodziłem się z tym ale miałem obawę, że mogę matury przez ten przedmiot nie zdać. To "zmusiło" mnie jakieś miesiąc przed matura do nauki. Przeczytałem "Chłopów",
      "Lalkę" i twórczość Żeromskiego. Z ogólnych tematów doszedłem do Jana Kochanowskiego i już więcej nie było czasu.
      Wiedziałem, że na ustnym egzaminie są do omówienia trzy tematy, jeden będzie z gramatyki. Ten temat odpuściłem całkowicie, tego już nie nadrobię, może jakoś te dwa zaliczę. Teraz do tych dziwnych przypadków. W październiku, w niedzielę umówiłem się z koleżanką do kina, biletów nie dostaliśmy i przechodziliśmy koło Cmentarza Powązkowskiego.
      Była ładna pogoda, chociaż chłodna, świeciło słońce i ponad murem cmentarnym było widać drzewa w pięknych kolorach jesiennych liści. Koleżanka zaproponowała mi abyśmy weszli na cmentarz. zgodziłem się, nigdy przed i po, na nim nie byłem. Szliśmy alejkami cmentarnymi pełnych opadłych kolorowych liści. Jak para zakochanych trzymaliśmy się za ręce i byliśmy zajęci tylko sobą. Nagle stanęliśmy przypadkowo przed grobem Bolesława Prusa. Jest to kamienny postument i obejmujące go dziecięce pacholę. Na froncie był duży napis, który przeczytałem. Jest maj, pisemny temat z polskiego był z Żeromskiego i coś tam wiedziałem, bo czytałem jego twórczość. Na drugi dzień mam mieć egzamin ustny, jest wczesny ranek. Przyjeżdża do mnie wtedy jeszcze narzeczona (później zona), która wiedział, że nie umiem gramatyki i przywozi mi
      gruby podręcznik do gramatyki j.polskiego w zielonej okładce. Mnie to bardzo zdenerwowało. Nawet niegrzecznie się do niej odezwałem - "puknij się w czoło, za pół godziny mam egzamin ustny, a ty mi gruby podręcznik przywozisz do nauki?!!!!". Nerwowo uderzyłem tą podana mi książką o stół, ona się odbiła i zsunęła na podłogę otwierając się w rozłożeniu. Schyliłem się, i podnosząc ją zamknąłem jak wracałem schylony do pionu. To były sekundy i jak spojrzałem
      na otworzoną książkę na podłodze, przeczytałem -"Słownictwo i fleksja - przedrostek, temat, przyrostek". To był ułamek sekundy i ją zamknąłem. Egzamin ustny, komisja egzaminacyjna z j.polskiego, podchodzę i z wielkim lękiem co będzie
      wybieram kartkę z tymi trzema pytaniami. 1. Pytanie - "twórczość Jana Kochanowskiego" (dotąd się nauczyłem, znam tytuły jego dzieł i tematy jakie porusza). 2. pytanie - "Słownictwo i fleksja" (przeczytałem to z tej leżącej książce na podłodze, którą rzuciłem) i wiem o co chodzi, bez tego "mogiła" nie wiedziałby nawet czym się to je. 3. pytanie - "Zwyczaje i obyczaje chłopów na podstawie utworu - Reymonta". A to własnie przeczytałem i "Lalkę". Odpowiedziałem na wszystkie pytania i już mam zdaną maturę, chodzi tylko o jeszcze jedno pytanie od komisji, wpływające na ocenę końcową.
      Komisja zadaje takie pytanie poza ramy nauczania. Przede mną nikt z uczniów nie dał prawidłowej odpowiedzi. Uczeń przede mną dostał pytanie - "czy Adam Mickiewicz był wysokim mężczyzną, czy niskim?". Uczeń nie wiedział, ja też bym nie wiedział. Podobno miał ~ 2m. Komisja ma wszystkie moje oceny z j.polskiego z 4 lat. Zawsze tylko 3. Tu ustny wypadł mi dobrze, pisemny zaliczyłem. Dostaje to pytanie - "czy wiesz jaki jest napis na grobie Bolesława Prusa?". Wiem - "Serce serc". Dostaję 4 na świadectwo maturalne i ładniej to wygląda niż 3. Mnie samemu jest trudno uwierzyć w takie przypadki, a jednak, tak było.
      • stokrotka_a Re: kajdany i wolność 20.10.17, 09:01
        kociak40 napisał:

        > W moim życiu były dziesiątki, a nawet setki przypadkowych faktów jakby jakaś op
        > atrzność nade mą czuwała.

        Dobrze napisałeś: "jakby", a tę opatrzność po prostu ludzie produkują sobie w głowie, bo nie są w stanie zaakceptować faktu, że zjawiska zachodzące w otaczającym nas świecie nie mają żadnej nadprzyrodzonej przyczyny.

        > Teraz do tych dziwnych przypadków.

        To nie są dziwne przypadki - to tylko ty przepisujesz im dziwność.

        > (...) przeczytałem -"Słownictwo i fleksja - przedro
        > stek, temat, przyrostek". To był ułamek sekundy i ją zamknąłem. Egzamin ustny,
        > komisja egzaminacyjna z j.polskiego, podchodzę i z wielkim lękiem co będzie
        > wybieram kartkę z tymi trzema pytaniami. 1. Pytanie - "twórczość Jana Kochanows
        > kiego" (dotąd się nauczyłem, znam tytuły jego dzieł i tematy jakie porusza). 2.
        > pytanie - "Słownictwo i fleksja" (przeczytałem to z tej leżącej książce na pod
        > łodze, którą rzuciłem) i wiem o co chodzi, bez tego "mogiła" nie wiedziałby naw
        > et czym się to je.

        W ułamku sekundy zdobyłeś wiedzę, która wystarczyła do odpowiedzi na pytanie maturalne? Kiepsko zalewasz. wink

        > 3. pytanie - "Zwyczaje i obyczaje chłopów na podstawie utwor
        > u - Reymonta". A to własnie przeczytałem i "Lalkę". Odpowiedziałem na wszystki
        > e pytania i już mam zdaną maturę, chodzi tylko o jeszcze jedno pytanie od komis
        > ji, wpływające na ocenę końcową.
        > Komisja zadaje takie pytanie poza ramy nauczania. Przede mną nikt z uczniów nie
        > dał prawidłowej odpowiedzi. Uczeń przede mną dostał pytanie - "czy Adam Mickie
        > wicz był wysokim mężczyzną, czy niskim?". Uczeń nie wiedział, ja też bym nie wi
        > edział. Podobno miał ~ 2m. Komisja ma wszystkie moje oceny z j.polskiego z 4 la
        > t. Zawsze tylko 3. Tu ustny wypadł mi dobrze, pisemny zaliczyłem. Dostaje to py
        > tanie - "czy wiesz jaki jest napis na grobie Bolesława Prusa?". Wiem - "Serce s
        > erc". Dostaję 4 na świadectwo maturalne i ładniej to wygląda niż 3. Mnie samemu
        > jest trudno uwierzyć w takie przypadki, a jednak, tak było.

        Jakie przypadki? Sam napisałeś, że jednak dużo przeczytałeś z obawy przed niezdaniem matury. Ten "przypadek" z gramatyką w niczym ci nie mógł pomóc. Jedyny przypadek to ten z grobem Prusa, ale to tylko zwykły zbieg okoliczności. Zauważ, że nawet siła nadprzyrodzona nie spowodowałaby tego zbiegu okoliczności, gdybyś mieszkał np. w Policach.
        • kociak40 Re: kajdany i wolność 20.10.17, 15:08

          "Ten "przypadek" z gramatyką w niczym ci nie mógł pomóc." - stokrotka_a
          Przeciwnie, on był decydujący, bez niego nawet nie wiedział bym o co chodzi. Nic bym nie powiedział.
          Czytając otrzymane pytania, odpowiedz w kolejności ode mnie zależała. Decyzja moja była błyskawiczna.
          Zacząłem od "Chłopów", ten temat był mi znany. Przeszedłem do odpowiedzi o Kochanowskim i to miałem
          bardzo dobrze opanowane. Długo prowadziłem wywód (specjalnie), podałem życiorys, omawiałem poszczególne
          jego utwory, starałem się tak długo mówić, aż komisja sama przerwie mój wywód. Tak też się to stało.
          Na zapytanie o gramatykę, czyli ostatnie pytanie - szybko odpowiedziałem - "Słownictwo i fleksja", to chodzi
          o rozróżnianie przedrostek, temat, przyrostek, i tu komisja już mi podziękowała. Nie chcieli abym rozwinął dalej ten temat, bo zbyt długo już mówiłem. Tak było. Przez wylosowanie innych pytań mógłbym polec na ustnym.
          A egzamin na Wydział Mechaniczny na Politechnikę, też "szczęśliwy przypadek". Służyłem wtedy w Marynarce Wojennej.
          Służba miała trwać 3 lata. Podczas służby złożyłem podanie o możliwość zdawania na wyższą uczelnię techniczną.
          Dostałem zgodę. Przyjechałem do Warszawy, byłem głodny, kupiłem w bufecie uczelni kawał kiełbasy ale już nie
          było czasu na jej jedzenie. Egzamin był z matematyki, fizyki i j.obcego. Matematyka, fizyka, to "mój żywioł", wiedziałem,
          że żadnych nie będzie problemów. J.obcy - "noga stołowa" i to gruba. Tu mogę polec. Matematyka była punktowana za
          30 punktów, fizyka za 10, j.obcy za 5. Było 6 kandydatów na jedno miejsce. Pierwszy egzamin to pisemny z matematyki. Szybko się z tym uporałem i ta kiełbasa w szatni nie dawała mi spokoju. Zdałem arkusz egzaminacyjny
          jako pierwszy i podczas trwania egzaminu wyszedłem z auli (do tej kiełbasy). Nie wiedziałem, że za pierwsze zdanie
          arkusza z rozwiązanymi dobrze zadaniami jest dodatkowo 10 punktów i takie mi dano. To "uratowało" sytuację.
          Z fizyki później miałem max. 10 punktów ale z j.obcego tylko 1 punkt. Te dodatkowe 10 punktów zawdzięczałem
          "kiełbasie", bo dla niej zdałem pierwszy arkusz i wyszedłem z auli. Dostałem się na uczelnię i zakończyłem służbę
          w Marynarce Wojennej. Dziwny przypadek i to korzystny dla mnie i to w decydującym momencie.
          • pocoo Re: kajdany i wolność 20.10.17, 19:48
            kociak40 napisał:

            >Dostałem się na uczelnię i zakończyłem służbę
            > w Marynarce Wojennej. Dziwny przypadek i to korzystny dla mnie i to w decydując
            > ym momencie.
            >
            Do Marynarki brali przystojniaków, ale Ty chyba nie wyglądałeś korzystnie w pięknym mundurze. No i te trzy lata...i okręty wojenne , i podwodne, i klaustrofobia, i choroba morska...i ... ech.
            Przypadek korzystny ?
            • kociak40 Re: kajdany i wolność 21.10.17, 00:59

              "Do Marynarki brali przystojniaków, ale Ty chyba nie wyglądałeś korzystnie w pięknym mundurze" - pocoo

              Moim marzeniem od 12 roku życia (wtedy to pierwszy raz zobaczyłem morze będąc ze swoim ojcem w Ustce) było pływać po "morzach i oceanach". Jak zdałem maturę zdawałem do Szkoły Morskiej (cywilna uczelnia w Gdyni, 3 letnia, wtedy mieszcząca się na ulicy Czerwonych Kosynierów). Egzamin zdałem ale nie dostałem się do internatu, a mieszkam w Warszawie. Na ochotnika zgłosiłem się do WKR do Marynarki Wojennej z myślą o pozostaniu na kursie podoficerskim. Podobał mi się ogromnie mundur - wtedy rozszerzane u dołu spodnie (wielkość rozszerzenia zależała od ich długości, a ja mam 192 cm wzrostu, kołnierz marynarski, długi sznur od krawata marynarskiego na przodzie, w okresie zimowym kurtka "bosmanka", do munduru wyjściowego były pantofle, itd. Bardzo dobrze wyglądałem w mundurze marynarskim i do chwili obecnej, dawni znajomi i znajome, to mi przypominają. Ten mundur wyjściowy był własnością i zabierało się go do cywila po skończeniu służby wojskowej. W trzecim roku służby dostawało się do munduru wyjściowego dodatkowo nowe spodnie. Tego nie doczekałem. Trafiłem do CSSMW w Ustce, gdzie po przysiędze ukończyłem I stopień kursu sygnalistów okrętowych. Sam wybrałem to szkolenie, bo imponowało mi, że moja funkcja na okręcie będzie przebywanie z lornetką i semaforem (to te chorągiewki do machania jak jest cisza radiowa i odbiera się informacje z innych jednostek pływających) na mostku kapitańskim razem z oficerami i kapitanem okrętu. Poza semaforem jeszcze musiałem odbierać świetlne sygnały i kody na rejach okrętowych w postaci chorągiewek.
              Po skończeniu I stopnia kursu sygnalistów okrętowych dostałem przydział do Komendy Portu Wojennego Gdynia Oksywie na niszczyciela ORP "Wicher". Wtedy największy okręt wojenny z numerem bocznym 274. Było nas około 200 marynarzy o różnych specjalnościach. Byłem tylko w dwóch rejsach (bardzo kosztowny był rejs tak dużego okrętu). Rejs Gdynia-Szczecin i manewry na morzu Północnym. Choroba morska to prawdziwa zmora, dawali leki przeciwwymiotne ale poczucie bardzo przykre. Najgorsze jest przebywanie na pokładzie i obserwacja wzburzonego morza przed oczami. Starałem się być w kajutach aby tylko bujało, a nic nie latało przed oczami. Tylko podczas rejsu wydawane było wino typu wermut, jedna butelka 3/4 litra na 5 marynarzy. Ja przez 2-3 dni nic nie jadłem, wina nie piłem, piłem tylko kawę zbożową. Po 3-4 dniach rejsu choroba morska ustępowała i już nie było z tym problemu.
              Ci, którzy pływali często na mniejszych jednostkach np. trałowcach już choroby morskiej nie przechodzili, organizm przyzwyczaił się do bujania. Mnie później "męczyły" stałe wachty przy trapie z gwizdkiem bosmańskim, robienie stałych porządków (w kajutach wszystkie sprzęty są przykręcone do podłogi, nie można ich przesuwać przy zamiataniu i zmywaniu, trudno dbać o czystość). Na okręcie było 5 kotów aby ganiały myszy i szczury, które dostawały się na okręt po linach cumowniczych. Przekonałem się, że ja mam inny charakter, bardziej niezależny, źle czułem się w tak dużym zbiorowisku ludzkim, podleganie rozkazom, itd. Wiedziałem, że tylko oprócz tego munduru, cała reszta jest nie dla mnie, w wojsku nie zostanę, a służyć 3 lata nie chciałem. Jedynym wyjściem z tej sytuacji było podanie o możliwość zdawania na Politechnikę Warszawską na Wydział Samochody i Maszyny Robocze. Do Marynarki trafiłem na wiosnę dokładnie 22 kwietnia. Na uczelnię zdawałem w czerwcu roku następnego, dostałem się, i pod koniec września wyszedłem do cywila (oczywiście zabierając swój mundur wyjściowy). Od 1 października zacząłem studia. !7 miesięcy trwała moja przygoda z "Marynarką Wojenną", której nie żałuję, i mogę opowiadać o niej bez końca. Mimo wszystko był to "piękny czas" w moim życiu z punktu widzenia obecnego. Służyłem w Gdyni, było gdzie wychodzić na przepustki (Gdynia, Sopot, Gdańsk), w okresie letnim dużo turystów itd. O swój mundur wyjściowy bardzo dbałem, był zawsze wyprasowany, czysty kołnierz marynarski z tymi trzema białymi paskami (to pamiątka po trzech zwycięskich bitwach admirała Nelsona), czarny krawat marynarski (żałoba po śmierci Nelsona pod Trafalgarem), Długi sznur wiązający krawat z supełkami na końcach (aby ładnie układał się). Aby doły rozszerzonych nogawek spodni dobrze układały się przy chodzeniu, na końcach od strony wewnętrznej, na przednim kancie spodni i tylnym, wszywało się kulki ołowiane (śrut myśliwski). To były już takie indywidualne zmiany wprowadzane przez marynarzy. Tak jak słowa piosenki - "nie zna życia, ten, kto nie służył w Marynarce...", ja go poznałem.
          • stokrotka_a Re: kajdany i wolność 20.10.17, 19:50
            kociak40 napisał:

            > Przeciwnie, on był decydujący, bez niego nawet nie wiedział bym o co chodzi. Ni
            > c bym nie powiedział.

            Wciskasz zwykły kit, mój drogi. Przypadek to tylko zwykła fizyka. Odrabianie do tego ideologii niczego nie zmieni. smile

            > A egzamin na Wydział Mechaniczny na Politechnikę, też "szczęśliwy przypadek".

            Tak, to też przypadek. Tak jak przypadkiem jest np. zabicie pieszego na pasach przez pijanego kierowcę. Są przypadki mające pozytywne, negatywne i neutralne skutki.
    • malg64 Re: kajdany i wolność 30.07.17, 20:11
      I znowu urzekła mnie Twoja historia. Ta sytuacja z maturą mnie wcale nie dziwi. Takie rzeczy sie zdarzają. Tak dziala opatrzność boża. Jeśli sięgniesz pamiecią , na pewno przypomnisz sobie wiele podobnych sytuacji.Przecież jestes w czepku urodzony. Zrobileś użytek z tego co ofiarowała Ci opatrzność, ale moim zdaniem powinieneś też zająć się sfera duchową . Jesteś naprawdę tego wart . Na początku kiedy pojawiłam się na forum, zastanawialam kim jesteś i powiem Ci , mialam jak zawsze intuicje, wiedziałam ,że jesteś właśnie takim człowiekiem. Masz córkę której więż duchowa ze zmarła babcią na pewno nie wygasla Taka milość pozostaję do konca.Jestem pewna ,że opiekuje się Ona z gory.To są piękne więzi!Warto onich nie zapominać.Musisz być naprawdę wielkim szcześciarzem.
      • mocz.piwosza Re: kajdany i wolność 30.07.17, 21:37
        malg64 napisał(a):

        >Przecież jestes w czepku urodzony.

        I jak ma się do tych, którzy przez całe swoje życie nie mają NIC. Nie są w czepku urodzeni, nie mają pięknych oczu, nie znają się na prawach fizyki, nie piszą programów za kasę?

        Jak się ma do tych zwykłych szarych ludzi? Sprawiedliwość? Gdzie? Cieszysz się, że aż sprawniej stukasz w klawiaturę! Urzekły Cię przechwałki, opowiadane historie, zrobiło CI się dobrze, bo się coś potwierdziło? Tylko co?

        prawo wielkich liczb się potwierdziło i krzywa Gaussa się potwierdziły tylko!

        Opatrzność czuwa, tyko nad wybranym Kociakiem? Rozbawiłaś mnie po pachy? CO to za opatrznośc co wybrała jego, a innych strąciła swym ogonem do poziomu zamiatacza ulicy, codziennie walczącego o grosz i pomiatanego?!

        Całkowity zbieg okoliczności, nazywasz zdarzeniami, dowodzącymi istnienie wielkiego "opiekuna" tylko popatrz kim się on opiekuje i co robi, bo o wiekszości Twój opiekun zapomina.

        Wybrał nielicznych i ozłocił, a reszcie przewidział mieszkanie i dobrobyt w niebie - hahahahaha


        dobrej nocy!


        • kociak40 Re: kajdany i wolność 30.07.17, 23:46

          Nie wiem co Ci odpowiedzieć "piwoszu". Takie "szczęśliwe" przypadki się zdarzają i je pamiętamy, o "nieszczęśliwych" raczej staramy się zapomnieć. Posty malg64 wywołały u mnie jakby wspomnienia tych dziwnych przypadków, a które jakby kształtowały nasze życie. Opiszę taki przypadek nie tylko mnie dotyczący ale jako bardziej ogólny. Moja starsza córka - Beata bardzo dobrze uczyła się w liceum i mała duże zdolności do matematyki. Miała zawsze 5, nawet udzielała korepetycji innym uczniom. Jej marzeniem było dostanie się na Uniwersytet Warszawski na kierunek nauk ekonomicznych.
          Po maturze zdawała egzamin wstępny na tą uczelnię. Egzamin był z trzech przedmiotów w formie pisemnej - matematyka, j.angielski i geografia. Najwięcej punktów było za matematykę. Aby zdać ten egzamin i dostać się na uczelnie trzeba było uzyskać 65 punktów. Pojechała na egzamin i po powrocie wróciła ucieszona, wszystko wiedziała, a zwłaszcza rozwiązała wszystkie zadania z matematyki co ma dać jej najwięcej punktów. Po kilku dniach jedzie zobaczyć wyniki. Wraca cała zapłakana, oczy czerwone, niestety nie dostała się, uzyskała 64 punkty (o jeden za mało - i to ma pewne znaczenie dla dalszych wypadków). Ja denerwuję się -"miałaś być taka dobra z matematyki i brak jednego punktu?"
          Wraca żona, wszyscy jesteśmy zmartwieni i własnie żona poddaje myśl aby w dniu następnym pojechać na tą uczelnię i sprawdzić co było źle i może ją zapisać na wieczorowe studia lub zaoczne. Jedziemy rano, ja, żona i płacząca Beata.
          Niestety, okazuje się, że nie ma możliwości wglądu do prac egzaminacyjnych, taki dostęp ma tylko komisja. Jak są jakieś zastrzeżenia, to trzeba pisać podanie o powtórne sprawdzenie pracy egzaminacyjnej. W dziekanacie informują, że nie ma zapisów na studia wieczorowe i przemienne. Całkowita klęska. Wracamy, odwożę żonę do jej pracy i z córką wracamy do domu. Na parkingu zauważam, że żona przez roztargnienie pozostawiła swoją teczkę z papierami, a jest tam czysta kartka formatu A4. Chcąc jakoś "pocieszyć" córkę, mówię, że można napisać te podanie o powtórne sprawdzenie, w końcu to o jeden punkt chodzi, a może? Córka podpisuje się na czystej kartce i idzie do mieszkania. Ja adresuje (prawie na kolanie) umieszczam tylko jedno zdanie - "ze względu na brak tylko jednego punktu, proszę o powtórne sprawdzenie mojego arkusza egzaminacyjnego". Jadę na uczelnie, składam podanie na dziennik w dziekanacie i wracam do domu.
          Córka jest w swoim pokoju, telefonuje do swoich koleżanek, że nie dostała się na uczelnie. Mnie to zdenerwowało, zabieram jej telefon (wtedy nie było komórkowych) i podłączam do swego pokoju, aby nie dzwoniła. Jest godzina ~ 14.
          Córka leży na swoim łóżku i popłakuje. Godzina 16 z minutami. Odzywa się telefon w moim pokoju, podnoszę słuchawkę.
          Dzwoni (przedstawił się z nazwiskiem) dziekan Uniwersytetu Warszawskiego i pyta się, czy mógłby rozmawiać z panią i podaje imię i nazwisko mojej córki. Biegnę do pokoju córki, tarmoszę ja aby się obudziła i mówię jej, że dziekan do niej dzwoni. Córka wybucha większy płaczem, bo myśli że żartuję sobie z niej. Nie mogę ją przekonać i na siłę podnoszę z łózka i popycham do telefonu. Ona podnosi słuchawkę, chwile coś słucha i cala twarz jej się rozjaśnia, nawet pojawia się uśmiech. Dziekan przeprasza ją za pomyłkę, na karcie egzaminacyjnej z matematyki, ona na trzeciej stronie zostawiła puste miejsce na dole i na czwartej rozwiązała następne zadania. Sprawdzający nie przewrócił kartki na czwartą stronę i na trzeciej wystawił wynik punktowy myśląc, że to już koniec pracy. Na maksymalne 80 punktów, uzyskała 78 i był to najlepszy wynik ze wszystkich prac egzaminacyjnych. Studia ekonomiczne ukończyła z wyróżnieniem, przez wszystkie lata odbierała z uczelni nagrody pieniężne za dobą naukę. Co o tym myśleć?
          Jakby zabrakło więcej punktów niż jeden, nie byłoby naszej jazdy na uczelnię, jakby nie mieszkała w Warszawie, nie byłoby chęci pojechania, jakby zona nie zostawiła tej swojej teczki, nie przyszłoby mnie "chęć" napisania podania itd.
          Jakby nie było podania, dziekan by nie zadzwonił itd. itd. Jak ocenić ten przypadek?
    • malg64 Re: kajdany i wolność 30.07.17, 22:53
      A co to za ton!Czy to nie zazdrość przemawia. Piszę co myślę i czuję . A na świecie nie ma sprawi dliwosci i nikt tego nie zmieni Trzeba się cieszyć z tego co los zsyłaTo właśnie wiara pozwala ludziom poszkodowanym przez los wytrwac .Bóg równo nie dzieli i ci ,ktorym się powiodlo powinni wspierać innych. Ja osobiscie wszystko mogłabym poświęcić dla szczęśliwości w niebie ,by znowu tam spotkać się z rodziną. Kto to zrozumie jest NAJWIEKSZYM SZCZESCIARZEM!
      • kociak40 Re: kajdany i wolność 31.07.17, 04:46
        Do malg64

        W swoich postach dużo piszesz o pewnych oddziaływaniach osób zmarłych, czyli duchów, na nasze życie. Nie chodzi mi o negację tego, mnie tylko chodzi abyś wiedziała trochę więcej o zachowywaniu się energii. Tylko dla przypomnienia. Energia jest to zdolność do wykonania pracy (czyli zmiany rzeczywistości) i jest fizyczną wartością skalarną (podaje się tylko jej wielkość w odpowiednich jednostkach). Czynność sprawczą energia realizuje się poprzez działanie siły i to jest fizyczna wartość wektorowa (aby ją określić trzeba podać wartość, kierunek i zwrot). Pierwsza zasada termodynamiki jest prawem zachowania energii (energia nie może powstać z niczego i jest niezniszczalna). Może tylko zmieniać swą formę energetyczną na inną formę energetyczną, samoistnie rozpraszać się i zwiększać entropie. Druga zasada termodynamiki mówi o tym, że nie ma sprawności = 1 (energia na wejściu wykonująca pracę nigdy nie jest równa energii na wyjściu jaką możemy użyć do dalszej pracy). Aby odwrócić samoistne rozpraszanie się energii i obniżenie wartości entropii musimy użyć do tego pracę. Praca to działanie siły na kierunku przemieszczenia. Tyle dla przypomnienia.
        Mózg ludzki to bardzo skomplikowane "urządzenie" do zmian energetycznych i ich przetwarzania. Mózg ludzki czerpie podstawową energię z energii chemicznej (jedzenie) i zmienia ją na inne formy energii. Ta energia częściowo zostaje wypromieniowana z "urządzenia" i przechodzi do czasoprzestrzeni zewnętrznej. Ty myśląc, czując, kochając itd. przetwarzasz w swoim mózgu formy energii na odpowiednie formy i bodźce przypisane tylko Tobie, które te wszystkie myśli i uczucia powodują. Część energii już tak jakby "obrobionej" wypromieniowuje do czasoprzestrzeni zewnętrznej i będzie ona istniała zawsze, nawet po Twojej śmierci, bo mówi o tym prawo zachowania energii. Co się dalej dzieje z tą energią, która spowodowała Twoje myśli i uczucia oraz wypromieniowała, nie wiemy, jeszcze nie wiemy. Fala energii elektromagnetycznej może przemieszczać się bez ośrodka, w całkowitej próżni ma największą prędkość ~ 300 000 km/s.
        Dlaczego może się ta forma energii przemieszczać nawet w próżni? Bo jest to zaburzenie wektora pola elektrycznego do wektora zaburzenia pola magnetycznego na kierunkach prostopadłych do siebie (jeden wektor jest prostopadły do drugiego i nawzajem się wzbudzają). Ty myślisz, czujesz, masz nadzieję, zamiary itd., a Twoja głowa wypromieniowuje przetworzoną energię w czasoprzestrzeń i może być ona nawet zakrzywiana przez czasoprzestrzeni. Ty umrzesz, a ta energia przetworzona przez Twój mózg i wypromieniowana będzie już istniała zawsze. Co się z nią stanie, tego nauka nie wie, jeszcze nie wie. Opiszę tu pewne doświadczenia oraz wyniki wiadome i opisane w niewielkich nakładach i skierowane tylko do ludzi tym zainteresowanych. Jest to tak dlatego, bo doświadczenia te są niehumanitarne. Prowadzone były na ludziach śmiertelnie chorych, dla których już nie było ratunku, przebywali w hospicjach i mieli w niedługim czasie umrzeć. Oczywiście było to za ich zgodą, chcieli w nich uczestniczyć dla dobra nauki. W skrócie. Polegało to na tym aby nauczyli się swą chęcią i wolą wyłączać monitor. Dany pacjent miał założony na głowie odpowiedni odbiornik fal elektromagnetycznych był nim podłączony do wzmacniacza tych fal i dalej do monitora. Jego zadaniem było skupienie się na chęci wyłączenia monitora, aż po pewnym czasie tych prób się to udawało. Ćwiczył się dotąd, aż osiągnął tą możliwość perfekcyjnie. Wtedy zapisywano tą formę fal elektromagnetycznych jemu tylko przypisanych i czekano na jego śmierć. Kładziono umierającego pacjenta i czekano aż linia na oscylografie pracy jego mózgu będzie linią poziomą prostą. Umarł, mózg już nie pracuje, pełna nieodwracalna śmierć. Dopiero wtedy włączano monitor i po pewnym czasie on się wyłączał. Jego wola i chęć działały w przestrzeni po jego śmierci. Taki efekt uzyskiwano TYLKO na tych ludziach, którzy wpierw nauczyli się swoją wolą wyłączać monitor. Nie było ani jednego takiego przypadku od ludzi, którzy zmarli i nie byli przeszkoleni.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka