diabollo
01.09.13, 21:51
Filomaci. KOR. Sierakowski?
Milena Rachid Chehab
Jakiś czas temu Jan Krzysztof Bielecki zachęcał mnie: "Ty, taki zdolny, młody, powinieneś iść do polityki, świetnie się nadajesz, a tu się marnujesz i zaraz będziesz sfrustrowanym 40-latkiem" rozmowa ze Sławomirem Sierakowskim.
Milena Rachid Chehab: Im szybciej przejmą rządy - od rządu RP po rząd dusz - tym lepiej dla wszystkich - pisze o młodych Jacek Żakowski.
Sławomir Sierakowski: Choć szanuję go bardzo jako dziennikarza, myślę, że dał się uwieść temu, co zazwyczaj stara się inteligentnie przejrzeć.
Czyli?
- Kulturze masowej, która takimi tematami jak młodość handluje jako atutem obiecującym lepsze życie. Przecież z samego faktu bycia młodym nie wynika, że ma się w czymkolwiek rację. Jeśli jest tak, że świat młodych jest lepszy niż starszych, to dlaczego czytamy coraz mniej i oglądamy coraz głupsze filmy i telewizje niż ludzie z pokolenia Żakowskiego? Istnieje natomiast inne ciekawe zjawisko, które jeden z krytyków literackich opisał pojęciem ''dzieci gorszej koniunktury'' świetnie pasującym do dzisiejszych młodych.
Koniunktury gorszej od złotych czasów początku transformacji?
- Ci, którzy weszli w 1989 roku, objęli lub zbudowali prawie wszystkie instytucje tego kraju: nie tylko politykę, ale też giełdę, biznes, media itd. Na całe dekady zablokowali dostęp do tych miejsc i to jest pewnie powód frustracji w młodym pokoleniu. U nas wciąż dobrze się trzyma mit ''starej szkoły'', czyli przekonanie, że pokolenie czy dwa wstecz była wyższa jakość. Coś w tym jest. Wystarczy spojrzeć na polityków - ci młodzi są sto razy głupsi, bardziej cyniczni, gorzej zorientowani.
Na przykład?
- Sekretarz SLD Dariusz Joński nie wie, kiedy było powstanie warszawskie czy Okrągły Stół. Jacek Żakowski powiedziałby na to, że to stare pokolenie żyje historią, a młodych ona nie interesuje. Czy rzeczywiście? Wystarczy spojrzeć, ile jest historii w prawicowych tygodnikach, które robione są przez ludzi młodszych o pokolenie od Jacka Żakowskiego. Połowa tekstów jest poświęcona historii, a każdy ma jeszcze swój dodatek historyczny; nie mówiąc już o rozmaitych grupach rekonstrukcyjnych i innych kółkach historycznych. W kultywowanie pamięci o powstaniu warszawskim angażuje się najliczniej właśnie młodzież. Dla nas zresztą wzorami też są ludzie z przeszłości: Jacek Kuroń, , Jan Józef Lipski, Karol Modzelewski, a patronem jest Stanisław Brzozowski.
Gdy 12 lat temu uległ pan pokusie napisania wspólnie z kolegą ''manifestu pokoleniowego'' ''Nic o nas. Nic bez nas'', pełno w nim było tez odwrotnych, potwierdzających to, co dziś pisze Żakowski. Pisaliście: ''Nasza [młodych] przewaga polega na tym, że to od nas już wkrótce zależeć będzie przyszłość Polski. Nie mamy złudzeń, że nawoływanie do kompromisu i zgody sprawi, że naraz wszyscy chwycą się za ręce (...). Wierzymy jednak, że wraz z naszym pokoleniem - nastawionym na rozwiązywanie problemów, a nie ich tworzenie - to się zmieni. Wyznawane przez nas wartości materialistyczne pozwolą nam łatwiej się porozumieć''. I jeszcze jeden fragment w duchu Żakowskiego: ''Możemy mieć nadzieję, że pomimo zmasowanej kampanii wymierzonej w politykę znajdą się młodzi ludzie, którzy chcą robić coś więcej (...). Nie będziemy toczyć sporów o historię, wartości, dziedzictwo (...). Jedynie społeczeństwa zasobne i skonsolidowane mogą sobie pozwolić na luksus rozliczeń z przeszłością, na etyczne roztrząsania, na lamenty nad upadkiem moralnym. Żeby być sprawiedliwym, najpierw trzeba mieć pełny żołądek. Wierzymy, że wraz z wkroczeniem naszego pokolenia na arenę polityczną Polska osiągnie dobrobyt, co sprawi, że nastaną lepsze czasy dla polityki - a więc także dla nas. Tylko dlaczego mamy czekać aż tak długo?''.
- No właśnie. Miałem 20 lat i to nie był najmądrzejszy tekst. Swoją drogą, jedynym poważnym atutem młodości jest właśnie naiwność. Adam Michnik powiedział kiedyś w rozmowie z Danielem Cohnem-Benditem, że oni zrobili Marzec '68, bo byli zbyt młodzi i naiwni, by wiedzieć, że się nie da.
A dzisiaj?
- Spotkałem grupę prawników, którzy najpierw perorowali o potrzebie zrywu pokoleniowego, a potem przyznali, że sami nie mają czasu nawet na żaden wolontariat, bo praca, bo kredyt. Na Zachodzie młodzi ludzie w '68 roku buntowali się, bo nie chcieli żyć tak jak ich rodzice. Dziś frustrują się, bo tak jak rodzice żyć nie mogą. Biorą więc kredyt na 30 lat, a to zamienia człowieka w konformistę.
Pan nie ma kredytu, a czasem jest pan przedstawiany jako ''Sławomir Sierakowski - przyszły premier''.
- Jakiś czas temu Jan Krzysztof Bielecki zachęcał mnie: ''Ty, taki zdolny, młody, powinieneś iść do polityki, świetnie się nadajesz, a tu się marnujesz i zaraz będziesz sfrustrowanym 40-latkiem''. Wtedy przypomniałem mu, że w jakimś swoim starym tekście przytaczał rozmowę, w której dokładnie to samo tłumaczył mu jego kolega w połowie lat 80., który właśnie zapisał się do PZPR: ''Harcerzyka zgrywasz w tej opozycji, zamiast zrobić karierę i się przydać''. Ja raczej należę do tych, którzy organizują zmianę na jej początku i oswajają z nią innych. Ci, którzy przychodzą potem, mogą być dla ludzi wystarczająco swojscy, żeby na tym budować kapitał polityczny. Wyjątkowo trudna jest taka robota przede wszystkim na prowincji, ale jeszcze bardziej potrzebna, dlatego tak ważne było dla nas wyjście z Warszawy do mniejszych miast.
To znaczy?
- Opowiem historię. Komorowski został prezydentem i postanowił zorganizować cykl debat dla młodych środowisk. Na zaproszenie kancelarii poszła Agnieszka Wiśniewska kierująca koordynatorami klubów KP. Zaproponowała fajnych młodych aktywistów z Kalisza, Gniezna, Lublina. Na co ludzie prezydenta zareagowali zdziwieniem, tłumacząc, że to mają być zamknięte debaty w Warszawie, a ''młodzi'' to znaczy około 30-40 lat, zaś atrakcją mają być zagraniczne gwiazdy. Tłumaczyliśmy, że rozmowy najbardziej potrzebują nie warszawskie środowiska, ale te, którym trudniej trafić do debaty publicznej. Po roku urzędnicy pękli i przestali nas namawiać, a prezydent przyjechał do świetlicy w Cieszynie na debatę o naszym przewodniku dla dzieci o współpracy, który napisała Janina Ochojska.
Jest sporo ludzi, którym się coś chce, nie tylko wokół ''Krytyki Politycznej''. Wyróżnia się na przykład bardzo ciekawa grupa skupiona wokół pisma ''Kontakt'', czyli młody KIK. Wydają poważną gazetę, nie zajmują się internetowym hejtingiem, mają swoje zdanie. Ale patrząc ogólnie, młodzi, którzy coś robią, to wciąż mniejszość.
Gdyby pana środowisko coś zdenerwowało, tak jak część społeczeństwa brak koncesji dla -Telewizji Trwam, to ilu macie ludzi po swojej stronie?
- Na pewno nie masy. Ale nie jesteśmy też tacy mali. Co roku organizujemy ponad tysiąc akcji społecznych i wydarzeń kulturalnych. Więcej robi chyba tylko Kościół katolicki. Jeśli zliczyć tych, którzy to organizują, i tych, którzy w tym uczestniczą, to wyjdzie całkiem sporo. Ale niesłusznie zakłada pani, że do przeprowadzenia wielkich zmian potrzeba mas. Przecież w Polsce od filomatów i filaretów po KOR-owców motorem zmiany była garstka.
CDN...