diabollo
17.07.15, 07:38
Naprawianie karty win [SROCZYŃSKI]
Grzegorz Sroczyński
Przywilejem elity jest traktowanie innych ludzi z góry. Po to się robi karierę, żeby kiwać palcem i pouczać.
Jakie są polskie elity? Gdybym miał wskazać cechę, która mnie szczególnie irytuje, byłaby to protekcjonalność. Nieznośny, protekcjonalny ton pobrzmiewający w wielu wypowiedziach. Charakterystyczny pod tym względem jest ostatni wywiad Wojciecha Pszoniaka. Aktor mówi tak: "Na Hollande'a głosowała pani z mojej piekarni, bo, jak powiedziała, za Sarkozy'ego nie mogła sobie kupić mieszkania. Muszę ją zapytać, czy już sobie kupiła".
Panie Wojciechu, niech pan zapyta! Niech pan z nią porozmawia, bo wtedy - zamiast "panią z piekarni" traktować jak idiotkę - dowie się pan, które programy socjalne ciął Sarkozy i kogo nazywał "hołotą". Warto czasem ustalić, o co chodzi w rozmaitych żalach tzw. prostych ludzi, bo zwykle o coś chodzi.
"Denerwująca cecha, ale już taki jestem, że naprawiam świat" - mówi dalej Wojciech Pszoniak. I podaje przykłady tego naprawiania: "Wczoraj byłem na kolacji w restauracji na Żoliborzu. Pytają mnie, jakie chcę wino. Karty nie mają, tylko żebym powiedział, czy chcę ostrzejsze, czy łagodniejsze. Powiedziałem, że ostrzejszy to może być nóż. Wstałem i wyszedłem". Po tak bezkompromisowej reakcji znanego aktora personel zapewne został postawiony na baczność jak Marek Kondrat w "Zaklętych rewirach". Dalej: "W wielu sklepach widzę kartki Proszę zamykać drzwi, mówię wtedy: Proszę pani, jest takie urządzenie, które samo zamyka drzwi, niewiele kosztuje".
Ciekawe, co w takich sytuacjach myślą ekspedientki i kelnerzy, czego się uczą? Pewnie tego, że przywilejem elity jest traktowanie innych ludzi z góry. Po to się robi karierę, żeby kiwać palcem i pouczać. Polscy celebryci - zwłaszcza ci świeżego chowu - znani są z tego, że w restauracjach po pięć razy wymieniają espresso, bo nie dość gorące, wywracają stoliki z powodu braku mleka sojowego, odsyłają dania kucharzowi, bo "prawdziwe japońskie sushi powinno być inaczej zwinięte" itd., itp. Niektóre z tych zachowań noszą wszelkie cechy tęsknoty za folwarkiem. Ktoś kiedyś zapewne napisze zawstydzający reportaż na podstawie rozmów z personelem warszawskich knajp.
Rozumiem, że Pszoniak nie mówi w wywiadzie do końca serio. Że jak to aktor opowiada tzw. anegdoty z życia. Ale jednak z tych anegdot wyziera niepokojąca hierarchia wartości. W naprawianiu świata najważniejsze, żeby Polska miała porządek w karcie win. Ewentualnie żeby nie rządził Kaczyński. Natomiast problemy społeczne w zasadzie nie istnieją.
Aktor mówi też sporo o równości. I to wyłącznie źle. Ze słynnej europejskiej triady - wolność, równość, braterstwo - dobrą prasę ma u nas tylko wolność, natomiast równość i braterstwo są lekceważone lub obśmiewane. Równość, hłe, hłe, to już było za komuny. Pszoniak, niestety, podobnie: "Nie ma równości. Jeden jest bardziej inteligentny, aktywny, pracowity, a drugi mniej. Nie można zrównywać jednego życia z drugim. Komuniści chcieli wszystkich wyrównać - i jak to funkcjonowało? W Korei Północnej mają równość". Ryzykowna teza, bo akurat Korea Północna jest krajem skrajnych nierówności: 1 proc. bogatej partyjnej wierchuszki zarządzanej przez wyrośniętego nastolatka, 10 proc. czegoś na kształt klasy średniej i biedna cała reszta, często głodująca.
Świat od kilku lat intensywnie dyskutuje o nierównościach dochodowych, gazety francuskie, brytyjskie, a nawet polskie pełne są tych debat. O problemie mówią Obama, Lagarde, Gates, Buffett. Instytuty i fundacje od lewa do prawa wypluwają raporty. Nie chodzi mi o to, żeby Wojciech Pszoniak miał w sprawie równości poglądy takie same jak wiceszef Banku Światowego ("Bardziej równe społeczeństwa są lepsze w sensie moralnym i stabilniejsze politycznie") czy prezydent USA ("Nierówności to decydujące wyzwanie naszych czasów"). Niech ma poglądy całkowicie inne. Ale niech, na miłość boską, jeśli już mówi na ten temat, nie wyjeżdża z Koreą.
Wywiady z aktorami są pouczające. Nie dlatego, że aktorzy przedstawiają poglądy wyjątkowe. Przeciwnie: aktorzy są odwrotnością wyjątkowości, wszak ich wielkość polega na jak najdoskonalszym naśladownictwie. Im lepiej aktor potrafi wchłonąć innych ludzi, a potem ich odtworzyć na scenie czy przed kamerą, tym większym jest aktorem. Podobnie z poglądami. Aktorzy mają poglądy aktualnie aktualne w środowisku, w którym się obracają. W przypadku Pszoniaka jest to środowisko inteligencji artystycznej, bardzo wpływowe środowisko, bo to ono tworzy tzw. dominujący klimat. I chciałoby się od takich ludzi usłyszeć coś bardziej poważnego.
wyborcza.pl/duzyformat/1,146228,18362202,naprawianie-karty-win-sroczynski.html