oby.watel
02.07.17, 13:52
Jestem (a przynajmniej tak mi się wydaje) ekspertem. Nie we wszystkim, lecz w szczególnej dziedzinie, jaką są nauki polityczne. Kiedy wypowiadam się na te tematy, spodziewam się, że moja opinia waży więcej niż opinia większości innych ludzi. Nigdy nie uważałem, by stwierdzenie to było szczególnie kontrowersyjne. Okazuje się jednak, że jest bardzo kontrowersyjne. Powoływanie się na wiedzę wywołuje dziś w pewnych kręgach eksplozję gniewu. Zewsząd podnoszą się głosy, że takie roszczenia to nic innego jak fałszywa „pretensja do władzy”, niechybna oznaka obrzydliwego elitaryzmu i oczywista próba stłumienia dialogu, który stanowi o „prawdziwej” demokracji.
Tymczasem demokracja to ustrój polityczny, nie zaś rzeczywisty stan równości, co oznacza, że cieszymy się równymi prawami wobec władzy i siebie nawzajem. To, że mamy równe prawa nie oznacza, że posiadamy takie same talenty, umiejętności czy jednakową wiedzę. A już na pewno nie oznacza to, że „opinia każdego na dany temat jest tak samo dobra, jak kogokolwiek innego”. I choć to w sposób oczywisty nonsens, to takie jest niestety credo niemałej rzeszy ludzi.
Co tu się dzieje?
Obawiam się, że jesteśmy świadkami „agonii wiedzy”. Otóż Google, Wikipedia, blogi – wszystko to sprzyja zanikowi jakiejkolwiek granicy między profesjonalistami a laikami, uczniami a nauczycielami, znawcami a poszukującymi, czyli innymi słowy między tymi, którzy coś osiągnęli na danym polu, a tymi, którzy tego nie dokonali. Nie mam na myśli agonii wiedzy jako takiej, znajomości konkretnych rzeczy, która odróżnia jednych ludzi od drugich w poszczególnych dziedzinach. Zawsze będą lekarze, prawnicy, inżynierowie i inni specjaliści w różnych dyscyplinach. Obawiam się raczej tego, że wiedza straciła swój autorytet jako coś, co powinno kształtować nasze myśli lub zmieniać sposób życia.
Tak, to prawda, że eksperci mogą popełniać błędy, o których przypominają nam tragiczne wydarzenia od afery Talidomidu. [Niemiecki lek przeciwbólowy sprzedawany w latach 1957-1961 bez recepty. Pod koniec roku 1960 udowodniono, że powoduje on uszkodzenia płodu u zażywających go ciężarnych kobiet. Ofiarą Talidomidu padło ok. 15 tysięcy ludzkich płodów, z czego 12 tysięcy zostało donoszone i urodzone jako dzieci z głębokimi wadami rozwojowymi – przyp. tłum.] po katastrofę Challengera. Eksperci mają jednak całkiem dobrą statystykę w porównaniu z laikami: lekarze, choć nie są nieomylni, lepiej radzą sobie z większością chorób niż uzdrowiciele czy ciocia Ginny ze swoim okładem z jelit kurczaka.
Odrzucanie pojęcia wiedzy i głoszenie z moralizatorską emfazą, że każdy ma prawo do własnego zdania, jest niemądre. Gorzej, to jest niebezpieczne. Agonia wiedzy jest nie tylko odrzuceniem jej samej, ale także sposobów, jakimi ją zdobywamy i jakimi uczymy się różnych rzeczy. Generalnie jest to odrzucenie nauki i racjonalizmu, które stanowią fundament cywilizacji Zachodu. Tak, „cywilizacji Zachodu”: paternalistycznej, rasistowskiej, etnocentrycznej, tej, która wydała na świat bombę atomową, Edsela [Amerykańska marka samochodów należąca do Ford Motor Company, nazwana imieniem jedynego syna Henry’ego Forda – Edsela. Powstanie marki zakończyło się porażką marketingową: straty poniesione przez koncern zostały oszacowane na 250 mln dolarów – przyp. tłum.] i New Coke [Nazwa napoju, zaprezentowanego 23 kwietnia1985 roku przez The Coca-Cola Company, który czasowo zastąpił produkt flagowy przedsiębiorstwa – Coca-Colę (znaną w USA jako Coke. Wprowadzenie marki New Coke, równoczesne z wycofaniem dotychczasowego produktu, było wielką porażką marketingową. 10 lipca 1985 r. przywrócona została oryginalna Coca-Cola, a z większości rynków szybko wycofano nowy produkt – przyp. tłum.], ale także tej, która leczy diabetyków, pozwala latającym mamutom [Airbus A380 – największy samolot pasażerski na świecie, wyprzedzający pod względem powierzchni drugiego na liście Boeinga 747 – przyp. tłum.] lądować w ciemności i powołuje do życia dokumenty takie jak Karta Narodów Zjednoczonych.
Nie chodzi tylko o politykę, choć i wtedy byłoby już wystarczająco źle. Jest jeszcze gorsza rzecz: agonia wiedzy ma ten przewrotny skutek, że w braku rzeczywistych ekspertów każdy czuje się ekspertem we wszystkim. Oto szokujący przykład: żyjemy dziś w wysoko rozwiniętym postindustrialnym kraju, który walczy z odradzającą się epidemią krztuśca – choroby wyeliminowanej sto lat temu. A to dlatego, że skądinąd inteligentni ludzie kwestionują decyzje lekarzy i odmawiają szczepienia swoich dzieci po przeczytaniu bzdur napisanych przez ludzi, którzy nie mają pojęcia o medycynie (tak, mam na myśli ludzi takich jak Jenny McCarthy) [amerykańska aktorka i modelka zaangażowana w ruch społeczny wymierzony przeciw szczepionkom, które mają rzekomo powodować autyzm – przyp. tłum.].
W polityce problem również osiągnął niewiarygodne proporcje. Uczestnicy debaty publicznej nie odróżniają już frazy „mylisz się” od „jesteś głupi”. Mieć odmienne zdanie to dopuścić się zniewagi. Sprostować kogoś to być nienawistnym. A odmawiać uznania alternatywnych poglądów, jak nierealne czy bezsensowne by one były, to mieć ciasny umysł.
→