Dodaj do ulubionych

Leszek Kołakowski, kim był?

19.04.20, 18:32
Leszek Kołakowski, kim był?
No własnie kim, czy filozofo-znawcą ateistycznym, -. czy chrześcijańskim?
www.youtube.com/watch?v=_JFfL5dz8Pw&t=25s
Pozdrawiam dyskusyjnie.
Obserwuj wątek
    • uff.o Re: Leszek Kołakowski, kim był? 24.04.20, 22:24
      z tego co mi wiadomo to raczej wyznawał on kulturową przynależność do chrześcijaństwa, lubiał bardzo buddyzm, bywał ateistą (bardzo podejrzanym) zainteresowanym religiami, mitami, a nawet był bajkopisarzem.....Czytywał Swedenborga, o którym mówią że był mistykiem, wizjonerem, naukowcem, buddą północy, etc.... Chyba nie mieścił się w normach konwencjonalnego akademika, filozofa. Zresztą filozofia w tym sensie stricte akademickim, tworzenia jednolitych, wielkich systemów, chyba wydała swoje ostatnie tchnienie wraz z chwila gdy Heidegger zaczął pisać wiersze.... ale jeszcze przed wojną były znaki współczesnego a-systemowego sposobu filozofowania, Nietzsche, Kiekegaard, Szestow, Scheler etc..Trudny do zaszufladkowania choć łatwy i przyjemny w odbiorze i przekazie, posiadał dar lierackiego, barwnego przekazu różnych ideii, przez co skuteczny był w edukacji i popularyzowaniu filozofii. Nie sądzę by było istotne zakwalifikowanie go do jednej z tych opcji, gdyż raczej był on osoba ponad tymi podziałami, homo sapiens w najlepszym tego słowa znaczeniu.
      • walmart.ca Re: Leszek Kołakowski, kim był? 25.04.20, 04:03
        Leszek Kołakowski był z pewnością najbardziej oczytanym człowiekiem drugiej połowy XX w. na świecie. Całkiem solidny przegląd fenomenu 'Kołakowski’ tu (angielski):

        www.thenation.com/article/archive/jester-and-priest-leszek-kolakowski/
      • suender Re: Leszek Kołakowski, kim był? 26.04.20, 17:04
        uffo:

        z tego co mi wiadomo to raczej wyznawał on kulturową przynależność do chrześcijaństwa, lubiał bardzo buddyzm, bywał ateistą (bardzo podejrzanym) zainteresowanym religiami, mitami, a nawet był bajkopisarzem.....Czytywał Swedenborga, o którym mówią że był mistykiem, wizjonerem, naukowcem, buddą północy, etc.... Chyba nie mieścił się w normach konwencjonalnego akademika, filozofa. Zresztą filozofia w tym sensie stricte akademickim, tworzenia jednolitych, wielkich systemów, chyba wydała swoje ostatnie tchnienie wraz z chwila gdy Heidegger zaczął pisać wiersze.... ale jeszcze przed wojną były znaki współczesnego a-systemowego sposobu filozofowania, Nietzsche, Kiekegaard, Szestow, Scheler etc..Trudny do zaszufladkowania choć łatwy i przyjemny w odbiorze i przekazie, posiadał dar lierackiego, barwnego przekazu różnych ideii, przez co skuteczny był w edukacji i popularyzowaniu filozofii. Nie sądzę by było istotne zakwalifikowanie go do jednej z tych opcji, gdyż raczej był on osoba ponad tymi podziałami, homo sapiens w najlepszym tego słowa znaczeniu.
        ==================== =====================================================

        Na taką dosyć szeroko rozbudowaną odpowiedź właśnie czekałem.
        Ja natomiast nie mam L. Kołakowskiego za filozofa, lecz za wytrawnego filozofoznawcę, z niebywałą pamięcią w zakresie historii filozofii, ale też historii innych nauk.
        Sprawdził się jako popularyzator wiedzy filozoficznej, był gawędziarzem, którego aż miło było słuchać.
        Do skarbnicy filozofii wniósł w zasadzie wielkie NIC, żadnego nawet zarysu jakiejś koncepcji egzystencjalnej, na której następcy by mogli tworzyć nadbudowę dla czegoś nowego.
        Czy był on za cienki, czy urodził się za wcześnie, by więcej zwojować, gdyż był przykrywany przez cień jego wielkich poprzedników (Nietzsche, Kiekegaard, Szestow, Scheler etc..).
        Nie zgadzam się jednak z Tobą, że nauka zwana filozofią osiągnęła już swój kres. Zgadzam się, że pogłoski o śmierci filozofii są dosyć popularne, ale zupełnie nie prawdziwe. Popatrz na szalony rozwój nauk ścisłych, które swymi nowymi odkryciami dają wielkie [pole do popisu, dla tworzących koncepcje filozoficzno-egzystencjalne, bo owe nauki za nią tego na pewno nie zrobią!

        Ja się nie łudzę, jakoby filozofowie z współczesnej Polski mieli szansę odegrania jakichś wielkich odkryć filozoficznych, bo któż by miał to niby zrobić: J. Hartmann, zmarły T. Kotarbiński, albo zmarła Barbara Stanosz, J. Woleński, czy nawet filozofowie z Uni-Lublin, - dajcie sobie spokój!
        Niemieckie największe zagłębie filozofów świata tkwi na razie w hibernacji, chyba tylko trza czekać na nowe pokłady filozofów z Chin, albo z Japonii. Czarno to widzę!

        Pozdrawiam.
        • uff.o Re: Leszek Kołakowski, kim był? 28.04.20, 01:10
          no, rozparcelowanie intelektualnej iluzji komunistycznej z historycznego punktu widzenia rozwoju i destrukcji tej ideologii może nie jest takim wielkim wkładem w dziedzictwo cywilizacyjne, ani w samo rozważanie epistemologii czy ontologii, ale dla niektórych, szczególnie na zachodzie, jednak jest istotne! Jego analiza historyczna uczucia religijnego i religijnej dogmatyczności w różnych wspólnotach religijnych jest również pewnym unikatowym wkładem w historię religijności w kontekście historycznego tworzenia współczesnej cywilizacji. Wspaniale uważam pokazał wysiłek ludzki w stworzeniu czy utrzymaniu takiej religijności która nie popadałaby ani w dominację kapłańską ani w dogmatyczność wyłączności na posiadanie jedynej prawddy, czy jedynie prawdziwego Boga. Miał on swoją działkę, nie tyle w tworzeniu czy samym syntezowaniu wiedzy, ale raczej w analizowaniu i obnażaniu iluzji, zachowując przy tym bardzo pragmatyczną, stoicką postawę. Co pewnie uchroniło jego samego od popadanięcia w dogmatyzm. I przez co w końcu musiał udać się na banicję, a teraz oskarża się go o miałkość umysłu, uzależnionego od innych...samodzielnie tworzących, wielkich geniuszów filozofowania....
          Zresztą tak ogólnie to postrzegam to wszystko bardziej jasno, widząc że filozofia jako dyscyplina teoriopoznawcza ze swoimi wielkimi jasnymi systemami, wyczerpała się, ewoluując w myślenie bardziej emocjonalne, przystępne, edukacyjne, popularyzatorskie, czyli właśnie pod strzechy. Zresztą ten proces stawania się myślenia bardziej czującym, a czucia bardziej myślącym, zawsze jest jak sądzę obopólnym kompromisem. Masa się przy tym bardziej indywidualizuje, a górnolotna refleksyjność obniża swoje loty ażeby uczyć się służyć celom praktycznym, i nie być wykorzystywaną przez ludzki egoizm czy psychopatyczne jednostki do posiadania kontroli nad umysłami i ciałami (jak to onegdaj uczynili kapłani, a później politycy). A przy tym jakość ogólna społeczeństwa poprawia się.Taka może być nieuchronna faza w procesie masowego przyswajania zdobyczy intelektualnych przeszłych wieków, zanim nastąpi czas na odkrywanie nowych poznawczych kosmosów czy równoległych multiwersów. Nie ma co się zżymać i grymasić na niby to rozwodnienie popularyzatorsko-literackie filozofii, czy choćby Kołakowskiego. Anegdotycznie rzecz ujmując przypomnę zdanie pewnego noblisty (cytowane przez Miłosza), Boba Dylana, który na pytanie dziennikarza: 'Czy jest pan poetą?' odpowiedział: 'Nie. Nie jestem nawet filozofem.' W swojej ewolucji filozofia miała swój ikarowy lot, który skończył się tym czym się skończył, upadkiem w bezdenną otchłań. Heidegger został filozofem nazistów, Nietzsche został utożsamiony z ideologią faszystowską. Nic dziwnegoi że filozofia, ażeby. przetrwać, zaczęła szukać sposobów na bycie wiedzą....niszową, nie do wykorzystania przez różne mimikry i psychopatyczne szczury wykorzystujące wszystko do mamienia mas. A pierwszym takim krokiem jak mniemam była utrata przez filozofię statusu autorytetu społecznego a wśród ludzi nauki strącenie filozofii z pozycji statusu wiedzy... poważnej. Zresztą już pojawienie się Kierkegaarda, Sartra, Marcela (i in. filozofów francuskich) i filozofii egzystencjalnej jako buntu wobec Hegla, myślenia czysto abstrakcyjnego było tego sygnałem. Fenomenologia Husserla, Schelera (w Polsce Ingarden.Tymieniecka, ciekawa postać, co prawda to Amerykanka polskiego pochodzenia) również wskazywała na ewoluowanie filozofii w stronę stawanie się aktem intuicyjnej refleksyjności, sztuki, ekspresji twórczej jako współczesnej, indywidualistycznej formy filozoficznego myślenia. Jak to mawiał pewien poeta: 'Jedna prawda dla wszystkich, to opresja!' A zatem jaki pożytek miały wielkie systemy filozoficzne, roszczące sobie prawo do posiadania prawdy uniwersalnej, poza faktycznym tworzeniem analogicznej sytuacji jak między wiernymi a kapłanami? Wielki piękny System prawd wiecznych, uniwersalny ład pojęty, jak Bóg na Parnasie, niedostępny maluczkim, a u Jego stóp kasta wybrańców, kapłani-filozofowie, i stado klakierów, a najniżej motłoch, tłuszcza, krowy, bydło i stado baranów. A po 100 latach prawdy owe zamieniają się w pył, a na tron wsiada następny mądrala. Od Kołakowskiego można nauczyć się postawy uodparniającej na takie iluzje.
          Natomiast według takiego Swedenborga, którego czytywał Kołakowski i niejednokrotnie cytował w różnych wywiadach, który choć dzisiaj może nie jest żadnym intelektualnym, filozoficznym autorytetem, ale który w swoim oświeceniowym czasie Xviii wieku był uznanym naukowcem, anatomem, geologiem, astronomem, inżynierem górniczym, wynalazcą naukowym, znawcą fizjologii, metalurgii, chemii,etc., i filozofem w pełnym tego słowa znaczeniu, zanim ewoluował w stronę mistyki - czyli, można by śmiało rzec, był człowiekiem renesansu -, uważał on mianowicie że aniołowie przekazujący sobie nawzajem najgłębsze tajniki umysłowe, robią to w ogóle bezsłownie, a-werbalnie, gdyż ponoć werbalność jest opisem linearnym rzeczywistości, nie potrafiącym objąć całej kompleksowości, głębi umysłowego pojmowania rzeczywistości. No ale, racjonalnego dowodu na takie mniemania nie ma. Można przyjąć, można wyśmiać. Dla mnie w tym porzuceniu przez refleksyjność ludzką zadumaną nad strukturą rzeczywistości, czystej abstrakcji na rzecz wolnej od wszelkich schematów, ekscentrycznej, pozornie chaotycznej, myśli, widać samo-przezwyciężenie przez człowieka homo sapiens, zarozumiałości własnego myślenia, którego konsekwencjami były m.inn. usiłowanie kontrolowania rzeczywistości i innych ludzi, kończące się zazwyczaj podobnie, jako rzezie niewiniątek i wojny mniej lub bardziej światowe. Chcąc nie chcąc widać iż pewne umysły wzięły sobię tę odpowiedzialność głęboko do...serca i... umysłu. W przeciwnym razie, pozostaje nam tylko depresja i biadolenie że dzisiaj prawdziwych filozofów już nie ma. A przecież filozofia to miłość prawdy, a nie kalkulowanie, abstrakcyjna logiczność, mechaniczne definicje. I rzeczywistość wyraźnie nam pokazuje że sama refleksyjność pozbawiona pierwiastka emocjonalnego staje się w konsekwencji monstrum, zaprzeczeniem samej siebie i narzędziem w rękach intelektualnych manipulatorów, którzy jakkolwiek posiedli zdolność intelektualnego kalkulowania i rachowania, na poziomie emocjonalnym są tylko niebezpiecznymi infantylami. Jeśli idzie o filozoficzno-historyczny kontekst tej sytuacji to się zaczęło jeszcze od Platon który wyrzucił poetów ze swojego doskonałego Państwa, zamieniając artystów w pożytecznych wyrobników, rzemieślników posłusznych wobec systemu praw, których zadaniem miało być co najwyżej imitowanie natury, a nie jakieś tam pląsy czy intuicyjne wglądy. Arystoteles wprowadził te idee w czyn, będąc doradcą i wychowawcą Aleksandra Wielkiego. No i tworzenie uniwersalnego imperium rozpoczęło się na dobre. Hegel uznawał wyższość filozofii państwowej, upolitycznionej, przynajmniej według Poppera, stając się intelektualną bazą dla misji doskonalenia świata poprzez tworzenie jasnej, czystej dominującej rasy stosującej się do wyznaczonych zasad i praw bycia człowiekiem, a wszystko w imię tworzenia uniwersalnego ładu, postępu i porządku w rzeczywistości. Zupełnie jak w wielkim systemie filozoficznym, którego zasady i ład wprowadzane są w życie na życzenie władzy politycznej (wola mocy)....

          Tymczasem okazało się że jeśli dojrzałość umysłowa nie idzie w parze z dojrzałością emocjonalną, to umysł tworzy monstrualne konsekwencje. Tak też w postępie nauki. Któryś z francuskich filozofów współczesnych postulował iż tzw. obiektywne badanie naukowe, w dzisiejszym świecie nie może brać pod uwagę jedynie tzw. obiektywnych czynników i powtarzalności efektów takiego badania, wykluczając czynnik ludzkiej jakościowej obecności, pożyteczności dla ludzkiej egzystencji. Sam wybór danego obiektywnego badania dokonywany jest w sposób subiektywny, oparty o subiektywne preferencje danych badaczy, naukowców. A zatem czynnika subiektywnego nigdy nie można całkowicie wyeliminować z badani
          • uff.o Re: Leszek Kołakowski, kim był? 28.04.20, 01:13
            (........) A zatem czynnika subiektywnego nigdy nie można całkowicie wyeliminować z badania, a etycznego pomijać. W przeciwnym razie tworzy się prawdy iluzoryczne albo doraźne, mogące mieć tragiczne konsekwencje w dłuższej perspektywie ujawniania się ich konsekwencji. Przerost technologii nad etyką, empatią względem natury, człowieka widać w konsekwencjach z jakimi współczesny świat musi się mierzyć na każdym polu działania i relfleksyjności, w ekonomii, ekologii, przemyśle, medycznym postępie, technologicznym etc., usiłując stworzyć faktycznie optymalnie funkcjonujące środowisko dla istnienia i trwania ludzkiej cywilizacji.
            Koniec końców zatem, uważam że Kołakowski jest przynajmniej antidotum na dogmatyczność wszelkiej natury, również filozoficznej....Daje broń do niezależnego myślenia, nie narzucając własnego. A to sztuka nie lada, o której wiedział coś nie coś Sokrates....A zatem jeśli nie chcecie ażeby wasze drogie dzieci (młodzież, dorośli tez) wpadały w sidła różnych sekt, małych i dużych, natury ekonomicznej, politycznej czy religijnej, siora wno, tylko żeby posiadły trwałą otwartość umysłu, to zachęcajcie je do czytania starego jak żółw Kołakowskiego.
            • walmart.ca Re: Leszek Kołakowski, kim był? 28.04.20, 21:37
              "Ludzki punkt widzenia pozwala nam nieograniczenie rozszerzać wiedzę o świecie, ale wszechświat nasz będzie miał zawsze tyleż wymiarów, ile my sami. Będzie on również w tym stopniu zamknięty albo otwarty, w jakim jest każdy z nas".
              L. K. Kultura i fetysze

              „istnieje wiele rodzajów zdań, które w naszym przekonaniu stwierdzają fakty na temat świata, ale tak naprawdę są tylko wyrazem naszych postaw i uprzedzeń”
              David Hume: ‘An Enquiry Concerning Human Understanding’
          • suender Re: Leszek Kołakowski, kim był? 29.04.20, 20:26
            Do: uff.o:

            Już miałem napisać swoje zdanie na temat Twego elaboratu (ale czy Twego do końca nie wiem, bo być może skorzystałeś z kompilacji przemyśleń innych ludzi, ale zostawmy to na później).
            To co w nawiasie to tylko moje lekkie przypuszczenie, a jak nieprawdziwe, to bardzo PRZEPRASZAM!

            Po przeczytaniu w/w na szybko tekstu wydaje mi się iż filozofią nazywasz rzecz, która raczej nią nie jest.
            Podstawowym zadaniem filozofii jest odpowiedź na najbardziej dojmujące pytania egzystencjalne człowieka:
            1. Jak żyć i jakimi busolami się w życiu kierować.
            2. Jak naprawdę wygląda życie po życiu?
            4. Jaki naprawdę był początek Wszechświata i jaki będzie jego koniec?
            5. Jak powstało naprawdę życie biologiczne?

            Filozofia jako świecka nauka ma dać odpowiedź na w/w 5 głównych zagadnień, gdyż ona jest w tym zakresie konkurentką Religii. Ma sobie z tymi piramidalnie trudnymi problemami poradzić bez uciekania się do stosowania dogmatów a li tylko czystej logicznej dociekliwości ludzkiego intelektu.
            Jeżeli masz inne zdanie, to chętnie bym poznał jakie zadania przewidujesz dla filozofii?

            Na koniec: Miło mi się czytało Twoje przemyślenia o L. Kołakowskim, z którymi się w dużym procencie zgadzam, - ale to raczej nie było rozważanie stricte filozoficzne tylko filozofo-znawcze, albo nawet całkiem z marginesu tej dziedziny od Wielbicieli Mądrości..

            Pozdrawiam.
            • walmart.ca Re: Leszek Kołakowski, kim był? 30.04.20, 01:32
              Nie do mnie, co prawda, ale nie mogę odpuścić

              suender napisał:

              > Do: uff.o:

              > Podstawowym zadaniem filozofii jest odpowiedź na najbardziej dojmujące pytania
              > egzystencjalne człowieka:
              > [i]1. Jak żyć i jakimi busolami się w życiu kierować.
              > 2. Jak naprawdę wygląda życie po życiu?
              > 4. Jaki naprawdę był początek Wszechświata i jaki będzie jego koniec?
              > 5. Jak powstało naprawdę życie biologiczne?

              Suenderze, na 4 i 5 to raczej astrofizyka i biologia Ci odpowie, bo na pewno nie filozofia, a na 2 - spytaj xiendza, albo Mdme Blavatzka. Tylko o "naprawdę" bym się nie upierał przy nich, tzn. xiendzach i madamach. Swedenborg twierdził, że to, co nazywasz 'życiem po życiu' jest podobne do tego życia. czyli życia przed 'życiem po życiu', tylko bardziej czarno-białe, bardziej focused, jak filmy Bergmana, Ah i umknęło Ci 3.
              • suender Re: Leszek Kołakowski, kim był? 30.04.20, 08:52
                walmart.ca:

                > Suenderze, na 4 i 5 to raczej astrofizyka i biologia Ci odpowie,

                Astrofizyka i biologia podaje tylko wyniki swoich badań i nie gwarantuje iż zawierają PRAWDĘ.

                > a na 2 - spytaj xiendza, .....

                - Xiendze jak nie cytują św. Pism to wartość ich wypowiedzi jest ŻADNA!
                A jak cytują, to nie są ich wypowiedzi, tylko słowa Najwyższego, które z definicji są prawdziwe.

                - Filozofia aspiruje do wyjaśnienia w/w pięciu egzystencjalnych pytań kardynalnych (nauki szczegółowe tego nie robią)), bez uciekania się do dogmatów ------> KAPITO?!

                > Ah i umknęło Ci 3.

                I co teraz?

                Pozdrawiam.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka