Dodaj do ulubionych

Prawo (i S) Lasu

03.01.22, 13:23
Granica bezprawia
3 STYCZNIA 2022
www.polityka.pl/tygodnikpolityka/spoleczenstwo/2148652,1,granica-bezprawia.read?src=mt
Uchodźcy nie znikli. Zanika zainteresowanie opinii publicznej. Na zamkniętym obszarze przy granicy obowiązuje prawo lasu. Prawo lasu oznacza prawo osoby z bronią.

Mieszkańcy przygranicza żyją w strefie zmilitaryzowanej. Ci, którzy pomagają, doświadczają podwójnej traumy: nieszczęścia, któremu nie mogą zaradzić, i opresji ze strony państwa. Anonimowość ośmiela: zamaskowana twarz, brak plakietki z numerem czy nazwiskiem. Czasem brak munduru, prześmiewcza maska na twarzy. I naładowana broń. Na granicy są nieprzebrane rodzaje funkcjonariuszy: od pograniczników i policjantów, przez żołnierzy – np. wojsk desantowych, po terytorialsów, strażaków i sokistów.

– Każdy, kto nosi mundur i broń, czuje się uprawniony, aby używać siły i władzy. Jakby testowali, jak daleko mogą się posunąć: wobec nas i wobec uchodźców. Na dzień dobry ludzie powalani są na ziemię, a potem można wstać – ale czasem tylko do klęku – mówi Kamil Syller, prawnik z przygranicznej wsi, inicjator akcji palenia zielonych świateł.

Kamila Bownik, lekarka pomagająca na granicy: – Dochodzi do straszno-absurdalnych sytuacji, gdy zatrzymują nas uzbrojeni strażnicy kolejowi. Tu prawo nie działa. Liczy się, kto ma karabin. Począwszy od tego, że pojazd uprzywilejowany – karetka – nie może wjechać tam, gdzie jest potrzebny. Często zdarza się, że dyspozytor pogotowia mówi, że karetka przyjedzie, jeśli straż graniczna wyda pozwolenie.

Pomoc nie jest nielegalna
Kamil Syller: – Najpoważniejszym incydentem było zaatakowanie nas przez grupę zamaskowanych, ubranych po cywilnemu ludzi, którzy mieli broń. Podali się za jednostkę specjalną straży granicznej. Potwierdzili to potem wezwani przez nas funkcjonariusze SG. Napastnicy zastosowali natychmiast środki przymusu bezpośredniego, wyciągając z samochodu i rzucając na ziemię, a następnie obezwładniając naszego kolegę. Skierowano też broń w głowę mojej żony, która była kierowcą drugiego samochodu. Napastnicy mieli na maskach nadruki z zębami kościotrupa. Nie wiem, czy te osoby są odpowiednio szkolone. Na pewno były bardzo agresywne.

Niesienie pomocy humanitarnej nie jest nielegalne. Ale może narazić na odpowiedzialność, jeśli funkcjonariusz tak zinterpretuje prawo. Zastępczyni RPO Hanna Machińska: – Spotkaliśmy grupę Syryjczyków. Pili wodę z bagna. Klęknęli przed nami, błagając o pomoc. Zawiadomiliśmy straż graniczną i chcieliśmy wziąć ich do samochodu, żeby się ogrzali, czekając na funkcjonariuszy. Przez telefon usłyszeliśmy, że nie wolno, bo to jest udzielenie pomocy w przestępstwie. To nie jest wykładnia zgodna z prawem. Ale tu, na granicy, nie rządzi prawo. Tu rządzą funkcjonariusze. Do prawa to się można odwoływać na sali sądowej. Interpretacji karalnego udzielenia pomocy jest tyle, ilu funkcjonariuszy na drodze.

Dr Machińska opowiedziała tę historię podczas telefonicznego łączenia z uczestnikami otwartego posiedzenia Katedry Prawa Karnego UJ. Kiedy to mówiła, uzbrojeni funkcjonariusze przeszukiwali akurat samochód, którym jechała. – Przyjechaliśmy także po to, by zobaczyć, jak jest wykonywana nowelizacja ustawy o ochronie granicy – opowiadała. – Bo przepisy mówią, że nie potrzebują zgody na wjazd funkcjonariusze państwowi, którzy wykonują swoje obowiązki. No i na swoim żywym ciele doznaliśmy takiej oto sytuacji: policjant zatrzymał nas i wypytuje: w jakim celu jedziemy? Do kogo? Wyjaśniłam, że wykonujemy obowiązki RPO i jedziemy z niezapowiedzianą wizytą, więc on nie ma prawa pytać dokąd. A on: czy jesteśmy tu zameldowani? Pytam, czy zna ustawę o RPO, a on na to, że jest wiele ustaw i wszystkich nie zna. Zaczął sprawdzać samochód i szukać naszych nazwisk w jakimś swoim rejestrze. Ja się pytam: co to za rejestr? On na to: już my wiemy, kto w nim jest. Oprócz legitymacji służbowych musieliśmy pokazać dowody osobiste. Skoro tak traktowany jest rzecznik praw obywatelskich, to jak traktowani są ludzie, którzy nie mają żadnej ochrony?! Ludzie, którzy tutaj mieszkają, zdani są na łaskę i niełaskę funkcjonariuszy. Tu się, proszę państwa, czuje opresję.

Nocny najazd uzbrojonych w długą broń policjantów na centrum pomocy humanitarnej uznajemy za akcję pokazową, mającą na celu zastraszanie osób niosących pomoc humanitarną ludziom, których życie jest zagrożone” – napisali w mediach społecznościowych działacze warszawskiego Klubu Inteligencji Katolickiej podczas nalotu funkcjonariuszy na lokal wynajęty przez nich w Gródku, w pobliżu białoruskiej granicy. Przeszukanie i przesłuchania wolontariuszy trwały od godz. 22 do 7 rano. Odbyły się bez nakazu prokuratora: służby działały na podstawie przepisu o sytuacji nagłej, niecierpiącej zwłoki. Mediom wyjaśniono, że nagłość sytuacji spowodowana była tym, że podczas przeszukania dwóch samochodów „policjanci weszli w posiadanie informacji, z których wynikało, że mogło dojść do popełnienia przestępstwa polegającego na pomocnictwie w organizacji nielegalnego przekroczenia granicy”.

Plonem przeszukania jest zatrzymany sprzęt elektroniczny: telefony wolontariuszy, komputery, laptopy. A więc kontakty i informacje o osobach znalezionych w lesie. I o tym, co się z nimi dalej stało. Czyli informacje dotyczące działań służb operujących na granicy. Np. dowody na to, że – wbrew niedawno uchwalonej ustawie zwanej wywózkową – nie wszyscy zatrzymani w lesie ludzie są zawracani formalnie. I że nie są zawracani na przejściu granicznym, ale wypychani przez druty albo przez zieloną granicę, czyli tą samą drogą, z jakiej korzystają przemytnicy ludzi. A są wśród nich dzieci, kobiety w ciąży, osoby chore, niepełnosprawne, poranione, połamane, pogryzione przez psy, wymagające pomocy lekarskiej – o czym donosi opublikowany niedawno raport „Kryzys humanitarny na pograniczu polsko-białoruskim” Grupy Granica.

Kalina Czwarnóg z Fundacji Ocalenie na niedawnym posiedzeniu sejmowej komisji zdrowia, zwołanej z inicjatywy posłów Lewicy: „(…) młody mężczyzna w hipotermii z urazem klatki piersiowej musiał być wyniesiony z lasu, ponieważ ani karetka nie mogła do niego dojechać, ani on nie mógł samodzielnie dojść. W ciągu kilkunastu godzin został zabrany, odstawiony na linię granicy, czyli wypchnięty z Polski. To wyglądało tak, że przedstawiciele polskich służb ciągnęli tego człowieka po ziemi”.

Jeśli chorego człowieka zabiera się ze szpitala wbrew opinii lekarzy i wyrzuca do lasu, gdzie grozi mu śmierć z wychłodzenia i głodu – to jest to przestępstwo. Można się zastanawiać jakie. Czy nieudzielenia pomocy w sytuacji zagrażającej życiu, czy może należałoby to potraktować jako przestępstwo znęcania się przez funkcjonariusza publicznego.

Po śladach na ciele i z relacji osób znajdywanych w lesie można wnioskować, że są ofiarami tortur stosowanych przez białoruskich funkcjonariuszy. Jeśli tak, to polscy funkcjonariusze, którzy ich zatrzymają, powinni wszcząć śledztwo w sprawie podejrzenia stosowania tortur, a ofiary otoczyć opieką. I przesłuchać jako pokrzywdzonych.

– Ci ludzie rzeczywiście mogą być ofiarami tortur – uważa prof. Włodzimierz Wróbel, szef Katedry Prawa Karnego UJ. – W przypadku podejrzenia tortur istnieje – wynikający z międzynarodowych konwencji – obowiązek wszczęcia postępowania niezależnie od tego, czy do tortur doszło na terenie Polski, czy gdzie indziej. A nawet gdyby nie sięgać po tę kwalifikację, to niewątpliwie mamy do czynienia z ofiarami pobicia, okradania, może innych przestępstw.
Obserwuj wątek
    • walmart.ca Re: Prawo (i S) Lasu 03.01.22, 13:24
      Osoby przepychane przez granicę mogą być też ofiarami handlu ludźmi (art. 115 kk), a jako takie powinny dostać w Polsce ochronę, pomoc i powinno zostać wszczęte śledztwo. Prof. Wróbel: – Jeśli weźmiemy pod uwagę definicję handlu ludźmi, to widzimy, że spełnione są takie jej elementy, jak werbowanie, transport, podstęp lub wprowadzenie w błąd – tym ludziom mówi się, że granicy właściwie nie ma, że czeka ich „spacer przez las”, że na wizie białoruskiej wjadą do Polski. Jest też element „wykorzystania poniżającego godność człowieka” – same polskie władze mówią, że ci ludzie są „bronią” w wojnie hybrydowej Łukaszenki.

      Kamil Syller: – Teraz postanowienie o wydaleniu daje się człowiekowi w lesie. Bez wzięcia pod uwagę stanu zdrowia, tego, co czeka go po stronie białoruskiej. I od razu trafia na drut. Teoretycznie może złożyć zażalenie, ale jaki ma podać adres? Pod sosną czwartą z prawej? A na drut idą ludzie starzy, kobiety, dzieci, osoby niepełnosprawne. Ich los zależy od tego, kto ich pierwszy znajdzie. Jeśli my dotrzemy pierwsi, zdobędziemy zabezpieczenie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, jeśli będą media albo doktor Machińska, z którą się jednak liczą, wtedy możemy wejść w procedury legalne. Tak działa „prawo lasu”.

      Liczby odesłanych
      Rzeczniczka podlaskiej straży granicznej Katarzyna Zdanowicz pytana przez nas, gdzie następuje wydalenie z Polski, odpowiedziała, że „przez przejście dla nich bezpieczne”, a nie przez oficjalne przejście graniczne. Nie odpowiedziała, czy w dokumentach odnotowuje się, w którym to było miejscu i z czego wynika prawo SG do wydalania przez zieloną granicę. Podała dane: od wejścia w życie ustawy wywózkowej (od 26 października) wydano 1892 postanowienia o opuszczeniu terytorium Polski – to osoby zaewidencjonowane. Kolejna grupa zaewidencjonowanych to 2402 osoby, które weszły w procedurę azylową. I wreszcie grupa nieewidencjonowana, która jedynie „forsowała” granicę: 11 464 osoby. Wśród nich jest zapewne grupa koczująca pod Usnarzem Górnym, która – wedle zdjęć satelitarnych i ustaleń Amnesty International – została z Polski wypchnięta na białoruską stronę granicy.

      Marta Górczyńska, prawniczka w Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka działająca w Grupie Granica: – Z naszych doświadczeń wynika, że liczba rzekomo „zapobieżonych prób przekroczenia granicy” dotyczy de facto cudzoziemców, którzy już się znaleźli na terytorium Polski, a następnie zostali odesłani. Wobec nich powinny być wszczęte odpowiednie procedury. Z publikowanych statystyk wynika, że wciąż większość osób zawracana jest do Białorusi bez wszczęcia postępowania. A gdy już to postępowanie się prowadzi, to według naszych obserwacji protokoły nie zawierają wyjaśnień cudzoziemca o przyczynach wjazdu do Polski, czy zadeklarował obawy przed prześladowaniami w kraju pochodzenia, jakie zagrożenia czekają na niego w kraju, do którego ma być zawrócony – ten kraj nawet nie jest wskazany. Biorąc pod uwagę, że cudzoziemcy odstawiani są na linię granicy poza oficjalnymi przejściami i zmuszani do przekroczenia ogrodzenia granicznego w kierunku Białorusi, która odmawia ich przyjęcia, takie działanie należy uznać za sprzeczne z przepisami prawa UE i prawa międzynarodowego.

      Kamil Syller: – Tak się zastanawiam, co kieruje komendantami SG, gdy stosują np. przepis o zawróceniu wobec osoby, którą zatrzymuje się gdzieś w głębi Polski, skoro przepis mówi, że zawrócenie można stosować, gdy osoba jest zatrzymana „niezwłocznie po przekroczeniu granicy”? Przecież jeśli kiedyś dojdzie do jakiegoś rozliczenia, to oni będą za to odpowiadać. A nie parlamentarzyści, którzy taki przepis uchwalili. On oddaje decyzję w ręce komendanta.

      Osoby udzielające pomocy humanitarnej na granicy zagrożone są dwoma rodzajami odpowiedzialności karnej. Pierwszy związany jest z ich nielegalnym przebywaniem w strefie zakazanej – to postępowanie wykroczeniowe i mandat. Drugie zagrożenie wiąże się z udzielaniem pomocy humanitarnej np. przez wzięcie do domu dla ogrzania czy nakarmienia albo wzięcie do samochodu. Tu mogą być dwa tryby karania za pomocnictwo w nielegalnym pobycie: wykroczeniowy i karny. – Mimo że pomoc humanitarna jest legalna, władze podejmują próby jej kryminalizacji – mówi Marta Górczyńska. – Takich spraw na razie nie jest dużo. Najczęściej kończy się na grożeniu odpowiedzialnością karną – wiemy o wielu takich przypadkach. Są też mandaty, m.in. wolontariuszka Fundacji Ocalenie dostała mandat za wjazd do strefy. Na razie tylko dwie osoby weszły w tryb karny.

      Te osoby to były dziennikarz POLITYKI i „Gazety Wyborczej”, działacz Obywateli RP Paweł Wrabec i jego żona. Wrabec opowiada POLITYCE, że zobaczył wycieńczonych ludzi idących drogą i wziął ich do samochodu, by udzielić im pomocy. Niemal od razu zatrzymali go funkcjonariusze. Spędził noc w izbie zatrzymań.

      Lekarka Paulina Bownik dostała zarzut za „wybryk nieobyczajny”, polegający na tym, że w szpitalu wbrew zakazowi funkcjonariusza podała uchodźcy formularz wniosku o udzielenie ochrony międzynarodowej.
      • walmart.ca Re: Prawo (i S) Lasu 03.01.22, 13:26
        W celu osiągnięcia korzyści
        Rzecznik praw obywatelskich zajmuje się kilkoma przypadkami ukarania wolontariuszy przez sąd mandatem. Np. sąd w Sokółce (sędzia Marta Mazerska) ukarał mandatem 300 zł kobietę niosącą pomoc w strefie za przebywanie na terenie stanu wyjątkowego. Sąd odrzucił argumentację obwinionej, że udzielanie pomocy nie może być uznane za wykroczenie. A także argument – podnoszony przez wielu prawników – że stan wyjątkowy został wprowadzony z naruszeniem konstytucji i ustawy.

        Prof. Wróbel nie ma wątpliwości co do nielegalności stanu wyjątkowego, a obecnie stanu zamknięcia na granicy. I że jego legalność powinien ocenić sąd, tak jak sądy oceniały legalność obostrzeń covidowych. Podkreśla, że pomoc humanitarna nigdy nie jest nielegalna: – To wynika z jej natury. Ona nie jest ograniczona do ratowania życia i zdrowia. Bo humanitaryzm dotyczy podstawowych potrzeb człowieka: ciepła, snu, bezpieczeństwa, zaspokojenia głodu. Oczywiście jest sposób realizacji tej pomocy. Np. przekroczenie granicy stanu wyjątkowego, żeby człowieka otulić ciepłą kurtką. Ale tu obowiązuje zasada dobra wyższego: jeśli wiem, że łamiąc przepis o stanie wyjątkowym, mogę komuś uratować życie, to nie mogę być karany.

        Przestępstwo umożliwienia lub ułatwienia nielegalnego pobytu (art. 264a kk, kara do pięciu lat więzienia) zachodzi, gdy działa się „w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej”. Kamil Syller: – Ciekawe, że wraz ze spadkiem temperatury zmienia się reżim prawny. Im niższa temperatura, tym nasza pomoc humanitarna jest dla nas bezpieczniejsza – dodaje. – Mamy wtedy nadzieję, że w razie czego sądy będą orzekały na naszą korzyść, bo wezmą pod uwagę, że ta pomoc ratuje życie.

        Syller wymienia metody działania funkcjonariuszy wobec pomagających: – Osoby, które są służbom znane z tego, że pomagają, np. zapalają przed domem zieloną lampę, są poddawane nie gwałtownym, ale systematycznym i długotrwałym szykanom. Drobiazgowo są przeszukiwane ich samochody, są egzaminowane co do celu podróży. Inny rodzaj szykany to parkowanie pod domem i wpatrywanie się w okna. Jeśli coś takiego się powtarza, powoduje narastanie poczucia zagrożenia. Lekarze też są zastraszani. Np. nie zawsze zawiadamiali straż graniczną, że pacjent „z lasu” jest wypisywany ze szpitala – bo nie mają takiego obowiązku. I nie zamykali takich pacjentów w salach na klucz, gdy byli do tego wzywani. Więc podobno odbyła się rozmowa dyscyplinująca z dyrekcją szpitala i lekarzami, a pod szpitalem w Hajnówce stał samochód z tajniakami.

        Marta Górczyńska potwierdza, że funkcjonariusze podczas interwencji każą się kłaść wolontariuszom na ziemi, i że była sytuacja, gdy potem pozwolili klęczeć. Że wolontariusze bywają nieformalnie zatrzymani na całe godziny – na drodze czy wiezieni na komendę. Ostatnim takim przypadkiem było zatrzymanie działaczy KIK po najściu na ich punkt w Gródku. Zdarza się, że interwencję przeprowadzają uzbrojone osoby po cywilnemu, które odmawiają wylegitymowania się. Że nie można uzyskać informacji o nazwiskach od funkcjonariuszy umundurowanych.

        Zastępczyni RPO Hanna Machińska: – Znaleźliśmy się w Polsce w czasie, jakiego starsze pokolenia nie pamiętają od końca wojny. W końcówce PRL z Polski uciekło 1 mln 300 tys. ludzi. Oni się nie przedzierali przez bagna, przez lasy, nie urządzano na nich polowania.

        www.polityka.pl/tygodnikpolityka/spoleczenstwo/2148652,1,granica-bezprawia.read?src=mt
        • diabollo Re: Prawo (i S) Lasu 03.01.22, 23:09
          Katolicy=szmalcownicy
          • diabollo Re: Prawo (i S) Lasu 05.01.22, 11:50
            Cągnąc te fascynujące skojarzenia, to oczywiście nie każdy polski katolik jest szmalcownikiem, ale każdy polski szmalcownik jest katolikiem.

            Kłaniam się nisko.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka