Dodaj do ulubionych

Katolickie barbarzyństwo

12.01.22, 18:29
www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/7,173910,27974701,ginekolozka-znana-jako-doctor-ashtanga-dziecko-z-wada-moze.html?_ga=2.107253314.1522507422.1641945491-1889970579.1531118249#S.W-K.C-B.5-L.1.maly
Obserwuj wątek
    • diabollo Re: Katolickie barbarzyństwo 12.01.22, 18:32
      Agnieszka Urazińska: Chciałam porozmawiać z lekarzem o tym, skąd biorą się wady płodu.
      Dr Anna Parzyńska: Był problem?

      Czternastu odmówiło.
      Dlaczego?

      Tłumaczyli, że po śmierci Izy z Pszczyny nie da się po prostu rozmawiać o wadach płodu. Że teraz takiej rozmowie będzie towarzyszył określony kontekst. Przekonywałam, że nie będę pytała o poglądy. Okazało się, że nawet określenie „wada letalna" wywołuje u ginekologów silny stres. „Bo co to znaczy letalna?" – zastanawiał się jeden z lekarzy. – „Że dziecko żyje godzinę, dwie, miesiąc?". I powiedział, że teraz w Polsce bezpieczniej o aborcji nie rozmawiać wcale. A przynajmniej nie pod własnym nazwiskiem.
      Lekarze zaczęli się bać. Będą się bać coraz bardziej.

      Myśli pani, że to może stawiać pod znakiem zapytania badania prenatalne?
      Mam nadzieję, że wciąż będziemy badać kobiety i korzystać z możliwości, które daje nam medycyna. Dzięki takim badaniom można przecież dać możliwość leczenia niektórych wad płodu jeszcze w łonie matki albo przygotowania się na narodziny chorego dziecka, które można ratować operacją w specjalistycznym oddziale tuż po narodzinach.
      Obawiam się jednak, że niektórzy lekarze będą woleli unikać sytuacji, gdy mówią kobiecie, że widzą ciężkie uszkodzenie płodu. I że w Polsce trzeba rodzić dzieci, które nie są w stanie przeżyć.

      Pani już się to zdarzyło?
      Tak. Miałam nadzieję, że orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego, które odbiera kobietom możliwość decyzji o aborcji z powodu ciężkich i nieodwracalnych uszkodzeń płodu, nigdy nie wejdzie w życie. Ale weszło i zdarzyło mi się, że miałam do przekazania pacjentce dramatyczne wiadomości. Na przykład, że w badaniu obrazowym widzę holoprozencefalię, czyli ciężką wadę wrodzoną związaną z niedorozwojem przodomózgowia.

      Proponuję pacjentce, że możemy pogłębić diagnostykę. Ale wiem przecież, że niezależnie od tego, co zrobimy, dziecko nie będzie funkcjonowało, nie będzie żyło. Na pewno nie wyjdzie ze szpitala. I wiem, że kobieta nie jest gotowa na urodzenie takiego dziecka. A ja umiem pomóc, potrafię przeprowadzić bezpieczną aborcję. I nie mogę. Prawo mi tego zakazuje.

      Pani się nie boi mówić o aborcji.
      Rok temu byłam bardziej waleczna. Gdy kobiety protestowały na ulicach, głośno zabierałam głos w obronie naszych praw do decydowania o własnym ciele. Sama byłam wtedy w ciąży, zdrowej i bez problemów. Teraz jestem odpowiedzialna nie tylko za siebie. Wiem, że jeśli będę postępowała zgodnie z kodeksem etyki lekarskiej, złamię prawo. Były nawet wątpliwości, czy jeśli lekarz udzieli pacjentce informacji, że może się ona skontaktować na przykład z Aborcyjnym Dream Teamem, to nie złamie w ten sposób prawa. Prawnicy stwierdzili, że nie. Tyle możemy dla kobiet robić.

      W jakim stanie widzi pani ciężarne?
      Bardzo boją się badań. Tego, co będzie, gdy wykażą one nieprawidłowy rozwój płodu. Boją się, że będą zmuszone, aby bez względu na wszystko urodzić chore dziecko.

      Ciąża nie jest czasem beztroskiego oczekiwania. Jest wielkim stresem. Coraz częściej kobiety zdają sobie sprawę, że bez względu na to, jak bardzo będą się starały, jak przygotowywały do macierzyństwa, jak o bardzo o siebie dbały – mogą usłyszeć złą diagnozę.

      Plemnik łączy się z komórką jajową i powstaje człowiek.
      A po drodze może się naprawdę dużo wydarzyć.

      Skąd biorą się ciężkie uszkodzenia płodu?
      Tu nie ma jednej odpowiedzi, bo powodów jest wiele. Zdarza się, że na bardzo wczesnym etapie ciąży, w czasie intensywnych podziałów komórkowych, dochodzi do nieprawidłowego podziału i później już cały rozwój zarodka i płodu jest nieprawidłowy.

      Bo rodzice są nosicielami nieprawidłowego genu?
      Kwestie genetyczne i kwestie dziedziczenia są skomplikowane. Mogą być różne kombinacje, różne warianty nieprawidłowości odpowiedzialnych za różne rodzaje schorzeń.

      Może się zdarzyć tak, że ludzie zdrowi są nosicielami mutacji, nawet o tym nie wiedząc, i mają chore dziecko.

      I przez resztę życia rodzic lub rodzice wyrzucają sobie, że to ich wina.
      A najczęściej nie można mówić o winie, bo zazwyczaj rodzic, który jest nosicielem, nawet nie wie, że tak się dzieje, póki nie urodzi się ciężko chore lub niezdolne do życia dziecko. No i jaka jest statystycznie możliwość, że spotka się i pokocha dwoje ludzi, którzy mają wadliwy gen i „przekażą" chorobę dziecku? Czasem to promil, scenariusz niemal niemożliwy. A jednak się zdarza. I przychodzą na świat dzieci z rdzeniowym zanikiem mięśni, mukowiscydozą, fenyloketonurią. Ale to tylko jeden z powodów ciężkich wad płodu.

      Na inne nie mamy wpływu?

      CDN...
      • diabollo Re: Katolickie barbarzyństwo 12.01.22, 18:33
        Za nieprawidłowy rozwój płodu mogą też odpowiadać szkodliwe substancje – alkohol, narkotyki lub papierosy. Zdarza się, że kobieta nawet w ciąży nie rezygnuje z używek, choć wie, jakie są tego konsekwencje. Ale chociaż wiemy, że alkohol, narkotyki lub papierosy mogą wpływać negatywnie na rozwój płodu, i chociaż wiele osób podchodzi do ciąży odpowiedzialnie, to zdarza się, że uszkodzenia powstają na bardzo wczesnym etapie, zanim jeszcze kobieta dowie się, że jest w ciąży.

        A leki?
        One również mogą uszkadzać płód. Zanim kobieta zorientuje się, że jest w ciąży, i zanim je odstawi. Mówi się o teratogennym działaniu leków, czyli o działaniu, które prowadzi do powstania wad rozwojowych płodu w okresie embrionalnym. To okres do 12. tygodnia rozwoju ciąży, gdy zarodek, a później płód jest szczególnie wrażliwy i narażony na uszkodzenia. Niektóre leki mogą powodować nieodwracalne uszkodzenia nerek, encefalopatię, rozszczep podniebienia lub kręgosłupa. Zdarzają się też uszkodzenia kończyn, zniekształcenie czaszki lub głuchota. Są leki stosowane w leczeniu nadciśnienia zawierające inhibitory konwertazy, które mogą powodować wady płodu. A prawdopodobieństwo, że kobieta w ciąży przyjmuje takie leki, wzrasta choćby dlatego, że statystycznie coraz później zachodzimy w ciążę, więc coraz więcej z nas decyduje się na macierzyństwo już wtedy, gdy nadciśnienie daje o sobie znać.

        Mało kto nie słyszał o ofiarach Talidomidu.
        To był lek przeciwbólowy i pomagający na bezsenność, który można było w latach 50. kupować bez recepty i który zalecano kobietom w ciąży jako całkowicie bezpieczny.

        Okazało się jednak, że powoduje ciężkie uszkodzenia płodu i jest odpowiedzialny za to, że kilkanaście tysięcy dzieci przyszło na świat ze zdeformowanymi nogami i rękami albo pozbawionych kończyn. Talidomid został wycofany z użycia, ale ciężarne mogą się spotykać z innymi lekami teratogennymi.

        Czyli ciężkich i nieodwracalnych uszkodzeń płodu nie da się wykluczyć.
        Nie. Tym bardziej że w wielu przypadkach po prostu nie da się nawet ustalić, dlaczego powstały. Jeśli chodzi na przykład o trisomię, to wiemy tyle, że komórki dzielą się w trybie dwa, cztery, szesnaście i tak dalej. Są kolejne etapy podziału. I, z niewiadomych przyczyn, w niektórych przypadkach dochodzi do zjawiska nondysjunkcji – pojawia się dodatkowy chromosom 21, który odpowiada za zespół wad zwany zespołem Downa. Badane są pewne zależności, bo wiadomo, że większe jest prawdopodobieństwo wystąpienia trisomii, gdy matka jest zaawansowana wiekiem. Ale prawda jest taka, że dzieci z zespołem Downa rodzą się także bardzo młodym matkom. Nie wiadomo dlaczego. Pacjentki z cukrzycą lub padaczką mają większe ryzyko urodzenia dziecka z niektórymi wadami wrodzonymi. A przy niedoborze kwasu foliowego może być większe prawdopodobieństwo wystąpienia u płodu przepukliny rdzeniowej.

        Ale prawda jest taka, że dziecko z wadą może urodzić się każdej z nas. Każdą z nas może spotkać to nieszczęście.
        Do orzeczenia Trybunału w sprawie aborcji z ubiegłego roku stwierdzenie ciężkiej wady płodu mogło być powodem do przerwania ciąży.
        Zgodnie z tą definicją istniała możliwość zakończenia ciąży do 22. tygodnia ciąży w przypadku trwałego i nieodwracalnego uszkodzenia płodu. Ale interpretacje pozostawiały wątpliwości. Bo trwałe i nieodwracalne uszkodzenie nie zawsze oznacza wadę letalną. Byli lekarze, którzy uważali, że nie będą terminować dziecka bez dwóch nóg, bo z taką wadą można żyć.

        A ja uważam, że wiele zależy od sytuacji rodziny. Mogą być rodzice, którzy czekali na to dziecko bardzo, są w stanie udźwignąć jego niepełnosprawność, mają środki, aby zapewnić dziecku wszelką pomoc i dobre życie. Ale mogą też być rodzice, dla których taka niepełnosprawność dziecka jest nie do udźwignięcia, nie do przyjęcia. Bez względu na to, co powiedzą obrońcy życia, stoję na stanowisku, że w przypadku takiej ciężkiej i nieodwracalnej wady rodzice powinni móc podjąć decyzję, czy chcą kontynuacji ciąży. Były sytuacje, gdy poglądy lekarzy się ścierały, a w szpitalach zbierały się konsylia, aby podjąć decyzję. Kwestie aborcyjne zawsze były u nas w kraju gorące.

        Dla ciężarnych bardzo trudne.

        To są dla ludzi dramaty.

        Zdarzyło mi się, że kwalifikowałam do zabiegu pacjentkę, u której w badaniu widać było, że płód ma niedorozwinięte ręce. W jednej nie był wykształcony nawet ramienny staw, w drugiej była kość ramienna, ale bez przedramienia i dłoni. Z takimi wynikami zgłosili się do mnie bardzo młodzi ludzie, którzy wiedzieli, że takiego kalectwa dziecka nie udźwigną.

        Orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego jeszcze nie weszło w życie, ale im już w jednym szpitalu powiedziano, że to nie jest przecież wada letalna. Czas płynął, a oni bali się, że zaraz na zabieg będzie za późno. Zdarzały mi się sytuacje, gdy kobiety argumentowały, że gdy ich zabraknie, ciężko upośledzonym dzieckiem będzie się musiało zajmować starsze rodzeństwo. A one nie chcą takiej sytuacji. Aborcja była dla nich jedynym akceptowalnym rozwiązaniem.

        Były takie, dla których okazała się błędem?
        Miałam pacjentkę, która przyznała, że decyzja o terminacji ciąży była największym życiowym błędem. Miała później bóle brzucha, problemy z miesiączką – to było trochę jak bóle fantomowe, bo ona sobie z tą sytuacją nie radziła psychicznie. Mówiła, że żałuje.

        Są też kobiety, które decydują się rodzić dziecko, choć wiedzą, że wada jest letalna.
        Pamiętam ciężarną, która zdecydowała się rodzić dziecko z zespołem Edwardsa. Zmarło tuż po narodzinach, wiedziała, że tak będzie. Ale to była jej decyzja. Miałam pacjentkę, która rodziła bezczaszkowca – płód nie miał pokrywy czaszki i nie był w stanie funkcjonować poza organizmem matki. Dziecko żyło 15, może 20 minut. Kobieta je przytuliła, pożegnała, powiedziała, że to były piękne chwile. Ona mogła zdecydować. Znałam bardzo wierzące kobiety, które decydowały się na aborcję. I niewierzące, które chciały rodzić bardzo ciężko chore dzieci. Staram się zrozumieć i nie oceniać. Kim jestem, żeby decydować za kogoś – bez względu na to, czy u płodu stwierdzamy „tylko" zespół Downa albo brak rąk i nóg, czy „aż" bezczaszkowie? To nie ja będę musiała patrzeć na śmierć i cierpienie albo wychowywać ciężko upośledzone dziecko przez długie lata. Nie palę na stosie kobiet, które nie chcą takich uczuć doświadczać. Czas płynie, a ja nie zrozumiałam i nie zrozumiem, jak można pozbawiać kobiety prawa do podejmowania tak ważnych decyzji.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka