Dodaj do ulubionych

Piekielni klienci

10.04.11, 23:31
Demotywatory coś ostatnio zaliczają poziom Wisły na Żuławach. Za to podoba mi się całkiem serwis piekielni.pl, w którym ukazane są ciekawe historie związane z klientami (i nie tylko).

Sobie pozwoliłem wkleić kilka fajnych.
Obserwuj wątek
    • 3.14-roman Re: Piekielni klienci 10.04.11, 23:32
      "Do sklepu wchodzi dwumetrowy, łysy [F]acet, który przez kilka lat chyba nie wychodził z siłowni. Z dość groźną miną idzie prosto do [K]asjerki, która chwilę wcześniej go obsługiwała.
      [F] Byłem tu przed chwilą i źle mi resztę wydałaś.
      Na twarzy kasjerki pojawiło się przerażenie.
      [K] Jest pan pewny, że to nie pan się pomylił?
      [F] Tak, zresztą nie mam czasu na bzdury, śpieszę się, a przez ciebie musiałem wrócić. Miałem zapłacić 45, tak?
      [K] Tak.
      [F] Dałem ci 50, tak?
      [K] Nie jestem pewna.
      [F] Ale ja tak. Dałem ci 50, a ty wydałaś mi 55.
      Po czym, cały czas z groźną miną, podał jej banknot pięćdziesięciozłotowy i wyszedł."
    • 3.14-roman Re: Piekielni klienci 10.04.11, 23:32
      "Jakiś czas temu w Łodzi zrobiła się afera, ludzie tonami dostawali wezwania za rzekomą jazdę bez biletu. Zgadzał się tylko adres, nazwisko. Ew jedno z powyższych. Oczywiście nigdy nie było np nr pesel lub dokumentu. Czyli ewidentne twórcze pisanie mandatów. Skala była tak duża, że i lokalna gazeta o tym pisała. Jak się okazało na mój adres przyszło też wezwanie. Oczywiście jest imię nazwisko i adres zamieszkania brak jakichkolwiek danych potwierdzających np pesel. Czyli wiem, że ktoś spisał np z klatki schodowej. W każdym razie jadę z awanturą ( wiem że sprawa jest wygrana) Wchodzę do biura firmy tam ze 30 osób z podobnym problemem. Oczywiście non stop jakieś awantury kłótnie. Ale przebił w pewnym momencie wszystkich gość, który wszedł.
      W pełnym służbowym mundurze łącznie z czapką, motorniczy i dość głośno powiedział:
      - Co za kut*s wysłał mi mandat za jazdę moim tramwajem bez biletu?!"
    • 3.14-roman Re: Piekielni klienci 10.04.11, 23:34
      "Jestem pracownikiem infolinii dla klientów jednej z sieci komórkowej i odbieram zgłoszenia o rożnych problemach.
      Tego dnia w wyniku globalnej awarii, klienci którzy ustawili sobie "Granie na Czekanie" mieli pozamieniane utwory. Awaria wydawała się nawet zabawna, dzwonie do kolegi a tam "Kocham Cie a kochanie moje", u mnie melodia z "Titanica". Klienci dzwonili żeby się dowiedzieć co się stało, przepraszaliśmy, wyjaśnialiśmy, rozmowy były przyjemne, nikt się specjalnie nie obrażał.
      Do czasu aż zadzwoniła rozkrzyczana pani, która przedstawiła problem następująco:
      - Co się tam u was dzieje, to jest skandal, absolutnie karygodne, co wy sobie w ogóle myślicie!!! Prowadzę zakład pogrzebowy, to jest poważna instytucja, kiedy klienci do nas dzwonią, to zanim się połącza słyszą w słuchawce marsze żałobne*, za to zapłaciliśmy, tak miało być. A dzisiaj klienci dzwonią i co słyszą? Wie pan co? Klienci dzwonią i słyszą "Będę brał cie w aucie"."

      *WTF? Dla mnie puszczanie marszów żałobnych w telefonie to przesada, ale w sumie nie dziwie się klientce, że wyjechała z awanturą. Coś takiego może naprawdę zaszkodzić.
    • 3.14-roman Re: Piekielni klienci 10.04.11, 23:35
      A to jest sympatyczne :)

      "Co prawda nie był to piekielny klient, raczej zabawny, no ale...

      Dawno dawno temu istniał w pewnym pięknym mieście wojewódzkim dobry klub metalowy i w piątek "koncertowy" zbierała się pod nim wielka czarna masa. Ponieważ normą było, szczególnie w młodszych grupach, że najpierw się znietrzeźwia, a potem dopiero do klubu wchodzi, pielgrzymkowali oni zaciekle do pobliskiego dyskontu z bogatym wyborem alkoholu. Był właśnie jeden z tych piątków, w klubie grała mało wtedy (poza niszą) znana w Polsce gwiazda pod nazwą Behemoth, więc kolejka w sklepie wyjątkowo długa, smoliście czarna, czarnym makijażem i plugawymi symbolami pokryta. Do jednego z obwieszonych skórą i metalem drabów podchodzi krucha staruszka, trąca go w ramię i pyta:
      -Przepraszam, synku, mógłbyś mi kupić piwo? Nie mam siły stać w tej kolejce...
      Facet skinął grzecznie, a gdy przyszła jego kolejka, wypalił do sprzedawczyni:
      -Cztery Komandosy, pół litra Parkowej... i jedną Wareczkę, bo koleżanka dzisiaj dowodu nie wzięła!"
      • kaga9 Re: Piekielni klienci 11.04.11, 22:15
        i jedną Wareczkę, bo koleżanka dzisiaj
        > dowodu nie wzięła!"

        :D:D:D
    • 3.14-roman haha :) 10.04.11, 23:39
      "Od jakiegoś czasu zajmuję się dorywczo, w domu, przepisywaniem prac dyplomowych. Dopóki pisałem dla znajomych lub ludzi poleconych, nie było najmniejszych problemów z zapłatą, ze stawką za stronę czy za dodatkowe ilustracje, wykresy itp.
      Jednak gdy wywiesiłem ogłoszenie w Uczelni, nie daleko mojego bloku, miałem jedną sytuację, gdzie zawierzyłem Klientce, że doniesie brakujące 50 PLN, wydałem płytkę z pracą i ślad po Klientce zaginął. Wyciągnąłem więc wnioski z tej nauczki. Pisząc prace w Wordzie, robiłem kopie na dysku a plik przed zapisaniem na CD zaopatrywałem w hasło przed otwarciem. Jeśli Klientka płaciła od razu, pisałem niezmywalnym mazakiem hasło na płycie i OK.

      Dwa lata temu jednak trafiłem na bardzo ,,bystrą,, Klientkę, która po umówiony odbiór pracy na płycie CD przysłała swoją siostrę. Ta nie miała pieniędzy przy sobie, więc poprosiłem by weszła i zaczekała aż ja zadzwonię do [K]lientki:
      -[Ja] - Witam, mam dla Pani pracę już na płycie ale Pani siostra nie ma pieniążków.
      -[K] - A to ile miało być? 100PLN?
      -[Ja] - Nie, umawialiśmy się na 150 przecież, nie pamięta pani?
      -[K] - A bo wie pan, mam w domu takie kłopoty że zapomniałam. Ale da pan siostrze płytę? Ja jutro wpadnę z pieniędzmi po pracy.
      -[Ja] - Wolałbym dzisiaj mieć zapłacone..

      ... po kolejnych 5 powodach, dla których Klientka nie może sama odebrać a zapłaci jutro na bank, wiedziałem na 95% że chce mnie przekręcić, nie płacąc w ogóle. Wydałem płytę, w duchu zastanawiając się kiedy odkryje zabezpieczenie i zadzwoni!

      Pierwszy telefon nastąpił po około 5 minutach od wyjścia siostry z mojego mieszkania na 3p. więc zakładam że Klientka czekała w aucie:
      -[Ja] - Tak, słucham?
      -[K] - Gówno dostaniesz nie pieniądze! Naiwniak! Bujaj się! (śmiechy w tle, towarzystwo ubawione)
      -[Ja] - (po odczekaniu jak towarzystwo się wyśmieje, ze stoickim spokojem) Dostanę pieniądze, szybciej niż pani myśli. O ile pani myśli. - I rozłączyłem się.

      Po 3 godzinach telefon od Klientki:
      -[Ja] - O, jak miło że Pani dzwoni.
      -[K] - Hasło!!! Jakie !!!
      -[Ja] - 150 złotych!
      -[K] - Uważaj bo ci dam!!!
      -[Ja] - 170.
      -[K] - Ty #$%^%#@#%^&, ja Cię #$%$%^^$## !!!
      -[Ja] - Doprawdy? Teraz cena skoczyła na 200!
      -[K] - Sp##$$$% !!! i trzask rzucanej słuchawki ...

      Na drugi dzień, jestem w pracy i widzę na wyświetlaczu że Klientka dzwoni. Wyszedłem więc na dwór, by nie gorszyć współpracowników tymi jej krzykami, bo mój telefon ma doskonały głośnik.

      -[Ja] - Taaak?
      -[K] - No przepraszam pana, że tak się darłam wczoraj, ale MUSZĘ mieć tę pracę wydrukowaną do 12:30 bo jak nie oddam to mi termin przepadnie i będę się bronić chyba w sierpniu.
      -[Ja] - (zaczynam tłumaczyć Klientce, że to nie cacy tak chcieć kogoś wykiwać - tłumaczę z ironią lecz grzecznie i spokojnie, prawie już mam powiedzieć, że nie ma sprawy, każdy się ma prawo zdenerwować, niech da 150 PLN i zapomnimy o tym incydencie... na co Klientka mi przerywa słowami:
      -[K] - Nie p**** tylko hasło dawaj!!!
      -[Ja] - 350!!! - I rozłączyłem się.

      Po zaledwie 30 minutach dzwoni zdziwiona żona z domu, gdzie siedziała z młodszym dzieckiem i mówi, że właśnie jakaś kobieta przyniosła dla mnie w kopercie 350 PLN, przeprasza że tak późno i prosi o jakieś hasło. Powiedziałem, że wiem i żeby jej przekazała, że hasło to jej imię. Podobno Klientka miała tak wielkie oczy, kiedy usłyszała jakie jest hasło, że groził jej wytrzeszcz!"
    • 3.14-roman Re: Piekielni klienci 10.04.11, 23:42
      "Akcja dzieje się w zwykłym osiedlowym sklepie spożywczym.
      Właśnie obsługiwany jest starszy pan, za nim stoi starsza pani.
      Pan kupił całkiem sporo i mówi:
      - Znalazłem 100zł to sobie dziś nakupuję.
      Na to stojąca za nim kobieta:
      - O! To ja zgubiłam! Proszę mi oddać!!
      Jak tylko to powiedziała, kasjerka i obsługiwany pan zaczęli się głośno śmiać. Oczywiście chciwa klientka nie wiedziała dlaczego.
      Kasjerka jej tłumaczy:
      - Ten pan zawsze jak więcej kupuje, to żartuje, że albo znalazł albo wygrał pieniądze!
      Klientka cała czerwona wyszła ze sklepu..."
    • 3.14-roman Re: Piekielni klienci 10.04.11, 23:42
      "Mój brat jest programistą, dorywczo zajmuje się także tworzeniem stron internetowych. Jego synek chodzi prywatnego przedszkola, które słono kosztuje. Niedawno, kiedy brat odbierał dziecko, podeszła do niego dyrektorka przedszkola, powiedziała, że przymierza się do stworzenia nowej strony internetowej i spytała czy mój brat zechciałby się tego podjąć. Umówili się na rozmowę na ten temat. Dyrektorka przedstawiła swoją wizję i wymagania. Zapowiadała się długa, żmudna praca, ale też niezła kasa, więc brat postanowił wziąć to zlecenie i obiecał wrócić za kilka dni ze wstępnym projektem. Jak powiedział, taka zrobił, pokazuje projekt, dyrektorka zachwycona, ale ma kilka zastrzeżeń, bo chciałaby jeszcze "to, to i to". Okazało się, że zmiany wymagają sporego nakładu pracy. Brat więc pozwolił sobie na drobną sugestię:
      - Wie pani, ale to nie są zmiany, które znacząco wpłyną na atrakcyjność strony, a wymagają dużo pracy, no i gdyby się pani na to zdecydowała, to wtedy cena będzie wyższa niż standardowa, wzrośnie o ok. 200zł.
      Dyrektorce mało co oczy z orbit nie wyszły, po czym wydusiła z siebie:
      - Jak to..? Pan chce za to PIENIĄDZE???
      - ???
      - Przecież pana syn chodzi do naszego przedszkola! No jak można tak po znajomości zdzierać!
      - To może umówmy się tak. Ja pani zrobię tą stronę, a za to przez rok nie będę płacił za przedszkole, no bo jak można tak po znajomości za opiekę nad dzieckiem zdzierać!
      Rozmowa skończyła się wielkim oburzeniem obu stron, brat wściekły, że czas na wstępny projekt zmarnował, dyrektorka wściekła, że będzie musiała jednak szukać dalej jelenia. Od tego czasu dziecko odbiera tylko bratowa, a przedszkole do dziś nie ma nowej strony."
    • 3.14-roman Re: Piekielni klienci 10.04.11, 23:44
      "Mały osiedlowy sklepik, sobota rano. W kolejce trzy osoby: chłopak około 20 lat, pani około 60 i ja. Po chłopaku widać, że wczoraj zabawił. Prosi ekspedientkę o maślankę. Na co starsza Pani mówi do chłopaka:
      Starsza Pani: Zabawiło się wczoraj.
      Chłopak: Tak, kolega urodziny miał.
      Na co Pani wypala: Na kaca to sobie pan piwo weź, a nie jakąś maślankę.
      Chłopak do ekspedientki: To ja poproszę jednak piwo.
      Na co starsza Pani: Tylko zimne niech pan weźmie. - Po czym zwraca się do ekspedientki - Basiu ale ta młodzież niewyedukowana"
      • gazeta_mi_placi Re: Piekielni klienci 11.04.11, 20:35
        Może nie do końca na temat, ale skojarzyło mi się z sytuacją której byłam świadkiem: w kolejce do kasy jakiś pijaczek z jednym piwem prosi Panią z wyładowanym koszykiem czy by go nie przepuściła przed siebie.
        Pani odpowiedziała, że nie " z chlebem bym Pana przepuściła, ale nie z piwem! ", po czym nastąpił monolog na temat tego czy nie lepiej kupić zamiast alkoholu jedzenia...
    • 3.14-roman Re: Piekielni klienci 10.04.11, 23:46
      To z telix.pl

      "Dzień Dobry, w czym mogę słuzyć?
      klient: Chciałbym przedłużyć umowę
      kons.: Czy chodzi o ten numer, z którego Pan dzwoni?
      klient: Tak
      kons.: Na kogo telefon jest zarejestrowany?
      klient: Na babcie.
      kons.: Godność babci mogę prosić?
      klient: Moja babcia nie ma godności."

      "Przychodzi klient - sprzedaliście mi zepsuty telefon i zaczyna bluzgać, kuffa, złodzieje itd. kons. spokojnie pyta gościa, co jest nie tak z tym telefonem. A on na to z pełną powagą i pretensjami w głosie:
      - Panie jak ja PIN wpisuje to mi się jakieś gwiazdki pokazują."

      "KLIENTKA: "proszę pani, ja byłam wczoraj na grzybach i pies mi zablokował telefon i on teraz pisze, że trzeba PUK wpisać..."
      (kurcze, inteligentny ten pies, trzy razy PIN musiał błędnie wpisać...!)"

      "Klient: Ile ja mogę w sumie, ogółem, rozmawiać w ramach bezpłatnych minut?
      Konsultantka: A w jakiej jest Pan taryfie?
      Klient: Kielce Taxi... ale co to ma do rzeczy?"
      • 3.14-roman Re: Piekielni klienci 10.04.11, 23:47
        I moje ulubione :)

        "Klient "Pani, na wyświetlaczu koperta mi się pokazała".
        konsultant "ma pan wiadomość na poczcie"
        klient "a to dziękuje, dowidzenia"
        15 minut później
        Klient" panie jaja sobie pan ze mnie robisz!!!!!! Byłem na poczcie we wsi i tam żadnej poczty dla mnie nie ma..."
        konsultant "ma pan wiadomość na telefonie"
        klient się rozłączył..."
    • 3.14-roman Re: Piekielni klienci 10.04.11, 23:49
      Z kafeterii:
      f.kafeteria.pl/temat.php?id_p=3162568
      "ile płacę za połączenie z bezpłatnym numerem?".

      "ja dostałem ten telefon i on jest nierdzewny, ale teraz zaczął mi się rozchodzić".

      "proszę pana, jak do mnie ktoś dzwoni to mi krzyżyk znad telewizora spada".

      "aparat został zablokowany za brak płatności? przecież są wakacje!"; konsultant: "zgadza się, jednak należności należy regulować mimo tego"; klient: "dobra, to kiedy mi odblokujecie aparat?"; konsultant: "w ciągu 48 godzin od chwili otrzymania potwierdzenia zapłaty, proszę pana"; klient: "48? dlaczego tak długo?"; konsultant: "bo są wakacje".

      "czy w państwa systemie komputerowym odnotowujecie tylko połączenia JUŻ wykonane?".
      • 3.14-roman Re: Piekielni klienci 10.04.11, 23:51
        klient: "jaka jest różnica między dopłatą 7 pln a 15 pln"; konsultant: "8 pln, proszę pana".

        "Klient: Dzień dobry chciałem się dowiedzieć ile kosztuje rozmowa do Zakopanego.
        BOK: W szczycie 1,75.
        Klient: Niee, nie, mnie chodzi o dolne miasto."

        "Klient: Proszę pani ja właśnie wróciłem do domu, nikogo tu u mnie nie było, a tu okazało się, że dzwoni mój kolega, że ja niby do niego dzwoniłem... a przecież telefon był w domu...
        BOK: na pewno proszę pana nikogo w domu nie było? może dziecko?
        Klient: nie, nie proszę pani, nawet myszki... czy to możliwe, żeby telefony same do siebie dzwoniły...?
        BOK: fizycznie, nie proszę pana...
        Klient: no to może metafizycznie...?
        BOK: może... ale tego niestety nie jesteśmy w stanie sprawdzić, bardzo mi przykro..."

        "Klient: "ja tu mam taki aparat na kartę, tego no ........., i on mi już nie działa... nawet dodzwonić się nie można"
        Konsultantka: "a kiedy pan go ostatni raz zasilał kartę??"
        Klient: "jakieś pół roku temu..."
        Konsultantka: "a widzi pan, .......... to przynajmniej raz na trzy miesiące trzeba zasilać, żeby móc rozmawiać..."
        Klient: "aaaa... telefonik chce papu?"
        Konsultantka: "... tak... trzeba dokarmiać go co jakiś czas.""
    • 3.14-roman Re: Piekielni klienci 10.04.11, 23:57
      A skoro już o piekielnych klientach mowa - klasyka youtube. Trzeba dużo cierpliwości, żeby pracować w call centre.


      Stacja Neste, czyli klient z gatunku nerwowych. Na miejscu pana TB zmieniłbym numer telefonu :)
      • 3.14-roman Re: Piekielni klienci 11.04.11, 00:00
        Nie wiem, czy to fake, ale sympatyczne :))

        Elektrownia, czyli sztuka tłumaczenia czegoś krowie :)

        Czyli asertywność kluczem do spławienia telemarketerów
        • 3.14-roman Re: Piekielni klienci 11.04.11, 00:03
          Czyli bariery komunikacyjne

          Czyli nie działa mi Telewizja Trwaaam!
      • 3.14-roman Re: Piekielni klienci 11.04.11, 00:05
        Współczuję ludziom, którzy pracują w BOKu albo jako telemarketerzy. Rozmawiaj tu sobie z opętanymi ludźmi, żartownisiami, nerwusami.

        Kredyt na paszport Polsatu
        • gazeta_mi_placi Re: Piekielni klienci 11.04.11, 20:31
          A ja współczuję sobie, przez pomyłkę ktoś podał prywatny numer telefonu stacjonarnego jako firmy i dziennie odbieram kilka telefonów od telemarketerów chcących rozmawiać z właścicielem firmy.
          Za którymś razem człowiek może stracić cierpliwość....
        • kalllka Re: Piekielni rezydenci 12.04.11, 10:53

          a tak niewiele czasu zajelo ci wklejenie lawiny postow dotyczacych klientow, romku.
          widac masz wprawe jako telemarketer "w blyskawicznym zalatwianiu" piekielnikow.

          :)
    • gazeta_mi_placi Re: Piekielni klienci 11.04.11, 20:43
      Autentyk z ogólnej informacji telefonicznej (tej 118913 ;-) ):

      Dzwonię aby dowiedzieć się najpierw o numer taki a taki, dostałam :-)
      Przy okazji zapytałam o podanie numeru takiego a takiego (wszystkie telefony do firm), dostałam :-)
      Zapytałam o kolejny numer telefonu, ale okazało się że na takiej a takiej ulicy nie ma zarejestrowanego numeru telefonu. Ok.
      Zatem zapytałam o inną firmę na ulicy takiej a takiej.
      Pan z infolinii na to że muszę zadzwonić ponownie bowiem przy jednorazowym połączeniu mogę dowiedzieć się tylko o maksymalnie trzy numery.
      Więc mówię, że dostałam przecież póki co dwa (do dwóch firm), do trzeciej nie dostałam bo "nie ma tak zarejestrowanego telefonu").
      Pan (śmiertelnie poważnym tonem) :

      "Brak informacji to także.... informacja"

      :D :D :D

      Uuuu....
      Pan nieświadomie jednak udzielił mi nienależącej się czwartej informacji bo zapewne wg tego Pana " Brak informacji to także informacja" to także informacja :D
      • vifxen Re: Piekielni klienci 11.04.11, 21:01
        www.chyba-ty.pl/post/4530687491/sciagawka-dla-social-media-managera
        dobra, przyznaję, zwązek z tematem raczej marny, ale obejrzyjcie sobie :D
        • 3.14-roman Re: Piekielni klienci 12.04.11, 22:44
          Fajne :)

          Pozwolę sobie to tutaj wkleić, aby wszyscy dobrze widzieli

          https://24.media.tumblr.com/tumblr_ljheac1Ho31qzy7s2o1_500.jpg
    • devilyn Re: Piekielni klienci 12.04.11, 19:46
      Któregoś pięknego zimowego wieczoru wsiadłam do tramwaju z psem. Fafik już wtedy, mimo że nie miał skończonego roku, rozmiarów był słusznych i nigdzie się nie mieścił, na szczęście tramwaj był o tej godzinie raczej pusty, pies grzecznie siedział koło mnie lekko tylko kombinując jak się pozbyć kagańca.
      Do tramwaju wsiadło dwóch mężczyzn (jak się domyślam górników wracających z szychty), jeden usiadł przede mną, a drugi stał koło niego. No i gapią się na psa (nic nowego, pies gdzie się nie pojawi ze względu na swe rozmiary i maść - "błękitna" - budzi zainteresowanie). Jeden z panów (nazwijmy go [Z]enek) wyciągnął piersióweczkę żołądkowej gorzkiej, poczęstował drugiego pana (nazwijmy go [M]ietek), i zagadał - najpierw do kolegi:
      [Z] Patrz Mietek! Aaaaaaale bydle! Toż to ile to żre? Piękny, piękny!
      [M] Ciekawe co to za rasa? Takie bydle?
      [Z] (do mnie) To jest dog angielski, tak?
      [J] Nie, proszę pana, dog niemiecki.
      [Z] Aaaaa! No tak, no tak!
      Pies w tym czasie zainteresował się panami, jednego szturchnął łapą, a drugiemu nos zaczął wciskać do schowanej w dłoni wódeczki.
      [Z] Piękny! Piękny! A mogę mu dać? - pokazuje flaszeczkę.
      [J] Nie, on nie pije alkoholu.
      [Z] Ale pani się nie gniewa! Piękny, piękny! To jest dog angielski, tak?
      [J] Nie, dog niemiecki.
      [Z] Aaaaa! No oczywiście, oczywiście! Ale pani się nie gniewa, mogę mu dać trochę?
      [J] Nie proszę pana, on nie pije alkoholu.
      [Z] Ale pani się nie gniewa! To jest dog angielski, tak?
      [J] Proszę pana, niemiecki.
      [Z] No przecież wiem, pani się nie gniewa, a mogę mu dać?
      W tym momencie nie wiedziałam już jak mam Fafika bronić przed bruderszaftem z górnikiem - choć pies nie wyglądał w sumie jakby się bronił - i wypaliłam:
      [J] Proszę pana, on jest nieletni!
      [Z] Aaaaa! Jak nieletni to ni ch**a! - i się odwrócił.
      Reszta podróży minęła spokojnie.
    • devilyn Allegro ;-) 12.04.11, 20:01
      W moich danych na Allegro nie mam podanego nr stacjonarnego, ponieważ przez większość dnia i tak nie ma mnie w domu, więc próby kontaktu ze mną tym sposobem i tak pewnie spełzłyby na niczym. Pewnego dnia dzwoni do mnie na komórkę obcy nr, odbieram:
      - Halo?
      - Proszę podać swój nr domowy.
      - Przepraszam, z kim rozmawiam?
      - Z Allegro, jaki jest pani nr domowy?
      - A skąd to pytanie?
      - Bo nie będę z panią przez komórkę dyskutować, bo mam za drogo!
      - W takim razie proszę się kontaktować mailowo.
      - Niech mi poda ten nr domowy, o co pani chodzi?
      - O to, że i tak nie ma mnie w domu i będę późnym wieczorem, więc nie ma sensu, żeby dzwoniła pani na domowy.
      - Dobra, minuty mi lecą!
      Rozłączyła się. Następnego dnia mama opowiada mi historię pewnej rozmowy telefonicznej. Po południu zadzwonił nasz telefon domowy (wzięty zapewne z książki telefonicznej). Mama:
      - Słucham?
      - Ja z Allegro.
      - A to co córki, ale niestety jej teraz nie ma.
      - Kiedy będzie?
      - Niestety, nie wiem, ale podejrzewam, że dopiero po 23.
      - Dobra.
      Rozłączyła się.
      Około północy moich rodziców obudził dzwonek telefonu. Mama zaspana, a jednocześnie przerażona, bo telefon o takiej godzinie nie oznacza nic dobrego:
      - Halo?
      - Jest już pani córka?
      - Z kim rozmawiam?
      - Z Allegro.
      Mama przez chwilę nie wiedziała, co powiedzieć, więc zadała pytanie raczej retoryczne:
      - Czy pani wie, która jest godzina...?
      - No 24. Córka miała być po 23. Tak pani powiedziała.
      - I pani naprawdę uważa, że nie ma nic dziwnego w tym, że dzwoni pani o takiej godzinie?
      - No co? Przecież kazała mi pani. Jest ta pani córka?
      - Nie, nie ma!
      - To jakaś k***a musi być, skoro o tej godzinie jej w domu nie ma!
      Rozłączyła się. Ponieważ nie była uprzejma ani razu wymienić ani swojego nazwiska ani zdradzić, w sprawie, której aukcji dzwoni, do dziś nie wiem, który z moim klientów popisał się taką kulturą.
      • 3.14-roman Re: Allegro ;-) 12.04.11, 22:43
        O! Ludzie naprawdę potrafią się dziwnie zachowywać. Choć w sumie dobrze, że nie chciała adresu - miałabyś jeszcze wizytę o 4 nad ranem :)
        • devilyn Re: Allegro ;-) 13.04.11, 20:08
          O nie nie Romanie to nie moja historia...to z piekelnych :D:D:D
          • 3.14-roman Re: Allegro ;-) 13.04.11, 22:09
            Ups :)
    • 3.14-roman Re: Piekielni klienci 13.04.11, 22:15
      "Dorabiałam sobie w niewielkim, osiedlowym Carrefourze. Piekielnych było co niemiara, a jedna z nich utkwiła mi w pamięci ze względu na swój upór.
      Tego dnia w danym momencie czynne były dwie kasy, reszta pracowników była 'w półkach' - jest taka zasada w tych mniejszych marketach, że kiedy nie ma kolejek kasjerzy wykładają towar. Klientów nie było dużo, owszem, przy kasach były kolejki, ale nie na tyle długie, żeby wołać kogoś do pomocy. Szło całkiem sprawnie. W pewnym momencie w kolejce ustawiła się owa Piekielna. Ustawiła się, ale po chwili uznała, że kilkuosobowa kolejka jest dla niej za długa i ona stać nie zamierza. Przeniosła się więc do pustej kasy, na której nie było nawet zamontowanej kasetki i na cały sklep zaczęła się wydzierać, czy ktoś zamierza ją obsłużyć. Wrzeszczała i wrzeszczała. 'Oberwało się' sklepowi, pracownikom i kierownictwu, że co to za chamstwo, jak tak można, że złoży skargę, że tyle już czeka... W końcu kolega się zlitował - nad innymi klientami i nad nami, bo krzyki bardzo przeszkadzały w pracy - i usiadł na kasie, żeby obsłużyć ową Piekielną. Oczywiście musiał przekładać kasetkę, bo przecież ona już wyłożyła zakupy na taśmę. Najśmieszniejsze w tej całej historii jest to, że przy mojej kasie, gdzie ustawiła się na początku, w tym czasie zostałaby obsłużona z 10 razy. Na koniec uradowana z wygranej walki odwróciła się do klientki, która stanęła za nią w kolejce i dumna wypaliła:
      - Z chamstwem to trzeba krótko."
      • sootball Re: Piekielni klienci 29.08.11, 09:36
        Przepiękne!!

        "Historia z przed ok. 7 lat z Przystanku Woodstock. Zdarzyło mi się w czasach studenckich kilka razy odwiedzić tą imprezę jako wolontariusz z Pokojowym Patrolem. Jako że studiowałem na AM (farmacja) udało mi się zaczepić w grupie medycznej w charakterze sanitariuszo- ochroniarzo-magazyniero-przynieśzanieśpozamiataj.
        Nie wiem czy pacjent 100% piekielny, jak na standardy woodstokowe jeszcze znośny, ale na pewno ciekawy.
        Na gipsowni pracowali na zmianę różni lekarze (całość działa w punkcie obok sceny). My pomagaliśmy przynosząc gips (ilości hurtowe – gipsowanie standardowo 2 razy grubsze niż w szpitalu – pacjenci i tak w 90% wracali pod scenę), wymieniając wodę, mocząc gips i ogólnie wykonując różne czynności, do których dałoby się przyuczyć szympansa.
        Był też doktor Marek (powiedzmy- już nie pamiętam dokładnie jak się nazywał) sława gipsowni. Jak DM zagipsuje to „nie ma ch**a we wsi” na poprawkę nie wróci choćby cały dzień pogował pod sceną. Do czasu…

        Pacjent zalany w 3D + jakieś dragi, typ przejrzałego hipisa. Kompletna dezorientacja czasoprzestrzenna i kostka razy 1,5. Na gipsowni DM. Po ok. 15 min Batman (taką ksywę dostał pacjent – też już nie pamiętam dlaczego) siedzi z błogą miną i białym klocem na nodze – oczywiście wykład, że nogę oszczędzać, uważać, zgłosić się na kontrolę po powrocie do domu itd. Jak nie było tłoku to pacjentów po gipsowaniu staraliśmy się trochę przetrzymać, żeby gips porządnie związał. Batman przysnął i wypchnęliśmy go na pole dopiero jak zaczęło się robić gęściej (po ok. 1,5 h).
        Ze dwie godziny później (mnie już wtedy tam nie było – tą część znam z opowieści) wraca z samą opaską gipsową wokół łydki. Trochę trzeźwiejszy (w końcu odespał u nas) zaczyna narzekać, że jakieś gówno mu założyliśmy i że to się od razu rozleciało. Noga już grubsza razy 2. Na gipsowni wciąż DM – mocno zdziwiony zaczyna wypytywać co się stało – pacjent twardo, że samo się rozleciało jak chodził. Dopiero koledzy Batmana powiedzieli naszym przy bramie, że sprawdzał, czy gipsem da się hamować na motorze. Da się – nawet dwa razy. (Swoją drogą ciekawe co ćpał – odporność na ból miał naprawdę niezłą.)
        Ok DM zagipsował ponownie pacjenta nasi przetrzymali i ze sporo grubszą niż normalnie kukłą wypuścili na pole.
        Wrócił wieczorem podczas koncertu gdy mieliśmy na punkcie największy ruch. Na gipsowni inny lekarz. Spojrzał na popękany gips, zdjął co zostało i okazało się, że tego to on już normalnie nie zagipsuje (w międzyczasie jakiś życzliwy pobiegł powiedzieć DM, że jego pacjent wrócił na drugą poprawkę) i trzeba odesłać do szpitala do Żar – są już wybroczyny itd. Wskazania nieważne, ważne, że pacjent pojechał do szpitala zanim na punkt dotarł DM. Powąchał tylko spaliny z karetki.
        Kolega oczywiście do niego, raczej żartobliwie niż złośliwie, że jak tam go zagipsują to na pewno nie wróci…
        DM zamyślony: „Wróci… wróci, ale ja będę gotowy… „
        Widać, że Batman wlazł mu na ambicję.
        My tym czasem wypytaliśmy towarzystwo Batmana co tym razem zrobił z gipsem. Okazało się, że zrobili sobie z kolegą zawody w kopaniu się nawzajem w 4 litery. Kopali się na zmianę - kolega kopał glanem, Batman gipsem – kto dłużej wytrzyma.
        Od rana DM kręcił się po polu zamiast jak zwykle gdy miał wolne wygrzewać się na leżaczku przed namiotem. Należy jeszcze dodać, że na Woodstock ludzie przywożą najdziwniejsze rzeczy – komuś np. kiedyś przyszło do głowy przytargać na PW starą zardzewiałą pralkę Franię itp.
        Chodził szukał i w końcu znalazł… Ale po kolei.
        Batman wypisał się ze szpitala jak odespał. Oczywiście założyli mu standardowy gips szpitalny wierząc naiwne, że jak każą mu jechać do domu to on już na PW nie wróci :)
        Nasz ulubiony pacjent wrócił na pole na piechotę, po drodze oczywiście tankując pod spożywczakiem. Jak można się domyśleć po tych kilku kilometrach niezbyt ostrożnego zataczania się gips praktycznie przestał istnieć, więc gość od razu uderza do nas.
        U nas od razu poruszenie, bo wszyscy chcieli zobaczyć co zrobi DM.
        Posadziliśmy Batmana na kanadyjce i ktoś poleciał po DM.
        Z daleka już było widać, że niesie w podróżnej torbie coś ciężkiego. Okazało się, że rano wycyganił od kogoś na polu kawałek dwuteownika zbrojeniowego (Dla niewtajemniczonych wygląda to tak: www.emetalzbyt.szczecin.pl/upload/products/sl383002_kopia1.jpg - ludzie przywożą naprawdę dziwne rzeczy na PW – może ktoś potrzebował przycisku do papieru…).
        Kilka rolek gipsu i metrów sznurka do prania później Batman miał na nodze konstrukcję przypominającą japoński sandał geta ( 4.bp.blogspot.com/_hPWelMF1Ei8/TE232NS4SiI/AAAAAAAAAFA/5HNpH_DG6-M/s1600/P7252617.JPG ) tyle że wykonany ze stali i gipsu (tetsu sekkō geta ..? ;)). Nie wiem ile to ważyło, ale Batman miał niejaki problem z robieniem kroku tą nogą – dodatkowo była ona wyższa o jakieś 5-10 cm niż druga noga w glanie… Trochę go kołysało przy kuśtykaniu, ale zdawał się na to nie zwracać uwagi – widać lata praktyki alkoholowej…
        Jednak tekst rzucony na koniec nie na żarty nas przestraszył (pisownia odzwierciedla to co powiedział):
        „Miszczu dziękuję! Teraz to ja tym pancerfałsem temu ch**owi tak w d**ę przyp*****lę, że to jego będziesz składał nie mnie! I ch*j będzie mi musiał wino oddać co przegrałem.”
        Ja miałem tylko cichą nadzieję, że sandałek był za ciężki, żeby nim skutecznie kogoś kopnąć w 4 litery…
        Swoją drogą chciałbym zobaczyć minę lekarza, do którego on się zgłosił na zdjęcie gipsu… "
    • 3.14-roman Re: Piekielni klienci 13.04.11, 22:16
      "Mimo, że jestem pracownikiem sklepowym, to czasami zdarza mi się usiąść na kasie, gdy jest większy tłok, bo borykamy się z notorycznym brakiem kasjerek. Pracuję już ponad dwa miesiące i nie zdarzyła mi się żadna nieprzyjemna akcja, aż do wczoraj.

      Mam 20 lat, do kasy podchodzi dziewczyna w mniej więcej moim wieku, może nieco starsza, ale już z jej twarzy wyczytałem, że będę miał co tutaj wstawić.

      Najpierw, gdy kasowałem zakupy, jakiś kod nie chciał przejść przez skaner, więc skupiłem się, bo wokół szum i zacząłem wklepywać go ręcznie i zapomniałem o bożym świecie, a gdy odwróciłem się, by podać produkt damulce ta wypala do mnie:
      - Nie słyszałeś?! Torebkę chciałam, do cholery!
      Starszy facet, który był za nią w kolejce, spojrzał na mnie ze zdziwieniem, ja opanowany i miły, uśmiechnąłem się do niego.

      Gdy doszło do skasowania całej sumy, czyli około 83 złotych rzuciła mi sto złotych jak psu, a gdy zapytałem, czy ma końcówkę, nawet nie spojrzała do portfela (ale dosadnie usłyszałem jak odwracając głowę gdzieś tam mruknęła 'je*ani żebracy' i oświadczyła, że nie ma.

      No cóż, powiedziałem sobie, że nie będą mną pomiatać (o czym już zdążyli się przekonać nawet kierownicy) - w kasie miałem mało drobnych złotówek, prawie wcale. Oczywiście mógłbym iść do punktu, rozmienić i oddać jej resztę ale...

      ... Miałem baaaardzo dużo 10 i 20-sto groszówek. Skrupulatnie zacząłem wyliczać jej 17 złotych (sic) tymi drobniakami (ona nie wiedziała co robię, bo stała za mną i usłyszałem jeszcze za sobą 'Co tak długo?!').
      Gdy odwróciłem się i wsypałem jej do otwartej dłoni olbrzymią garść monet spojrzała na nie, jakby pierwszy raz w życiu widziała środek płatniczy inny niż papierowy. Końcowy dialog wyglądał tak:

      - Co to ma być?!
      - Pani reszta i oczywiście paragon, dziękuję i do widzenia. - Wypowiedziane z kasjerskim solennym uśmiechem na ustach. Szybko wyniosła się ze sklepu.

      Odwróciłem się do kolejnego wspomnianego już wcześniej faceta, który jeszcze pochwalił mnie, że nieźle sobie poradziłem z tą... Nie będę dokańczać, bo i tak w tekście pojawiło się zbyt wiele wulgaryzmów."
    • 3.14-roman Re: Piekielni klienci 13.04.11, 22:18
      "Akcja dzieje się ok. rok temu, w Szczecińskim Centrum Handlowym.
      Jako że za 3 tygodnie był ślub moich rodziców, wraz z siostrą (wtedy licealistką) poszedłem wybrać sobie garnitur, a siostra zobaczyć sukienki. Ponieważ siostra figurę ma, jaką ma, nie wszystkie były na jej rozmiar. Wreszcie wybrała naprawdę ładną sukienkę, w które wyglądała ślicznie, więc bez namysłu poszliśmy do kasy. Przy kasie siedziała bardzo miła i dość młoda sprzedawczyni. Nieco dalej stały dwie dziewczyny mniej więcej w moim wieku, które oczywiście nie tolerowały inności mojej siostry. Mówiły na tyle głośno, że ja, siostra i prawdopodobnie połowa sklepu, słyszała o co chodzi.
      [J]-ja
      [S]-siostra
      [K]-kasjerka
      [1]-pierwsza dziewczyna
      [2]-druga dziewczyna

      [P]- Czyli tylko to. Będzie karta czy gotówka?
      [S]- Gotówka.
      Wtedy, odezwały się komentatorki...
      [1]-Patrz... Na taką to raczej nie robią rozmiarów...
      [2]-No, masakra... Na miejscu tego chłopaka znalazłabym sobie inną...(wzięły mnie za narzeczonego)
      Siostrze zrobiło się przykro, a sprzedawczyni była poirytowana (może dlatego że sama miała podobną figurę). Dodam, iż siostra dużo pracuje nad swoją figurą i takie gadanie tylko ją dołuje.
      Ponieważ często zdarza mi się pyskować, chciałem im wykrzyczeć co o nich myślę, ale siostra w ostatniej chwili szepnęła, że nie warto. Ugryzłem się w język, zapłaciłem i poszedłem jeszcze do jednego działu z ciuchami, para owych dziewczyn udała się do działu z biustonoszami, który znajdował się bardzo blisko działu, w którym byłem ja. Nawiązał się między dziewczynami, a sprzedawczynią taki dialog:
      [1]-Te biustonosze to po ileeee??
      [K]-Ale dla kogo? Bo jeśli na panie, to takich malutkich rozmiarów to nie mamy...
      Dziewczyny oburzone wyszły ze sklepu, wyklinając pod nosem, a ja z siostrą na poprawienie humoru poszliśmy do kawiarni."
    • sootball Re: Piekielni klienci 29.08.11, 09:39
      Piękne i pouczające. Pomimo pokaźnych rozmiarów, warto. Zwłaszcza historię 2 , ale zamieszczam chronologicznie.

      Historia 1

      "Otóż kiedyś pracowałem jako... wróżka. Dokładniej nazywało się to chyba "asystent wróżki" ale nazewnictwo jest tutaj sprawą drugorzędną. Uprawiałem tak zwane wróżbiarstwo esemesowe.

      Krótki pogląd jak ta praca wyglądała - jednocześnie proszę potraktować to jako przestrogę jeżeli kiedykolwiek zdarzyło się wam skorzystać z pomocy takowej "wróżki". Otóż zasiadało się przed komputerem, w salce gdzie stało takich stanowisk 40. Tam to, dzień i noc, na 3 zmiany, siedzieli mnie podobni desperaci (desperacko potrzebujący kasy, znaczy się) i stukali w klawiatury przepowiadając ludziom przyszłość. Całość była obsługiwana przez specjalny system, zbierający dane o użytkownikach z możliwoscią uzupełniania ich przez pracowników. Tak więc, jeżeli pisaliście kiedyś do wróżki informując że macie problem z dziewczyną, to bądźcie pewni że gdzieś tam w systemie macie swoją zakładkę z tekstem "frajer któremu nie staje" czy innym podobnie celnym opisem. Innymi też słowy: te wszystkie głębokie porady to wymysły gostka siedzącego przed kompem z kawą w ręce i opędzającego cię jak najszybciej i najbardziej "ezoterycznie" aby szybko przejść do nastepnego łosia.

      Po takim wyjaśnieniu niektórym może zakiełkować myśl że praca ta jest wysoce niemoralna. W sensie - przecież siedzisz i robisz ludzi w wała. Miałem takie myśli przez mniej więcej pierwsze dwa dni, a potem moi klienci sami mnie z tego wyleczyli.

      Praca ta nauczyła mnie mianowicie jednego: ludzie to debile. Straszni debile. Niektórzy - to wręcz debilistyczni recydywiści; mam tu na myśli takich którym 15 porad wróżki nic nie pomogło ale uparcie piszą po raz 16-ty. Moje sumienie zaspokoiłem prostym wywodem logicznym: jeżeli ktoś jest na tyle głupi, że wierzy że po przysłaniu sms-em swojej daty urodzenia jakaś wrożka powie mu jaka przyszłość go czeka - to jest po prostu debilem proszącym się żeby wywałować go z kasy. Kropka.

      Po tym przydługim wstępie - kilka przykładów bezdenności ludzkiej głupoty, z podziałem na "kategorie". (J) = Ja, (K) = Klient(ka)

      1. "Poszukiwaczka"
      (K) Kochana wrózko, zgubiłam kluczyki do samochodu, gdzie one są??
      (J) Droga Pani X, moim wewnętrznym okiem dostrzegam że znajdują się one w miejscu gdzie je ostatnio widziałaś. Poszukaj tam gdzie je odkładałaś po ostanim użyciu.

      2. "Wszyscy spiskują"
      (K) Kochana wróżko, ostatnio zaczynają mi ginąć łyżeczki do herbaty, co się z nimi dzieje?
      (J) Moja droga, wyczuwam że co jakiś czas ktoś przychodzi do ciebie z wizytą, czy mam rację?
      (K) Tak, moja sąsiadka często wpada do mnie na herbatę.
      (J) Droga Pani X, teraz wszystko jest jasne, wyraźne i oczywiste - kiedy Pani nie patrzy, sąsiadka podkrada pani łyżeczki.

      3. "Kiedy kogoś poznam" (tu drobne wyjaśnienie - ogólnie 90% klienteli to kobiety, z nich zaś około 50% to klientki po 40-ce które zadawały w kółko jedno, znane mi już do zerzygania, pytanie - "kiedy w moim zyciu pojawi się jakiś mężczyzna". Statystyka wykazała że musi to byc wysoki brunet z własną firmą.)
      (K) Moja kochana wrózko, kiedy w moim życiu pojawi się jakiś mężczyzna?
      (J) Moja droga, moje wewnętrzne oko aż świerzbi, widzę zamglony obraz... czy możesz mi wysłać sms-em swoją datę urodzenia?
      (K) xx-yy-zzzz
      (J) Wizja staje się coraz wyraźniejsza, ostrzejsza - do pełnego obrazu muszę znać twoje imię aby wyliczyć twoją liczbę astrologiczną
      (K) Nazywam się Q
      (J) Moja droga, możesz się cieszyć, wyraźnie widzę że niedługo poznasz wysokiego bruneta z własną firmą.
      (K) Dziękuję ci z całego serca kochana przecudowna wróżko! Mam jeszcze jedno pytanie - jaki ma samochód???

      Wszelkie odstępstwa od formuły były niechętnie widziane:

      (J) ...i widzę że poznasz wysokiego blondyna z własną firmą. Dużo zarabia, ma 2 samochody, widzę że się pobierzecie i na miesiąc miodowy wyjedziecie na Karaiby. Będziecie mieli dwójkę dzieci i dożyjecie szczęśliwej starości.
      (K) Blondyn? Na pewno nie brunet..?:(

      4. "Magik" (w tej kategorii przeważali faceci)
      (K) Jest taka dziewczyna, w której się kocham, co mogę zrobić aby ze mną była.
      (J) Widzę że jesteś w porządku facetem, i że ona cię lubi. Wystarczy odrobina wysiłku. Zaproś ją gdzieś, porozmawiajcie, sprobuj pokazać jej swoje zainteresowania. Zabłyśnij poczuciem humoru.
      (K) To brzmi skomplikowanie... Myślalem o przepisie na jakiś eliksir miłosny...
      (J) Oczywiście. Weź azbestową miskę i ołowiany moździerz, wrzuć do niego kępkę szałwii i główki makowe...

      Do dziś się zastanawiam czy ktoś skorzystał z moich przepisów i czy przeżył.

      5. "Przyszłość ogólna"
      (K) Chciałabym wiedzieć co się stanie w najbliższej przyszłości.
      (J) Podaj mi swoje
      - imię (= 1 sms za 7 zł)
      - datę urodzenia (= 1 sms za 7 zł)
      - imię kota (= 1 sms za 7 zł)
      - plus co mi tam przyszło do głowy żeby wyciągnąc kasę
      (K) Więc?
      (J) Widzę pożar, płomienie, dym... Doradzam ubezpieczenie mieszkania ponieważ może to nastąpić już w ciągu najbliższych 10 lat.

      Było tego mnóstwo. Szczerze, po trzech miesiącach zrezygnowalem z tej roboty bo moja wiara w ludzkość została porządnie podkopana. A to tylko wyrywki z działu wróżbiarskiego. Żebyście wiedzieli co się działo na "rozrywkowym"..."

      • sootball Re: Piekielni klienci 29.08.11, 09:40
        Historia 2

        "Jakiś czas temu zamieściłem kilka wspominek z czasów kiedy pracowałem jako "wróżka" na sms.

        W owej historii wspomniałem że obok wróżek funkcjonował też dział "rozrywka" co spotkało się z zainteresowaniem Czytelników. Na ich prośbę - nieco późno, ale zawsze - zapraszam na wycieczkę po dziale rozrywkowym.

        Gwoli przypomnienia oraz wyjaśnienia dla tych, którzy poprzedniej opowiastki nie czytali - praca wróżki polegała na siedzeniu w biurze wypełnionym 40 komputerami oraz 40 podobnymi mi desperatami (w sensie finansowym...) i wystukiwaniu na klawiaturze przyszłości dla około 200 debili dziennie. Przyszłość wywróżona ludziom zależała zaś nie od magicznych układów kart tarota, wyjątkowej konfiguracji fusów we właśnie spożytej kawie czy wzbudzeniu wewnętrznego oka - a od humoru w jakim się danego dnia przyszło do pracy oraz motywacji do wkręcania ludziom bajery. Innymi słowy jednego dnia każda zdesperowana kobieta miała przyobiecanego bruneta-księcia z bajki a innego każdy dostawał ostrzeżenia przed klątwami które miały zawisnąć nad ich rodzinami na 6 pokoleń wprzód.

        Czasem jednakże zamiast zgrywać wróżkę trzeba było pozgrywać Asię_19 czy inną Ilonkę22 (względnie Eustachego57, błe!). O co chodzi?

        Otóż, dział szumnie nazywany "rozrywkowym" obsługiwał wszelkie sms-owe anonse "towarzyskie" które znaleźć można na ostatnich stronach programu telewizyjnego, w migawkach w TV po północy czy też we wszystkich pornogazetkach dostępnych na rynku. Czyli, drogi czytelniku, jeżeli kiedykolwiek natknąłeś się na ogłoszenie typu "Namiętna blondynka z XXX pozna mężczyznę w wieku 18-90 w celu nawiązania znajomości blablablabla" i zdecydowałeś się poszukać szczęścia pod pięciocyfrowym numerem telefonu - cóż, gratulacje, jest spora szansa że już kiedyś czytałeś moje "dzieła".

        Klientela działu rozrywkowego diametralnie różniła się od ezoteryki. Tutaj klienci to w 98% faceci, co jeden to głupszy od drugiego. O ile za totalny debilizm uważam wysłanie sms′a do wróżki, to panowie szukający swojej Asi19 potrafili przebić pod tym względem wiele zidiociałych pań od ezo.

        Nie będę przytaczał dokładnych dialogów - "rozmowy" często trwały po około 40 sms′ów z każdej strony, poza tym były tak głupie że nie ma po co niszczyć sobie mózgu. Przytoczę tylko kilka "szablonów" w które wpisywali się moi klienci oraz metody robienia ich w jajo.

        1. "Jestem samotnym głupim łosiem".
        To najpowszechniejszy, najsmutniejszy i najłatwiejszy do wyrolowania typ klienta. Wierzy we wszystko. Nie zastanawia go że 14 dziewczyn z którymi rozmawiał wystawiło go i nie pojawiło się na spotkaniu. Twardo pisze do 15-tej. Rozmowa zaczynała się zawsze podobnie - nasz płaczek żalił się że pewnie będę kolejną dziewczyną która go wystawi. Należało takiego szybko zapewnić, że oczywiście że nie, głuptasku, jak możesz tak mówić skoro jeszcze się nie znamy itd., wyciągnąć info gdzie mieszka, sprawdzić miasto na mapie, wyszukać miejscowość oddalona o max. 30 km żeby miał poczucie że odległość nie jest nierealna do pokonania, naciągnąć go na jak najwięcej czułych słówek, umówić na spotkanie na rynku wybranego miasta, po czym przez godzinę lub dłużej kierować go od jednej knajpy do drugiej wciskając kit że nie możemy się znaleźć. Podsumowując: bardzo powszechny typ: zakompleksiony chłoptaś który nie ma szans na poderwanie kogoś ze swojej okolicy a na pójście do burdelu nie ma odwagi.

        2. "Dawj mi szypko zjenće dzifko koham ciem hcem cie ruhac".
        To drugi najpopularniejszy typ klienta - tirowcy na trasach, analfabeci którym chce się szybko "zamoczyć małego" przejeżdżając przez jakieś miasto, nie tracąc czasu na odwiedzanie burdelu. Szkoda że tracili 5x więcej czasu na czekanie na zajazdach na panienki otrzymując ode mnie tak przekonujące wyjaśnienia spóźnień jak "zaraz będę misiaczku, jechałam do ciebie i przejechałam kota i musiałam go zdrapać z szyby" (autentyk, miałem dobry humor tego dnia). Byli też źródłem cierpień dla moich oczu oraz powodem przegrzewania zwojów mózgowych ze względu na ortografię alternatywną którą stosowali w sms′ach.

        3. "Fotka."
        Byli i tacy panowie - chyba najbardziej stabilni na umyśle, raczej świadomi że cała sprawa jest zwykłą ściemą. Chcieli żeby im przesyłać fotki - byli to więc nasi ukochani klienci bo nie trzeba im było żadnych ściem wymyślać. Choć potrafili być wybredni - pamiętam jednego który przez 30 sms′ów narzekał że mu brzydkie panny wysyłam, a kiedy wkurzony wynalazłem specjalnie fotkę najpaskudniejszego paszkwila z całej bazy to się rozpromienił i chciał więcej i więcej. Dziwak.

        4. "Depcz mnie, Pani, będę twoim pieskiem, liżę stópki".
        Przyznam że klienci lubiący SM byli dla mnie najcięższym orzechem do zgryzienia. W swoim życiu takich praktyk nie stosuję, nie wiem za bardzo jak można uznawać za podniecające mieszankę seksu z przemocą dlatego nie za bardzo wiedziałem co im pisać. W sensie - jestem w stanie powymyślać różnorakie tortury, ale jak połączyć to z seksem?? Na szczęście okazało się że klienci byli wniebowzięci czytając moje opisy tego jak im wiercę w kolanach dziury wiertarką czy patroszę brzuch i wrzucam do środka mrówki. Przysięgam, zawsze wymyślałem im najgorsze co mój umysł był w stanie wyprodukować i nie używać żadnych, nawet najmniejszych erotycznych symboli, żeby tylko się zniechęcili i przestali pisać; efekt był taki że miałem najwyższy rating z całej firmy u panów lubiących być niewolnikami...

        Można powiedzieć że to główne "kategorie" dające pogląd na to z kim miałem w tej pracy do czynienia. Wspomnę jeszcze tylko o mojej ulubionej zabawie: kiedy tylko łapałem jakiegoś gościa z miejscowości w której znajdowało się moje miejsce pracy - ochoczo umawiałem go na spotkanie kwadrans po końcu mojej zmiany. Kazałem im przychodzić w okolice mojego przystanku autobusowego i mieć ze sobą coś charakterystycznego po czym jego wymarzona Ola27 miała go poznać. Zaiste, widok czasem 3-4 kolesi kręcących się z kwiatami pod pachą w promieniu 10 metrów od siebie, rzucających sobie podejrzliwe spojrzenia i co chwilę nerwowo wysyłających sms′y był... okrutnie satysfakcjonujący.

        Podsumowując; nie wierzcie w żadne sms′owe naciągactwa. Nie odpisujcie na spam. Wróżka do której piszesz jest panią Kazią, która po wysprzątaniu biurowca idzie na drugi etat do centum sms. Następnego dnia zresztą owa pani Kazia jest ponętną Kazią_18. Super pupeczka którą właśnie znalazłeś w ogłoszeniu a po 3 sms′ach stwierdzasz że to twoja kobieta życia i opowiadasz że czasem lubisz jak partnerka pruje się w pupsko skórzanym dildem - jest najpewniej kolesiem, który właśnie zwija się przed ekranem ze śmiechu. Oszczędź sobie tego. Wyjdź znaleźć dziewczynę w szkole, pracy, na ulicy, zostań onanistą w ostateczności - ale na anonse nie daj się, bracie, złapać.

        P.S. Żeby nie było że jestem seksistowski i dyskryminuję płeć piękną - dziewczyny też do nas pisały. Stanowiły 2% klienteli z czego zaś 1% to dzieci poniżej 18 lat które myślały że trafiły na - de facto - towarzyski czat. Pozostały 1% to lesbijki. Jednym słowem: kobiety są na tyle mądre że wiedzą że faceta nie szuka się przez sms. Są jednocześnie na tyle głupie, że wierzą że wróżka im przez sms powie gdzie go szukać :)

        • sootball Re: Piekielni klienci 29.08.11, 09:40
          Niektóre komentarze i odpowiedzi autora:

          - No cóż to zapewne jeden z tych zawodów gdzie ma się do czynienia z najmniej inteligentną i przy okazji najbardziej naiwną grupą ludzi... Ale może jak taki facet zostanie wystawiony parę razy przez gazetowe panienki to się wkurzy i pójdzie jakiejś szukać w realnym życiu, na pewno na dobre mu to wyjdzie. : )
          - No właśnie tutaj jest problem - może na niektórych to podziałalo, ale generalnie tam każdy numer był zapisywany w systemie, było prowadzone archiwum i uwierz, natrafiałem na naprawdę niezłe kwiatki. Faceci którzy pisali po raz 15-ty czy 20-ty to był standard. Ale najbardziej chyba przerażające było archiwum jednego kolesia, rozmowy trwały od 3 lat, koleżka wierzył że poznał wspaniałą cudowną dziewczynę, od 3 lat byli "parą" tylko ciągle nie mogli się spotkać... Firma wyssała z niego tysiące złotych. Facet gdyby się o tym dowiedział jestem pewien że skoczyłby z dachu, jak nic.

          - Duże zarobki miałeś w tej pracy? Czy to zależało od "ratingu"?
          -@noxior zarobki były prze-marne i uzależnione od ratingu. Wyciągałem bodajże 8 zeta za godzinę, był to rok bodajże 2007. Byli tam co prawda cyborgowie którzy wyciskali i 10-12 za godzinkę ale to trzeba było mieć serce do ludzi a ja tego nie posiadam. Generalnie trzeba było wyciskać średnio 5 sms od klienta, jeżeli średnia spodała poniżej tego obcinali 2 zeta na godzinie. Nigdy mi nie obcieli ale i nigdy nadprogramowej kasy nie wycisnąłem. Dlatego też moja przygoda z firmą zakończyla się po bodajże 4 miesiącach.

          - Zawsze chciałam spróbować pracy w takim miejscu! To muszą być niezłe jaja :-D A przynajmniej nie musisz operować głosem jak w call center, tylko spokojnie siedzisz i nawalasz w klawiaturę. A jakie są stawki za takie coś? Też minimum 7-coś zł netto/h?
          - Uwierz mi, to wcale nie wygląda tak jak to opisujesz. Nie ma żadnego "spokojnie siedzisz i nawalasz w klawiaturę". Ilosć klientów obsługiwanych na raz sięgała nierzadko 30-40. Żeby ich utrzymac oraz utrzymać odpowiedni rating należąło odpowiadać około 4-5 na minutę. To nie jest tak że masz otwartą rozmowę z jednym gościem i on ci coś pisze, ty odpowiadasz po czym przez 5 minut czekając na odpowiedź siedzisz na fejsie; odpisywało się jednemu i od razu przechodziło na okno następnego klienta. Trzeba było przy tym pamiętać co komu piszesz, jaką personę dla danego klienta odgrywasz - żeby przypadkiem facetowi który rozmawiał z 54letnią rozwódką nie odpisać językiem licealistki. Trzeba było pamiętać komu jakie fotki się wysyła, żeby nagle gościowi gadającemu z blondynką nie wyslac rudej. No i oczywiście cały czas trzeba było wymyślać teksty o ruchaniu i co to by się z nim nie zrobiło. Naprawdę - praca była ciężka. Jaja były przez pierwszy dzień, przez pierwszy tydzień było jeszcze zabawnie, ale potem - była już tylko tortura i desperacja żeby wytrzymać jeszcze trochę bo przecież jeść trzeba a za darmo nie dają... Koszmar. Nie polecam. Btw było też call center i to umiejscowione tuz za plecami - banda lasek cały czas sprzedawała odkurzacze czy inny szajs i wcale nie pomagało się to skoncentrować. Masakra."
        • miau_weglowy Re: Piekielni klienci 29.08.11, 15:03
          hahahaha, przeboskie :D
          podoba mi sie tez termin 'ortografia alternatywna'
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka