dzidzia_bojowa
13.04.11, 16:58
Jestem po nocnej służbie. Ciężkiej. Zawsze takich przypadkach jestem jak na haju. Niby przytomna a nieprzytomna, niby rozumiem co się do mnie mówi a myśli moje błądzą gdzieś hen daleko, najchętniej po bezdrożach abstrakcji. I pomyślałam w tej chwili, że lubię ten stan. Stan nieważkości emocjonalnej. Nic nie jest w stanie wytrącić mnie z równowagi mimo nieludzkiego zmęczenia. I zaraz potem zastanowiłam się co jeszcze lubię z takich rzeczy niedookreślonych. Już wiem.
Lubię atmosferę lotniska przed wylotem, przed odprawą. Często specjalnie przyjeżdżam dużo wcześniej, nie z obawy, że nie zdążę ale z chęci pobycia we wspólnocie podróżnych. Wszyscy z bagażami, biletami na podorędziu, lekko podenerwowani lub totalnie zrelaksowani popijają latte lub po prostu śpią z plecakiem pod głową. Siedzę w najlepszym punkcie obserwacyjnym jaki uda mi się zająć i patrzę. I jestem wtedy szczęśliwa. Najszczęśliwsza!
Lubię siedzieć na leżaku na plaży, koniecznie nad morzem. Upalny dzień, lekki zefirek chłodzi tak jak powinien, nie za bardzo. W oddali widzę jakiś jacht. Dokąd płynie? Stopy zagrzebane w ciepłym piasku odbierają receptorami zmysłową wprost rozkosz masażu. Wodzę wzrokiem po horyzoncie, odbieram bodźce słuchowe: krzyk dziecka, pisk jakiejś nastolatki, skrzek mewy, nawoływania mamusi. Na pierwszy plan wysuwa się szum morza i plusk fal o brzeg. To jest teraz najważniejsze.
Lubię ten czas w ciągu dnia, gdy już minął szczyt a jeszcze nie zmierzcha tylko popołudnie przechodzi w szarość. Świadomość długiego wolnego wieczoru uszczęśliwia mnie. W myślach układam sobie jak będę leniuchować. Moim jedynym dylematem jest czy wziąć koc i się nim opatulić czy wystarczy różowy miękki dres. Obłożona ze wszystkich stron najpotrzebniejszymi przedmiotami: kubek z herbatą, piloty, książka, komputer, telefon, talerz z ciastkami, opakowanie chrupek orzechowych i paczka chusteczek higienicznych. Wszak w tej chwili nie wiem na co będę miała ochotę i co będzie w użyciu( może akurat najdzie mnie ochota popłakać- chusteczki jak znalazł) lepiej by wszystko było pod ręką.
Lubię te chwile, gdy kończę czytać ciekawą książkę. Jeszcze tylko kilka stron i koniec. Potem długo trzymam ją rękach. Wracam do początku, wertuję, czytam ponownie niektóre zdania, analizuję, myślę, przeżywam i zaczynam tęsknić. Nie wiem czy Wy też tak macie, bo to jakieś dziwne jest ale lubię właśnie te chwile zakończeń czytania a jednocześnie ogarnia mnie smutek, że to już i chcę wtedy więcej. Nie potrafię tego jasno opisać.
Takie mnie w tej chwili naszły myśli...