szarrak
13.10.09, 14:52
muszę się komuś wyżalić, bo już sama nie wiem, co mam robić...
w drugiej klasie liceum przeszłam poważny "kryzys adolescencyjny" połączony z
zespołem wstrząsu pourazowego (którego powodem była szkoła). depresja, przez
kilka miesięcy wychodziłam z domu tylko wtedy, gdy naprawdę musiałam (wizyty u
lekarzy maści wszelakiej i u psychologów), oczywiście leczenie
farmakologiczne. przeniosłam się do innej szkoły, w drugim semestrze drugiej
klasy miałam indywidualne nauczanie, żeby nadrobić materiał, w trzeciej już
normalnie chodziłam do szkoły i wydawałoby się, że wszelkie kryzysy zostały
zażegnane - wszystko super, dobrze zdałam maturę, potem całkiem fajne wakacje.
dostałam się na studia, nie do końca wymarzone, ale jednak najbardziej
priorytetowe ze wszystkich kierunków, na które składałam papiery. teraz trwa
drugi tydzień studiów, a ja już sobie nie radzę... uczelnia jest tuż obok
mojego pierwszego liceum, widzę je stanowczo zbyt często, ale to chyba
najmniejszy problem. czuję się psychicznie wypalona już na starcie, realia
różnią się od mojego wyobrażenia o tym kierunku, dobijają mnie dojazdy, fakt,
że ktoś marnuje mój czas, np. okazuje się, że przyjechałam na uczelnię o trzy
godziny za wcześnie, bo wykładowcy nie chciało się przyjechać na zajęcia...
mam wrażenie, że kompletnie tam nie pasuję, wiem, że i tak nie zwiążę swojej
przyszłości z tym kierunkiem, ale refleksja przyszła za późno. nie nadaję się
na studia i nie chcę studiować, ale zewsząd słyszę, że bez wykształcenia będę
nikim i wiem, że w obecnych realiach to prawda. mam jakąś tam wizję swojej
przyszłości, wiem, co chciałabym robić, ale brakuje mi odwagi na jakikolwiek
krok w tym kierunku. kompletnie nie wiem, co zrobić teraz ze swoim życiem, nie
mam siły na kontynuowanie tych bezsensownych studiów, czuję, że się w tym
wszystkim pogubiłam, znowu przeraża mnie świat zewnętrzny i presja otoczenia,
bo powinnam być odpowiedzialna za siebie, a nie potrafię... nie chcę też
zaczynać od nowa całego tego koszmaru z psychiatrami i beznadziejnymi
psychologami... ma ktoś jakiś pomysł na moje życie?