kalia82
20.03.10, 16:13
Witam
Pisalam troche na tym forum pare lat temu ale za nic nie moge sobie
przypomniec hasla;)
Chorowalam na nerwice,wyzdrowialam a teraz wrocila menda;)
Nad atakami leku, lekiem przed atakami oraz objawami somatycznymi w miare
panuje-tzn.duzo bardziej,niz we wczesniejszych "rzutach" choroby.
Denerwuje mnie jednak to,ze wciaz mam w glowie natretna mysl, ze moze niedlugo
umre,ze po co cos tam robic,skoro nie wiadomo jak dlugo bede zyla itp...:( Co
dziwne, ten lek nie wiaze sie z objawami nerwicy,tzn.wiem,ze ataki mnie nie
zabija i tym sie nie martwie. Chodzi mi o to, ze czuje sie tak jakby "cos nade
mna wisialo"- nie wiem...choroba,wypadek...i wciaz o tym mysle...Ktos pyta
mnie np.czy odwiedze go za miesiac,a ja odpowiadam "eeeee,taaaaak" ale tak
naprawde mysle sobie,ze przeciez nie wiadomo,czy te osobe odwiedze,bo nie
wiadomo,czy przez ten czas "cos" sie nie wydarzy...Takie mysli zdominowaly
moje zycie przez ostatni tydzien...Czy ktos tez tak ma? Do tej pory nie
spotkalam sie jeszce z opisem takich objawow w nerwicy(tj.z lekiem przed
smiercia ale nie majacym zwiazku z atakami...)i przez to mam wrazenie,ze moze
naprawde przeczuwam,ze cos sie stanie i to mnie jeszcze bardziej
przeraza:(:(:( To myslenie mnie wykancza,nie wiem juz co robic:(