planasana
23.02.04, 07:46
Niedlugo miesiac minal jak targnelam sie na swoje zycie i wierzcie mi,
zaluje, ze nie zachlalam sie mocniej i nie zamarzlam, tak jak planowalam.
Teraz nadal nie chce mi sie zyc dalej, mimo brania lekow. Niewykluczone, ze
za miesiac przyjma mnie na odzdzial nerwic do szpitala na 3 miesiace, juz Wam
o tym marudzilam. Tylko mysle sobie, czy to nie jest odwlekanie wyroku tak
naprawde. Bo jaka przyszlosc rysuje sie przede mna ?
Rowiesnicy pokonczyli studia, robia doktoraty, zakladaja rodziny, robia
kariery, nie sa tak rozmemlani zyciowo jak ja. Wstydzilabym sie przyjechac na
zjazd absolwentow, bo co im bym powiedziala ? Ze od kilku lat studiow
skonczyc nie moge. Ze moim zyciowym osiagnieciem jest zachorowanie na
depresje, chowanie glowy w piasek, nerwica, bulimia i praca, w ktorej czuje
sie jak tępak ostatni.
Sluchajcie, moze ja sobie cos wmawiam, moze leniwa jestem i przyzwyczailam
sie do zwalniania siebie z zycia ?
Boje sie rozmawiac z ludzmi w pracy. Tylko 2 osoby wiedza co ze mna.
Ja nie chce z nikim rozmawiac. A mam tak prace, ze ciagle ktos przychodzi i
rozmawiac musze.
Jaka mnie czeka przyszlosc? Bez dobrego wyksztalcenia ? Jaka ja sobie prace
znajde, jak przebrne przez te wszystkie rozmowy kwalifikacyjne, testy itp?
JESTEM PRZERAZONA.
Mam tak malo sily, by wstac z lozka. Gdybym miala troche wiecej, popelnilabym
samobojstwo, bo po tej probie juz mniej sie boje.
Przepraszam, moj post byl strasznie dlugi i pewnie nudny jak 150.