Dodaj do ulubionych

czy dziennik pomoże?

21.03.04, 23:08
od lat prowadzę dziennik. przejrzałam niedawno zapiski z ostatnich paru
miesięcy - są tam moje lęki, obawy, starałam się prowadzić w miarę dokładny
zapis własnego stanu, łącznie z fizycznymi objawami zdenerwowania.
czy to dobry pomysł, żeby zabrać skserowane fragmenty ze sobą na następne
spotkanie z psychologiem/psychiatrą żeby dołaczyli do mojej dokumentacji?
Obserwuj wątek
    • gloom Re: czy dziennik pomoże? 21.03.04, 23:13
      zaden ze mnie specjalista, ale mysle, ze dziennik jest zawsze sposobem na
      kontakt z samym soba... a czesto o tym kontakcie zapominamy. a wtedy widzisz
      tylko studnie bez dan i echa. fajnie, ze prowadzisz dzienni. tak mysle
      • szara_godzina Re: czy dziennik pomoże? 21.03.04, 23:24
        gloom napisał:

        > zaden ze mnie specjalista, ale mysle, ze dziennik jest zawsze sposobem na
        > kontakt z samym soba... a czesto o tym kontakcie zapominamy. a wtedy widzisz
        > tylko studnie bez dan i echa. fajnie, ze prowadzisz dzienni. tak mysle

        żebyś wiedział :) tyle spraw utopiłoby się w niepamięci, ale ciągle są.
        a dzienników.. mam kilka (natrectwo jakieś?):
        - gruby zeszyt -nasty z kolei, w którym piszę wieczorami w rytuale: papieros,
        leżenie w łóżku, pióro. o smutkach i radościach. o tym co mnie boli i czego sie
        boję.
        - kalendarz formatu a5, na jeden dzień jedna strona, poliniowany, tam oprócz
        bieżących terminów zapisuję chwile ulotne, na przykład jak układa się cień na
        głowie wykładowcy, kolor kurtki kobiety z naprzeciwka w tramwaju, tokowanie
        gołębi itd.
        - blog - jeden z anegdotami i jeden, anglojęzyczny, który pełni taką samą
        funkcję jak pierwszy dziennik. troski i radości w języku angielskim :)
        zastanawiam się właśnie czy to nie jest jakies natręctwo? te dzienniki? :)
        kiedy nie piszę, czuję się łysa, że tak to ujmę.
        • gloom Re: czy dziennik pomoże? 21.03.04, 23:32
          moze i natrectwo, ale slysze, ze Ci chyba pomaga. lepiej, kiedy idzie na
          papier, niz w zoladek, nie?
    • negatywista Re: czy dziennik pomoże? 22.03.04, 00:12
      Tak, to z pewnością pomoże... Szkoda, że ja nie mogę uciec się do takiego
      procedru; moje myśli, lęki i natręctwa siedzą tak dalece w ciemnej głębi mojej
      wstydliwej intymności, że bałbym się je stamtąd wyciągać na światło dzienne,
      jeszcze ktoś przeczyta... wstydzę się swoich problemów, bo są one w swej
      istocie żenujące, dlatego pozostaną w mroku, kompost mojego wnętrza musi dognić
      w sterylnych trzewiach, rozłożyć się po kościach i tkankach...
      • gloom Re: czy dziennik pomoże? 22.03.04, 00:14
        chyba lepiej go z siebie wypchnac, bo moze Ciebie przytruc. co Ty na to?
      • empeka Re: czy dziennik pomoże? 23.03.04, 18:10
        negatywista napisał:

        > moje myśli, lęki i natręctwa siedzą tak dalece w ciemnej głębi mojej
        > wstydliwej intymności, że bałbym się je stamtąd wyciągać na światło dzienne,
        > jeszcze ktoś przeczyta... wstydzę się swoich problemów, bo są one w swej
        > istocie żenujące,

        Myślę podobnie.
        Ale ja się krępuję, bo wydają mi się prostackie i grafomańskie - szczególnie odczytane po
        pewnym czasie. Dlatego moje zapiski są (jeśli są) - suche.
        Uprawiam inny rodzaj "wyładowania emocji", mniej oczywisty. Do tego stopnia, że sama siebie
        muszę czasem zapytać "co autorka miała na myśli?" a odpowiedź wcale nie jest jednoznaczna
        ;-)))

        Co ciekawe, psycholog (na razie jeden) i tak "wie swoje" po obejrzeniu moich produkcji.
        Marta
    • carlabruni Re: czy dziennik pomoże? 22.03.04, 19:44
      Droga lub drogi szara godzino. Wedlug mnie to bardzo dobry pomysl. Zrob tak.To
      pomoze jeszcze bardziej Tobie i psychiatrze. Goraco cie wspieram w reslizacji
      tego pomyslu. Zycze wiele radosci i szczescia. Pa.
    • insignificant Re: czy dziennik pomoże? 22.03.04, 19:46
      zaden dziennik nie pomoze..sam pisalem wiersze w ktorych przekazywalem odczucia
      swoje,a teraz czuje ,ze to glupota jestem do niczego i to oznaka mej slabosci i
      tak nikogo to nie obchodzi..
      • niutka Re: czy dziennik pomoże? 22.03.04, 19:57
        Ale Twoje wiersze odzwierciedlaja Twoja uczucia. Pieknie piszesz, chociaz
        bardzo smutno. Chcialabym miec taki dar pisania wierszy, moze mi by to pomoglo.

        Niutka
      • negatywista Re: czy dziennik pomoże? 22.03.04, 23:31
        Zapodaj te wiersze na forum, z chęcią przeczytam.
    • mskaiq Re: czy dziennik pomoże? 23.03.04, 05:55
      Mysle ze dziennik jest bardzo wazny, nie tylko dla psychologa ale i dla Ciebie.
      Masztam liste wszystkich Swoich strachow, ktore musisz pokonac. Nie ma innego
      wyjsci, trzeba sie przestac bac. W nas sa dwie przeciwne energie, pierwsza to
      milosc, to jest ta dobra, z nia zwiazana jest radosc, usmiech szacunek do
      innych, druga to strach z nia zwiazana jest zlosc, beznadzieja, smutek.
      Depresja jest wtedy gdy jestes po stronie strachu kiedy ta energia dominuje w
      Tobie. Strach najlepiej pokonuje sie miloscia, nie ma silniejszej energi w nas
      poza miloscia. Strach wycofuje sie pod jej presja. Milosc jest wszedzie, jest
      tam gdzie jest usmiech i radosc. Mozesz ja znalesc bawiac sie z psiakiem czy
      kotem, usmiechajac sie do ludzi, bawiac sie z wlasnym dzieckiem itp. Trzeba
      szukac milosci bo to nasza deska ratunkowa.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • negatywista do pana mskaiq 23.03.04, 18:05
        Widisz,
      • negatywista do mskaiq - tamto był falstart :) 23.03.04, 18:18
        Widzisz, ja mam problemy z uwierzeniem w miłość, jako hipostazę określaną przez
        zbiór przymiotów. Dla mnie to słowo bez definicji, wręcz jakaś fatamorgana
        kulurowa. Nie wiem czym jest miłość i czy ona w ogóle jest. Nie wiem czy kiedyś
        jej w ogóle doświadczałem. Miłość do matki to reakcja psychiczna uwarunkowana
        biologicznie, miłośc do kobiety ma podłoże seksualno-prokreacyjne, a wszelkie
        inne relacje z ludźmi są na dobrą sprawę zawsze interesowne. My, ludzie,
        jesteśmy samotnymi egoistami, a ta nasza wszechogarniająca i bezinteresowna,
        ofiarna "miłość" to jakiś nieistniejący bożek, w który wszyscy chcemy wierzyć,
        żeby nie widzieć pustki, w której żyjemy. Z naukowego punktu widzenia wszelki
        altruizm (o który opiera się miłość) jest wykluczony, nawet samobójstwa z
        miłości są ściśle sfunkcjonalizowane (eliminacja nieudaczników).
        Strach natomiast jest bardzo realny. Pierwotny biologiczny strach jest
        fundamentem naszego funkcjonowania, żyjemy ze strachu przed śmiercią, mimo iż
        życie przysparza nam dużo więcej cierpienia niż gratyfikacji. Dlatego realny
        strach zawsze musi w realnym świecie pokonać efemeryczną "miłość".
        Zaprzecz jakoś sensownie temu, co napisałem.
        • empeka Definicja miłości 23.03.04, 18:44
          Przepraszam, że się włączam, ale to ciekawe.

          negatywista napisał:

          > Dla mnie to słowo bez definicji,

          Oto mały przegląd ludzkiego "stanu posiadania" w dziedzinie wiedzy:
          Definiowanie uczuć jest dość beznadziejnym zadaniem.
          Definiowanie wiary jest niemożliwe (jak dotąd).
          Nauki "twarde" wciąż wprowadzają jakieś pojęcia rozbijacące spoisty pogląd na świat, a nauki
          "miękkie" nawet nie próbują znaleźć wspólnego mianownika.

          Mimo to człowiek o zrównoważonej psychice kocha, tęskni, lubi, nie lubi itd. Stara się działać
          racjonalnie i wierzy w to, co uważa albo za słuszne, albo odziedziczył kulturowo. Stawia sobie
          cele i je realizuje.

          Dlaczego więc Tobie potrzebne jest udokumentowane zaprzeczenie, że strach przed śmiercią
          jest realny a miłość nie? To inne zjawiska. Czy nie możesz uznać, że <<nam>>, czyli osobom
          depresyjnym zdarza się wypaczony pogląd na świat i jego części? Czy nie możesz poczekać na
          lepszy okres w Twoim życiu, żeby zastanawiać się nad TEORIĄ miłości?

          > Pierwotny biologiczny strach jest
          > fundamentem naszego funkcjonowania, żyjemy ze strachu przed śmiercią, mimo iż
          > życie przysparza nam dużo więcej cierpienia niż gratyfikacji. Dlatego realny
          > strach zawsze musi w realnym świecie pokonać efemeryczną "miłość".
          > Zaprzecz jakoś sensownie temu, co napisałem.

          Słowo "dlatego" w Twoim rozumowaniu nie jest wywiedzione logicznie.

          Serdecznie pozdrawiam
          Marta

          PS. Uciekaj od myśli o śmierci, to w niczym nie pomoże.
          • negatywista Re: Definicja miłości 24.03.04, 00:21
            Nie mam pojęcia co masz na myśli pisząc o naukach "twardych" i "miękkich".
            Czy ja coś wspominałem o definiowaniu wiary? Akurat wydaje mi się, że o istocie
            wiary można powiedzieć dużo więcej niż o istocie miłości. Mam swój pogląd na
            istotę i funkcję wiary w życiu człowieka.

            > Mimo to człowiek o zrównoważonej psychice kocha, tęskni, lubi, nie lubi itd.
            St
            > ara się działać...

            Stąd takie kategoryczne sądy? Wyczytałaś czy twoje własne? Ja bym się czepiał
            takich dogmatów.

            Słowo "dlaczego" ma swoje uzasadnienie w moim poście. Przeczytaj uważniej.
            Strach jest realny (opisany naukowo), miłość jest pozanaukowa (w sferze
            postulatów humanistycznych). Prawa nauki zwyciężają nad postulatami
            humanistycznymi, przynajmniej na podstawie mojej obserwacji. Dalej nielogiczne?
            • empeka Re: Definicja miłości 24.03.04, 11:33
              negatywista napisał:

              > Nie mam pojęcia co masz na myśli pisząc o naukach "twardych" i "miękkich".
              Twarde to matematyka, fizyka, chemia (wyliczalne, ścisłe).
              Miękkie to historia, ekonomia, psychologia, socjologia, literaturoznawstwo (w zasadzie kryteria
              ich sprawdzalności są niewyliczalne)
              > Czy ja coś wspominałem o definiowaniu wiary?

              Tak się stało, że problem deficji miłości jest podstawowym problemem jaki stawiasz. Uważasz,
              że to uczucie efemeryczne itd. Przeciwstawiasz je strachowi, jako uczuciu, powiedzmy,
              nieulotnemu i zbadanemu.
              Dlatego podjęłam się rzucić okiem na to jak ludzie w ogóle definiują różne rzeczy: uczucia,
              przekonania, wiedzę. Nie chodzi o to co nam się wydaje, chodzi o to skąd bierzemy takie, a nie
              inne przekonania.

              > Akurat wydaje mi się, że o istocie
              > wiary można powiedzieć dużo więcej niż o istocie miłości. Mam swój pogląd na
              > istotę i funkcję wiary w życiu człowieka.

              Wydawało mi się, że skoro robię jakiś wywód, to widać z niego jakie były przesłanki.
              Czy sam fakt, że ktoś coś takiego ośmiela się napisać jest godny potępienia?

              > Stąd takie kategoryczne sądy? Wyczytałaś czy twoje własne? Ja bym się czepiał
              > takich dogmatów.

              Jak widzę, jedyne czego się dopatrzyłeś, to że się "czepiam"... Szkoda.

              >
              > Słowo "dlaczego" ma swoje uzasadnienie w moim poście. Przeczytaj uważniej.
              > Strach jest realny (opisany naukowo), miłość jest pozanaukowa (w sferze
              > postulatów humanistycznych). Prawa nauki zwyciężają nad postulatami
              > humanistycznymi, przynajmniej na podstawie mojej obserwacji. Dalej nielogiczne?

              Tak - miłość też jest opisana naukowo i wciąż przybywa informacji na jej temat.
              Poza tym nielogicznym nazwałam tylko użycie słowa "dlatego", a nie całą resztę Twojej
              wypowiedzi, którą w dużym stopniu podzielam.
              Marta
              • negatywista Re: Definicja miłości 24.03.04, 21:56

                > Tak się stało, że problem deficji miłości jest podstawowym problemem jaki
                stawi
                > asz. Uważasz,
                > że to uczucie efemeryczne itd. Przeciwstawiasz je strachowi, jako uczuciu,
                powi
                > edzmy,
                > nieulotnemu i zbadanemu.
                > Dlatego podjęłam się rzucić okiem na to jak ludzie w ogóle definiują różne
                rzec
                > zy: uczucia,
                > przekonania, wiedzę. Nie chodzi o to co nam się wydaje, chodzi o to skąd
                bierze
                > my takie, a nie
                > inne przekonania.

                Ja w ogóle nie wiem o co ci chodzi, no sorry, ale się gubię. Ty zaprzeczasz
                temu co mówię czy potwierdzasz?




                > > Akurat wydaje mi się, że o istocie
                > > wiary można powiedzieć dużo więcej niż o istocie miłości. Mam swój pogląd
                > na
                > > istotę i funkcję wiary w życiu człowieka.
                >
                > Wydawało mi się, że skoro robię jakiś wywód, to widać z niego jakie były
                przesł
                > anki.
                > Czy sam fakt, że ktoś coś takiego ośmiela się napisać jest godny potępienia?
                >
                > > Stąd takie kategoryczne sądy? Wyczytałaś czy twoje własne? Ja bym się czep
                > iał
                > > takich dogmatów.
                >
                > Jak widzę, jedyne czego się dopatrzyłeś, to że się "czepiam"... Szkoda

                No może przeczytasz jednak post ze dwa razy, zanim odpowiesz. Napisałem, że JA
                bym się czepiał takiego generalizowania, a nie że ty się czepiasz.




                > Tak - miłość też jest opisana naukowo i wciąż przybywa informacji na jej
                temat.

                Nie dotarłem do publikacji na ten temat. Ale jaka miłość - działanie endorfin
                na korę mózgową w celu doprowadzenia do kopulacji - taka miłość? Mnie się
                wydaje, że w kulturze europejskiej to słowo jest semantycznie troszkę bardziej
                obciążone.


                > Poza tym nielogicznym nazwałam tylko użycie słowa "dlatego", a nie całą
                resztę
                > Twojej
                > wypowiedzi, którą w dużym stopniu podzielam.

                Sorry, albo się bawimy w logizowanie, albo rozmawiamy poważnie. Dla mnie jest
                jak narazie logiczne. Wytłumacz, czemu jest nielogiczne to może przyznam ci
                racje.

                pzdr
                • empeka Re: Definicja miłości 25.03.04, 17:03
                  negatywista napisał:

                  > Ja w ogóle nie wiem o co ci chodzi, no sorry, ale się gubię. Ty zaprzeczasz
                  > temu co mówię czy potwierdzasz?

                  Jeśli nie wiesz w ogóle, to trudno mi będzie wypowiedzieć się jaśniej.
                  Problem nie leży w zaprzeczaniu czy nie, tylko w innym ujęciu tematu strach - miłość.
                  Drogi Negatywisto, wciąż twiedzisz, że nie rozumiesz co piszę - podejmuję więc już ostatnią
                  próbę wyjaśnienia Ci o co mo chodzi.
                  Zacznijmy od początku:

                  Negatywista o miłości napisał:
                  > Dla mnie to słowo bez definicji,

                  Następnie napisałeś:
                  >"miłość" to jakiś nieistniejący bożek, w który wszyscy
                  > chcemy wierzyć, żeby nie widzieć pustki, w której żyjemy.
                  [?]
                  > Strach natomiast jest bardzo realny. [?]

                  Odpowiedziałam Ci w ten sposób, że zrobiłam bardzo skrótowy przegląd tego, co ludzie
                  definiują jako uczucia i co definiują jako wiedzę (bardzo, bardzo schematycznie oczywiście to
                  ujęłam). Zrobiłam to w celu pokazania jak bardzo definicje bywają zawodne. A Ty cały swój
                  wywód opierasz na definicji miłości i strachu. Twoja definicja jest ładnie napisana, ale jest
                  opisem Twojego stanu emocjonalnego bardziej niż relacją ze stanu wiedzy na omawiany temat.

                  W dodatku na koniec powiadasz:
                  > Dlatego realny strach zawsze musi w realnym świecie
                  > pokonać efemeryczną "miłość".
                  > Zaprzecz jakoś sensownie temu, co napisałem.

                  Nie mogę zaprzeczyć ?sensownie? bez ustalenia co rozumiesz za sensowne ? zdaje się, że
                  poglądami się różnimy.

                  Natomiast wcale nie jest udowodnione, że strach jest czymś bardziej realnym niż miłość. Taki
                  właśnie Twój pogląd skłonił mnie do zabrania głosu.
                  Co do naukowości?
                  Opis naukowy strachu jest może łatwiejszy, skoro to właściwie zjawisko dwubiegunowe?
                  Wiadomo np. że miłość jest bardziej złożona, wyzwala więcej reakcji i trudniej ją zanalizować.
                  To nie jest postulat humanistyczny, tak się dzieje naprawdę.

                  Marta

                  PS.
                  > Nie dotarłem do publikacji na ten temat. Ale jaka miłość - działanie endorfin
                  > na korę mózgową w celu doprowadzenia do kopulacji - taka miłość? Mnie się
                  > wydaje, że w kulturze europejskiej to słowo jest semantycznie troszkę bardziej
                  > obciążone.

                  A widzisz, chodzi Ci o zabawy semantyczne? No to fakt, strach ma na tym polu inne znaczenie
                  niż w naukach przyrodniczych. A milość skolei jest "niedobadana".
                  Literatury nie dostarczę, bo nie mam biblioteki w głowie, ale jest dostępna (literatura, z glową
                  gorzej ;-).
                  Każde uczucie, każde zachowanie ma swój odpowiednik w chemii organizmu, strach też, więc
                  daj spokój endorfinom.

                  > Sorry, albo się bawimy w logizowanie, albo rozmawiamy poważnie.
                  Tez pzdr, ale nie rozumiem czemu wymyślileś logizowanie? To jakiś podrzędny sposób
                  rozumowania?

                  M
    • insignificant Re: czy dziennik pomoże? 23.03.04, 07:13
      "Czas nie ma dla mnie znaczenia. Ona odeszla ,
      a pustka przemawia przeze mnie.

      Malujesz niebo w barwach klamstw
      I co przybedzie moge nigdy sie nie dowiedziec jak zmienilas czas
      Rozerwany odplyw znajduje sie na przodzie , wszystkie moje pasje sa teraz martwe
      Potrafie ujrzec droge o ktorej nigdy bys nie pomyslal, ze mozna nia kroczyc
      Czuje sie pusty

      Stoje przed toba , cien czlowieka
      Za tymi oczami samodestrukcja przeplywa przez mój umysl
      Jestem nieladem i pogarda, Jestem próznia
      Ty Jestes pustka ponurego jutra
      Czuje sie pusty

      Malujesz niebo barwami kłamstw
      I co przybedzie moge nigdy sie nie dowiedziec jak zmienilas czas
      Rozerwamy odplyw znajduje sie na przodzie, wszystkie moje pasje sa teraz martwe
      Potrafie ujrzec droge o ktorej bys nie pomyslal , ze mozna nia kroczyc
      Czuje sie pusty
      Jestes choroba
      Jestes oszustwem" ...
    • uri_ja Re: czy dziennik pomoże? 23.03.04, 07:57
      szara_godzina napisała:

      > od lat prowadzę dziennik. przejrzałam niedawno zapiski z ostatnich paru
      > miesięcy - są tam moje lęki, obawy, starałam się prowadzić w miarę dokładny
      > zapis własnego stanu, łącznie z fizycznymi objawami zdenerwowania.
      > czy to dobry pomysł, żeby zabrać skserowane fragmenty ze sobą na następne
      > spotkanie z psychologiem/psychiatrą żeby dołaczyli do mojej dokumentacji?
      ...nie rób tego! nawet Ty masz prawo nie mówić wszystkiego swojemu lekarzowi.
      nie oznacza to nieszczerości. Ale pisz dalej, przelewanie na papier oczyszcza.
      POzdrawiam Cię serdecznie.
      P.S. masz w skrzynce wiadomość ode mnie.
    • iwona.grobel Re: czy dziennik pomoże? 23.03.04, 12:09
      Proszę tak zrobić. Moi pscjenci przynoszą mi czasem podobne zapiski.
      Szczególnie na początku leczenia pomaga to w opisaniu swoich przezyć, w
      pzekazaniu tego lekarzowi. Ja dołączam takie tresci do dokumentacji.
      Pozdrawiam
    • insignificant Re: czy dziennik pomoże? 23.03.04, 15:31
      no i jak mowilem te wiersze to nic ciekawego :)
      pap
      • negatywista do insignificanta 23.03.04, 18:04
        Przeciwnie, dla mnie są ciekawe, interesuję się zazwyczaj twórczością literacką
        (i każdą inną) ludzi, którzy robią to, żeby naprawdę coś z siebie wywalić, a
        nie dowartościować się ambicjonalnie. Nie chcę oceniać, ani pisać recenzji, bo
        to niepotrzebne, nie patrzę na to pod kątem: czy to jest sprawne warsztatowo
        czy nie, mnie to po prostu interesuje i już, bez oceniania. Pozdrawiam.
        • empeka Wiersze 23.03.04, 18:24
          negatywista napisał:

          > Nie chcę oceniać, ani pisać recenzji, bo
          > to niepotrzebne, nie patrzę na to pod kątem: czy to jest sprawne warsztatowo
          > czy nie, mnie to po prostu interesuje i już, bez oceniania.

          Co cię interesuje?
          Dlaczego pojawia się taka potrzeba, żeby pisać i czytać coś co JEST i NIE JEST poezją?
          (Nie mam na myśli dziennika, to co innego.)
          Czy w tej formie lepiej udaje się wyrazić ból chorego człowieka?
          Czy ty to lepiej rozumiesz?
          Współodczuwasz?

          Mnie się zdarzyło (jak każdemu) napisać parę utworków wierszowanych, przeważnie w epizodzie
          manii. Niestety po otrzeźwieniu okazywały się beznadziejne jako wiersze. Do kubła i nigdy
          więcej. To ja. Ale wy, co was motywuje?

          I drugie pytanie: czy nie lepiej wysyłać wiersze na forum poezja lub podobne?
          • negatywista Re: Wiersze 24.03.04, 00:25

            > Co cię interesuje?
            > Dlaczego pojawia się taka potrzeba, żeby pisać i czytać coś co JEST i NIE
            JEST
            > poezją?
            > (Nie mam na myśli dziennika, to co innego.)
            > Czy w tej formie lepiej udaje się wyrazić ból chorego człowieka?
            > Czy ty to lepiej rozumiesz?
            > Współodczuwasz?

            Nie wiem dlaczego interesuje, po prostu interesuje i już.

            > Mnie się zdarzyło (jak każdemu) napisać parę utworków wierszowanych,
            przeważnie
            > w epizodzie
            > manii. Niestety po otrzeźwieniu okazywały się beznadziejne jako wiersze. Do
            kub
            > ła i nigdy
            > więcej. To ja. Ale wy, co was motywuje?
            >
            > I drugie pytanie: czy nie lepiej wysyłać wiersze na forum poezja lub podobne?

            Odp. na to pytanie da się wywnioskować z mojego poprzedniego postu.
            • empeka Re: Wiersze 24.03.04, 11:17
              negatywista napisał:

              > Nie wiem dlaczego interesuje, po prostu interesuje i już.

              I już?
              Odbieram Twój post jako wyraz Twojego niezadowolenia, że zadaję pytanie.
              Szkoda, bo mnie interesuje wymiana poglądów, która pozwala coś zrozumieć w samym sobie lub
              otaczającym świecie.

              > I drugie pytanie: czy nie lepiej wysyłać wiersze na forum poezja lub podobne?
              > Odp. na to pytanie da się wywnioskować z mojego poprzedniego postu.

              Daruj, ale skoro pytam, to widocznie nie chcę wywnioskować, tylko proszę o wyjaśnienie.
              Napisałeś:
              "[...] interesuję się zazwyczaj twórczością literacką
              (i każdą inną) ludzi, którzy robią to, żeby naprawdę coś z siebie wywalić, a
              nie dowartościować się ambicjonalnie. Nie chcę oceniać, ani pisać recenzji, bo
              to niepotrzebne, nie patrzę na to pod kątem: czy to jest sprawne warsztatowo
              czy nie, mnie to po prostu interesuje i już, bez oceniania."

              No więc co Cię interesuje?
              - Cel dzialania twórczego? ("żeby naprawdę coś z siebie wywalić")
              - Porównanie dzialań własnych i innych ludzi?
              - Pocieszenie, smutek itp wynikający z twórczości?
              - Wybór artystycznego środka wypowiedzi jako terapia? ("to z pewnością pomoże...")

              Jeśli nie chcesz, to nie odpisuj.
              Tak się jednak składa, że dla mnie problem twórczości artystycznej jest bardzo ważny.

              Pozdrawiam
              Marta
              • negatywista Re: Wiersze 24.03.04, 22:11

                > I już?
                > Odbieram Twój post jako wyraz Twojego niezadowolenia, że zadaję pytanie.
                > Szkoda, bo mnie interesuje wymiana poglądów, która pozwala coś zrozumieć w
                samy
                > m sobie lub
                > otaczającym świecie.

                Pochopnie i niesłusznie. Nie wiem dla czego lubię czytać wypociny, nie podam
                konkretnych argumentów. Może po prostu czasem lubię doświadczyć kontaktu na
                innym poziomie estetycznym z kimś, kto coś ewidentnie przeżywa.


                > > I drugie pytanie: czy nie lepiej wysyłać wiersze na forum poezja lub podob
                > ne?
                > > Odp. na to pytanie da się wywnioskować z mojego poprzedniego postu.
                >
                > Daruj, ale skoro pytam, to widocznie nie chcę wywnioskować, tylko proszę o
                wyja
                > śnienie.

                Oto wyjaśnienie: przewiduję, że forum poezja, jeśli takowe istnieje, zawalone
                jest tfurczością studentek polonistyki, które chcą się utwierdzić w
                przekonaniu, że są wielce wrażliwymi poetkami, a oprócz ambicji w tę stronę nie
                mają pojęcia o przeżywaniu czegokolwiek (śmiem twierdzić i przewidywać).


                > Napisałeś:
                > "[...] interesuję się zazwyczaj twórczością literacką
                > (i każdą inną) ludzi, którzy robią to, żeby naprawdę coś z siebie wywalić, a
                > nie dowartościować się ambicjonalnie. Nie chcę oceniać, ani pisać recenzji,
                bo
                > to niepotrzebne, nie patrzę na to pod kątem: czy to jest sprawne warsztatowo
                > czy nie, mnie to po prostu interesuje i już, bez oceniania."
                >
                > No więc co Cię interesuje?
                > - Cel dzialania twórczego? ("żeby naprawdę coś z siebie wywalić")
                > - Porównanie dzialań własnych i innych ludzi?
                > - Pocieszenie, smutek itp wynikający z twórczości?
                > - Wybór artystycznego środka wypowiedzi jako terapia? ("to z pewnością
                pomoże..
                > .")

                Pewnie wszystko to co wymieniłaś w jakimś stopniu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka