negatywista
04.04.04, 14:34
Okres między 18, a 22 rokiem życia - we wspomnieniach choćby moich rodziców
przetrwał jako ocean szczęścia, bezkres beztroski, najjaśniejszy czas, w
którym człowiek jest otwarty na ludzi, ma mnóstwo energii, inwencji, sił
życiowych, przeżywa prawdziwe przyjaźnie, pierwsze poważniejsze związki
miłosne, podróżuje po świecie, bierze z życia garścimami, głowę ma nabitą
ideałami, a przed jego oczyma rozpościerają się kobierce wiodące do
szczęśliwej i spełnionej dojrzałości.
Cóż, mnie się tego wartego zazdrości modelu zrealizować nie udało - okres
ten (obojętne czy wykaraskam się z depresji, czy nie) pozostanie już na
zawsze czasem osamotnienia, odrzucenia, porażki, wstydu, samobiczowania,
rozpaczy, wypalenia, żrących negatywnych uczuć, marnowania czasu, braku sił i
inwencji, nihilizmu i pragnienia śmierci.
Zakładając, że wrócę do świata żywych, ciekaw jestem jakim cieniem moja
zmarnowana młodość położy się na moim dalszym życiu. Bo przecież młodość jest
jeszcze czasem kształtowania osoowości i charakteru, a ja z pewnością mogę
powiedzieć, że rozwijałem się źle. I co dalej? Będę przeżywał wtórne młodości
i robił z siebie idiotę, odmładzając się przy pomocy młodszych kobiet i
ekscentrycznego stylu życia i bycia?
Z całych sił daremnie starał się nadrobić lukę i dogonić tych, za którymi
zostałem w tyle? A może stanę się zrzędzącym zgredem wypranym z jakiejkolwiek
spontaniczności w okazywaniu uczuć - obwarowanym podejrzliwością i
mechanizmami obronnymi, rozkładającym się od środka? Czy można dać sobie radę
z kompleksem zmarnowanej młodości i zdążyć wypłynąć na powierzchnię, na
której znajdują się ci, którzy rozwijali się bez zarzutu i, w przeciwieństwie
do mnie, mają co wspominać i opowiadać swoim dzieciom ?