Dodaj do ulubionych

Kompleks zmarnowanej młodości.

04.04.04, 14:34
Okres między 18, a 22 rokiem życia - we wspomnieniach choćby moich rodziców
przetrwał jako ocean szczęścia, bezkres beztroski, najjaśniejszy czas, w
którym człowiek jest otwarty na ludzi, ma mnóstwo energii, inwencji, sił
życiowych, przeżywa prawdziwe przyjaźnie, pierwsze poważniejsze związki
miłosne, podróżuje po świecie, bierze z życia garścimami, głowę ma nabitą
ideałami, a przed jego oczyma rozpościerają się kobierce wiodące do
szczęśliwej i spełnionej dojrzałości.
Cóż, mnie się tego wartego zazdrości modelu zrealizować nie udało - okres
ten (obojętne czy wykaraskam się z depresji, czy nie) pozostanie już na
zawsze czasem osamotnienia, odrzucenia, porażki, wstydu, samobiczowania,
rozpaczy, wypalenia, żrących negatywnych uczuć, marnowania czasu, braku sił i
inwencji, nihilizmu i pragnienia śmierci.
Zakładając, że wrócę do świata żywych, ciekaw jestem jakim cieniem moja
zmarnowana młodość położy się na moim dalszym życiu. Bo przecież młodość jest
jeszcze czasem kształtowania osoowości i charakteru, a ja z pewnością mogę
powiedzieć, że rozwijałem się źle. I co dalej? Będę przeżywał wtórne młodości
i robił z siebie idiotę, odmładzając się przy pomocy młodszych kobiet i
ekscentrycznego stylu życia i bycia?
Z całych sił daremnie starał się nadrobić lukę i dogonić tych, za którymi
zostałem w tyle? A może stanę się zrzędzącym zgredem wypranym z jakiejkolwiek
spontaniczności w okazywaniu uczuć - obwarowanym podejrzliwością i
mechanizmami obronnymi, rozkładającym się od środka? Czy można dać sobie radę
z kompleksem zmarnowanej młodości i zdążyć wypłynąć na powierzchnię, na
której znajdują się ci, którzy rozwijali się bez zarzutu i, w przeciwieństwie
do mnie, mają co wspominać i opowiadać swoim dzieciom ?
Obserwuj wątek
    • mskaiq Re: Kompleks zmarnowanej młodości. 04.04.04, 15:16
      Mam 54 lata ale tak naprawde to dopiero dzisiaj czuje sie mlody i wierze ze
      dopiero teraz wszystko jest przede mna. Jest we mnie milosc, nie ma
      podejrzliwosci (a zawsze byla), jestem otwarty na ludzi(nigdy nie bylem) po
      raz pierwszy nie boje sie smiesznosci(zawsze sie balem). Na dodatek jestem
      sprawniejszy fizyczne niz wtedy kiedy mialem 20 lat.
      A moja mlodosc nalezala do tych udanych, co z niej przetrwalo. Mysle ze
      optymizm.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • empeka Re: Kompleks zmarnowanej młodości. 04.04.04, 15:53
        A czy chorowałeś / chorujesz na depresję? Na coś innego? Na nic?

        Pozdrowienia
        Marta
    • abdon Re: Kompleks zmarnowanej młodości. 04.04.04, 16:15
      negatywista napisał
      Czy można dać sobie radę
      > z kompleksem zmarnowanej młodości i zdążyć wypłynąć na powierzchnię, na
      > której znajdują się ci, którzy rozwijali się bez zarzutu i, w przeciwieństwie
      > do mnie, mają co wspominać i opowiadać swoim dzieciom ?
    • tms82 Re: Kompleks zmarnowanej młodości. 04.04.04, 16:26
      znow napisze..jakbym siebie slyszal. przegadalem z kumplem na ten temat dwa
      lata studiow i jakos nic z tego nie wyszlo. rozmawialismy o tym, ze studia to
      imprezki, panienki, wszystko co najlepsze...ale nie dla nas. u mnie skonczylo
      sie na zdiagnozowanej depresji, kolega dalej siedzi i sie doluje. wiesz co?
      przez kilka ostatnich dni mialem przeblysk normalnego myslenia. naprawde trudno
      w to uwierzyc, ale czlowiek zmienia podejscie do zycia - jaraja cie wieksze i
      mniejsze sprawy. dzis nie wiem czemu wrocil jakis 'straszek' i stare schematy,
      ale chociaz juz wiem, ze nie jest to zdrowe myslenie.
      zycze zdrowka
      pozdrawiam
      TMS
    • awanturka Re: Kompleks zmarnowanej młodości. 04.04.04, 17:54
      Ja tez nie miałam w ogóle młodosci - moja depresja "rozwineła skrzydła" miedzy 19 a 30 rokiem życia. I to właśnie był jak piszesz "czasem osamotnienia, odrzucenia, porażki, wstydu, samobiczowania, rozpaczy, wypalenia, żrących negatywnych uczuć, marnowania czasu, braku sił i
      inwencji, nihilizmu i pragnienia śmierci" (dokładnie tak!).

      Pewnie mam w zwiazku z tym jakiś defekt.(A maże nie?) Ale to było i tego się nie da odwrócic. Takie było moje zycie i to jest to "tworzywo" z którego muszę "lepic" to co bedzie teraz i w przyszłosci. Taka miałam młodośc i nie ma co nad tym rozmyślac. Czemu mialoby to służyc. Chyba tylko pogłębianiu się przeświadczenia, że jestem jakaś "zdefektowana". A takie przeswiadczenie do niczego mi nie jest potrzebne.

      Tobie chyba też nie!
      Pomyśl nad tym!

      Wyłożyłam jak umiałam najlepiej moja "filozofię życiowa" na temt "zmarnowanej młodości. Może Ci się to co napisało jakoś pomoze Ci uporac sie z tym "kompleksem" (a może nie; w koncu każdy z nas jest inny i kazdy odnajduje swoje własne sposoby radzenia sobie z problemami).

      Pozdrawiam! - awanturka

      -
    • awanturka Re: Kompleks zmarnowanej młodości. 04.04.04, 18:08
      negatywista napisał:

      > Będę przeżywał wtórne młodości
      > i robił z siebie idiotę, odmładzając się przy pomocy młodszych kobiet i
      > ekscentrycznego stylu życia i bycia?
      > Z całych sił daremnie starał się nadrobić lukę i dogonić tych, za którymi
      > zostałem w tyle? A może stanę się zrzędzącym zgredem wypranym z jakiejkolwiek
      > spontaniczności w okazywaniu uczuć - obwarowanym podejrzliwością i
      > mechanizmami obronnymi, rozkładającym się od środka?

      U mnie żaden z scenariuszy, które tu szkicujesz nie miał miejsca. Ani żaden inny, z tych które podsuwała mi zniekształcona depresja wyobraźnia.

      negatywista napisał: (na temat modelu przeżywania młodości)

      > mnie się tego wartego zazdrości modelu zrealizować nie udało..

      To jest tylko model i jak każdy model rzadko ma potwierdzenie w rzeczywistości.
      To raczej rodzaj mitu podtrzymywanego w naszej kulturze i powielanego przez tych nawet, których młodośc wygladała zgoła inaczej (nie wypada sie przyznac do nieszczęśliwej młodości, bo wychodzi sie na jakiegoś "odmienca").

      Moim skromnym zdaniem mit "szczęliwej młodości"jest mitem szkodliwym!!!

      - awanturka
      • lisette Re: Kompleks zmarnowanej młodości. 04.04.04, 18:52
        Tez sie z tym zgadzam, ze mit szczesliwej mlodosci jest mitem szkodliwym. To
        tak jak porownywanie wlasnego wygladu do smuklych wychudzonych pieknosci z
        okladek, sztucznych wzorcow piekna z komputerowo wygladzona cera i
        wyretuszowana do perfekcji figura.
        Kazdy jest inny i kazdy ma swoja droge na ziemi. Jeden taka, drugi inna. Nie
        wszyscy mieli szczesliwe dziecinstwo, nie wszyscy mieli szczesliwa mlodosc. Ja
        tez nie. Strasznie wycierpialam, mialam powazna depresje jeszcze w latach 80-
        tych, kiedy nikt nie traktowal tego tak powaznie jak teraz, nie bylo tak
        rozwinietej swiadomosci tej choroby a i leczenie wygladalo inaczej. Ale nie
        chce o tym mowic.
        Fakt, ze taka mlodosc kladzie sie cieniem na doroslosci. Ja ciagle sie miotam w
        zyciu, nie moge znalezc spokoju i stabilizacji. Ale nie czuje sie z tego powodu
        winna. Jest jak jest, stalo sie to co sie stalo, teraz trzeba wyjsc na
        powierzchnie i do przodu. NIE WAZNE OD CZEGO SIE ZACZYNA WAZNE JAK SIE KONCZY.
        Traktuje swoja depresje jak zadanie do wykonania. I nie porownuje sie z innymi,
        ktorym lepiej sie udalo i ulozylo. Bywa lepiej, ale bywa i gorzej. Trzeba
        zaakceptowac, co jest i co bylo.

        I zakoncze bardzo znanym tekstem Desideraty:
        "Jeżeli porównujesz się z innymi możesz stać się próżny lub zgorzkniały,
        albowiem zawsze będą lepsi i gorsi od ciebie.
        (...)
        Przyjmuj pogodnie to, co lata niosą, bez goryczy wyrzekając się przymiotów
        młodości. Rozwijaj siłę ducha, by w nagłym nieszczęściu mogła być tarczą dla
        ciebie. Lecz nie dręcz się tworami wyobraźni."

        Tego zycze :)



        • desygnat Od razu mi lepiej... 04.04.04, 19:44
          Jakie cudowne slowa. Alleluja i do przodu!


          > Kazdy jest inny i kazdy ma swoja droge na ziemi. Jeden taka, drugi inna.
          ...i kazdy ma tylko jedno zycie i albo masz je fajne i piejesz z radosci albo
          przesrane
          pod kazdym katem i zostaje ci tylko ogladanie jak moze byc wesolo.
          W moim zyciu czuje sie jakby ktos pokazywal mi cukierka i opowiadal jaki to on
          dobry i slodki a
          potem rozdal wszystkie slodycze komus innemu a mi kazal posprzatac papierki.
          Mam sie z tego
          cieszyc i "przyjac pogodnie to, co lata niosa"???? Czy moze mam sie cieszyc ze
          dostalem mozliwisc
          posprzatania po kims?

          Jaki jest cel rozwijania ducha? Cel sam w sobie? Bede mial 50 lat (wrzody,
          zawal, wysokie cisnienie, samotnosc)
          i bede sie cieszyl z tego ze taki jestem rozwiniety bo przez cale zycie ktos
          mnie walil w dupe a ja to wytrzymalem
          i jestem odporny na wszelkie przeciwnosci?

          Jasne, od dzisiaj bede przyjmowal wszystko z pogoda ducha godna oazowych
          panienek, jak ktos znowu mi wykituje
          to zorganizuje impreze, jak ktos z bliskich ciezko zachoruje to mu przeczytam
          ten kawalek:

          "Przyjmuj pogodnie to, co lata niosa, bez goryczy wyrzekajac sie przymiotów
          mlodosci. Rozwijaj sile ducha, by w naglym nieszczesciu mogla byc tarcza dla
          ciebie. Lecz nie drecz sie tworami wyobrazni."

          Od dzisiaj bede wszystkim mowil jak to cudownie byc depresiakiem i jak bardzo
          sie rozwine
          dzieki tej chorobie i zycie jest piekne. Alleluja.
          • awanturka Do Desygnata 04.04.04, 20:14
            Tu nie chodzi o żadna odpornośc (jestem ostatnia osoba, która namawiałaby kogokolwiek do trenowania tej umiejeyności jako "sztuki dla sztuki").
            Tu chodzi o to, żeby maksymalnie wykorzystac to co dostałeś od życia.
            Mnie choroba bardziej ogranicza niż rozwija i jestem tych ograniczen świadoma.
            Ale mam w tej chwili pełna determinację aby przeżyc życie najlepiej jak można.

            Oczywiście można też poprostu odrzucic życie znaczone choroba. To też jest jakaś opcja. Tylko co wtedy pozostaje? - Bunt? Rozpacz? Rezygnacja?

            Nie jestem jakaś nawiedzona panienka, Lisette też nie (sadzac po tonie w jakim pisze i tresci postu). Jesteśmy poprostu realistkami. Przekalkulowałyśmy zyski i straty z przyjęcia takiej lub innej postawy. Tylko tyle.

            Oczywiscie bilans zysków i strat w Twoim wydaniu może wypadac inaczej.
            Ja tylko dzielę się moim prywatnym pomysłem na życie z ta choroba...

            Pozdrawiam! - awanturka

          • lisette Re: Od razu mi lepiej... 05.04.04, 16:33
            Desygnat, nie jestes jeszcze na tym etapie, aby zrozumiec, ze jedynym warunkiem
            utzymania sie na powierzchni zycia i przetrwania jest umiejetnosc znajdowania
            promyka nadziei w nie wiem jak beznadziejnej sytuacji. Znam ten stan i uwazam,
            ze tylko antydepresanty moga pomoc.
            I nie wsciekaj sie tak, bo zycie nie jest beznadziejne, tylko ty je tak
            postrzegasz w tej chwili. Nic nie jest OBIEKTYWNIE beznadziejne lub wspaniale.
            To tylko twoja zdolnosc widzenia, nic wiecej. Zalozyles czarne okulary i
            myslisz, ze to JEDYNE mozliwe.
            Nie sa jedyne. Na szczescie dla ciebie.
            • desygnat Re: Od razu mi lepiej... 05.04.04, 19:51
              A moze jestem na etapie kiedy juz nie chce mi sie doszukiwac w bolesnych
              faktach promyka nadziei? Moze juz sie tym zmeczylem bo robie to od lat i to
              wprowadza mnie tylko w stan jeszcze wiekszego przygnebienia?
              To o czym mowisz to 'slodzenie cytryny' - szukanie przyjemnosci i nadziei w
              czyms co wypala ci mozg i nie daje ci spac.
              Ciesze sie jak dziecko na cokolwiek co nie jest bolesne. Nie musi byc zaraz
              piekne, wystarczy zeby bylo neutralne ale trudno tym zniwelowac fakty ktore
              mnie zalewaja gorycza. Nie jestem negatywista i nie odrzucam tego co nie jest
              zle ale nie mam juz sily zeby 'przerabiac' to co negatywne w dobre.
              Dlugo tak sobie mydlilem oczy i na dobre mi to nie wyszlo.
              a czarnych okularow nie nosze bo bym nic nie widzial. rozowych tez juz nie mam.
              pzdrw
              • rumiankowa Re: Od razu mi lepiej... 10.04.04, 17:43
                desygnat napisał:

                > (..) ale trudno tym zniwelowac fakty ktore
                > mnie zalewaja gorycza.

                Do tego co napisales koniecznie trzeba dodac, ze obecnie mozesz patrzec na
                te "fakty" z o wiele wieksza gorycza niz w stanie rownowagi (czy zdrowia
                psychicznego). Oczywiscie, ze pewne fakty sa bolesne, ale jesli ktos uznaje, ze
                jego zycie sklada sie w wiekszosci z owych "bolesnych faktow" to mozna
                przypuszczac, ze owa bolesnosc jest cechą patrzacego, a nie samych zdarzen.

                Kilka dni temu moj sasiad popelnil samobojstwo, zostawil zone (schizofreniczke)
                i ok 25letnie corki, ktore maja wiele problemow z matką (przyjezdza tu policja,
                straz pozarna i panuje ogolny stan poddenerwownia). Ja nie moglam spac 2 dni, z
                roznych powodow (m.in. powrot starej traumy) bardzo to przezylam, nadal zbieram
                sie powoli. Nie moglam rozmawiac spokojnie z tymi corkami (dalam im tel. do
                darmowego psychologa), cala sie trzeslam itd. A one dosc spokojnie, zalatwily
                pogrzeb etc - wszystko z pewnym napieciem, nerwowoscią, ale widac, ze dadza
                sobie rade, wstaną. Obiektywnie wydarzenie, ktore nie powinno mnie tak powalic,
                a jednak.. Ale to ja "obdarzylam" ten fakt masą emocji. To nie "zycie" mnie
                przydusilo, ale moj odbior "faktow".
    • jureker przyjmujemy z zalożenia jakiś właśnie "model" 04.04.04, 22:57
      jak ma wyglądać życie żeby było "sensowne". A życie to życie, nasze schematy to
      zresztą tylko jego fragment. "Szalona, szczęśliwa młodość" to beznadziejny
      banał, zazwyczaj zreszta konfabulacja i dyrdymały. W życiu mamy gościa
      poświęcającego życie dla innych ale i misie których rajcuje gwałcenie i
      mordowanie dziewczynek (albo i niemowlaków, jak to było ostatnio gdzieś w
      Polsce). Znakomita większość rzeczy na tym swiecie nie pasuje do "godnych
      zazdrości modeli". Lot na Księżyc i bomba na Hiroszimę. Czy obrazy mają byc
      malowane tylko na żółto? Czy w czasie depresji, wstydu, samobiczowania,
      cierpienia, braku sił nie żyłeś? Żyłeś, do granic wytrzymałości. Według Ciebie
      to żyłeś nawet zbyt intensywnie. Stracony czas? Można sobie dowolnie oceniać.Z
      pewnego punktu widzenia tak a z innego nie. Sens czy bezsens, po co się
      spierać? W jednych kulturach psychicznie chorych czczono za zdolność
      wychodzenia poza rzeczywistość, w innych, nam bliższych zakuwano ich w
      łańcuchy. Nie ma co tak się przejmować jakąś "ekonomią" i "stratami". Stracona
      młodość odbije się? To będzie full kolor! Stary zrzędzący zgred to czysty
      Dickens i Opowieść Wigilijna w najciekawszych fragmentach! Co do opowiadania
      dzieciom, to przypomniał mi się dowcip: "...i wtedy otoczyło mnie w lesie ze
      dwadzieścia wilków! -Ale dziadku, w zeszłym roku mówiłeś, że było ich pięć! -No
      tak...bo wtedy byłeś jeszcze za młody żeby poznac całą tę straszliwą prawdę!"
      • nevada_blue do jurekera :) 04.04.04, 23:23
        dziękuję Ci za te słowa :)
        promyk słońca na koniec smutnego dnia...

        pozdrawiam serdecznie :)

        [nevada]
      • awanturka Re: przyjmujemy z zalożenia jakiś właśnie "model" 05.04.04, 01:39
        Ja osobiście uważam,ze jednym z pozytywnych aspektów mojej choroby jest to, że moje depresyjne przejścia wyleczyły mnie (!) raz na zawsze z porównywania się do jakiś wzorców. Żyję wbrew przyjętym stereotypom wyobrażeniom jak udane życie powinno wygladac (choroba poprostu całkowicie uniemożliwiła próby wpisania się w jakiekolwiek modele). I dopiero teraz, gdy przestałam myślec stereotypami, mimo choroby, (nawracajace depresje) czuję,że żyję!

        jureker napisał:
        > Czy w czasie depresji, wstydu, samobiczowania,
        > cierpienia, braku sił nie żyłeś? Żyłeś, do granic wytrzymałości. Według Ciebie
        > to żyłeś nawet zbyt intensywnie. Stracony czas? Można sobie dowolnie oceniać.Z
        >
        > pewnego punktu widzenia tak a z innego nie. Sens czy bezsens, po co się
        > spierać?

        Wielkie, wielkie dzięki za doskonale opisane spojrzenie na problem i od tej strony!!!
        - awanturka
    • morgana_le_fay Re: Kompleks zmarnowanej młodości. 05.04.04, 10:43
      Negatywisto,
      To, co Ci napisało parę osób z Awanturką na czele. Nie porównuj! Nie porównuj
      swojego życia, do życia innych. To oczywisty truizm, oklepana prawda, ale
      ciągle prawda.

      Jeśli dziś, tracił będziesz czas na bezsensowne przewidywania swoich przyszłych
      wspomnień, to już powinieneś wiedzieć jakie one będą. Za parę lat wspomnisz,
      że traciłeś czas. To pewne jak słońce na niebie. Żę nie takie to proste się
      przestawić? A pewnie, że nie. Dlatego tacy jak Ty, ja i wielu innych musimy
      tak, czy owak, na różne sposoby wyciągać się z tego stanu, żeby żyć i danego
      nam czasu nie tracić.

      Jeśli chodzi o porównania do innych , to są one zgubne nawet dla całkowicie
      zdrowych osób. Powodują frustracje i pączkującą zawiść. Od tego już tylko
      krok do obezwładniającego zgorzknienia, podszytego wstrętem do ludzi, świata i
      samego siebie. Krok tylko, do zachowań, które każdy z nas wokół obserwuje.
      Wściekłej satysfakcji kiedy temu-co-ma-lepiej powinie się noga. A to już
      gorsze od wszystkich razem wziętych depresji. Bo naprawdę obrzydliwe.
    • empeka Re: Kompleks zmarnowanej młodości. 05.04.04, 13:38
      negatywista napisał:

      > Zakładając, że wrócę do świata żywych, ciekaw jestem jakim cieniem moja
      > zmarnowana młodość położy się na moim dalszym życiu.

      Poczucie obcości wśród tych innych jest powszechne dla osob wrażliwych i jest dla każdego
      nieco odmienne.
      To co wydaje mi się nieporozumieniem w Twoim rozumowaniu to opowiadanie o zmarnowanym
      życiu, a szczególnie młodości.
      Ja żyję prawdopodobnie dwa razy dłużej od Ciebie i też tak myślałam w latach studenckich i
      nieco późniejszych. Wegetowałam tygodniami aż zechce mi się wstać z łóżka, umyć, dotrwać.
      Teraz widzę sens w tym co było i w tym co będzie (oprócz zakończenia, które nie ma związku z
      żadną ideą, lecz z biologią i jest bezsensowne ;-).

      Zgadzam się z Awanturką, że teraz mamy się lepiej.

      Marta

    • pan_coito Re: Kompleks zmarnowanej młodości. 05.04.04, 22:19
      Młody Werter, jak Boga kocham.
    • troll30 Re: Kompleks zmarnowanej młodości. 06.04.04, 03:31
      Do negatywisty:
      Cos sie bolesnego w twoim zyciu wydarzylo, ze ten okres mlodosci nie byl taki
      jak bys tego chcial. Znam to z wlasnego doswiadczenia, wlasnie przerabiam to na
      terapii. Nie wiem czy probowales isc z tym do kogos kto moglby ci pomoc. Ale co
      wlasnie sobie powoli uswiadamiam: terapeuta zeby nie wiem jak dobry, nie odwali
      za nas roboty, nie wystarczy tylko chodzic do niego raz w tygodniu, i nie ma
      nic od razu. Rzecz w tym zeby dokopac sie zrodla problemu czy problemow ktore
      spowodowaly twoja depresje, w moim przypadku bylo to cos na co nie mialam
      wplywu bo bylam jeszcze dzieckiem. Duzo by o tym pisac, tak czy inaczej wiele
      czasu spedzilam na samobiczowaniu z powodu niewykorzystanych szans tzw.
      wczesnej mlodosci, ale wiesz co ? Nie musze juz tego dalej robic. To wlasnie
      uswiadamia mi powoli moja terapeutka. Przeszlosc jest tylko przeszloscia, nie
      mam juz na nia wplywu, ale mam wplyw na to jak bedzie wygladala moja
      przyszlosc. Moge dalej uzalac sie nad soba i plakac nad straconym czasem, albo
      moge sprobowac zaakceptowac to co bylo, wyciagnac z tego wnioski i isc dalej,
      niekoniecznie w tym samym utartym kierunku. Nasze mysli nami rzadza, moje mnie
      niszczyly, doszlo do tego ze zaczelam sie ich bac, myslalam juz o tym zeby
      polknac jakies prochy i z tym skonczyc, ale jeszcze resztka woli zycia sie we
      mnie odezwala i poszlam po pomoc. I to byla najlepsza rzecz jaka do tej pory
      dla siebie zrobilam. Nie jest latwo ale jestem bardzo zdeterminowana, bo zycie
      jest bardzo krotkie. W przeszlosci podobnie jak ty przechodzilam przez rozpacz,
      samotnosc, poczucie odrzucenia, nienawisc do siebie i tak sie z tym zroslam ze
      sprawialo mi to plawienie sie w zalu masochistyczna przyjemnosc. Nie warto
      niczego zalowac. Kazdy jest inny, kazdemu co innego do szczescia jest
      potrzebne, trzeba miec tylko odwage by po to siegnac, zeby pokonac
      strach,czasem trzeba dluga droge przejsc zeby to osiagnac. Mysle ze nie ma tak
      naprawde porazek, sa tylko doswiadczenia, lepsze i gorsze, ktore nas
      ksztaltuja, dzieki ktorym dorastamy, bo zycie to droga, niekoniecznie
      prosta,ale warta grzechu.
    • troll30 Re: Kompleks zmarnowanej młodości. 06.04.04, 03:49
      Zapomnialam o czyms co chcialam dodac. Wazne sa tzw. pozytywne sposoby
      rozladowywania emocji. Cokolwiek dla ciebie dziala: ksiazki,listy, muzyka,
      kino, teatr, sport, nie musza byc na to od razu wielkie pieniadze,rozmowa z
      kims zaufanym, kontakty z ludzmi, bardzo pomaga tez pisanie dla siebie czegos w
      rodzaju dziennika, pomaga czesciowo wyrzucic z siebie emocje i czesciowo
      zrozumiec je, wazne zeby to bylo regularnie np. codziennie pol strony w
      zeszycie, aha i w miare mozliwosci regularny sen, zmiana diety, wiecej warzyw,
      mniej tluszczow, ograniczenie akoholu i innych uzywek. Moze to wszystko brzmi
      za prosto ale o najprostszych sposobach ktore kazdy ma pod reka zwykle nie
      pamietamy. I nie oczekiwanie cudow, jak cos nie wychodzi to powiedziec sobie :
      to nic, i tak duzo mi sie udaje. Porazki wieksze i mniejsze trzeba wliczyc w
      koszty. Jest takie powiedzenie ze kropla drazy kamien. Czesto popelniamy ten
      blad, ze chcemy od razu widziec efekty. Ja na swoja depresje "pracowalam z
      calych sil" latami, nie da sie teraz wyleczyc w 2 miesiace, ale to nie jest
      wazne. Wazne zeby zaczac, zrobic jedna mala rzecz , potem druga, i potem
      nastepna. Pomiedzy tym co "chce" a tym jaki ma byc rezultat musi byc dzialanie,
      a tego nikt za nas nie wykona. Pozdrawiam serdecznie, strasznie sie rozpisalam.
      • rumiankowa Re: Kompleks zmarnowanej młodości. 10.04.04, 17:59
        troll30 napisała:

        > (..) Pozdrawiam serdecznie, strasznie sie rozpisalam.

        A jak pieknie.. :) I ja pozdrawiam.
    • carlabruni Re: Kompleks zmarnowanej młodości. 07.04.04, 20:29
      Drogi Negatywisto. Wierzę w to, że kiedyś yjdziesz z tego paskudnego bagna
      jakim jest depresja. mnie aż tyle radości ona nie odebrała, ale myśle, że wiem
      co czujesz.Rada jest taka. nie dogonisz już tego co było, ale możesz zacząć
      cieszyc sie tym co będzie.pamiętaj to co było wczoraj jest bardzo wazne, lecz
      to co będzie jutro jest nasza przyszłością. Ściskam Cię mocno. Przesyłam
      buziaki. pa.
    • requiem66 Re: Kompleks zmarnowanej młodości. 08.04.04, 08:20
      Hueh ... o radosci dzieciectwa i mlodosci moge mowic tylko gdzies tak w
      odniesieniu do 15 roku zycia. Nie mialo to wiele wspolnego z dylematami
      nastolatki, raczej ze skomplikowanym ukladem rodzinnym, w ktorym jakos zabraklo
      dla mnie miejsca. A pozniej to juz byla ostra jazda w dol po zyletkach.
      I tak taplam sie w tym dole. Czasem bywa nawet przyjemnie :> Mam tu swoje
      zabawki, a czasem nawet przyjdzie sie ktos ze mna pobawic :>> Czasem wypelzam z
      tego dolu popatrzec co tam na gorze. Nic ciekawego. Ludzie jakies takie
      grymasy maja na twarzach sugerujace quasi-usmiech i roznie pseudo-zyczliwe
      podejscie, ale to pozory, kazdy najbardziej troska sie o wlasny tylek i ja to
      rozumiem. Bo ja tez :P
      W rzeczy samej jestem cyniczna, ironiczna, zlosliwa czasem, ale to znaczy, ze
      nie zrezygnowalam, ze nie mam we mnie zgody na to, co mi sie nie podoba. Czyli
      pod pulapem nie bardzo rowno, ale gorzej i tak maja ci, u ktorych rowno :P

      Pozdrawiam serdecznie :)
      • paradiso29 Re: Kompleks zmarnowanej młodości. 08.04.04, 13:49
        Witam,
        Tak sobie czytam.. Nie moge zbyt wiele powiedziec, bo nie jestem pewien, czy
        stan w jakim sie znajduje jest depresja, czy moze tylko zniesmaczeniem..
        Trafilem na to forum z jakiejs podswiadomej ciekawosci. Powiem tylko tyle, ze
        wszyscy piszacy tutaj sa dla mnie wyjatkowi. Wszyscy odkryli cos w sobie, w
        zyciu, czego moze nie powinni byli odkryc, czego nie powinno sie wiedziec. To
        przez wielka ciekawosc zycia i taka wielka chec poznania go. Nie kazdego na to
        stac. Trzeba miec sile..! Wiec uwierzcie, macie ja, tylko uciekla gdzies
        odwaga!!! Pozdrawiam slonecznie.
    • tinu Re: Kompleks zmarnowanej młodości. 08.04.04, 14:23
      Opinia prywatna i oparta na własnym czarnowidzeniu: "tych smutnych lat nie da
      się nadrobić".

      Ale mam nadzieję, że kiedyś będzie mnie stać choćby i na śmieszność, i na dobry
      mimo, że późny początek. Czy "dogonię" innych? - Nie mam instynktu
      współzawodnictwa, niech błogosławieni będą ci, którzy mają.

      "Zrzędzącym zgredem wypranym z jakiejkolwiek spontaniczności w okazywaniu
      uczuć - obwarowanym podejrzliwością i mechanizmami obronnymi", jak piszesz
      negatywisto, już jestem i tylko "rozkładającym się od środka" sobie podaruję.
      Ostatnio jakoś tak wszystko dosłownie mi się wyobraża.

      Jeśli taki miałby być stan po ~, a właściwie gdybym w to uwierzyła - to nie
      byłoby o co się starać.

      A co będę opowiadać dzieciom? Przy założeniu, że kiedyś je będę miała... Ale
      nie, tego sobie nie potrafię teraz wyobrazić.
      • empeka Dzieci po zmarnowanej młodości 08.04.04, 14:49
        Tinu, skoro teraz jesteś już "po", to kiedy chcesz mieć te dzieci?

        I przy okazji - "Zrzędzącym zgredem wypranym z jakiejkolwiek spontaniczności w okazywaniu
        uczuć - obwarowanym podejrzliwością i mechanizmami obronnymi", nie można tak łatwo się
        stać, to się ma we krwi od młodości. Cechy osobowości.
        Uważam, że nawet bez związku z depresjami.

        Takie bywają zgredy ;-)

        Marta
        • tinu Re: Dzieci po zmarnowanej młodości 08.04.04, 15:13
          Zgred, już mi lepiej :-)

          Jeszcze nie po, ale w trakcie. Staram się być grzeczną dziewczynką i łykam
          fluoksetynę. I chyba w tym jest problem. Mózg mi się rozprostował i straciłam
          precyzję wypowiedzi. Nic mi się nie chce, może spać, a może nawet i nie...
          Dzieci? Do tego trzeba by mieć odrobinę nadziei na to, że uda się: a) poukładać
          na tyle stosunki z ludźmi, żeby w ogóle zebrać drużynę do myślenia o dzieciach;
          b) być w stanie zapewnić im chlebek i co tam dzieciom trzeba; c) i
          najważniejsze - żeby nie miały smutaśnej mamusi.
          • empeka Re: Dzieci po zmarnowanej młodości 08.04.04, 15:26
            Tinu:
            > Dzieci? Do tego trzeba by mieć odrobinę nadziei na to, że uda się:
            > a) poukładać na tyle stosunki z ludźmi, żeby w ogóle zebrać
            > drużynę do myślenia o dzieciach;
            > b) być w stanie zapewnić im chlebek i co tam dzieciom trzeba;
            > c) i najważniejsze - żeby nie miały smutaśnej mamusi.

            No to masz program i to bardzo dobry!
            :-)
            Trzymam kciuki

            Marta




          • emarcki Re: Dzieci po zmarnowanej młodości 08.04.04, 16:04
            Witam.
            Czytam - sercem?
            Promyk nadziei, jak napisali wszyscy dotąd
            Dziekuje
      • awanturka Re: Kompleks zmarnowanej młodości. 08.04.04, 15:08
        tinu napisała:

        > Czy "dogonię" innych?

        A po co masz ich doganiac? Po co w ogóle porównujesz się do kogokolwiek.
        Jak będziesz żyła swoim własnym żeciem, w swoim własnym tempie, akceptujac je to w zupełności starczy do tego by byc szczęśliwa.

        tinu napisała:

        > Ale mam nadzieję, że kiedyś będzie mnie stać choćby i na śmieszność, i na dobry mimo, że późny początek.

        O jakiej smieszności piszesz? To wcale nie bedzie smieszne, to będzie Twoje, jedyne w swoim rodzaju i niepowtarzalne! A śmieszne? Dlaczego?

        I o jakim poczatku piszesz? Poczatek już jest od dnia Twoich narodzin, nie bedzie innego! Twoje doświadczenia sa jakie sa, nie da sie ich zmienic, ale mozna zrobic z nich atut! Pewnie wydaje Ci się to nieprawdopodobne, ale z własnego doświadczenia wiem, ze można!

        tinu napisała:

        > Nie mam instynktu
        > współzawodnictwa, niech błogosławieni będą ci, którzy mają.

        Błogosławieni?? ja każdego dnia patrzac na "wyścig szczurów" cieszę sie z tego, że jestem go pozbawiona!!

        Tinu!

        Wszystkie moje pytania miały charakter retoryczny. Doskonale wiem, że można myślec w ten sposób i w swoim czasie też tak właśnie myślalam. Przez To co piszę, chce Ci tylko uświadomic, że istnieje alternatywa dla twojego sposobu myślenia. I że Twój sposób myślenia o tym zdeterminowany jest w tej chwili depresja.

        Pozdrawiam! -awanturka
        • awanturka ciag dalszy - uzupełnienie 08.04.04, 15:32
          awanturka napisała:
          > Twój sposób myślenia o tym zdeterminowany jest w tej chwili depresja.

          Choc może byc też inaczej, jeżeli ten sposób myślenia towarzyszył Ci przez całe życie to depresja może byc własnie jego owocem!

          -awanturka
          • tinu Re: ciag dalszy - uzupełnienie 08.04.04, 15:51
            Pytanie: co było pierwsze, czy kura czy pisanka :)

            Masz rację, że nie można gonić - bo siebie się nie przegoni.

            > Choc może byc też inaczej, jeżeli ten sposób myślenia towarzyszył Ci przez
            całe
            > życie to depresja może byc własnie jego owocem!

            Nie bardzo pamiętam jak to jest czuć i myśleć inaczej, więc może rzeczywiście
            taka jestem. nie wykluczam tego rozumowo, ale jeśli to jest norma i cecha
            wrodzona, to biada...
            • awanturka Re: ciag dalszy - uzupełnienie 08.04.04, 16:04
              tinu napisała:

              > Nie bardzo pamiętam jak to jest czuć i myśleć inaczej, więc może rzeczywiście
              > taka jestem. nie wykluczam tego rozumowo, ale jeśli to jest norma i cecha
              > wrodzona, to biada...

              Też myślałam, że to w jakiś sposób "wrodzone" i zmienic się tego nie da.
              A jednak się dało. W momencie, gdy już tak cierpiałam z powodu głebokiej depresji, że stałam przed wyborem; albo zacznę myślec inaczej albo nie bedę żyła (mysli samobójcze).

              I udało się. To się może udac. Mnie udała się w sytuacji, gdy depresja całkiem "przyparła mnie do muru"... gdy osiagnełam tzw. "dno"...

              (Oczywiście jak biochemia mózgu jest rozregulowana to może sie to udac tylko przy wsparciu farmakologicznym.

              - awanturka
    • desperacja Dziekuje negatywisto za ten watek 10.04.04, 15:31
      i innym za takie wspaniale szczere posty. A myslalam ze jestem jedyna, ktora
      nie miala mlodosci. Depresje mialam od wieku 10 lat, potem pogarszala sie.
      Nie mialam nigdy milosci, dzieci. Teraz jestem samotna niemloda kobieta. Jedyne
      co mi pomaga jakos przezyc to filozoficzne podejscie do zycia. Ze jestesmy
      duchowymi istotami, dla ktorych zycie to tylko czesc "podrozy".
      • negatywista Re: Dziekuje negatywisto za ten watek 10.04.04, 16:02
        A ja tego nie mam. Łaska wiary nie spłynęła na mnie, mój umysł jest zbyt
        racjonalny, po prostu nie potrafię uwierzyć - życie po śmierci to absurd dla
        mnie, jestem pewien, że jesteśmy całkowicie jednorazowi. Nie pomaga mi w życiu
        to przekonanie, ale jest ono niemożliwe do wykorzenienia.
        • awanturka Re: Dziekuje negatywisto za ten watek 10.04.04, 16:13
          Nie trzeba miec wcale wiary w życie po smierci aby zmienic swój sposób myslenia!
          Ty możesz do tego dojśc na zupełnie innej drodze!
          Pozdrawiam! I gratuluję załozenia świetnego watku!
          - awanturka
        • empeka Re: Dziekuje negatywisto za ten watek 10.04.04, 18:28
          > A ja tego nie mam. Łaska wiary nie spłynęła na mnie, mój umysł jest zbyt
          > racjonalny, po prostu nie potrafię uwierzyć - życie po śmierci to absurd dla
          > mnie, jestem pewien, że jesteśmy całkowicie jednorazowi.

          Ja też - mimo to nie poddaję się pesymismowi wtedy, gdy nie jestem na dnie. Wniosek: to
          depresja powoduje negatywizm, Negatywisto ;-)

          Po podleczeniu nie zmieniam poglądu na świat, lecz mój do niego stosunek - zasadnicza
          różnica.

          Pozdrawiam
          Marta
    • rumiankowa Re: Kompleks zmarnowanej młodości. 10.04.04, 18:13
      Ciekawy watek, ciekawe odpowiedzi, wazne i dla mnie osobiscie. Bo i ja nie moge
      powiedziec, ze "mialam mlodosc" w takim kontekscie, jak to sie zwykle rozumie.
      Moge powiedziec, ze ok 10 lat mi ucieklo, ze zmarnowalam, ze moj stan nie
      pozwolil na wiele aktywnosci itd. I czesto mam to w pamieci.. Moge z tym
      poczuciem zmarnowania zostac. I wielu rzeczy nie podejmowac, bo i tak "nie
      dogonie", nie nadrobie, bo tego czy tamtego juz sie nie da zlapac.. Ale moge
      tez na tyle na ile dzis mam sily - ksztaltowac terazniejszosc/przyszlosc. Tak
      zeby cos w tym zyciu miec, poczuc, doswiadczyc i by za kolejne 10 lat nie
      patrzec w przeszlosc z tym samym poczuciem zmarnowania. Mam wybor i juz moge go
      dokonac - na swoja miare.
    • fatal_morgana Nie dobijaj! 11.04.04, 11:40
      Nie wiem czy zdajesz sobie sprawę, w jaką depresję może wpędzić innych Twój
      wątek, chociażby mnie, która mam lat prawie 35, zmarnowaną młodość, wiek
      balzakowski na karku i zero perspektyw na przyszłość. Zastanów się najpierw,
      zanim coś palniesz.
      • awanturka Re: Nie dobijaj! 11.04.04, 13:24

        Ja mam 40 i z cała odpowiedzialnościa za słowa mogę powiedziec, ze tak naprawdę zaczęłam życ po 30, wtedy gdy skrajnie ciężka postac depresji zmusiła mnie do sposobu zmiany patrzenia na wiele spraw w życiu (nie wykluczam tutaj tez wpływu prawidłowo i konsekwentnie prowadzonej farmakoterapii).

        Na dobre życie nigdy nie jest za późno. A tak, w ogóle, słowo "za późno" wykreśliłam ze swojego słownika.(Oczywiście jest wiele rzeczy, których w życiu już nie zrobię, ale mogę robic inne, nie mniej ważne).

        - awanturka
      • empeka Re: Nie dobijaj! 11.04.04, 13:43
        fatal_morgana napisała:

        > Nie wiem czy zdajesz sobie sprawę, w jaką depresję może wpędzić innych Twój
        > wątek,

        Jeden człowiek nie może mieć takiej władzy nad drugim, żeby go świadomie wpędzić w
        depresję.
        Jeśli natomiast masz depresję endogenną (tak się domyślam i nie jest to wina Negatywisty), to
        pora to potraktować jak dowolną inną chorobę i szukać takiej postawy życiowej jak to robi
        Awanturka, jedna z najmądrzejszych osób na forum.
        Jeden człowiek może drugiego wiele nauczyć, wystarczy chcieć skorzystać.

        Powodzenia i świątecznie pozdrawiam
        Marta

        PS. 35 lat to wciąż nie tak dużo :-)))
        • fatal_morgana Re: Nie dobijaj! 11.04.04, 13:54
          OK, przesadziłam, ale naprawdę poczułam się kiepsko po przeczytaniu, jak ktoś
          młodszy ode mnie o 12 lat utyskuje nad zmarnowaną młodością. Poczułam się jak
          stare babsko, podczas gdy łudziłam się, że jestem jeszcze młoda. Co prawda
          bardzo młodo wyglądam, ale jakie to ma znaczenie, skoro dusza skowyczy.
          • kobbieta Re: Nie dobijaj! 12.04.04, 00:40
            kazdy ma prawo sie tutaj wypowiedziec - napisac co czuje. O to chodzi na tym
            Forum.
            Gdyby sie powstrzymywano, bo ktos zostanie wpedzony wdol to co za sens ma to
            Forum?
            Nie chcesz byc zdolowana, to raczej nie wybieraj tego Forum do czytania.
            • awanturka Re: Nie dobijaj! 12.04.04, 05:52
              Fatal_morgana też pisała tym co czuje...
              • barona Re: Nie dobijaj! 12.04.04, 08:31
                No wiec nie odwiedzaj tego Forum jak tak zle na Ciebie wplywa, kto Cie zmusza??

                Wiecie jezeli na tym Forum nie pisalibysmy co czujemy, to by faktycznie Forum
                nie bylo. Nikt by nie pisal ze nie chce mu sie zyc, czy mu sie pogorszylo,
                bo "przeciez to ludzi doluje". Tak naprawde olbrzymiej wiekszosci watkow tutaj
                mozna by zarzucic ze doluja. Tym ktorzy nie chca byc zdolowani i czytac
                depresyjnych watkow radze wejsc na inne fora - a naprawde jest duzy wybor.

                To jest piekno tego Forum ze mozna byc soba i pisac dokladnie co nas gnebi.
                • fatal_morgana Re: Nie dobijaj! 12.04.04, 11:26
                  Właśnie dlatego, że to forum jest dołujące, bardzo rzadko je odwiedzam, bo
                  dołuje mnie jeszcze bardziej. Wątek o zmarnowanej młodości tyczy się również
                  mnie i to w dużo większym stopniu niż autora, dlatego pozwoliłam sobie
                  wypowiedzieć się w tym wątku. A może paradoksalnie moja wypowiedź polepszyła
                  nastrój 20-latkom utyskującym nad zmarnowaną młodością - w końcu to ja mam
                  gorzej.
          • kohanek Re: Nie dobijaj! 12.04.04, 08:34
            fatal_morgana napisała:

            >
            > stare babsko, podczas gdy łudziłam się, że jestem jeszcze młoda. Co prawda
            > bardzo młodo wyglądam,

            hehehe kazda uwaza ze wyglada duzo mlodziej. A i w tym falszywym przekonaniu
            utrzymuja ja ludzie, falszywie prawiac komplementy.
            • fatal_morgana Re: Nie dobijaj! 12.04.04, 11:27
              No i co, lepiej Ci jak komuś dowalisz? Mam nadzieję, że tak.
              • empeka Re: Nie dobijaj! 12.04.04, 11:32
                A ja mam nadzieję, że nie
                Marta

                Schadenfreude - jakie chrześcijanskie uczucie, w sam raz na te święta!
    • awanturka Re: Kompleks zmarnowanej młodości. 12.04.04, 11:48
      Nie wiem czy to,ż e komuśjest gorzej jest w stanie komukolwiek poprawic samopopczucie.W każdym razie mnie taka wiadomosc samopoczucia nie poprawia.

      Ale jeżeli Tobie ma poprawic, to proszę bardzo. Jestem starsza od Ciebie (40) i cierpię na depresje z powodu której musiałam zrezygnowac z paru rzeczy w życiu
      (np. pracy naukowej w dziedzinie, która była moja pasja, posiadania dzieci itp.)

      Lepiej Ci?

      Nie? To czemu myślisz, że komukolwiek mogłoby to pomóc?

      - awanturka

      P.S. Słowa współczucia możesz sobie darowac, bo mimo depresji i wielu ograniczen, jakie nakłada na mnie ta choroba nie czuję się nieszczęśliwa i nie rozmyslam nad tym co mogłazbym zrobic, a nie zrobiłam. Wcale nie dlatego, że moje życie jest mimo wszystko "sekcesem" w potocznym rozumieniu tego słowa, to jest we mnie głeboko, siedziu mnie w głowie! to kwestia nie tego w jaki sposób się zyje ale w jaki sposób sie myśli myśli!!


      • awanturka to odpowiedz na post fatal_maorganyz godz 11.27 12.04.04, 12:11
    • dziwaq Re: Kompleks zmarnowanej młodości. 12.04.04, 12:15
      fata-morgano - chyba nie ma co uciekac od faktow zycia. Wszyscy sie starzejemy
      Twoje szczescie jest uzaleznione od tego ze ktos od Ciebie jest starszy?
      Wiesz jest mnostwo mlodych 15latek, ktore sie coraz szybciej rozwijaja. Czy to
      daje Tobie doly? Sprobuj znalezc w sobie jakas wartosc bezwarunkowa, bo samo
      podejscie do zycia Ciebie doluje. Az boje sie pomyslec co bedzie gdy Tobie
      stuknie 50tka.
      • fatal_morgana Re: Kompleks zmarnowanej młodości. 12.04.04, 13:07
        Prawdą jest, że upływ czasu mnie przeraża i że liczę/żałuję rzeczy, których nie
        zrobiłam i już nie zrobię właśnie z powodu choroby. I tak, sądzę, że
        20-latkowie mają lepiej, mają jeszcze szanse na samorealizację, na sukces
        zawodowy i osobisty. Mnie w życiu bardzo wiele ominęło, nie będę się licytować
        z awanturką, którą z nas "ma gorzej" bo to bez sensu.

        W dalszym ciągu twierdzę, że pisanie o zmarnowanej młodości w wieku 22 lat to
        gruba przesada, chyba nikt z moich "antagonistów" nie zaprzeczy.
        • awanturka Re: Kompleks zmarnowanej młodości. 12.04.04, 14:15
          fatal_morgana napisała:

          > W dalszym ciągu twierdzę, że pisanie o zmarnowanej młodości w wieku 22 lat to
          > gruba przesada, chyba nikt z moich "antagonistów" nie zaprzeczy.

          Własnie, że zaprzeczy! Wiek 22 lat nie ma nic do rzeczy.

          Biadolenie nad zmarnowana młodościa nie ma sensu bez względu nato czy ma się lat 20, czy 40, czy 70. Poza tym, w ogóle, nie ma w moim słowniku pojecia "zmarnowane lata". Każdy okres w moim życiu stanowi moje osobiste doświadczenie, jest mój własny, niepowtarzalny i dlatego cenny. Bez wzgledu na to czy odnosiłam w nim "sukcesy" i czy byłam w nim "szczęśliwa" w powszechnym znaczeniu tych słów.

          fatal_morgana napisała:

          > nie będę się licytować
          > z awanturką, którą z nas "ma gorzej" bo to bez sensu.

          oczywiście, że niema to sensu tym bardziej, że wcale nie uwazam, że "mam gorzej". ja poprostu w ogóle nie myslę w kategoriach "czas zmarnowany" czy "czas niezmarnowany" (co chyba jasno wyjaśniłam powyżej).


          To, ze nie myslę w tych kategoriach nie znaczy, ze nie rozumiem co odczuwasz!
          Rozumiem, i to bardzo dobrze, bo sama swojego czasu tak czułam i myślałam. Teraz wiem, ze to "droga donikad".

          Pozdrawiam!!!

          - awanturka

        • empeka Re: Kompleks zmarnowanej młodości. 12.04.04, 16:10
          fatal_morgana napisała:

          > [...] sądzę, że
          > 20-latkowie mają lepiej, mają jeszcze szanse na samorealizację, na sukces
          > zawodowy i osobisty.

          Daruj, ale to co piszesz dowodzi, że jesteś idealnym produktem stada w jakim żyjemy. Sukces
          wiemy jak ma wyglądać, szczegolnie zawodowy, a jeszcze szczególniej osobisty.
          Zupełnie niejasne jest natomiast co uważasz za samorealizację...?

          To jednak zazwyczaj proces bardzo zindywidualizowany, a nie stadny.
          Mając 35 lat jesteś dość młoda, żeby osiągać rożne "sukcesy", ale co do takiej samorealizacji to
          ja mam wątpliwości.

          Marta
    • 50latka Re: Kompleks zmarnowanej młodości. 13.04.04, 00:07

      Fata_morgana napisala:
      <<Nie wiem czy zdajesz sobie sprawę, w jaką depresję może wpędzić innych Twój
      wątek, chociażby mnie, która mam lat prawie 35, zmarnowaną młodość, wiek
      balzakowski na karku i zero perspektyw na przyszłość. Zastanów się najpierw,
      zanim coś palniesz.>>

      A ja Tobie moge napisac to powyzej, bo ja mam 50 lat!!! Ty tyko 35!
      Przestan nad soba biadolic




      • fatal_morgana Re: Kompleks zmarnowanej młodości. 13.04.04, 01:04
        Powinnaś skierować to zdanie to negatywisty, nie do mnie:) Mnie też wkurza, że
        on biadoli, tak samo jak Ciebie, że ja "biadolę", chociaż szczerze mówiąc moje
        biadolenie nie może się równać z biadoleniem negatywisty:)
        • desperacja Re: Kompleks zmarnowanej młodości. 13.04.04, 04:14
          To Forum JEST do biadolenia i nikt nie ma prawa pisac tego co ty:

          "Zastanów się najpierw, zanim coś palniesz.>>"

          35 to juz nie 20 i chyba w tym wieku powinnas troche dojrzec.Nie pouczaj, albo
          idz sobie na Forum Homorum.


          • empeka Prawo 13.04.04, 15:32
            desperacja napisała:

            > To Forum JEST do biadolenia i nikt nie ma prawa pisac tego co ty:
            > "Zastanów się najpierw, zanim coś palniesz.>>"

            To forum jest do doradzania, dzielenia się doświadczeniami i podnoszenia na duchu.
            Biadolenie zaś jest skutkiem ubocznym, najmniej pożądanym.
            Niektorzy wyładowują tu frustracje, co samo w sobie w pewnej proporcji, bywa ożywcze.
            Sama też się zastanów - a potem palnij sobie, zanim użyjesz słowa "nikt" i słowa "prawo".
            Inni cie i tak usadzą.
            Każdego usadzą.

            Ukłony
            Marta


          • fatal_morgana Desperacja 13.04.04, 16:59
            Kobieto, wyluzuj albo stwórz sobie forum "agresja" i tam zamieszkaj. Samotnie.
    • negatywista do fatal_morgany 13.04.04, 12:25
      Przykro mi, jeśli mój post pogłębił twój dyskomfort psychiczny, chyba zdajesz
      sobie sprawę, że nie taka była jego intencja. Wszystko jednak zależy od
      interpretacji - przecież mogłaś go zinterpretować na zasadzie: mam 35 lat, ale
      to niekoniecznie jest problem, bo widzę, że gdybym miała przeszło dychę mniej,
      też mogłaym narzekać z powodu wieku. Tak to jest! Tamten post napisałem w
      chwili załamki, potem pomyślałem na jego temat głębiej i doszedłem do wniosku,
      że jak tak głębiej sięgnąć pamięcią, to ZAWSZE miałem kompleks wieku. Juz jako
      siedmiolatek miałem do dyspozycji zabawy z samymi cztero,pięciolatkami na
      podwórku i czułem, że starzy więcej ode mnie wymagają, surowiej karzą etc.
      Mogło się to zacząć już wtedy. Potem pamiętam, że mając 14 lat chciałem mieć 8,
      bo trzymało się mnie zamiłowanie do zabaw, z których zdaniem innych już dawno
      temu powiniennem wyrosnąć:) Potem w LO czułem się zagubiony i chciałem wróćić
      do podstawówki. Teraz, prawie 3 lata po maturze wiele bym oddał, żeby móc
      wrócić do przytulnego i bezpiecznego liceum, w którym człowiek czuł się jak
      embrion skulony w ciepłym łonie zaciskający powieki, żeby nic nie widzieć i
      ssający kciuk.
      Myślę, że winny jest temu raczej brak poczucia bezpieczeństwa, jakieś konflikty
      wewnętrzne, które nie pozwalają przyjmować z godnością świadomości upływającego
      czasu i odnajdywać się w rolach adekwatnych do swojego wieku. Czuję jednak, że
      coraz bardziej zaczynam się dokopywać do prawdziwych źródeł swoich problemów,
      skrzywień, deficytów i konfliktów - oczywiście psychoterapia robi najwięcej,
      ale obecność na tym forum również czuję, że mi coś daje, szczególnie posty
      niektórych osób.
      A wracając do kwestii wieku, przeczytaj sobie w tym wątku post mskaiq'a - ona
      ma 54 lata i czuje się jak nowonarodzony:) Wszytsko zależy od podejścia.
      Pozdrawiam.
      • negatywista Re: sprostowanie 13.04.04, 12:28

        > A wracając do kwestii wieku, przeczytaj sobie w tym wątku post mskaiq'a -
        ona
        >
        > ma 54 lata i czuje się jak nowonarodzony:)

        Literówka. Oczywiście mskaiq to mężczyzna.
      • tinu mimo, że Re: było do fatal_morgany 13.04.04, 12:35
        negatywista napisał:

        > Przykro mi, jeśli mój post pogłębił twój dyskomfort psychiczny

        Ostrożnie z tym przykro. Dalej czai się poczucie winy a potem o krok...
        depresja :)


        > że jak tak głębiej sięgnąć pamięcią, to ZAWSZE miałem kompleks wieku.

        Ciekawe.
        U mnie z kolei jest tak, że zawsze się muszę chwilę zastanowić zanim odpowiem
        na pytanie ile mam lat.
        Mniej więcej od 19 ~ do 24 roku życia pierwsza myśl to było 19.
        Pozdrawiam
      • marleen Re: 13.04.04, 14:35
        negatywista napisał:
        > że jak tak głębiej sięgnąć pamięcią, to ZAWSZE miałem kompleks wieku. Juz
        jako (.....)

        co nie oznacza, ze ci nie minie lub nie zmieni sie w cos zupelnie odwrotnego,
        tak jak stalo sie ze mna
        ZAWSZE uwazalam, ze jestem juz za duza, by pozwolic sobie na rozne zabawy,
        zachowania, musze natomiast byc dorosla i odpowiedzialna... bez wzgledu na to,
        czy mialam 7 czy 17 lat
        ale gdzies w czasie studiow zmienilo sie to o 180 stopni
        teraz czuje sie jak duze dziecko
        zniknelo nadmierne poczucie obowiazkow, odpowiedzialnosc, ambicje
        jesli cos zrobie zle lub nie zrobie tego wcale - mowie trudno i zycie plynie
        dalej
        nic zlego sie nie dzieje
        odnosze wrazenie, ze to dziecko sprzed lat to byla zupelnie inna osoba
        dobrze, ze teraz sie nie oceniam tak krytycznie jak kiedys, bo mialabym silne
        podstawy, by sie zalamac ;)))

      • fatal_morgana Re: do fatal_morgany 13.04.04, 17:04
        Może niepotrzebny był mój wpis do tego wątku, ale sorry, ja naprawdę tak myślę,
        tzn. że w wieku 22 lat nie może być nawet mowy o zmarnowanej młodości. A zwykle
        to co myślę, to i mówię/piszę.

        Ja w wieku 22 lat też miałam 4-letni "staż" depresji. Do tej pory się nie
        wykaraskałam, nie wiem czy kiedykolwiek to nastąpi. Wierzę, że Tobie się uda i
        w moim wieku nie będzie Cię już na tym forum ;-)))
    • dojrzalsza Re: Kompleks zmarnowanej młodości. 13.04.04, 13:34
      ja kiedys tez wstydzilam sie wieku, a teraz mowie prawde i to naprawde mnie
      wyzwolilo. Jest sie kim sie jest. POczulam nagle sie soba, pewnie ze lepiej byc
      mlodsza, ale faktow nie zmienisz.
    • jureker Re: Kompleks zmarnowanej młodości. 13.04.04, 17:24
      Wiesz coś na temat zen? Nie mówię o uczestniczeniu w jakiejś grupie. Nawet nie
      trzeba do nikogo się zgłaszać. Ale całą Twoja nieodpartą logikę moga diabli
      wziąć. W szczególności polecam traktat "Hsing hsing ming" (to kilka stron w
      różnych polskich książkach o zen albo w necie). Tylko na początek trochę się
      pogimnastykuj (umysłowo, oczywista).

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka