Dodaj do ulubionych

Chciałbym, ale nie potrafię...

11.04.04, 23:00
Chciałbym wykreślić z zasobu używanych przeze mnie wyrażeń:
"za późno", "muszę" i tym podobne, chciałbym przestać się porównywać z innymi
i rozpamiętywać porażki przeszłości, przestać nieuzasadnienie bać się
przyszłości, chciałbym bardziej szanować siebie, pogodzić się ze sobą i
bardziej sobie ufać, ale to niemożliwe!
Potrafię coś takiego doradzić komuś innemu, kto jest być może podobnej
sytuacji, ale samemu potrafię tylko walić głową w ścianę.
Nie jestem w stanie nie przejmować się złośliwą krytyką choćby najgłupszej i
najbardziej prymitywnej osoby, znieść bez bólu odrzucenia choćby z najmniej
atrakcyjnej strony. Nie potrafię docenić najdonioślejszych swoich zalet i
zaakceptować najbłahszych wad. Nie potrafię wyzbyć się perfekcjonizmu,
którego jedynym rezultatem jest to, że nic nie robię, bo nie opłaca mi się
robienie czegoś, jeśli nie mogę być w tym najlepszy.
Na czym polega proces odbudowy poczucia własnej wartości, które kiedyś runęło?
Obserwuj wątek
    • morgana_le_fay Re: Chciałbym, ale nie potrafię... 11.04.04, 23:18
      negatywista napisał:
      (...)
      > Na czym polega proces odbudowy poczucia własnej wartości, które kiedyś runęło?

      Negatywisto,
      Chyba na tym, żeby od czegoś zacząć. Ty powyższym tekstem właśnie to zrobiłeś.
      Ukazałeś kawałek ludzkiej twarzy, czym bardzo mi zaimponowałeś.
      Wielu ludzi, ukrywa setki swoich kompleksów z nadzieją, że świat widzi tylko
      to, co chcą, żeby zobaczył. Obraz widoczny, jest jednak daleki od
      zamierzonego. Przez skorupę buty, perfekcjonizmu, nadmiernego intelektualizmu,
      czy bezwzględności widać kompleksy jak przez weneckie lustro. I niestety tak
      jak na przesłuchaniu otoczenie je widzi, a nie podejrzany.

      Takie wyklucie się ze skorupy przy Wielkanocy to jest dopiero w wielkim stylu!

      Pozdrawiam.
      morgana.
    • awanturka Re: Chciałbym, ale nie potrafię... 11.04.04, 23:35
      negatywista napisał:

      > Chciałbym...

      Nie zdajesz sobie sprawy jak ogromny krok tym jednym słowem zrobiłeś we właściwym kierunku...

      negatywista napisał:

      > nie potrafię...

      Przepraszam, ale spróbuję pobawic się troche w psychoterapeutę (nie mam do tego żadnych kwalifikacji, więc to co napiszę potraktuj z odpowiednim dystansem.


      Pewnie dlatego nie potrafisz, bo boisz sie myślec inaczej. Spróbuj sobie uświadomic czego się boisz, co boisz się stracic ze swoim dotychczasowym sposobem myślenia...
      - awanturka
    • rain_07 Re: Chciałbym, ale nie potrafię... 12.04.04, 01:43
      negatywista napisał:

      > Potrafię coś takiego doradzić komuś innemu, kto jest być może podobnej
      > sytuacji, ale samemu potrafię tylko walić głową w ścianę.

      znamy, znamy - oznacza to, że opanowaliśmy teorię, jej wdrożenie we własnym
      życiu jest jednak trudniejsze...Cóż, w ostateczności zawsze mozna zostać
      psychologiem ;)

      > Na czym polega proces odbudowy poczucia własnej wartości, które kiedyś runęło?

      Zajrzyj na www.depresjastop.pl - ja przeczytałem ich książkę:
      rewelacyjna, tylko trzeba to tłuc do bólu i stosowac się do poradnika i
      ćwiczeń. Krzepiąca rzecz.

      Pozdrawiam
    • mskaiq Re: Chciałbym, ale nie potrafię... 12.04.04, 04:42
      Wiesz bardzo duzo o Sobie, o tych rzeczach ktore sprawiaja ze nie mozesz
      poradzic Sobie. Mysle ze teraz nalezy wdrazac w zycie to co wiesz bo samo
      rozumienie na czym polegaja Twoje problemy nie wystarczy ale jest bardzo
      pomocne pewnie najwazniejsze.

      Zacznij robic rzeczy w ktorych jestes dobry. Przelam uczucie braku sensu ze nie
      jestes najlepszy, wystarczy zaczac robic to w czym jestes dobry. Opozycja
      wewnetrzna bedzie duza, moze pojawic sie wszystko, nagla nerwica, podwyzszona
      temperatura ale nie ma innego wyjscia, wbrew temu wszystkiemu rob to. Jesli nie
      wycofasz sie ten stan bedzie coraz slabszy az w koncu zniknie. To trwa,
      miesiac, dwa, przy czym nasilenie sie zmiejsza z kazdym dniem. To jest troche
      podobne do rzucenia palenia. Pierwszych pare tygodni jest trudnych, pozniej
      jest latwiej.

      Lek, czytalem Twoj list o tym jak probowales przezwyciezyc lek wychodzenia w
      nocy. To co sie stalo w Twoim przypadku jest bardzo typowe. Nagle pojawia sie w
      zyciu uklad ktory nas lamie w Twoim przypadku paru agresywnych wyrostkow.
      Nie mniej nie ma wyjscia, jesli chcesz przelamac ten strach trzeba wyjsc w
      nocy. Jest prawdopodobne ze znow spotkasz kogos albo grupe ludzi ktorzy Ci
      zagroza pobiciem czy obrzuca wyzwiskami. Jesli nie okarzesz leku, przejdziesz
      obok, nic Ci sie nie stanie.
      Wychodze w nocy, mialem kilka incydentow, bylem nawet uderzony ale musze
      przyznac ze bylem troche winien temu bo sciagnalem moimi myslami taka reakcje.
      Strach czy negatywne myslenie ma jakby magiczna moc sciagania zlego. Podobnie
      jak optymizm i radosc sciagania pozytwnych okolicznosci.
      Zacznij robic to powoli najpierw wychodz z kims, potem sam w dobrze znane
      okolice. Wychodzac zwalczaj wszystkie mysli ktore beda budowaly strach w Tobie.
      Mysl o czym innym bo jesli bedziesz mial strach w Sobie to sciagniesz,
      sprowokujesz trudna sytuacje.
      Wybor jest Twoj, to co napisalem to czesc mojej drogi do wychodzenia z tego co
      mialem. Serdeczne pozdrowienia.

      • empeka Myśl sprawcza 12.04.04, 11:28
        mskaiq napisał:

        > nalezy wdrazac
        > Zacznij robic
        > wbrew temu wszystkiemu rob to.
        > jesli chcesz przelamac ten strach trzeba
        > Jesli nie okarzesz leku, przejdziesz obok, nic Ci sie nie stanie.
        > Zacznij robic to powoli
        > Wychodzac zwalczaj wszystkie mysli ktore beda budowaly strach w Tobie.
        > Mysl o czym innym bo jesli bedziesz mial strach w Sobie to sciagniesz,
        > sprowokujesz trudna sytuacje.

        Miło że autor dodał:
        > Wybor jest Twoj, to co napisalem to czesc mojej drogi do wychodzenia z tego co
        > mialem.

        Myśl sprawcza - wreszcie wiem co to jest!

        Marta
    • jureker Re: Chciałbym, ale nie potrafię... 12.04.04, 09:12
      Szacunek dla siebie to iluzja która jest funkcją spokoju wewnętrznego.
      Normalnie wdrukowuje nam się taki schemat: wypełniłeś wszystkie swoje obowiązki-
      zrealizowałeś postawione sobie zadania-nikt nie ma pretensji- wszyscy chwalą-
      możesz być z siebie (przez chwilę) zadowolony. Jeśli cos nie tak, natychmiast
      zacznij szybko przebierać nóżkami, to może ci się uda być (znowu przez chwilę)
      zadowolonym. Sęk w tym,że to bardzo głeboki i wczesny schemat. Dlatego ma się
      poczucie "niemożnosci" zmiany. Wszystko następuje automatycznie. Społecznie
      taki schemat jest opłacalny: jednostka podporządkowuje się wymogom, jest lub
      stara się być produktywna, a jeśli nie jest to sama się karze i słuzy jako
      złowieszczy przykład dla innych co w wymiarze społecznym tez jest pozytywne.
      Takie ostrzeżenie, co czeka odmieńców. Myśle, drogą jest głębokie
      uświadomienie sobie (np. w trakcie psychoterapii) tych mechanizmów, swoich
      absurdalnych załozeń i autodestrukcji. Także osłabienie kary, czyli lęku za
      pomocą leków.
    • tinu Re: Chciałbym, ale nie potrafię... 12.04.04, 11:18
      negatywista napisał:
      > Nie potrafię wyzbyć się perfekcjonizmu,
      > którego jedynym rezultatem jest to, że nic nie robię, bo nie opłaca mi się
      > robienie czegoś, jeśli nie mogę być w tym najlepszy.

      Coś jakby echo.

      Ale -
      - optymizm wśród beznadziei: potencjał doskonałości się w nas sublimuje,
      najpierw dojść do siebie i wtedy... buum, zrobimy coś takiego (że nawet nie
      jesteśmy teraz w stanie wyobrazić sobie tego fenomenu).

      Chociaż możliwe, że zdrowi będziemy już tak zadowoleni, że nie bedziemy mieli
      potrzeby dokonywania rzeczy nadzwyczajnych. Ja nawet nie mam nic przeciwko temu.
      Pozdrawiam - T.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka