naturalwonder
04.05.04, 10:42
Tak sobie myslę, że po co innym zatruwać życie i czas własnymi
problemami..tylko że jest mi tak potwornie smutno.
Od 5 lat jestem w związku z chłopakiem, z którym wiem że chce już być i
koniec.Problem polega na tym, że dzieli nas 200 km !! Sama często zastanawiam
się jak myśmy mogli tyle lat ten zwiazek pielegnować, bo moi znajomi nadal mi
się przygladją z niedowierzaniem i kręcą głowami. Kiedy próbuję wytłumaczyć
komuś jak bardzo jest trudno rozstawać się, pakować i zabierać się do
codziennych spraw bez tej drugiej osoby to każdy tylko mi wsółczuje - oj
biedna jestem i tyle.
A ja wracam do domu, od Niego i najchętniej bym tylko spała aby czas szybciej
mijał, do kolejnego weekendu, kolejnego wolnego. Wszystko jest takie
bezsensowne, każde działanie puste i jałowe, ciągła walka ze smutkiem i
przygnebieniem.
Potem spotkanie i euforia!! Jak cudownie!! Jak lekko!!
Myslę, że moje emocje są poszarpane a nerwy już skończone. Tego całego chaosu
i bólu to się zwyczajnie opisać nie da !!
Ja wiem, ze ludzie mają rodziny, dzieci i też muszą się rozstawać, wyjeżdżać-
ale ja już sama nie wiem co jest lepsze- jechaĆ NA ROK i potem rok w domu,
czy ciagłe wahania nastrójów na skutek - to przyjade to znów wyjade, tak co 2
tyg.
W takiej sytuacji, to wszytsko jest złe, kAŻDY WYDAJE SIĘ zbędny, bo chcę
tylko jego. A już nie wspomnę o żalu jaki wywołują wspomnienia, i poczucie
bezsilności, bo teraz nie mozemy razem zamieszkać.
Jedno co mnie dziwi, to to że zawsze byłam silna, brałam to co się dzieje za
naturalne i dobre a teraz to jestem tak przepełniona złem i agresją, ze ludzi
nie znoszę i nawet takiej ładnej pogody jak dziś !!!Że czuję się głupsza,
gorsza, bez celu w życiu.Jestem niezdolna do jakiegokolwiek działania, boję
się żyć, bo cały czas płaczę i tęsknie, on też tak ma i to jeszcze bardziej
mnie dobija, że cierpi przeze mnie.Podsumowując - wszystko jest bez sensu,
głupie, puste a ja nadaje sie tylko do lamentowania i smutnej miny.
Wstaje rano i pytam siebie co Ty dziewczyno dziś bedziesz robić- żyć w amoku.