Dodaj do ulubionych

Kogo to obchodzi ?

IP: *.pp.rzeszow.pl 02.03.02, 00:24
1. rodzina - dzięki Bogu, jeśli jest i jest wyrozumiała, z reguły tak nie bywa,
człowiek jest traktowany jak odmieniec, jakieś dziwadło, co nie umie żyć "po
ludzku", co pogarsza i tak nie za dobrą jego kondycję psychiczną;

2.bliska osoba - jeśli naprawdę kocha ? tylko pozazdrościć
takim "depresjantom", zazwyczaj - czemu się nie dziwię - bliska osoba po
prostu nie wytrzymuje napięcia psychicznego życia z takim człowiekiem i w
końcu go opuszcza;

3.lekarz prywatny- jak mu się zapłaci to leczy ile może, w zasadzie jak
najdłużej, niezależnie, czy się polepsza, pogarsza, czy metoda jest dobra,
itp., sam tego doświadczyłem, póki mi się pieniądze nie skończyły;

4.lekarz "na kasę chorych":szkoda gadać, 3 tyg. czekania, 5 min. rozmowy, która
kończy się przepisaniem lekarstw i słowami "proszę przyjść za miesiąc";
lekarstwa te oczywiście w większości mają polskie, 10-krotnie tańsze
odpowiedniki, ale lekarz rzecz jasna nie ma o tym pojęcia (może go do nas
importowali w ramach przygotowań do wejścia do UE?);

5.no i najgorsze-nie daj Boże zwolnienie lekarskie-to, co z człowiekiem
wyprawiją w ZUS-ie ludzkie pojęcie ptrzechodzi, zostałem tam tak upokorzony
przez jakiegoś konowała, który uświadomił mi-dosłownie-że jestem gównem,
człowiekiem nic nie wartym i w porównaniu z nim, który uczciwie pracuje i jest
szanowanym obywatelem tego miasta powinienem (może nie dosłownie, ale tak to
mniej więcej zabrzmiało) strzelić sobie w łeb,żeby więcej swoim wstrętnym
odorem powietrza nie zatruwać; zwolnienie zostało przedłużone tylko dzięki
mojemu wyraźnemu wezwaniu o skierowanie na konsultację do specjalisty, który po
obejrzeniu historii choroby bez mrugnięcia okiem i żadnego pytania zwolnienie
przedłużył, o czywiście sie poźniej do tego człowieka zapisałem na wizytę-5
min. wizyta i propozycja zmiany leków na jeszcze droższe;

Więc gdzie, gdzie,gdzie szukać prawdziwej pomocy??????
Obserwuj wątek
    • Gość: arc Re: Kogo to obchodzi ? IP: *.astercity.net / 10.131.128.* 02.03.02, 01:20
      Smutno czytać takie relacje. Co do ZUSu, nie bardzo rozumiem, o co biega - a
      kto był tą pierwszą instancją, w której nie przedłużyli ci zwolnienia? Nie
      psychiatra? Ja też byłam wzywana na badanie do ZUSu (weryfikacja przedłużenia
      zwolnienia ponad 180 dni), i oczywiście do psychiatry. Lekarka lekko dziwaczna,
      ale w porządku, krzywdy mi bynajmniej nie zrobiła, przeciwnie, poszła na rękę.
      Lekarze czasami są koszmarnymi konowałami lub są gruboskórni i aroganccy, to
      prawda, ale niezależnie od tego, przy najlepszych chęciach nie wszystko od nich
      zależy. Nie sugeruję bynajmniej bzdur w rodzaju, że sam jesteś sobie winien,
      ale że przebieg choroby bywa różny. Ja, jak parę razy pisałam na tym forum,
      byłam lekooporna. Leczyło mnie kolejno 3 lekarzy, plus po drodze jedna
      konsultacja, no a w szpitalach - dwóch szpitalach psychiatrycznych, z czego
      jedna specjalistyczna klinika - zastanawiało się nade mną jeszcze paru, z czego
      jeden (ordynator) prowadził mnie przez krótki czas. Razem pięć sztuk lekarzy
      specjalistów o dobrej opinii i wśród pacjentów, i wśród kolegów, a i tak rzecz
      trwała pół roku i doszła do nasilenia określanego jako ciężkie.
      Miałam wsparcie rodziny i, co ciekawe, przyjaciół. Odwiedzali mnie
      systematycznie w szpitalach, chociaż uwierz mi, byłam beznadziejna i kontakt ze
      mną był wszystkim, tylko nie frajdą. Załatwiali różne rzeczy...I nikt mi nigdy
      złego słowa nie powiedział.
      Nawet koledzy z pracy i szef byli 100% fair. Szefa zresztą miałam
      nadzwyczajnego, jak się rzadko spotyka, ale to już poza tematem.
      Poza tym ja dosyć otwarcie i w trakcie epizodu depresji, i po, przyznawałam się
      do tego faktu (no, bez przesady - nie w nowej pracy np.) i powiem ci, że bardzo
      wiele osób z bliższego i dalszego otoczenia przebyło, lub ich bliscy przebyli,
      epizody depresji - prawdziwej, z leczeniem, nie jakiejś tam chandry. Nigdy bym
      nie przypuszczała! M. chciała się powiesić, potem w sumie 2-3 miesiące miała
      prawdopodobnie ciężką depresję, tyle że nikt nie skontaktował jej z lekarzem;
      Z. brała leki i ledwo-ledwo dawała sobie radę w pracy; E., rencistka, siedziała
      cały czas w łóżku pod kołdrą i myślała, po co żyje - psychiatra wykurował, syn
      B. przebył kilka lat temu epizod depresji, mąż H., dobrze zarabiający
      biznesmen, musiał wziąć dłuższe zwolnienie i byt rodziny wisiał na włosku...i
      to wszystko we względnie bliskim moim otoczeniu, a nie mam tysięcy znajomych.
      Gros tych osób po jednym takim epizodzie świetnie sobie radzi w życiu i "nic po
      nich nie widać".
      Nie wiem, w jakim jesteś stanie - czy taka relacja na plus może cię w
      jakikolwiek sposób wesprzeć - a może chcesz pomailować na priva - jeśli tak, to
      podaj mail albo numer GG (nie chcę publikować mojego adresu).
      • Gość: fareln Re: Kogo to obchodzi ? IP: *.pp.rzeszow.pl 02.03.02, 02:45
        Gość portalu: arc napisał(a):

        > Smutno czytać takie relacje. Co do ZUSu, nie bardzo rozumiem, o co biega - a
        > kto był tą pierwszą instancją, w której nie przedłużyli ci zwolnienia?


        takowej nie było, zostałem wezwany pocztą na jego weryfikację(zwolnienia
        pochodziły i od lek. rodzinnego, a później-psychiatry)

        Nie
        > psychiatra? Ja też byłam wzywana na badanie do ZUSu (weryfikacja przedłużenia
        > zwolnienia ponad 180 dni), i oczywiście do psychiatry. Lekarka lekko dziwaczna,
        >
        > ale w porządku, krzywdy mi bynajmniej nie zrobiła, przeciwnie, poszła na rękę.

        Cóż,miałem pecha widocznie. Człowiek wypytywał mnie o całe moje życie, krytykując
        je w większości; zreszta poźniej była cała afera, kiedy cudownie "wyleczył" kilka
        osób np. chorych na padaczkę, likwidując im grupę inwalidzką

        > Lekarze czasami są koszmarnymi konowałami lub są gruboskórni i aroganccy, to
        > prawda, ale niezależnie od tego, przy najlepszych chęciach nie wszystko od nich
        >
        > zależy. Nie sugeruję bynajmniej bzdur w rodzaju, że sam jesteś sobie winien,
        > ale że przebieg choroby bywa różny. Ja, jak parę razy pisałam na tym forum,
        > byłam lekooporna. Leczyło mnie kolejno 3 lekarzy, plus po drodze jedna
        > konsultacja, no a w szpitalach - dwóch szpitalach psychiatrycznych, z czego
        > jedna specjalistyczna klinika - zastanawiało się nade mną jeszcze paru, z czego
        >
        > jeden (ordynator) prowadził mnie przez krótki czas. Razem pięć sztuk lekarzy
        > specjalistów o dobrej opinii i wśród pacjentów, i wśród kolegów, a i tak rzecz
        > trwała pół roku i doszła do nasilenia określanego jako ciężkie.
        > Miałam wsparcie rodziny i, co ciekawe, przyjaciół. Odwiedzali mnie
        > systematycznie w szpitalach, chociaż uwierz mi, byłam beznadziejna i kontakt ze
        >
        > mną był wszystkim, tylko nie frajdą. Załatwiali różne rzeczy...I nikt mi nigdy
        > złego słowa nie powiedział.

        Kochana przyjaciele owszem są w liczbie sztuk kilka, do szpitala jeszcze się nie
        kwalifikuję, natomiast dolegliwość moja jest w pewnym stopniu "moja", specjalnie
        się z nią nie afiszuję, natomiast mieszkam w takim regionie, gdzie "przyjaciele"
        dość mają własnych spraw na głowie, aby jeszcze jeździć i mnie pocieszać,
        owszem, czsaem wpadnie ten i ów, co w ogóle nie zaspokaja mojej potrzeby
        akceptacji i bycia z ludźmi


        > Nawet koledzy z pracy i szef byli 100% fair. Szefa zresztą miałam
        > nadzwyczajnego, jak się rzadko spotyka, ale to już poza tematem.


        "Coś" mi się działo, to widział każdy, toteż dostałem wymówienie przy pierwszej,
        najbardziej błachej wpadce w pracy (w dodatku zupełnie nie z mojej winy), gdybym
        był zdrów, pewnie poszedłbym na drogę sądową a ja się cieszyłem, że mogę moje
        ataki w końcu "przetrzymać" w samotności i nikt wtedy nie patrzy na mnie, jak na
        wariata; zresztą nie znasz chyba realiów tego regionu Rz-tej (Podkarpacie); tu
        można być całkiem zdrowym i stracić pracę z dnia na dzień zupełnie bez powodu;


        > Poza tym ja dosyć otwarcie i w trakcie epizodu depresji, i po, przyznawałam się
        >
        > do tego faktu (no, bez przesady - nie w nowej pracy np.) i powiem ci, że bardzo
        >
        > wiele osób z bliższego i dalszego otoczenia przebyło, lub ich bliscy przebyli,
        > epizody depresji - prawdziwej, z leczeniem, nie jakiejś tam chandry. Nigdy bym
        > nie przypuszczała! M. chciała się powiesić, potem w sumie 2-3 miesiące miała
        > prawdopodobnie ciężką depresję, tyle że nikt nie skontaktował jej z lekarzem;
        > Z. brała leki i ledwo-ledwo dawała sobie radę w pracy; E., rencistka, siedziała
        >
        > cały czas w łóżku pod kołdrą i myślała, po co żyje - psychiatra wykurował, syn
        > B. przebył kilka lat temu epizod depresji, mąż H., dobrze zarabiający
        > biznesmen, musiał wziąć dłuższe zwolnienie i byt rodziny wisiał na włosku...i
        > to wszystko we względnie bliskim moim otoczeniu, a nie mam tysięcy znajomych.
        > Gros tych osób po jednym takim epizodzie świetnie sobie radzi w życiu i "nic po
        >
        > nich nie widać".
        > Nie wiem, w jakim jesteś stanie - czy taka relacja na plus może cię w
        > jakikolwiek sposób wesprzeć - a może chcesz pomailować na priva - jeśli tak, to
        >
        > podaj mail albo numer GG (nie chcę publikować mojego adresu).

        rany, no trochę mnie wsparła, ale cóż po tym ? są tylko leki (a teraz już się
        nauczyłem np. w internecie i tu na forum, jakie mają działanie, jak je
        używać ,itp.,informacji o wiele więcej, jak od lekarza spejalisty) a prócz leków
        psychoterapia, na którą mnie niestety nie stać (zwłaszcza, że straciłem w nią
        wiarę-wiesz, co to znaczy "stracić w coś wiarę"?:teraz mnie mogą leczyć najlepsi
        spece w kraju a ja i tak nie uwierzę, że mnie wyleczą i nic na to nie poradzę,
        zapewne to kwestia podświadomości)

        Niestety, jak na razie pomimo 2-letniego leczenia NIC nie jest w stanie poradzić
        na ten potworny, poranny stan. Czasem jest lepiej, czasem gorzej. A jedyny
        sposób, jaki znam-to napchać się prochami na uspokojenie i pójść spać. I ciężkie
        poczucie winy i wyrzuty sumienia, poczucie izolacji i odrzucenia towarzyszą mi
        non-stop, jeszcze tę depresję podsycając.

        Czym, Słoneczko mógłbym Cię obarczyć, pisząc na maila ? Opisać swoje życie
        (troszkę "przerąbane")?.Robiłem to już nie raz, bez skutku. Jakichś rad
        wyczytać ? Sorry, ale takowych już mam w nadmiarze od niejednego specjalisty i
        ich skutek....ech, bez komentarza.

        Depresja...Chryste, jak pomyślę, ile razy działo się ze mną "coś dziwnego" w
        ciągu ostatnich lat, jak się kryłem z tym przed ludźmi, brałem urlopy,
        zwolnienia, uciekałem, gdzie pieprz rośnie. I znikąd żadnej pomocy, ratunku...A i
        teraz, mimo leczenia specjalnej poprawy nie odczywam.

        Jednyna pociecha, że przynajmniej dotychczas zabić się nie miałem myśli.

        fareln

        • xmag Re: Kogo to obchodzi ? 06.03.02, 13:23
          Mnie obchodzi. I to bardzo!!!!!
          Czuje sie czesto tak samo jak TY. I dzieki ze napisales bo wiem ze nie jestem
          sama.
          m.
    • Gość: Stan Re: Kogo to obchodzi ? IP: *.zamosc.sdi.tpnet.pl 06.03.02, 15:27
      Jestem za tym aby do naszego forum dyskusyjnego przyłączyli się także lekarze
      psychiatrzy to by nam wszystkim na dobre wyszło. Kto jest za tym ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka