zawsze.szary
13.12.11, 03:17
Nie wiem od czego zacząć. Cierpię na depresje od wielu lat i mam fobię społeczną. Praktycznie nie mam znajomych i nie mam celu w życiu. Od około pięciu lat poprostu wegetuje. Pochodze z małego miasteczka gdzie wszyscy znaja wszystkich. Od kąd poszedłem do pierwszej klasy szkoły podstawowej byłem zawsze gnębiony przez silniejszych rowiesników. Dlatego że byłem najsłabszy w klasie i nie potrafiłem się bić, dostawałem od innych z byle powodu lub ot tak bez powodu. I takie mam wspomnienia z mojej młodości. To gnębienie skończyło się gdy miałem 16/17 lat. Od tamtego czasu w każdym widze osobe która chce mnie skrzywdzić lub pobić. Boje się wyjść do sklepu lub nawet wynieść śmieci (nie ma mowy ze wyjde przed blok po zmroku).
Kiedyś tak nie było. Jednak z czasem moja fobia się nasiła. Nawet na zwykłych spotkaniach w pracy siedze i się męcze. Siedze z uśmiechem i modle się aby mnie nikt o nic nie zapytał. Przed każdym spotkaniem bardzo się denerwuje.
Nie potrafię rozmawiać z ludzmi. Czasami ktoś do mnie zagada a ja nie potrafie prowadzić rozmowy, wszystko przez nerwy. Nawet gdy ktoś powie coś niewinnego np. o pogodzie. W takich sytuacjach nie wiem co powiedzieć, poprostu mam pustkę w głowie.
Dwa lata temu poszedłem z własnej woli do psychologa. Chodziłem na terapie przez poł roku. Terapia nic mi nie pomogła.
Gdy miałem około dwudziestu lat poznałem dziewczynę. Bylismy ze sobą przez pięć lat. Nie zawsze było kolorowo ale byłem wtedy zadowolony z tego co mialem. Do czasu kiedy mnie zostawiła z dnia na dzień. Wtedy świat mi sie zawalił. To był chyba początek mojej depresji. Potrafiłem nie spać przez cztery dni a pózniej spać od piątku do poniedziałku bez wstawania (tylko do ubikacji). Teraz zresztą też mam problemy ze snem, ale nie takie jak wtedy. Alkoholu nie dotykam bo wtedy dostaje strasznego doła. Dzień w dzień jest mi smutno. Czasami mam chwile gdy zapominam o wszystkim i się sam do siebie uśmiecham, ale takie chwile są bardzo sporadyczne i jest ich niewiele. Nie mam myśli samobójczych i nie planuje żadnych głupot, ale bardzo bym chciał mieć cel w życiu i być szczesliwy choćby na krótką chwile.
Dialogi z samym sobą nie są takie interesujące. Chciał bym z kimś porozmawiać ale nie mam z kim, a przez moją fobie społeczną nie mam szans na poznanie kogoś. I tak zamyka się moje błędne koło. Zresztą kto by się chciał zadawać z takim nieudacznikiem jak ja? Jak mam sobie z tym wszystkim poradzić?