jar-ka
08.04.12, 11:06
witajcie, falami przychodze na to forum ( i mase innych o podobnej tematyce ktore sa w siecie) kiedy zaczyna sie cos dziwnego ze mna dziac. po przeczytaniu masy poradnikow, wypowiedzi ludzi o swoich przypadkach i ich samopoczuciu dochodze do wniosku ze to co sie powoli ze mna dzieje od kilku lat (nie ciagiem, przychodzi okres a potem mija) to nerwica ale chyba taka wylazaca z depresji. a moze odwrotnie?? czy to w ogole jest mozliwe? czy nerwica jest wynikiem depresji? czy moze odwrotnie? powoli zmierzam ku temu by udac sie do jakiegos psychoterapeuty, powiedziec mu co sie ze mna dzieje. jedyne co, moj maz uwaza, ze taki psychoterapeuta nie jest mi potrzebny, ze to nie zadna nerwica ani depresja, ze powinnam sie wziasc w grasc, ze mam dla kogo zyc i takie tam. nie mowi tego w zlym tonie ani w zlej wierze, on chyba naprawde tak mysli, a ja czuje, ze jesli ktos mi nie pomoze to tylko bede wpadac glebiej w te studnie a im bede glebiej tym wyjsc bedzie trudniej i dluzej. a ja dosc mam swych atakow dusznosci, falowania swiata, leku wyjscia z dzieckiem na spacer ze zemdleje. skad sie to wszystko bierze???? nic sie nie dzialo i nagle przychodza takie okresy kiedy czuje sie calkowicie bez sily, oddychanie jest ciezkim zadaniem :(
troche wyrzucialm z siebie, trzeba przyznac, ze latwiej pisac komus nienzanemu niz powiedziec o wszystkim bliskim :(
dziekuje!