schizy20
09.09.12, 15:33
moje całe życie to życie pod górkę. Rok bez choroby, depresji, problemów domowych, pieniężnych, rodzinnych, śmierci, długów nie był by rokiem. Jeszcze w życiu nie przeżyłem roku, który byłby w miarę normalny. I nie chodzi mi o samą depresję. Bo ile można? Dostane prace to trace mieszkanie, rozkręcenie się w naucę, kurs przerwany, oddział rozwiązany, ustępuje depresja wchodzi nadciśnienie. Ustępują problemy u mnie, bach problemy rodzinne matka na ulicy, jej siostre leje mąż, dziecko w szpitalu. Załatwiony wyjazd, np. za granicę wszystko się sypie. po prostu mam dość ciągłego życia pod górkę. Jako całkowity ateista dochodzę do wniosku, że jestem przeklęty nawet doszedłem do wniosku że zostaje mi albo samobójstwo albo zamknięcie się w klastorze- i pisze to całkiem poważnie. Ile można? Gdzieś czytałem że dzieci z ciężkim dziecinstwem, przemocą w rodzinie, wychowane bez ojca i przed toskyczną matkę są po prostu ciągle są narażone na wykolejenia, niepowodzenia. Zawsze staram się za 5 a innym to przychodzi łatwiej, bo zawsze są komplikacje. To samo tyczy się znajomych i związków. Nie mam znajomych bez deprechy, zaburzeń psychicznych. Z normalnymi ludzmi to tylko służbowo. Moi znajomi to tak na prawdę ludzie wykolejeni, homoseksualiści, alkoholicy, itd, ludzie pokrzywdzeni przez los, życie, trochę odrzuceni. Co najlepsze osoba gdy ją poznaje wygląda całkime normalnie, po prostu znajdujemy wspólny język, dopiero po dłużej znajomości dowiaduje się że jedziemy na wspólnym wozie. To samo związki po prostu toksyczne, nie umiem być z kimś normalnym, chociaż normalność to pojęcie względne...