Dodaj do ulubionych

Aaaa....Oddychac, oddychac...:(((

05.08.04, 10:06
pot mi zimny po plecach cieknie, papierosa w dloni utrzymac nie moge, a
zreszta nie wiem, moze sie udusze jak go bede palic, musze pamietac o
oddychaniu... :((( ja wiem, ze jak zaraz znajde xanax i go wezme to mi
przejdzie panika, ale pomocy werbalnej i wsparcia na duchu mi potrzeba...
Obserwuj wątek
      • sabeena Re: Aaaa....Oddychac, oddychac...:((( 05.08.04, 10:35
        Troche moze spanikowalam z oddychaniem, ale no wlasnie - to jest panika.
        Strasznie mocno chcialam podziekowac za przypomnienie, ze to jest cos, co MOZNA
        opanowac. Jak akurat nie mam lęków i atakow paniki (a najczesciej nie mam,
        dzieki kochanemu panu doktorowi), to staram sie pamietac, ze sie nie udusze
        metoda zapominania o oddychaniu albo metoda niemoznosci zlapania powietrza w
        pluca. Moze powinnam sobie jakies kartki robic, na wypadek zapomnienia, ze
        potrafie sama lub z pomoca farmakologii opanowac panike i lęki. Dzięki
        forumowiczki, za bycie moją przypominajką parenascie minut temu :))) Juz jest
        lepiej, i mysle ze nie dlatego, ze xanax juz dziala (bo jeszcze nie dziala),
        ale dzieki Wam. Nadal pot mi cieknie i klawiszy poszukuje dlugo na klawiaturze,
        ale juz oddycham w miare normalnie. I to jest wlasnie najgorsze w moich lękach,
        to paralizujace uczucie dusznosci i niemoznosc oddychania. Siedem lat temu
        leczac sie z nerwicy lękowej to nawet rzucilam palenie, przekonana, ze jak bede
        palic to sie udusze :/. Teraz grzecznie udam sie do lazienki, wstawie pranie,
        wezme kapiel, oddam sie czynnosciom znajomym i bliskim, dziekujac wszelkim
        mocom niebieskim, ze do pracy ide dzis na popoludnie...
        Sciskam mocno (oczywiscie na miare moich mozliwosci w chwili obecnej)
        S.
      • aneta10ta Re: Aaaa....Oddychac, oddychac...:((( 05.08.04, 21:45
        Wyłącz myślenie, skoncentruj się na utrzymaniu rytmicznego, głębokiego oddechu.
        Połóż się na podłodze, odczuj całe ciało.
        Tym trzem ciekawskim babskom nic się nie dzieje. Nie zawracaj sobie nimi głowy.
        Zatroszcz się o siebie.
        Aneta
        • sabeena Re: Aaaa....Oddychac, oddychac...:((( 06.08.04, 00:51
          > Wyłącz myślenie, skoncentruj się na utrzymaniu rytmicznego, głębokiego
          oddechu.
          > Połóż się na podłodze, odczuj całe ciało.

          No wlasnie, rano udalo mi sie przegapic ten moment, kiedy jestem jeszcze w
          stanie zapanowac nad kontrolowaniem oddechu. Dopoki jestem w stanie sie na nim
          skoncentrowac to jeszcze nie czuje, ze umieram (ja tez jako prosty czlowiek z
          ulicy mam wlasnie takie wrazenie, ze nie starczy mi powietrza i umre, i
          naprawde zaczynam sie przyduszac). Najczesciej udaje mi sie zapanowac nad soba
          i nad oddechem, a xanax jako lek wspomagajacy cipramil i brany tylko doraznie
          lezy sobie grzecznie w szafce i biore go w naprawde drastycznych sytuacjach.

          > Tym trzem ciekawskim babskom nic się nie dzieje. Nie zawracaj sobie nimi
          głowy.
          >

          Heh, dzieki tym babskom udalo sie uniknac etapu przyduszania i jazdy do
          szpitala. Fajnie ze byly przy komputerach :)))

          > Zatroszcz się o siebie.

          Mam zamiar,wlasnie w ramach troszczenia siedze w towarzystwie dwojki
          przyjaciol, i robimy sobie mily kameralny wieczorek :)))
          Pozdrawiam serdecznie,
          S.

    • hellio Re: Aaaa....Oddychac, oddychac...:((( 05.08.04, 10:29
      Nie chcę przynudzać, bo to nic nowego, ale ...może spróbuj pomyśleć o tym co
      się działo w takim kontekście, że to jakaś część Ciebie desperacko usiłuje
      dojść do glosu. Stosuje metody (ta część Ciebie) ultragwałtowne, obcesowe, więc
      chce się krzyczeć:Odczep się, nie strasz, schowaj się, nie chcę cie widzieć!
      Ale ta część Ciebie to przecież nie jakiś 8 pasażer, nie jakiś pasożyt czy inna
      5 kolumna, ale coś, co sama wepchnęłaś do ciemnego zakamarka - a temu czemuś
      należy się uwaga i troska. I nie dostanie jej od nikogo, poza Tobą, nikt i nic
      na całym świecie się "tym czymś tajemniczym" nie zajmie, jeżeli Ty sama tego
      nie zrobisz. To "coś" może wyglądać okropnie, ale może tylko na pierwszy rzut
      oka, może wcale nie jest okropne, może wypełni jakieś "brakujące miejsce" w
      Tobie i będzie łatwiej żyć? Czy masz siłę pomyśleć o tym teraz? Czy możesz na
      początek dać "temu czemuś" jakieś imię? H
      • looserka Re: Aaaa....Oddychac, oddychac...:((( 05.08.04, 10:34
        Sabeeno, Hellio ma dużo racji! ja na swój uzytek nazywam ten proces "oswajaniem
        własnych demonów".Naprawdę okazują się wcale nie takie straszne - często bardzo
        bezradne, potrzebujące pogłaskania po głowie, przytulenia - i chowają zęby...
        • hellio Re: Aaaa....Oddychac, oddychac...:((( 05.08.04, 10:42
          Tak to nawet chcialam nazwać - nadać imię, a więc oswoić. To trochę tak jak ze
          snami, które czasem są okropne ale jak się taki sen komuś opowiada, to
          jakby "blaknie", traci swoją złowieszczą moc.
          Looserka, nasz wspólny udział w "ekspedycji ratunkowej" spowodował, że poczułam
          się również "blisko Ciebie". To miłe uczucie. Pozdrawiam Was, dziewczyny,
          bardzo serdecznie i życzę Wam dobrego dnia. Naprawdę będzie dobry, czuję to
          przez skórę, Hanka
          • sabeena Re: Aaaa....Oddychac, oddychac...:((( 05.08.04, 10:51
            Tez juz zaczynam czuc, ze bedzie to mimo wszystko dobry dzien! Moze bede
            monotematyczna i zaczne kwalifikowac sie do watku Carli o nudzie, ale -
            dziewczyny, raz jeszcze serdeczne i wielkie dzieki za ekspedycje ratunkowa!!!
            Pozdrawiam bardzo, bardzo cieplutko Ostry Dyzur FOrumowy :)))
            S.
        • sabeena Re: Aaaa....Oddychac, oddychac...:((( 05.08.04, 10:48
          Swieta racja. Ja to mam pewne podejrzenia co do przyczyny moich lęków i ataków
          paniki, czasem udaje mi sie stanac z takim demonem twarza w twarz i powiedziec
          mu "ty jestes mna, wiec sie ciebie nie boje", i to go ujarzmia, przy pomocy
          dodatkowych metod oddechowych. Ale do tego trzeba go zauwazyc zanim zacznie
          powodowac, ze w srodku mnie juz nie bedzie mnie, ze bede gdzies obok, a
          jednoczesnie doskonale zamknieta w nie moim juz ciele. Dzis przegapilam jak
          tuptal cichutko za moja glowa...Teraz przez jakis czas bede ostrozniejsza,
          wystawie czujki, bede go oswajac. Ale to oswajanie ciagnie sie juz ladnych
          kilka lat, czasem jest lepiej, czasem gorzej. Akurat teraz od konca lutego bylo
          gorzej, lecze sie farmakologicznie i od wrzesnia moj psychiatra zamysla poslac
          mnie na terapie grupowa (na ktora o dziwo nie zdecydowalam sie wczesniej, tak
          naprawde dopiero lektura postow na tym forum uswiadamia mi doglebnie zasadnosc
          psychoterapii jako metody walki o siebie w swiecie). A teraz chwilowo znikam,
          podelektowac sie odzyskanym oddechem, dzieki raz jeszcze :) Nie ma to jak
          natychmiastowa pomoc terapeutyczna...
          Pozdrawiam, S.
          • lucyna_n Re: Aaaa....Oddychac, oddychac...:((( 05.08.04, 11:05
            hm, nie chce tu siac defetyzmu, bo widze ze niektorym ludzim moze odpowiadac taka wizualizacja, ale
            jak mi pani kazala ulepic z plasteliny to bylo nasze ostatnie spotkanie:)
            Dla mnie to bylo akurat bez sensu, zdecydowanie wole pokonywanie lęku na zywo czyli terapia
            behawioralno -poznawcza, skuteczniejsze, sensowne, acz bolesne.

            Ale jezeli chcecie i nie macie akurat czym sie zajac w czasie ataku lęku mozecie sprobowac wizualizacji
            pani psycholog obrala taka droge,
            krok pierwszy wyobrazic to sobie jako postac i nazwac,
            krok drugi opisac wyglad
            krok trzeci narysowac lub ulepic z plasteliny , gliny, wyrzezbic.
            milej zabawy:)
            • hellio Re: Aaaa....Oddychac, oddychac...:((( 05.08.04, 20:09
              Lucyno, rozumiem, że nasze rozważania (wyżej) skojarzyły Ci się z z Twoją
              psychoterapią, a nie było to doświadczenie budujące. Do terapeuty nie chodzi
              się przecież dla rozrywki i jeśli z jakichś przyczyn terapia nie przynosi
              oczekiwanych rezultatów człowiek może czuć się zniechęcony i rozczarowany. Nie
              chcę bronić Twojej terapeutki ani kwestionować jej metod, bo nic mnie do tego
              nie upoważnia, po prostu przykro mi, że coś wtedy nie wyszło, bo na pewno było
              to dla ciebie trudne.
              Co do "nazywania - oswajania" - to po prostu zaproszenie do refleksji o tym, co
              dla rozmówcy jest jakimś nierozwiązanym, zalegającym problemem. Czasami ludziom
              trudno jest mówić wprost, czasami znowu tyle razy mysleli i mówili "wprost", że
              te komunikaty przestały cokolwiek znaczyć i trzeba próbować "zajść" do nich od
              innej strony. Jeżeli na warsztatach uczestnicy są proszeni o deklaracje w
              rodzaju: jeżeli byłbyś butem - to jaki byłby to but? a jeżeli tańcem - to
              jakim? to jest to inna forma prośby:opisz siebie, powiedz coś o sobie. Nie
              chodzi o to, żeby było dziwniej, tylko o to, żeby ujawniło się coś, czego
              ludzie o sobie w inny sposób nie mogą powiedziec. Czasami ludzie opierają się,
              nie chcą się " wygłupiać", krygują - ale w końcu wchodzą w tę konwencję i coś
              tam z tego wychodzi. A czasami się nie krygują, tylko nie chcą stanowczo tego
              rodzaju ekspresji (bo na przykład jest na to za wcześnie, albo są emocjonalnie
              zaangażowani w coś innego, albo nie mają zaufania do prowadzącego, albo ...
              chcą mu dokopać, a na pewnym etapie się tego chce) i mówią:pas! nie widzę w tym
              sensu ( i nie chcę zobaczyć!). I tyle. Jeżeli jakaś taktyka, która ma ułatwić
              komunikację - nie ułatwia, tylko utrudnia, to nie trzeba za nią umierać.
              Jeśli chodzi o sabeenę - to jak widziałaś przypadkiem byłam na forum w
              momencie, kiedy ona zasygnalizowała, że jest w opresji. Chciałam więc, żeby
              odczuła naszą (z looserką) obecność i zainteresowanie, żeby spróbowała z nami
              pobyć, a w tym wypadku oznacza to: coś napisać. Pytanie: co tam u Ciebie?
              byłoby nie na miejscu, przyznasz?
              Co do lepienia z plasteliny, to jeśli lepienie ułatwiałoby komunikację (ze
              sobą, z terapeutą) - to byłaby to dobra metoda. Jeżeli w Twoim wypadku nie
              ułatwiło - to była to metoda zła. Ludzie są różni, po prostu. Ja zresztą też
              bym chyba nie lepiła, ale gdyby poza tym terapeutka była ok to bym jej o tym
              powiedziała. Ty swojej terapeutce nie powiedziałaś o swoich obiekcjach i
              zrezygnowałaś z terapii, więc pewnie wasza relacja niezaależnie od lepienia nie
              była zbyt obiecująca. Konczę, bo za chwilę pobiję rekord na najdłuższy post na
              forum i będą mi to ludzie wytykać :). Pozdrawiam, mam nadzieję, że ta przerwana
              terapia to nie jest świeża rana i że trzymasz się dobrze (czego Ci życzę!), H
              • lucyna_n Re: Aaaa....Oddychac, oddychac...:((( 05.08.04, 23:08
                Napisalas sie wiec jednak z bolem ale postanowilam przebrnac, zeby na marne nie poszlo.
                Sprostowanie, jestem otwarta i nie mam oporow zeby rozmawiac z terapeuta wiec dodatkowe pomoce
                naukowe byly bez sensu to nie byla terapia grupowa a ja mialam jak jakas dziwaczka sama w domu
                ulepic. Oczywiscie natychmiast w prostych zolnierskich slowach powiedzialam ze nie pasuje mi to, nie
                czuje sensu ani checi, ze wydaje mi sie to infantylne, zaproponowalam nawet ze moge sie wysilic na
                opis w zamian ale zeby mi wyjasnila cel tego dzialania, odmowila wyjasnien i z uporem maniaka
                powtarzala "prosze tu nie przychodzic bez figurki, prosze tu nie przychodzic bez figurki". Nie dala
                zadnego racjonalnego wyjasnienia tych dzialan i mialam wrazenie ze poleciala jakims swoim
                schematem ktory do tej pory nie zostal przez nikogo zakwestionowany. Tak wiecnie posostalo mi nic
                innego jak zrezygnowac bo to byla strata czasu, zero porozumienia z terapeutka, no i troche mnie
                zagiela tekstem ze nie za bardzo wie co to agorafobia i wygladala na zdziwiona jak jej opowiadalam o
                tym ze nie moge wyjsc sama z domu. Kazala mi nastepnym razem przyjechac autobusem samej:))
                Gdybym to umiala to po co by mi byla psychoterapia...
                Rana nie jest swieza ale na dlugi czas odstreczyla mnie od dalszych prob.
                We wtorek podejmuje terapie na nowo u innego terapeuty i z innej manki, zobaczymy...
            • aneta10ta Re: Aaaa....Oddychac, oddychac...:((( 05.08.04, 22:08
              lucyna_n napisała:

              > Ale jezeli chcecie i nie macie akurat czym sie zajac w czasie ataku lęku
              mozeci
              > e sprobowac wizualizacji
              > pani psycholog obrala taka droge,
              > krok pierwszy wyobrazic to sobie jako postac i nazwac,
              > krok drugi opisac wyglad
              > krok trzeci narysowac lub ulepic z plasteliny , gliny, wyrzezbic.
              > milej zabawy:)

              Wszystko wykonalne krok po kroku, oczywiście podczas ataku lęku.
              Psycho potrafi wbudzić silny lęk i stworzyć warunki do w miarę bezbolesnego
              skontaktowania się z nim.
              Miłej zabawy!
              Aneta
                  • lucyna_n Re: Aaaa....Oddychac, oddychac...:((( 05.08.04, 23:12
                    czyli uwazasz ze to cos moze dac, takie sztuczne wywolanie leku i konfrontacja na zasadzie
                    wizualizacji? Ja uwazam ze konfrontacja jak najbardziej ale lepienie z plasteliny???
                    nadal cyniczny usmieszek mi wyplywa na twarz jak sobie wspomne ta pozalsieboze terapie.
                    • aneta10ta Re: Aaaa....Oddychac, oddychac...:((( 06.08.04, 01:41
                      lucyna_n napisała:

                      > czyli uwazasz ze to cos moze dac, takie sztuczne wywolanie leku i
                      konfrontacja
                      > na zasadzie
                      > wizualizacji?
                      Lęk jest jak najbardziej prawdziwy. Ja nie uważam, lecz wiem. Oprócz
                      wizualizacji wchodzą w rachubę inne haczyki do rozpinania lęku.

                      > Ja uwazam ze konfrontacja jak najbardziej ale lepienie z plasteli
                      > ny???
                      Też nie bardzo by mnie to cieszyło. Każdy ma jakiś uprzywilejowany kanał.
                      Niektórym starczy zamknąć oczy, inni piszą, rysują.

                      > nadal cyniczny usmieszek mi wyplywa na twarz jak sobie wspomne ta pozalsieboze
                      > terapie.
                      Tym gorzej dla Ciebie. Największe dziwactwo ma prawo bytu, jeśli tylko pomaga,
                      choćby nielicznym osobom.
                      Pozdrawiam
                      Aneta
    • sabeena juz dobrze! 05.08.04, 21:04
      Spiesze z radoscia poinformowac, ze wrocilam juz do siebie i do armii zywych, i
      tylko lekkie poxanaxowe znuzenie przypomina mi o ciezkich porannych chwilach.
      Prace przelozylam na sobote (laska panska ze mam nienormowany czas i pracuje
      kiedy chce), a po poludniu udalo mi sie wyjsc na spacer po miescie w
      towarzystwie najlepszego przyjaciela. Zaraz zaczynam spokojniutki wieczor,
      dwojka przyjaciol i ja, do tego pare lekkich filmow na wideo. Gdyby jeszcze
      zawsze moglo byc tak pieknie...
      Pozdro
      S.
        • sabeena Re: juz dobrze! 06.08.04, 00:58
          > Po jaką cholerę ludzie Cię mają nachodzić po to, żeby u Ciebie oglądać filmy?
          > Bezrobotni zastawili odtwarzacze w lombardzie czy co?

          Jak raz to sa ci znajomi, ktorych lubie w kazdym stanie i oni w niejednym
          stanie mnie widzieli. A ze mieszkanie mam najwieksze i salon telewizyjny
          niczego sobie, to i do mnie przychodza. Piwko pija, ja grzecznie soczek
          pomaranczowy albo mineralke i tak sobie siedzimy przy swieczkach i ogladamy. No
          cos ty, samotnego wieczoru bym nie chciala dzisiaj znosic. Narzeczonego
          zagranica mam, wraca dopiero za jakies dwa tygodnie, to jakies pogotowie
          towarzyskie sobie organizuje ;)))
          Pozdro, S.
            • sabeena Re: juz dobrze! 06.08.04, 01:43
              lucyna_n napisała:

              > wieczor mily ale od forum cos sie odkleic nie mozesz:))
              > skad ja to znam?

              Heh, mamy wlasnie przerwe miedzy filmami. Przyjaciele skoczyli po piwko i
              pieska na spacerek wyprowadzic, ja korzystajac z przywilejow rekonwalescentki
              zostalam w domku i...przykleilam sie do forum, co bede sama po nocy
              siedziec :)))
              S.
          • aneta10ta Re: juz dobrze! 06.08.04, 01:57
            sabeena napisała:

            > Jak raz to sa ci znajomi, ktorych lubie w kazdym stanie i oni w niejednym
            > stanie mnie widzieli. A ze mieszkanie mam najwieksze i salon telewizyjny
            > niczego sobie, to i do mnie przychodza. Piwko pija, ja grzecznie soczek
            > pomaranczowy albo mineralke i tak sobie siedzimy przy swieczkach i ogladamy.

            Jak różne ludzie mają obyczaje! Fascynująca inność.
            Aneta
            • sabeena Re: juz dobrze! 06.08.04, 14:00
              > S., ty czesto uzywasz zwrotu "jak raz", ktory jest mi skads znany :) Czy ty
              > przypadkiem nie znasz pewnego mirona z "polityki:?

              Z mironow to ja znam tylko bialoszewskiego. A jesli jest to jakis "miron" np. z
              jakiegos forum "polityka", to znam go chyba tylko jesli to jedna moja
              przyjaciolka, ktora tez uzywa zwrotu "jak raz", podszywajaca sie pod osobnika
              plci meskiej :)
              A tak serio to mam wrazenie, ze uzywam tego zwrotu z luboscia od dawna, nie
              mowie ze od kiedy pamietam, ale pare ladnych latek tego bedzie :)))
              Pozdro
              S.
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka