kaja-333
05.01.16, 20:14
Witam serdecznie. Mam 42 lata i sama jestem już soba permanentnie zmęczona. Moją obsesją jest lęk przed rakiem, przed jakąkolwiek chorobą nowotworowa u mnie lub u moich dzieci. Wszystko diagnozuję sobiezanim jeszcze nastapi wizyta u lekarza. Tylko w przeciagu kilku ostatnich tygodni "zdiagnozowałam":
- raka mózgu u syna (okazał się naturalnym barwnikiem oka)
- siatkówczaka u córki (okazał sie astygmatyzmem)
- raka trzustki u syna (okazał sie zagazowaniem z powodu przejedzenia)
- białaczkę u córki (bo bledziutka)
- raka macicy u siebie (okazał sie mięśniakiem)
- raka dziąseł u mnie (okazał się odciskiem pod protezą)a\
a wczoraj sprawdzałam raka piersi, któy okazał sie tłuszczakiem i torbielka.
Spedzam mnóstwo czasu u lekarzy, wydaję mnóstwo pieniędzy na badania i wizyty (wszystko prywatnie, bo przecież "czas sie liczy").
Moje dzieci juz boja sie powiedzieć, gdy coś je boli.
paralizuje mnie lęk, starch.... Co już lekarz mnie uspokoi, to mija 2-3 dni i obłęd zaczyna sie na nowo.
córka zakaszle - pewnie ma raka krtani; powie że brzuch ją boli - pewnie wątroba; ma bóle wzrostowe, bóle kolan - pewnie rak kości. To samo jest z synem i ze mna. Nawet jak mam diagnoze od lekarza, to i tak ją "konsultuje" z intermetem i dorabiam ideologie.
Już nie mam siły. To jest jak zaklęty krąg.
Powiedzcie, jak z tego wyjść, czy to sie leczy? Jestem przerazona, nie chce tak życ. Mam nadciśnienie, chore serce, tachykardię... Wykończę się, jak tak dalej pójdzie? Czy to są objawy jakiejś choroby, czy zwykły hipochondryzm?....Co robic? ...