fullofclouds
11.04.17, 14:29
Witajcie,
Od miesięcy borykam się ze strasznym spadkiem nastroju, ogólnego samopoczucia (fizycznego również). Mam depresję, leczę ją farmakologicznie i od niedawna pomagam sobie psychoterapią. Lekarz bardzo się stara, myśli co by mogło pomóc - jednak jak do tej pory pomimo 3 zmian leków żaden nie przyniósł ulgi. Jakiś czas temu straciłam siłę do walki, wiarę w to że kiedykolwiek będzie lepiej. Pojawiły się okropne sny związane ze śmiercią, poczuciem winy, wstrętem do siebie samej, a zaraz po nich myśli s. Któregoś dnia doszłam do krawędzi mojej wytrzymałości. Miałam już tak serdecznie dość, że postanowiłam sobie to życie - a co za tym idzie - cierpienie - skrócić. Nie będę opisywać szczegółów - faktem jest, że nadal tu jestem - niemniej jednak - te myśli nadal są obecne. Nikt poza mną i psychoterapeutą któremu się zwierzyłam (ten nakazał mi opowiedzenie wszystkiego psychiatrze) o tym nie wie. Mężowi zamierzam powiedzieć tuż przed wizytą u psychiatry - nie chcę żeby tak długo się martwił. W ogóle chciałabym mu tego oszczędzić...
Powiedzcie mi proszę - czy w momencie gdy poinformuję swojego psychiatrę o tym wszystkim - ten przymusowo wyśle mnie do szpitala?...
Szczerze mówiąc, nie wyobrażam sobie tego w moim przypadku...
Mam rodzinę o bardzo konserwatywnych (czy raczej zaściankowych) poglądach dla których już samo to, że walczę lecząc się psychiatrycznie jest skazą na ich reputacji - co dopiero szpital...
Druga rzecz - praca. Co po szpitalu? Przecież po L4 będą wiedzieli gdzie byłam... Wątpię, żeby chcieli mieć takiego pracownika.
Mieszkam w rejonie gdzie o zmianę pracy niestety bardzo trudno (nie mówię o pracy w biedronce czy galerii handlowej - to już z braku laku przerabiałam i dzięki temu m.in. mam teraz ze zdrowiem to co mam). Obecna praca nie jest idealna ale wystarczająco dobra i w miarę zgodna z moim wykształceniem. Na lepszą nie mam co liczyć. Na podobną w razie jej utraty także...
Co robić?