natalia-natka
22.10.17, 22:51
Nie wiem, czy mnie zrozumiecie, ale w ostatnich dniach zaczęłam bardziej świadomie spotykać się ze swoim ciałem, emocjami, potrzebami. Ogromnym wysiłkiem było dla mnie wyjście z domu i zmobilizowanie się do jakiejkolwiek aktywności fizycznej. Ale dopiero, gdy za namową koleżanki poszłam potańczyć, uwolniłam swoje ciało z pancernych więzów. Poczułam, że żyję, że mam ciało, że ono do mnie mówi. Nie wiem jak długo uda mi się współgrać ze swoim ciałem i mobilizować je do ruchu, ale trzymajcie kciuki, żeby w końcu coś mi się udało. Ciągnie mnie do łóżka, do bierności, stagnacji, ale chciałabym, na miarę swoich możliwości, zacząć się ruszać. Bardzo się boję zniechęcenia i że to nie wypali... Chciałabym uwierzyć, że dam radę.
Pozdrawiam