nebelowa
29.06.18, 00:11
Niby stanu depresyjnego jaki znam dotychczas nie ma. /ten stan to u mnie do tej pory oznaczal - spie, nie wstaje, leze w barlogu, koniec bliski / Fizycznie ogarniam sie, ale rownolegle glowa pelna mysli, budze sie o 5 nad ranem i koniec. Jakies pomieszanie z poplataniem. Bylam dzis w miesicie zalatwiac pare spraw, niby zalatwiam, wszystko ok, a w glowie koszmary, stalam na srodku parkingu i chcialo mi sie plakac, a plakac nie moglam. Czuje sie jak jakis niepasujacy, obserwator rzeczywistosci. Wizyta w piatek w przyszlym tygodniu,ale czym do tego czasu zgasic ten pozar? Probowalam nawet alkoholem, pal to szesc, ale na krotko dziala, a potem jeszcze gorzej. Juz mi bylo wszystko jedno, niech tylko zlapie chwile spokoju. Najgorzej rano, poludnie - im blizej wieczora tym mi lepiej. 3/4 dnia po prostu zmarnowane. Ani spac, ani sie czyms zajac, jak taki zajac w strachu caly czas, az mi z niego niedobrze...