nina_569
02.01.19, 11:30
Piszę bo nie do końca rozumiem co się dzieje i liczę że ktoś spotkał się z podobnym problemem. Od kilku miesięcy studiuję w innym mieście dosyć wymagający kierunek. Od lat nie istniał dla mnie inny wybór niż właśnie ten, więc dostanie się na studia nawet tak daleko było dla mnie wielką radością. Ale zaczęły się schody, dużo nauki, pozostawienie rodziny i mężczyzny z którym planuję wspólną przyszłość. Przyjeżdżam do domu w każdy weekend i są to jedyne chwile radości. Kiedy mam wyjeżdżać do akademika nie mogę pochamować płaczu i samych negatywnych myśli. Aby uniknąć tego stanu , mam wrażenie że mój organizm sam zmusza mnie do ciągłego snu , z którego nie umiem się dobudzić. Czy ktoś spotkał się z czymś takim, czy to tylko wytwór mojej wyobraźni? Jak sobie z tym radzić?