monika97
11.03.19, 21:09
Dzień dobry,
od września 2017 roku leczę się na depresję. Razem z rodzicami wybrałam się wtedy do psychiatry, po tym, jak moja mama zobaczyła głębokie cięcia na przedramieniu zasłonięte rękawem. Z racji mojego wieku (16 lat), nie mogłam udać się do specjalisty sama. Lekarz przepisał mi 50mg Asentry na dobę oraz zalecił terapię, na którą chodziłam. Po mniej więcej roku leczenia, kiedy depresja powoli zaczynała mnie opuszczać, zaczęły się ataki paniki. Był to koszmar, musiałam w trakcie lekcji wychodzić do łazienki, bo w klasie myślałam, że zwariuję. To było tak, jakby mózg chciał mnie zabić. Razem z tym zaczęły się duże problemy z nauką, wynikające z dużej ilości stresu, który przyczynił się do silnego, o wiele mocniejszego epizodu depresyjnego. Ten czas to naprawdę koszmar. Powoli czułam, że jeżeli nie odpocznę, jeżeli nie wyrwę się z tego czarnego wiru, to nie wytrzymam. Na kolejnej wizycie u lekarza, powiedziałam o atakach paniki i o ogólnym pogorszeniu się mojego stanu. Psychiatra zaleciła mi zwiększenie dawki Asentry do 100mg na dobę i powiedziała, że jeśli ataki się nasilą, ze względu na zwiększające lęk skutki uboczne Asentry, zmienimy preparat na coś innego. Od tamtej wizyty minęło już trochę czasu. Cały czas staram się pracować nad atakami paniki i w zasadzie teraz pojawiają się sporadycznie. Nie są już dla mnie udręką codzienności. Z kolei depresja daje mi popalić. Jest gorzej niż było kiedykolwiek. Cały czas zrywam się ze szkoły, całe dnie przesiaduję na kaltce schodowej sąsiadującego z nią bloku, bo nie jestem w stanie siedzieć w ławce i reagować na to, co dzieje się dookoła mnie. Zaczęłam palić, przez jakiś czas to trochę pomagało mi się rozluźnić, ale teraz nic już to nie daje. Nigdy nie miałam pojęcia, że może być ze mną tak źle. Cały czas jestem kłębkiem nerwów, stresuję się wszystkim. Moje oceny w szkole są koszmarne, obawiam się, że mogę nawet nie zdać klasy. Myję się dwa razy na tydzień, ostatnio przez 8 dni nie byłam w stanie zmyć makijażu. Myśli samobójcze? Oczywiście. Szczerze mówiąc, nie tylko myśli, ale realne plany. Nie ma dnia, w którym nie wymyślam dla siebie całego planu jak i kiedy to zrobić. Pod koniec stycznia wyznaczyłam na tę datę 19 luty. Co prawda mój plan szlag trafił, ale to nie zależało już ode mnie. Strasznie boję się reakcji moich rodziców, którzy naprawdę myślą, że mi się poprawia. Ostatnio zaproponowałam przejście na domowy tryb nauczania, bo szczerze mówiąc, nawet sama myśl o tym rozwiązaniu sprawia, że czuję ulgę. Niestety mój ojciec obawia się, że wtedy już w ogóle nie będę wychodziła z domu, spotykała się ze znajomymi i ominę najlepsze lata mojego życia. Nie mam pojęcia jak wytłumaczyć mu, że jeśli nie odpocznę od tych ludzi, jeśli nie odpocznę od mojego życia, to naprawdę się zabiję. Wiem jak może to brzmieć, nastolatka chce zwrócić na siebie uwagę. To nie tak. Ja naprawdę próbuję znaleźć dla siebie rozwiązanie. Chciałabym powiedzieć o tym moim rodzicom, ale myśl o tym, jaki ból spowoduje im świadomość, że ich dziecko chce odebrać sobie życie... nie jestem w stanie tego zrobić. Bardzo proszę o radę, czy powinnam udać się do szpitala psychiatrycznego, próbować przekonać rodziców do zmiany sposobu edukacji? Naprawdę nie mam pojęcia co powinnam zrobić i obawiam się, że sytuacja skończy się tragicznie.