mardaani.74
31.08.20, 17:06
Od jakiegoś czasu nastrój był taki że usiłowano "przekonać" drogich (powyżej minimalnej) pracowników do rezygnacji z pracy za pomocą nieudowadnialnego mobbingu czyli dawania takiej ilości zadań żeby nie dało się ich wykonać a jednocześnie żeby trudno było udowodnić cokolwiek mobberowi. Polityka zdaje się była ogólnopolska i odgórnie wspierana.
Dzisiaj udało im się znaleźć pierwszego haka, drugi to banał, kwestia dwóch dni.
Największy żal mam do siebie że się oczywiście ze stresu pogubiłam i nawet nie nagrałam kuriozalnej rozmowy dyscyplinującej.
Psychika mi siadła, co gorsze się poryczałam choć bez walki się nie poddałam, tyle że równie dobrze można by gadać z mikserem. Udowadnianie że nie jest się wielbłądem jak wiadomo jeszcze nikomu się nie udało.
Na tyle zachowałam przytomność umysłu że nie podpisałam wypowiedzenia za porozumieniem stron tylko naganę.
Piszę to tylko po to żebyście nie myśleli, że ja zawsze jestem taka dzielna i sobie radzę. Są takie dni i sytuacje że sobie zupełnie nie radzę. Psychika pikuje w dół. No i nie wiem za bardzo co dalej. Najgorsze jest to że pierwszym odruchem w stresie jest u mnie takie zastygnięcie w bezruchu, paraliżuje mnie i nie wiem jak, gdzie, co. Przez co zawsze zostaję w gorszej sytuacji niż gdybym logicznie zadziałała. Bardzo bym chciała żeby to się nie skończyło nawrotem depresji tylko takim zwykłym spadkiem nastroju, czymś co da się odespać, odreagować, przepłakać ale nie rozpaść na kawałki, bo ja takie puzzle układam w kilka lat.