bamse
07.11.04, 20:23
Chcialbym opowiedziec o tym jak wygladaja moje relacje z rodzicami. Jaki na
mnie maja wplyw. Czy moglby ktos opowiedziec
o sobie, chcialbym wiedziec czy zdarza sie to wiecej osobom, czy to popularne
zjawisko. Moze znalezlibysmy inna droge wyjscia
niz smutek bo mnie to meczy.
Za kazdym razem podczas i po rozmowie czyje wielka pustke i smutek bo:
1. czuje sie jak maszyna do zabawiania rodzicow ktorzy narzekaja ze zostali
sami w domu w ktorym mnie nie ma
podczas kiedy moj brat mieszka na tej samej ulicy i jest co rano na kawie u
mamy. Troche to jak nie nazarte psy.
2. Z moim ojcem nie ma rozmowy o konkretach, zawsze te same wyswiechtane
slogany: to wspaniale ze dzwonisz, cieszymy sie
ze o nas pamietasz, co u Ciebie slychac - u nas normalnie i po staremu, no to
kiedy zmieniasz prace i zaczynasz
dobrze zarabiac
3. Atmosfera rozmowy jest jakby nie sluchali - ja o jednym, odpowiedz o
drugim, czyli: mysle i planuje z moja dziewczyna
zostac w tym kraju. Odpowiedz: a jednak chcesz zostac?!, ja na to: nie
rozumiem przeciez nie rozmawialismy o tym jeszcze?,
odpowiedz: zrobisz tak jak uwazasz najlepiej, zawsze chodziles wlasnymi
sciezkami
I za kazdym razem ten pieprzony schemat sie powtarza.
To samo od 7 lat.
Kiedys napisalem list do mamy. Ze jestem jej wdzieczny za moje wychowanie, ze
czuje sie dobrze sam ze soba, ze oceniam
sam siebie bardzo wysoko we wlasnych oczach i prowadze zycie ktore mi sie
podoba - czyli ze dobrze mnie wychowala i dziekuje
im za to. .. Nie bylo odpowiedzi z wyjatkiem: dostalam list, dziekuje, bardzo
ladny.
Poniewaz rodzice to najwiekszy autorytet i mimo ze nie widuje ich na codzien
to ich zdanie jest dla mnie wazne,
ale kiedy rozmowa przypomina walenie grochem o sciane mam wrazenie ze cos ze
mna nie tak.
Jestem typem czlowieka ktory kocha to co wokolo i lubi byc razem. W
kontaktach z ludzmi bywam oschly jednak przy glebszym
poznaniu oddaje dusze za innych.
Chcialbym z nimi zartowac przez ten zasrany telefon, opowiedziec o sobie i
nie slyszec w odpowiedzi: no tak synek, wszystko
przez to ze nie mamy teraz pieniedzy. A przeciez ja jak kazdy inny czlowiek
chodze do pracy i miewam zjebke od szefa i
place duzo za telefon bo duzo rozmawiam i jestem za granica bo tak sam
chcialem i robi mi to cudownie na moja dusze. Wszystko
co sie dzieje w moim zyciu to powod do smutku i przykrosci dla nich. I siedza
takie dwa grzyby w domu i sie martwia.
Przygnebia mnie to bo chcialbym im pomoc i przemyc oczy. A oni wtedy zwykle
mowia: z Toba zawsze byl klopot zawsze byles pyskayty.
Zaczalem wiec pytac i rozmawiac o rzeczach przyziemnych: nowy kolor w
korytarzu, czy mama pali jak palila i czy tato dobrze po
operacji.
Nie chce reszty zycia zmarnowac na zamartwianiu sie tym, ale tez nie
chcialbym kazdej niedzieli zbierac w samotnosci sily
na taka rozmowe telefoniczna. Za duzo energii mnie to kosztuje. chcialbym
znalezc proste rozwiazania ale trudno mi.