IP: 195.116.26.* 11.04.01, 08:50
Od dłuższego czasu nie czuję się normalnie w
towarzystwie innych osób. Jestem spięty, nie potrafię
usiedzieć spokojnie, ściskam ręce. Zdarza się często,
że zakładam ręce jedną z dłoni przytrzymując podbródek
ponieważ drgają wszystkie mięśnie szyi, a każdy ruch w
którąkolwiek ze stron jest taki "szarpany" - staram
się jak mogę utrzymać wzrok przed sobą. Omijam takie
miejsca jak restauracje, itp... Jestem sam i problem
znika. CO TO JEST ? Czy tylko mnie się coś takiego
przytrafiło? Jak sobie z tym radzić? To jest tak jakby
orzeł dostał nagle lęku wysokości.
Obserwuj wątek
    • Gość: ewa Re: PANIKA IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 11.04.01, 14:13
      Nie tobie jednemu.Przyczyny mogš być różne i żaden
      poważny człowiek bez długiej rozmowy ci nie powie, co,
      jak i dlaczego. Pój�cie do psychoterapeuty ( nie
      psychologa)może się wydawać wystawieniem sobie
      cenzurki - jestem �wirem, ale to nie tak. Ja się
      męczyłam wiele lat i wpędziłam w do�ć ciężki stan.
      Tobie może wystarczyć parę spotkań. Spróbuj, co ci
      szkodzi, zaawsze możesz zrezygnować. Po raz kolejny
      polecam OTIRO na Sobieskiego.
    • Gość: aska Re: PANIKA IP: *.mas.szczecin.pl 11.04.01, 14:32
      adam,
      Ja mam dokladnie to samo a raczej mialam bo teraz jest jeszcze gorzej (
      przytrafia mi sie to nawet gdy jestem sama).Normalnie rozmawiasz wszystko jest
      ok i nagle czujesz ze drza ci miesnie -cos jest nie tak -to jakby strach(ale
      przed czym)myslisz o tym robi sie jeszcze gorzej ,ja zaczynam wtedy zakrywac
      usta bo drzy mi gorna warga i zaczyna robic mi sie slabo ,kreci mi sie w
      glowie -ogolnie beznadzieja .
      zaznaczam , ze nie jest tak zawsze tylko czasami bez żadnej konkretnej
      przyczyny.
      Wtedy mam ochote wyjsc zeby nikt mnie nie widzial i nie mam ochoty na nikogo
      patrzec
      to chyba nerwica,staram sie z tym walczyc jak moge ale zaczynam myslec o
      psychterapi
      napisz asia.stac@poczta.fm
      pozdrowienia
      asia
    • Gość: Artur Re: PANIKA IP: *.sasknet.sk.ca 11.04.01, 16:34
      Gość portalu: Adam napisał(a):

      > Od dłuższego czasu nie czuję się normalnie w
      > towarzystwie innych osób. Jestem spięty, nie potrafię
      > usiedzieć spokojnie, ściskam ręce. Zdarza się często,
      > że zakładam ręce jedną z dłoni przytrzymując podbródek
      > ponieważ drgają wszystkie mięśnie szyi, a każdy ruch w
      > którąkolwiek ze stron jest taki "szarpany" - staram
      > się jak mogę utrzymać wzrok przed sobą. Omijam takie
      > miejsca jak restauracje, itp... Jestem sam i problem
      > znika. CO TO JEST ? Czy tylko mnie się coś takiego
      > przytrafiło? Jak sobie z tym radzić? To jest tak jakby
      > orzeł dostał nagle lęku wysokości.

      Wyglada na to ze masz poczatek fobii socjalnej. To mozna
      relatywnie latwo wyleczyc. Idz do lekarza psychiatry.
      Powodzenia.
    • wojciech.androsiuk Re: PANIKA 11.04.01, 17:19
      Objawy które Pan opisał mogą sugerować problem z dużej grupy zaburzeń lękowych,
      choć lista możliwych rozpoznań jest szeroka. Konieczna jest dokładna
      diagnostyka - proponuję poszukać pomocy u lekarza psychiatry. Lekarz też
      zaproponuje Panu odpowiednią formę terapii. Nie zawsze rozpoczęcie leczenia od
      psychoterapii jest najlepszym rozwiązaniem, w wielu zaburzeniach z tej grupy
      ważna jest relatywnie szybka redukcja niepokoju, lęku, wyrównanie nastroju przy
      pomocy leków, co stwarza właściwe warunki do podtrzymującej psychoterapii.
    • Gość: jeff Re: PANIKA IP: *.tnt7.phl1.da.uu.net 15.04.01, 10:55
      Miałem to samo. Drżenia takie, że nie mogłem podnieść ręki do góry. Całe ciało
      dygotało, a po zrobieniu kilkunastu kroków robiło mi sie słabo. Musiałem
      przysiadać i odpoczywać. W środku napięcie, palpitacje, głośne walenie
      serca,ściskanie rąk, nóg (jakbym nie mógł opanować ich), nerwowe zachowanie,
      tiki powiek, mięśni twarzy. Medytacja (głębokie oddechy) bardzo mi pomogła
      (opisałem w Kwestionariuszu, ale fachowego opisu szukaj w hatha jodze, bo asany
      też mogą być pomocne). Ale to trzeba stosować cały czas, tzn. regularnie, a nie
      dopiero wtedy kiedy pojawi sie problem. Lekkostrawna dieta, najlepiej
      wegetariańska, też uważam że była mi pomocna. Jak też działanie twórcze (w moim
      wypadku było to pisanie wierszy, ale może to być cokolwiek co czujesz że byłoby
      ci najbliższe. Może właśnie czas spróbować zacząć się uczyć grać na jakimś
      instrumencie, czy zacząć pisać dziennik, refleksyjne wyrażanie emocji, ale
      niekoniecznie w sposób ścisle racjonalny, logiczny. Właśnie luźny, na zasadzie
      skojarzeń obrazowo-uczuciowych, z zachowaniem intencji odnajdywania czegoś co
      jest dla ciebie istotne). Lekarstwa źle na mnie działały, albo otumaniająco,
      albo pobudzająco.
    • Gość: Adam Re: PANIKA IP: 195.116.26.* 18.04.01, 13:43
      Od dawna zastanawiam się skąd to się u mnie wzięło.Zastanawiam się w jakim
      stopniu do tego przyczyniły się sytuacja rodzinna oraz szkoła średnia. Pochodzę
      z rodziny, która się rozpadła kiedy miałem mniej więcej 5 - 6 lat. Byłem
      pionkiem w grze między moimi rodzicami. Mieszkałem u dziadków. W tym czasie
      często chorowałem na oskrzela i dopadła mnie młodzieżowa odmiana astmy. Zawsze
      mówiono mi nie biegaj, nie przemęczaj się, itp... Zawsze też stawiano mi innych
      kolegów za wzór kiedy robiłem coś źle. Ta sytuacja oraz brak nadmiaru gotówki u
      dziadków (odbijało się to na moim wyglądzie) sprawiały, że czułem się inny,
      gorszy. Być może nawet sam w to uwierzyłem. Często biłem się z kolegami,
      zdarzyły mi się pojedyncze kradzieże. To były pierwsze lata szkoły podstawowej.
      Po skończeniu 4 klasy zamieszkałem z ojcem oraz jego kolejną żoną, do której
      miałem się zwracać per "mamo".Nie chciało mi to przechodzić przez gardło, ale w
      końcu poddałem się. Nie miałem do kogo sie przytulić czy ciepło porozmiawiać.
      Na weekendy wyjeżdżałem do dziadków i mamy, a każdy powrót był dla mnie
      powrotem do czegoś co nie jest moje, do domu, który nie był emocjonalnie moim
      domem, który źle mi sie kojarzył, jako że byłem przez tzw. mamusię
      wykorzystywany do rożnych prac. Na przykład w pewien zimowy mroźny dzień
      musiałem jej przynieść obiad ze stołówki gdyż nie chciało jej się wychodzić.
      Raz coś się jej nie spodobało, więc ciągnąc mnie za włosy parę razy walnęła o
      podłogę. Po urodzeniu sie ich dziecka, czułem sie jak ktoś kto po prostu
      przeszkadza. Na mnie i moje potrzeby zawsze brakowało pieniędzy. Uczyłem się w
      szkole raczej dobrze. Po skończeniu II kl. w L.O. spakowałem swoje rzeczy i
      wyjechałem do matki. Nie mogłem już tego wszystkiego dłużej znieść i do szkoły
      dojeżdżałem. Po zamieszkaniu z matką zaczęły się problemy z siostrą, która
      przyzwyczajona była do tego że jest sama z mamą i że tylko jej poświęca ona
      swoją uwagę. Czasami nie było nieciekawie. W tym momencie zrozumiałem, że nie
      mam juz takiego miejsca, gdzie byłbym naprawdę u siebie. Na okres szkoły
      średniej nakładają się również wszystkie problemy związane z dojrzewaniem:
      trądzik na twarzy był moim przekleństwem. Pewnego razu idąc ulicą zobaczyłem w
      szybie swoją sylwetke i sie przestraszyłem.Plecy pochylone jakoś tak do przodu,
      a tyłek do tyłu. Znowu czułem sie inny i gorszy. Wydawało mi się, że wszyscy
      się na mnie patrzą. Ponieważ zdarzało się, że chorowałem to i wszkole zacząłem
      mieć problemy. Dużo opuszczonych zajęć. Niektórzy koledzy robili sobie jaja, a
      ja nie potrafiłem i nie miałem chęci by się bronić. Często z kolegami
      popijaliśmy. Ciągle tylko wzrastała we mnie wściekłość i poczucie bezsilności.
      Na początku 4 klasy miałem wycięte migdały podniebienne. Ten rok w szkole był
      dla mnie przegrany. Przez cały rok byłem przez nauczycieli upokarzany w
      obecności całej klasy. Musiałem powtórzyć 4 klasę (maturalną). Byłem tym
      przybity. Znalazłem sobie takie towarzystwo i dziewczynę, z którymi przez
      prawie miesiąc piłem. Nie non stop, ale coddziennie po obiedzie spotykaliśmy i
      tak trwało to przeważnie do godz. 21-22. Pewnej niedzieli (właśnie wówczas)
      poszedłem do kościoła i stojąć poczułem jakieś takie mrowienie w rękach,
      później jakiś taki dziwny ucisk w głowie i miałem wrażenie, że jeszcze moment a
      zwariuję, robiło mi się gorąco, miałem przyśpieszony oddech, zawroty głowy,
      itp. Od tego dnia upłynęło sporo czasu. Klasę powtórzyłem.Zdałem maturę. Zdałem
      na wymarzone studia. Skończyłem studia. Jedyne co się nie zmieniło to to, że
      lęk we mnie pozostał. W tej chwili boję się kontaktu z ludźmi, ale nie
      wszystkimi. Nie wzbudzają we mnie lęku obcy anonimowi ludzie. Chociaż czuję sie
      paskudnie gdy ktoś stoi za mną. Generalnie nie lubie być centrum uwagi.
      Panicznie boję sie wszelkich występów przed większym gronem. Proszę o
      skomentowanie tego, o czym przed chwilą na pisałem.
      • Gość: ewa Re: PANIKA IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 18.04.01, 19:48
        Mój Boże, Adam, to co opisałe� to koszmar. Masz naprawdę silny charakter, je�li
        udało ci się to przetrwać. Chce mi się płakać. Nic dziwnego, że
        pozostały "skutki Uboczne". Spokój, zaufanie i miło�ć nie biorš się z
        powietrza. Tego uczš rodzice i rodzina. Twoja rodzina mogła tylko cię zniszczyć
        i prawie im się to udało. Nie dali ci ani przestrzeni ani miło�ci. Mam ochotę
        wziš�ć ich za łby i ršbnšć o �cianę. Walcz o siebie, Adam! Szukaj pomocy! Nie
        wszyscy sš tacy. Ja znalazłam pomoc po wielu latach, mam szczerš nadzieję że i
        tobie się uda. Trzymam kciuki. Nie będzie łatwo, ale masz szansę.O Boże, co oni
        ci zrobili.
      • Gość: Krystyna Re: PANIKA IP: 212.244.27.* 27.04.01, 17:15
        Życie nie oszczędziło Ci złych doswiadczeń. Niewiele brakowało byś popłynął z
        prądem nieodpowiedniego towarzystwa i znalazł się w ślepej uliczce. Na
        szczęście, mimo wszystko, chyba jednak Twoja samoocena nie jest najgorsza, co
        dało Ci siłę do studiowania i osiągnięcia wytyczonych celów. Dobre samopoczucie
        (brak lęków) także jest uzależnione od tego, czym odżywiamy nasz organizm. Te
        lęki można wyleczyć dietą optymalną.Innego skutecznego leczenia nie ma. W
        dodatku nie będzie. Wszystkie leki działają krótko i w sumie są szkodliwe.
        Pozdrawiam. Krystyna.
    • Gość: zofia Re: PANIKA IP: *.clmba1.mo.home.com 27.04.01, 15:42
      chetnie do ciebie napisze adam pozniej. mam tylko jedden komentarz . ciesze sie
      ze przezyles. bardzo wiele dzieci nie dozywa doroslowsci po podobnych
      doswiadczeniach .statystyki sa zastraszajace. miales "dobrego opiekuna". wole
      myselc o tobie jao "Przezyl" niz jako "ofiara" . to daje mi wielka ulge i
      wdziecznosc sile wyzszej ktora zadzi naszymi losami kiedy knompletnie nie mamy
      nad nim kontroli. masz ogromna motywacje aby zyc i jestem pewna ze bedziesz OK!
      jesli chodzi o twoich rodzicow to obawiam sie ze ich zycie bylo podobne do
      twojego i wychowywali cie tak jak ich nauczono. jak spojrzysz na dynamike
      twojej rodziny kilka pokolen wstecz, to kogo tu winic? nie ma winnych .
      pokolenia przekazuja sobie sposoby wychowania dzieci , i metody na zycie.
      dysfunkcyjne dzialania odbijaja sie na najslabszych dzieciach. one nie maja
      doswiadczenia jak sobie radzic z bolesnymi sytuacjami wiec czesta jest ucieczka
      w alkohol , itd , inne samo destrukcyjne zachowania. statystyka wiezien mowi ze
      powyzej 50 % kryminalistow jest rowniez ofiarami sytuacji w domu.czyli sa
      jednoczesnie ofiarami i tymi ktorych nauczono ja znecac sie nad innymi . nie
      znaczy ze wszystkie ofiary znecaja sie nad wlasnymi dziecmi . bardzo wielu
      znich ma szczesie spotkac na swojej drodze dobrych ludzi ktorzy pokaza im inna
      sciezke zycia lub cos innego sie zdaza ze pomaga im ujrzec rzeczywistosc taka
      jak jest i znalesc zdrowy sposob na zycie. na ulicach stanow mieszka okolo 10
      tys dzieci ktore uciekly z domow. to sa statystyki czyli napewno jest ich dwa
      razy tyle.
      bardzo trudno pomoc tym dzieciom bo takie rodziny trzymaja wszystko w sekrecie.
      jestes na dobrej drodze . mowienie o przeszlosci , wyrzucenie jej z siebie
      bardzo pomaga. poukladanie wszystkiego w dobrym porzadku i znalezienie drogi
      zdrowienia jest w zasiegu twojej reki bo juz na niej jestes. zycze wytrwania.
      zofia
      • Gość: ewa Re: PANIKA IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 03.05.01, 14:20
        Nie chodzi o winienie, tylko o odpowiedzialno�ć. To co piszesz, Zofio, to
        racja, ale to nie poczštek, tylko koniec drogi. Do tego się dochodzi, we
        własnym czasie i po własnych łzach. Lepiej nie skakać i nie udawać anioła, bo
        nie mamy skrzydeł i łatwo złamać kark. Na tę górę wchodzi się powoli, ale widok
        wart jest wysiłku. I to czyste, �wieże powietrze.
    • Gość: jagoda Re: PANIKA IP: *.ipt.aol.com 24.07.01, 22:14

      hi,

      mam kurcze ten sam problem.unikam zgromadzen, na sama mysl o wejsciu np do
      pelengo ludzi pabu robi mi sie niedobrze..psychicznie.ze studiow wylecialam,
      teraz probuje zaczac nowe, jedna wielka sraka, cale moje zycie.sorry.
      czuje sie, jak jakas pierdolona roslinka, po prostu egzystuje, wczoraj,
      dzisiaj, juto, miesiac temu, i za miasiac pewnie tez..zawsze to samo.z dala od
      zycia, ludzi, i swiata.pieklo za zycia.
      • Gość: xy Re: PANIKA IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 26.07.01, 23:19
        Nie martw się Jagodo, wszystkie lęki i doły psychiczne mijają. Spróbuj się
        czymś zainteresować, spróbować robić coś co lubisz. Natomiast kontakty
        międzyludzkie utrzymywane na siłę niczego nie dadzą. Jest po prostu w Tobie
        pewien indywidualizm i zamiast się nim przerażać, powinnaś wydobyć z niego to
        co najlepsze.
          • Gość: xy Re: PANIKA IP: *.studio.tpi.pl 27.07.01, 22:38
            Przede wszystkim nie powinnaś przypominać sobie cały czas, że jesteś samotna.
            Ja też jestem sam, ale traktuję to jako coś normalnego, nawet w tej chwili
            trudno mi sobie wyobrazić, żeby było inaczej. Po prostu powinnaś to
            zaakceptować. Zresztą zdajesz sobie sprawę z tego, że bycie z kimś w związku
            również niesie ze sobą problemy - musisz cały czas iść na kompromis, co nie
            koniecznie Ci odpowiada, zwłaszcza jeśli jesteś indywidualistką.
            • Gość: ewa Re: PANIKA IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 29.08.01, 14:34
              Mam drgawki, gdy słyszę lub widzę jak kto�, po przeczytaniu dwu linijek
              czyjego� tekstu wyjeżdża z tekstami w rodzaju - powinna� co� tam. Nikomu nie
              o�mieliłabym się dawać takich rad i sama jak ognia unikam takich filozofów.A
              jeszcze nie dawno sama byłam taka mundra. Jagodo, napisz więcej.
              I jeszcze jedno, jak się kto� uprze, to zje gówno twierdzšc, że to łoso� w
              innej postaci. Zyczę smacznego naszemu akceptujšcemu.
    • Gość: faustyma mam to samo - PANIKA!!! IP: 157.25.172.* 29.08.01, 14:47
      powiem ci że mam podobne objawy jak ty , dobrze określiłeś te szrpane ruchy i
      ja też staram się podtrzymywać trzęsącą się głowę ręką kładzoną pod brodą - ie
      myślałam że jestenm dziwana że tylko ja mam dziwne drgawki całego ciała jak coś
      załatwiam w urzędzie banku czy gdzieś gdzie są ludzie - okropność - serce mi
      kołacze jakby chciało się wyrwać, kilka razy przeżyłam to w autobusie ale
      pomogłam sobie tak że próbowałam się z tymi moimi lękami (nadal mam te drgawki)
      ale jestem odważna - poszłam do dentysty - wiesz bałam okropnie ale poszłam
      mówię to z dumą wyleczyłam sobie zęby chociaż kosztowało mnie to dużo nerwów i
      też trzęsłam się na fotelu ,zaczęłam być miła dla osób najbliższych - sąsiadów
      i tych których widziałam często - patrzyłam im prosto w oczy i mówię dzień
      dobry gdy coś odpowiedzą podejmuję krótką rozmowe, zaczęłam rozmawiać z obcymi
      ludźmi (przecież oni mnie widzą pierwszy i ostatni raz) gdy mam okazję odzywam
      się np do staruszki która siedzi obok w PKSie lub kobiety z dziećmi na dworcu
      PKP. Podbudowuję się. Nie czytam już książek w zaciszu pokoju - wycgodzę i
      siadam gdzieś na ławce i tam czytam - na świeżym powietrzu wśród ludzi.
      Niestety cały czas ten mój problem nie znika i pojawia się (ręka mi się trzęsie
      gdy piję kawę u Cioci - o właśnie chyba wzrasta to pobudzenie po wypiciu kawy -
      dlatego ją ograniczam)Kupiłam też tabletki uspokajające ziołowe ale nic nie
      pomogły , bo gdy wzięłam je przed wyjściem do banku to i tak przy okienku się
      trzęsłam i wiem że gdybym wtedy miała coś napisać lub podpisać się nie
      zdołałabym bo ręka trzesłaby mi się strasznie - staram się wtedy wykonywać co -
      wycierać nos, szukać czegoś w torbie - wiem że jestem chora. Kupiłam też melisę
      do picia.
      Pozdrawiam cię serdecznie i życzę wytrwałości w pokonywaniu własnych lęków
        • Gość: ewa Re: mam to samo - PANIKA!!! IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 09.09.01, 21:17
          A mnie się nie chce pokonywać lęków, w ten sposób przynajmniej, bo to za dużo
          kosztuje.Dlaczego w ogóle nie próbujecie zadać sobie pytania - dlaczego tak
          reaguję? Czy naprawdę uważacie że to taka wasza absurdalna i męczšca uroda?
          Kiedy� uważałam, że trzeba zagry�ć zęby i i�ć naprzód - przełamywać lęki. Ale
          mnie to męczyło. Bardzo mnie to zmęczyło. Wtedy dostałam pomoc - małš
          informację od dziewczyny, która wiedziała i rozumiała, bo znała lęk z własnego
          życia. To było 8, - osiem lat temu. Cišgle zanurzam się w swoim �wiecie i
          patrzę na tych, którzy go ukształtowali. I po latach pracy nad sobš, nie
          przełamywania się, nie gwałcenia siebie samej, ale rozumienia i prób sympatii,
          zaczynam mieć efekty. Powoli dorastam, ale nie z łaski na uciechę, bo lata
          płynš. To praca, wiele łez, pomoc wspaniałych, choć trafiałam i na
          nawiedzonych , psychoterapeutów i również psychiatrów.
          Nie jestem jeszcze zdrowa i cišgle mam nie�le poršbane w głowie. To chyba,
          przynajmniej w moim przypadku, jak z alkoholizmem - już zawsze trzeba uważać.
          A może to tylko etap. Wiem, że wiele z moich lęków już zniknęło lub ucichło,
          wiele rozumiem i nie ma ani jednego irracjonalnego. Nic w moim życiu nie wzięło
          się z kapelusza.I nic nie zniknie ot tak sobie, bo sobie wymy�liłam, że tak mi
          odpowiada. Moja matka zawsze twierdziła, że jak znajdę się w szpitalu i mi będš
          codziennie pobierać krew, to przestanę się bać. znalazłam się w szpitalu,
          pobierano mi krew, ale nie przestałam sie bać. Lęk ustšpił dopiero gdy od męża
          dostałam zrozumienie, że mogę się bać, bez epitetów,którymi szafowała moja
          matka, że to głupie itd...Dostałam zrozumienie i lęk osłabł, choć dwa dni
          wcze�niej jak skulone zwierzštko siedziałamw łazience trzęsšc się przed
          pobraniem. Spróbujcie się zrozumieć.
            • Gość: klik Re: mam to samo - PANIKA!!! IP: *.tnt2.b2.uunet.de 11.10.01, 08:01
              Znam uczucie paniki i strachu, ale opisanych symptomow niestety nie. Moge tylko
              z autopsji powiedziec, ze w momencie paniki przestaje normalnie myslec, cos
              jest tam zablokowane we mnie, wowczas staram sie zachowac przynajmniej
              zewnetrzny spokoj, tak aby nikt nie zauwazyl co jest grane - nauczylem sie
              rozbrajajaco usmiechac itp.. Uczucie to mialem prawe zawsze w domu
              rodzicielskim, do wieku 20 lat, kiedy to udalo mi sie uciec - w
              ten 'przyzwoity' drobnomieszczanski sposob przez studia, prace, i swoje cztery
              sciany. Moja matura to byl akt zdobywania Mt.Everestu, rowniez pozniej, przez
              lata wydawalo mi sie, ze tak zawsze musi juz byc, mozolnie, ciezko, ze jestem
              tepy, gorszy od innych - malo lotny, jak powtarzala mi z jakas dziwna
              satysfakcja moja matka. Przeczytalem duzo ksiazek na ten i inne tematy psychiki
              ludzkiej, i nie wiem ktora mi pomogla. Mam wrazenie, ze kazda zawierala cos w
              sobie, cos co wchodzilo we mnie, po czesci swiadomie, po czesci nieswiadomie. Z
              ksiazek wyczytalem, ze mam prawo byc powolny, mam prawo byc niezadowolony, mam
              prawo nie mowic dzien dobry, mam prawo byc takim jakim jestem. Rowniez, ze mam
              prawo miec panike, mam prawo sie bac. Zaczalem sie obserwowac jak to sie
              dzieje, ze sie boje i to byl poczatek procesu ktory trwa nadal, w ktorym ucze
              sie akceptowac ta czesc mojej osobowosci. Przy czym, jak powiedzialem drgawek
              itp. nie mialem. Do psychologow nie mam osobiscie zaufania. Bylem jednak u
              homeopaty, poniewaz moje strachy spowodowaly arterioskleroze w nogach. Ten
              ostatni ogladnal sobie moje giry i powiedzial, ze on leczy 'calosciowo', tzn.
              podaje leki nie na konkretna chorobe, tylko na stan ogolny (sa rozni homeopaci,
              ja bylem u takiego ktory ma leczyc jeszcze ta tradycyjna metoda Hahnemana). No
              i sie lecze. Ostatnio juz znowu zwlekam z wizyta, juz od prawie pol roku,
              poniewaz mialem wrazenie, ze przez to leczenie bylem znow stawiany pod presje
              sukcesu - tym razem mialem wyzdrowiec - i czulem, ze znow sie cos tam we
              mnie 'zbiera' . I tak w kolo Macieju, chyba jednak niedlugo znowu do niego
              pojde. Potrzebowalem te pol roku, aby sie z tym nowym uczuciem zapoznac, do
              niego przyzwyczaic. Probuje tu i tam. Jezeli o ksiazki chodzi, to bardzo mi
              pomogly te opierajce sie na defincji czterech glownych strachow i
              klasyfikujacych odpowiednio ludzi. Podstawa byla Fritz Riemann 'Grundformen der
              Angst'. Pozdr.
              • Gość: joshua Re: IP: *.rz.uni-wuerzburg.de 12.10.01, 16:22


                ok, mam troche czasu do zabicia, wiec tez cos napisze.z moja depresja, czy
                raczej fobia spoleczna, nerwowoscia, zaczalem sie rozprawiac okolo 6 miesiecy
                temu.samo paskudztwo zalapalem juz kilka lat temu, niemniej zawsze mi sie
                wydawalo,ze taki juz po prostu jestem, niesmialy,nerwowy i moze kiedys samo to
                wszystko przejdzie.bylo juz jednak tylko gorzej, zaczalem sie izolowac, unikac
                wszelkich mozliwych kontaktow.nie podobalem sie samemu sobie, nie akceptowalem
                siebie, mimo ze w zasadzie wszystko mi sie ukladalo.podstawy takiego zachowania
                lezaly przede wszystkim po stronie mamy, bardzo wymagajacej, i naturalnie
                rzadko nagradzajacej.ale dobra, bo nie o tym mialo byc.
                w koncu zawitalem do psychologa, potem psychiatry.zaczalem czytac mase ksiazek,
                poczawszy od kieszonkowych poradnikow typu "walcz z depresja, zmien swoja
                mentalnosc, itp", kanczac na powaznych pozycjach zajmujacycj sie problemami
                depresji, fobii, samoakceptacji.podobnie jak przedmowca, i ja mam wrazenie, ze
                z kazdej wyciagnelem cos, co mi pomoglo, utrwalilo sie w podswiadomosci.zmienil
                sie moj punkt widzenia, zaakceptowalem pewne zachowania, przestalem polegac na
                mylacych uczuciach, i przede wszystkim koncentrowac sie na sobie samym, tym
                jak wygladam, czy z tej sytuacji wyszedlem z twarza?, czy to dobrze
                powiedzialem?, czy tam wpadlem w panike?.nawet jesli wiedzialem, ze wpadlem w
                ta panike, zle sie zachowalem, ucieklem, przestalem sobie tym zawracac glowe,
                czy tez nauczylem sie przestawac, bo byl to caly proces.wczesniej kazda
                porazke, cos co w moim przekonaniu zrobilem zle, traktowalem bardzo osobiscie,
                wypominajac sobie bledy, udostepniajac pola stanom zwatpienia, smutku,
                zlosci.natomiast do kazdego "zwyciestwa", czegos co mi sie udalo odnosilem sie
                bardzo chlodno.dzis jest dokladnie odwrotnie, na porazki wynikajace z mego
                sposobu bycia staram sie w ogole nie patrzec, i to sie udaje.z kolei kazde,
                nawet male zwyciestwo, traktuje z duzym entuzjazmem.
                na uniwerku wzialem sie za sport, zaczalem probowac wszsytkiego, co moglo mi
                pomoc.yoga,tai-chi, basen, nawet wspinaczka gorska....to polecam.zaczalem
                rowniez przebywac w miescach publicznych.zamiast czytac w domu, polazlem do
                parku, czy biblioteki.i co bylo w moim wypadku najwazniejsze, nauczylem sie
                powoli nie polegac na uczuciach:strachu, dyskomfortu, niewygody w okolicach
                szczeki.i co ciekawe, one przestaly sie powoli pojawiac.do psychologa wciaz
                latalem, aczkolwiek tylko po to aby sie wygadac, zalapac jeszcze wieksza
                motywacje, bo sam psycholog (moj trzeci) niewiele nowego juz
                wnosil.dzisiaj,pewnie ze wciaz nie jestem kims w rodzaju "duszy towarzystwa",
                ale zanotowalem olbrzymia poprawe, pozwalajaca mi dobrze funkcjonowac,
                podejmowac wyzwania.probowalem rowniez roznych sposobow oddychania, i tu goraco
                polecam metode buteyki, polegajaca na plytkim oddychaniu nosem(rowniez przy
                uprawianiu sportow, np, joggingu...oddychamy tylko nosem).naprawde pomaga,
                wprowadza spokoj, rownowage wewnetrzna.ok, to by bylo na tyle.zycze powodzenia
                w zmaganiu sie z tym cholerstwem!
                  • Gość: Adam PANIKA IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 10.04.02, 21:00
                    Od momentu swojego pierwszego postu na tym forum do poniedziałku 08-04-2002
                    brałem Efectin ER (75). W tym czasie moje życie uległo radykalnej poprawie
                    jakościowej. Początek związany z braniem leku był koszmarny. W tej chwili, po
                    odstawieniu Efectinu, również czuję się fatalnie: zawroty głowy, odrętwienie,
                    bóle głowy, samopoczucie "grypowe" - mam nadzieję, że ta moja reakcja na
                    odstawienie leku szybko minie. Pozostaje niemniej jednak pytanie - czy skutek
                    działania środka utrzyma się. Jestem w pewnym sensie królikiem doświadczalnym,
                    mam nadzieję, że moje doświadczenie się komuś przyda. Z obserwacji wiem
                    natomiast, że podstawą jest właściwa liczba godzin snu i aktywność fizyczna i
                    zero kawy.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka