Dodaj do ulubionych

samotnosc, juz jej dosc...

18.10.05, 15:14
Hej, moze ktos mi jakiejs rady udzieli... 7-8 mies. temu poronilam ciaze i
rozstalam sie z niedoszlym tatusiem (a raczej on sie ze mna rozstal,
mieszkalismy razem 3 lata). Bylam strasznie zalaman, dodatkowo dowiedzialam
sie ze moze nigdy nie bede miec dzieci.. Bylam bardzo zalamana, probowalam
popelnic samobojstwo. Wreszcie trafilam do swietnego specjalisty, zaczelam
terapie. Krotko po tym okazalo sie ze dostalam swietna prace za granica.
Dobre stanowisko zgodne z moim wyksztalceniem i mimo obaw i nienajlepszej
formy zdecydowalam sie na wyjazd. Rzucilam sie w wir pracy i dosc szybko
zaczelo to przynosic efekty. Przestalam ciagle rozmyslac, praca nad kolejnymi
projektami bardzo mnie wciagnela.. Ale teraz, wlasnie skonczylismy prace nad
czyms wiekszym i jest czas na odetchniecie.. znowu zaczelam myslec... Czuje
sie bardzo samotna, chcialabym ulozyc sobie z kims zycie, ale wydaje mi sie
ze jestem nieatrakcyjna dla mezczyzn (nie chodzi mi o atrakcyjnosc
fizyczna).. Ostatnio kogos poznalam i wydaje sie ze on jest calkiem mna
zainteresowany, ale mi tak ciezko przychodzi mu zaufac.. Wyobrazam sobie
tysiace czarnych scenariuszy z serii w jaki sposob on mnie moze skrzywdzic..
Nie wiem czy to normalne, chyba nie.. Kazdy mezczyzna, ktorym moglabym sie
zainteresowac wydaje mi sie zagrozeniem, Mial ktos tak? Przejdzie samo czy
cos trzeba z tym zrobic? Dziekuje za odpowiedzi.
Obserwuj wątek
    • mskaiq Re: samotnosc, juz jej dosc... 18.10.05, 16:23
      Tak dlugo jak pracowalas tak dlugo nie mialas czasu na myslenie. Teraz wszystko
      wrocilo bo ciagle wracasz do tego nieudanego zwiazku ktory wyzwala w Tobie
      wiele negatywnego myslenia.
      Pamietaasz to co sie stalo w przeszlosci a to budzi w Tobie strach. Stad biora
      sie te czarne scenariusze ktore ukladasz.
      Mysle ze Twoje rozstanie sie nie zostalo rozwiazane, ciagle wywluje wiele
      emocji.
      Rowniez probujesz uogolniac, uwazasz ze kazdy inny mezczyzna moze Cie
      skrzywdzic. To zwykle trwa tak dlugo az wybaczysz tamtemu czlowiekowi ktory sie
      z Toba rozstal, zrozumiesz dlaczego i zaakceptujesz to. Bez zrozumienia
      dlaczego odszedl od Ciebie trudno Ci bedzie pozbyc sie tego strachu do
      mezczyzn. Ten czlowiek ktory odszedl od Ciebie mial Swoj powod, cos w nim
      budzilo niepokoj i strach byc moze ze znasz ten powod. Inny mezczyzna moze nie
      miec tego strachu.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • asixaj Re: samotnosc, juz jej dosc... 19.10.05, 07:47
        Dzieki wielki.. Moze to sie jakos pouklada... Mi jeszcze kilku lat do 30-stki
        brakuje, a czuje sie chwilami jakby juz mnie nic dobrego spotkac nie mialo..
    • marla.singer Re: samotnosc, juz jej dosc... 18.10.05, 18:05
      Kazdy mezczyzna, ktorym moglabym sie
      > zainteresowac wydaje mi sie zagrozeniem, Mial ktos tak? Przejdzie samo czy
      > cos trzeba z tym zrobic?

      mial ;-) i moge ci zagwarantowac, ze minie. od ciebie tylko zalezy jak szybko.
      przede wszystkim musisz wybaczyc swojemu ex i rozliczyc sie z przeszloscia.
      zamknac tamten rozdzial i nie wracac do niego wiecej. i uwierzyc w to, ze nikt
      nie zamierza cie skrzywdzic. po prostu zaufaj. nastawiajac sie negatywnie i
      uciekajac duzo cie omija.
      wiec do dziela ;-)
      mam nadzieje, ze twoj strach bedzie trwal krocej niz u mnie. powodzenia ;-)
      • mskaiq Re: samotnosc, juz jej dosc... 18.10.05, 18:16
        To bardzo trudna lekcja marlo.singer. Po jej przerobieniu swiat wyglada juz
        zupelnie inaczej bo wybaczenie otwiera droge do milosci.
        Serdeczne pozdrowienia.
        • aneta01a Re: samotnosc, juz jej dosc... 19.10.05, 21:26
          Złaź, kurna, z tej ambony, bo nie zdzierżę i osobiście Ci wyperswaduję, czym
          jest miłość, a czym na pewno nie jest.
          Aneta
      • miriam11 Re: samotnosc, juz jej dosc... 18.10.05, 19:04
        marla.singer napisała:

        > mial ;-) i moge ci zagwarantowac, ze minie. od ciebie tylko zalezy jak szybko.
        > przede wszystkim musisz wybaczyc swojemu ex i rozliczyc sie z przeszloscia.
        > zamknac tamten rozdzial i nie wracac do niego wiecej. i uwierzyc w to, ze nikt
        > nie zamierza cie skrzywdzic. po prostu zaufaj. nastawiajac sie negatywnie i
        > uciekajac duzo cie omija.
        > wiec do dziela ;-)
        > mam nadzieje, ze twoj strach bedzie trwal krocej niz u mnie. powodzenia ;-)

        A ja nie wiem ile mi będzie trwać ta blokada. Wybaczyłam, pamiętam to co było
        dobrego, staram się (z coraz lepszym skutkiem!) nie myśleć co było złego. No i
        co, i tak odtrącam każdego, bo nie umiem już uwierzyć i zaufać. Dobrze wiedzieć,
        że Tobie się udało. Może mi kiedyś też? Tylko nawet nie wiem czy jeszcze chcę.
        Ale dzięki za iskierkę optymizmu, Marla!
        • hasanet Re: samotnosc, juz jej dosc... 18.10.05, 21:09
          miriam11 napisała:

          > No i
          > co, i tak odtrącam każdego, bo nie umiem już uwierzyć i zaufać.
          Znajdzie się taki, któremu dasz szansę, a on da radę Twoim blokadom. Jesteś
          młoda. Przed Tobą całe życie.
          > Tylko nawet nie wiem czy jeszcze chcę.
          Tu nie ma nic do chcenia, to po prostu staje się samo. Nagle zapytasz: co ja
          czuję? Nawet się możesz zgorszyć, zadziwić, a jest.







          • miriam11 Re: samotnosc, juz jej dosc... 18.10.05, 21:29
            hasanet napisała:

            > Znajdzie się taki, któremu dasz szansę, a on da radę Twoim blokadom. Jesteś
            > młoda. Przed Tobą całe życie.

            W moim wieku? Hasa!!!! Zlituj się :-) Ale tak dzisiaj pomyślałam, że może i na
            mnie jeszcze jednak kiedyś przyjdzie....

            > > Tylko nawet nie wiem czy jeszcze chcę.
            > Tu nie ma nic do chcenia, to po prostu staje się samo. Nagle zapytasz: co ja
            > czuję? Nawet się możesz zgorszyć, zadziwić, a jest.

            Wiem. Przychodzi samo. I wiem że dziwi i zachwyca jednocześnie. Czy przychodzi
            nawet jeśli ja już nie wierzę? Tak po prostu, przychodzi i jest?
            Tak. przychodzi. Wiem, bo obserwuję ludzi i nieraz widzę historie niewiarygodne.
            I cieszę się jak ludziom się uda. A ja, siedzę sobie, tyle mojej radości co z
            odbicia cudzego... Ech, wiem, coś plączę i marudzę. Nie umiem tak naprawdę
            napisać co czuję. Może tak: wiem że to możliwe, a i tak nie umiem sobie tego
            wyobrazić ze mną w jednej z dwóch głównych ról :-) Ten co dałby radę moim
            blokadom to osiłek jakowyś być by musiał... duchowy, oczywiście.
            • hasanet Re: samotnosc, juz jej dosc... 19.10.05, 10:32
              miriam11 napisała:

              > hasanet napisała:
              >
              > > Znajdzie się taki, któremu dasz szansę, a on da radę Twoim blokadom.
              >
              > dzisiaj pomyślałam, że może i na
              > mnie jeszcze jednak kiedyś przyjdzie....
              Padnie albo uderzy..
              >
              > > Nagle zapytasz: co
              > > ja
              > > czuję? Nawet się możesz zgorszyć, zadziwić, a jest.
              Możesz nawet zaprzeczać.
              > Tak. przychodzi. Wiem, bo obserwuję ludzi i nieraz widzę historie
              niewiarygodne
              > .
              > I cieszę się jak ludziom się uda.
              Ja też.
              > A ja, siedzę sobie, tyle mojej radości co z
              > odbicia cudzego...
              Całkiem wygodna pozycja obserwatora.
              > Ten co dałby radę moim
              > blokadom to osiłek jakowyś być by musiał... duchowy, oczywiście.
              Osiłek niekoniecznie, ale musiałby chcieć nie na żarty.

      • asixaj Re: samotnosc, juz jej dosc... 19.10.05, 07:43
        Dzieki bardzo za odpowiedzi! A ile Tobie to czasu zajelo? U mnie to teraz jest
        tak: I chcialabym, i boje sie... :-( A do tego sie jakas malo wartosciowa
        czuje :-(
        Jak slucham opinii na moj temat to po prostu w szoku jestem, tak wielu ludzi
        uwaza, ze jestem strasznie silna, twardziel po prostu.. Nikt nie rozume, ze to
        maska! haha, ironia zycia..
        • hasanet Re: samotnosc, juz jej dosc... 19.10.05, 10:39
          asixaj napisała:

          > wielu ludzi
          > uwaza, ze jestem strasznie silna, twardziel po prostu.. Nikt nie rozume, ze
          to
          >
          > maska! haha, ironia zycia..
          Rycerze chodzą w zbroi, żołnierze noszą moro. Mają swoje powody, Ty też masz. A
          co sobie kto pi..pi..pi.. to już jego rzecz, a nie Twoja. Plugastwo po masce
          spłynie. Między innymi po to ją też założyłaś.
        • marla.singer Re: samotnosc, juz jej dosc... 19.10.05, 21:00
          asixaj napisała:

          > Dzieki bardzo za odpowiedzi! A ile Tobie to czasu zajelo? U mnie to teraz jest
          > tak: I chcialabym, i boje sie... :-( A do tego sie jakas malo wartosciowa
          > czuje :-(
          > Jak slucham opinii na moj temat to po prostu w szoku jestem, tak wielu ludzi
          > uwaza, ze jestem strasznie silna, twardziel po prostu.. Nikt nie rozume, ze to
          >
          > maska! haha, ironia zycia..

          mnie to zajelo bardzo dlugo [10 lat]. z perspektywy czasu wydaje mi sie, ze
          optymalny okres na zamkniecie poprzednich zwiazkow to max. 2 lata. potem strach
          tylko rosnie. pisal ktos wyzej, ze nie nalezy sie otwierac calkowicie, ale ja
          sie z tym nie zgadzam. nie mowie, ze nalezy sie rzucic 'na leb, na szyje', ale
          takie podejscie 'po troszeczke' spowoduje, ze w przypadku pierwszych poblemow
          wycofasz sie/uciekniesz. angazujac sie w cos nigdy nie wiesz, czy nie dostaniesz
          kopa, ale czym jest zycie jezeli nie ciaglym podnoszeniem sie z upadkow ;-) jest
          takie haselko: no pain, no gain i trudno sie z nim nie zgodzic.

          ps. w moim przypadku rozpad zwiazku byl wybawieniem :-)
    • ewa19734 Re: samotnosc, juz jej dosc... 19.10.05, 09:22
      Myślę, że jeżeli ten mężczyzna Cię pociąga i wydaje się być wartościowy to nie
      odrzucaj go, spotykaj się z nim i postaraj lepiej poznać. Proponuję jednak
      starać się być zdystansowaną nie otwierać się całkowicie na niego od razu. W
      ten sposób zminimalizujesz ryzyko ewentualnego zranienia przez tą osobę. Nie
      chcę powiedzieć, że on będzie chciał to zrobić specjalnie, po prostu może zbyt
      dużo sobie będziesz obiecywać po tym związku, a to może jeszcze nie być "TO"
      Jesteś jeszcze bardzo "kruchą" psychicznie istotą po Twoich dotychczasowych
      przeżyciach, które rozegrały się w sumie nie tak dawno. Piszę tak ponieważ sama
      coś podobnego przeżywałam. Po rozstaniu z moim partnerem (4 lata związku)
      czułam się bardzo samotna, pojawiły się objawy nerwicy z atakami lękowymi,
      zaczęłam się leczyć farmakologicznia. Z ogromną ufnością podeszłam do
      mężczyzny, który pojawił się w moim życiu niedługo potem. Wydawało mi się, że
      jest idealny, wiele sobie "dorysowałam". Po uroczym okresie uwodzenia nastąpił
      kulminacyjny wieczór - dla mnie wspaniały, po którym on... już nie chciał się
      spotkać! Myślałam, ze się rozpadnę na kawałki, czułam sie beznadziejna, że
      zrobiłam coś co mnie zdyskwalifikowało w oczach tego "wspaniałego" mężczyzny.
      Teraz już umiem się z tego nawet śmiać, że "na stare lata" dałam się nabrać
      uwodzicielowi, który wspaniale się bawił moim kosztem. Piszę to i w pewnym
      sensie jest to moja terapia ale chciałam Ci dać prawdziwy przykład jak osoba
      o "nadszarpniętej" psychice może sama siebie zranić będąc zbyt ufną i naiwną.
      Pozdrawiam i życze wiele szczęścia (ja też na nie jeszcze liczę)!
      P.S. Euforyku, gdzie jesteś? W tych "trudnych" chwilach, o których pisałam
      byłeś ze mną:)
      • hasanet Re: samotnosc, juz jej dosc... 19.10.05, 11:37
        ewa19734 napisała:

        > Po rozstaniu z moim partnerem (4 lata związku)
        > czułam się bardzo samotna, pojawiły się objawy nerwicy z atakami lękowymi,
        > zaczęłam się leczyć farmakologicznia. Z ogromną ufnością podeszłam do
        > mężczyzny, który pojawił się w moim życiu niedługo potem. Wydawało mi się, że
        > jest idealny, wiele sobie "dorysowałam". Po uroczym okresie uwodzenia
        nastąpił
        > kulminacyjny wieczór - dla mnie wspaniały, po którym on... już nie chciał się
        > spotkać!
        Popełniliście ten sam błąd: uprzędliście siebie z nitek marzenia.
        Zapomnieliście o swoich prawdziwych obliczach. Rozstaliśie się po uroczej
        kolacji. Dziękuj Bogu i niech on dziękuje, że nie zalożyliście w stadła.
        Byliście na dobrej drodze, aby je sobie urządzić. Odszedł-widać to nie Ty i nie
        on. Nie opłakuj, czego nigdy nie było.
        > Myślałam, ze się rozpadnę na kawałki, czułam sie beznadziejna, że
        > zrobiłam coś co mnie zdyskwalifikowało w oczach tego "wspaniałego" mężczyzny.
        Związek to nie zawody. Naprawdę chciałabyś całe życie stać na czubkach baletek?
        Od tego bolą nogi.
        > Teraz już umiem się z tego nawet śmiać, że "na stare lata" dałam się nabrać
        > uwodzicielowi, który wspaniale się bawił moim kosztem.
        Dystans do siebie i poczucie humoru pomagają w każdej sytuacji.
        > Pozdrawiam i życze wiele szczęścia (ja też na nie jeszcze liczę)!
        A Ja wolę na siebie. Głupi ma szczęście, zmądrzałam. Bóg jeden zna za jaką cenę.
    • asixaj Re: samotnosc, juz jej dosc... 19.10.05, 10:11
      nie mam juz sily.. ciagle sama ze soba walczyc.. A naprawde potrzebuje teraz
      uczucia bardzo.. :-(
      • ewa19734 Re: samotnosc, juz jej dosc... 19.10.05, 10:37
        Rozumiem Cię ale właśnie dlatego, że tak bardzo potrzebujesz uczucia możesz nie
        być obiektywna tylko idealizować poznanego mężczyznę. Nic nie piszesz jak długo
        go znasz, jak on wyraża swoje zainteresowanie, czy poznałaś go w pracy? Jeżeli
        tak to czy warto ryzykować w pracy romans (w różnych firmach różnie się na to
        patrzy). Jeżeli to osoba spoza firmy, (a jesteś za granicą)to pewnie
        cudzoziemiec? Zależy z jakiego kraju, niektórzy są uroczy ale
        nieodpowiedzialni. Przepraszam, że jestem taka natarczywa. Jeżeli zbytnio
        wtargnęłam w Twoje osobiste sprawy i jeżeli nie chcesz to nie odpowiadaj na
        moje pytania na forum tylko przed samą sobą. "Truję" Ci tak ale zależy mi abyś
        spojrzała na swój problem z dystansu, to czego ja nie zrobiłam! Może dobrze
        zrobiłaby Ci rozmowa z psychologiem? Pozdrawiam najserdeczniej!
        • asixaj Re: samotnosc, juz jej dosc... 19.10.05, 11:00
          Znamy sie troche ponad miesiac... Jestem w Norwegii, ale moj poprzedni partner
          tez byl stad (tyle ze mieszkalismy w Polsce) wiec troche na ten temat juz wiem
          (jacy oni sa, choc nie chce generalizowac).
          Juz prawie, ze postanowilam nie dac temu sznsy, boje sie.. tylko ze troszke
          ciezko bo z nim naprawde rozumie sie bez slow.. Ale lepiej niech mi bedzie
          troche smutno teraz niz zebym znowu cierpiala za kilka miesiecy..
          • ewa19734 Re: samotnosc, juz jej dosc... 19.10.05, 11:32
            Kochana, odczytuję z Twoich słów, że jesteś przygaszona. Nie chciałam tak
            bardzo ostudzić Twojego zapału do tej znajomości. Ale zobacz, znacie sie tylko
            miesiąc. To narazie piękne zauroczenie... Przecież możesz nim się cieszyć i
            spokojnie obserwować. Ciekawe jak to się wszystko ułoży? Pamiętaj jesteś
            wspaniałą kobietą i zasługujesz na dobrą miłość. Życzę Ci tego.
            Do "przeczytania"!
            • hasanet Re: samotnosc, juz jej dosc... 19.10.05, 11:49
              ewa19734 napisała:

              > jesteś
              > wspaniałą kobietą i zasługujesz na dobrą miłość.
              Na miłość się nie zasługuje. To nie premia. Albo nam ją dają, albo nie.
              Wszystko.
          • hasanet Re: samotnosc, juz jej dosc... 19.10.05, 11:47
            O, tak nie można.. Zaryzykuj!
        • beno_2 Re: samotnosc, juz jej dosc... 19.10.05, 11:43
          ewa19734 napisała:

          > Jeżeli to osoba spoza firmy, (a jesteś za granicą)to pewnie
          > cudzoziemiec? Zależy z jakiego kraju, niektórzy są uroczy ale
          > nieodpowiedzialni.
          Hamuj. Jestem Polką, wróciłam, a właściwie wciąż wracam do kraju. Coś Ci się
          nie podoba. Może ja, hę?
          > Może dobrze
          > zrobiłaby Ci rozmowa z psychologiem?
          Po co jej psycholog? przecież to zwyczajne życie..
      • hasanet Re: samotnosc, juz jej dosc... 19.10.05, 11:38
        Jest tyle absorbujących zajęć, znajdź sobie coś. Nie musisz nawet szukać, mnie
        dopadły same.
    • hasanet Re: samotnosc, juz jej dosc... 19.10.05, 12:03
      Samotność można oswoić przez docenienie jej zalet, a takowe są i to wcale
      niemałe. Wymaga też odpowiedniego, często długiego treningu, by ją znosić, gdy
      przykro w długie zimowe wieczory. Mnie akurat łatwo mówić, zwyczajnie mam
      wprawę. Nikogo nie pouczam, tak tylko poddaję pod rozwagę.
    • mskaiq Re: samotnosc, juz jej dosc... 19.10.05, 16:37
      Mysle ze przed Toba bardzo wazny wybor. Musisz wybrac pomiedzy strachem a
      miloscia.
      Wydaje mi sie wolisz dac szanse strachowi a nie milosci. Strach to depresja,
      milosc to zycie.
      Tak wiele razy napotykam sie na ten rodzaj logiki, nie chce byc szczesliwa bo
      sie boje byc szczesliwa. Jak nie bede szczesliwa to nie ucierpie w wyniku
      nieudanego zwiazku.
      To czy zwiazek bedzie szczesliwy zalezy od Ciebie, od tego czy bedziesz
      sluchala milosci czy strachu. Jesli bedzie to milosc zwiazek nigdy nie bedzie
      nieudanym, jesli strachu napewno sie rozpadnie.
      Jest niezwykle wazne abys zrozumiala dlaczego Twoj partner z poprzedniego
      zwiazku odszedl. Jest przyczyna, wiem ze jest to strach bo kazdy zwiazek
      rozpada sie pod jego wplywem.
      Musisz Mu wybaczyc to. Odnalezienie przyczyny dla ktorych odszedl powinno Ci
      przyniesc zrozumienie ze zrobil to bo mial wiele problemow ze Soba, ze byl w
      Nim strach ktorego nie umial opanowac. Inna osoba takich problemow nie musi
      miec, zrozumienie tego pozwoli Ci nie uogolniac Twojego strachu na wszystkich
      mezczyzn.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • marla.singer Re: samotnosc, juz jej dosc... 19.10.05, 21:11
        zgadzam sie z toba.
        > Tak wiele razy napotykam sie na ten rodzaj logiki, nie chce byc szczesliwa bo
        > sie boje byc szczesliwa. Jak nie bede szczesliwa to nie ucierpie w wyniku
        > nieudanego zwiazku.

        takie myslenie to najgorsze co mozna zrobic. na wlasne zyczenie pozbawia sie
        siebie przyjemnosci/radosci/milosci itp. pozostaje tylko wegetacja.
        ja sie zaangazowalam teraz w zwiazek najezony trudnosciami jak 'jezyki'
        bakaliami ;-) i w nosie mam co z tego wyjdzie. wazne jest tu i teraz. a jezeli
        sie nie uda .. to sie nie uda. nie takie rzeczy musialam juz przezwyciezac. nie
        jest latwo, ale co to za frajda, u licha, jezeli wszystko idzie jak po masle? ;-)
      • asixaj Re: samotnosc, juz jej dosc... 20.10.05, 07:44
        Jeny, WIELKIE dzieki za to co napisales/las!! Naprawde, nawet nie wiesz jak mi
        to pomoglo!
    • mskaiq Re: samotnosc, juz jej dosc... 20.10.05, 16:06
      Mysle ze wybor milosci zamiast strachu to jedna z najwazniejszych i
      najtrudniejszych decyzji w zyciu.
      Za miloscia zawsze podaza strach, zawsze jest przyczyna ze milosc nagle znika i
      konczy sie zwiazek.
      Aby zachowac milosc nie nalezy podejmowac zadnych decyzji pod wplywem strachu,
      za kazdym razem musi decydowac milosc. Kiedy ona decyduje nic nie moze sie
      przydazyc, taki zwiazek jest nie do podwazenia.
      Serdeczne pozdrowienia.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka