uhu_an
06.11.05, 16:11
Juz mam dosyc. ciagle hustawki nastrojow mnie zabijaja. niekonczace sie
poczucie leku, podejrzliwosc- mam dosc. co chwila dolek. dobry nastroj mam
tylko przez kilka dni, albo nawet godzin w ciagu jednego dnia. nie wiem. mam
dosc. jestem zmeczona. jestem na terapii, nie lecze sie farmakolog.-choc sie
nad tym ostatnio powaznie zastanawiam. mam wrazenie, ze terapia dezorganizuje
mnie bardziej niz nie leczona wczesniej deprecha/lęk. a moze ona mnie
tylko 'rozmiekcza'. w koncu serce mialam z lodu.
chwiejny nastroj, czarne mysli, wewnetrzny kontroler, lek, brak poczucia
bezpieczenstwa, akceptacji, milosci- czasem wydaje mi sie, ze wszystko bedzie
ok, ze dam rade. ale im wyzej sie wspinam tym bardziej spadam. wciaz jestem
nie taka jak powinnam- tzn. mam zawyzone 'idealne ja'- ktore chce aby bylo
moim realnym- co rzecz jasna jest nie mozliwe.
sluchajcie moze macie jakies sprawdzone 'babcine' sposoby na poprawe
samopoczucia.
skad czerpiecie sile? POWIEDZCIE
jestem sama i szans aby byc z kims nie widze. nie mam szacunku do siebie.
nienawidze siebie. ciagle mam wrazenie, ze popelniam jakies kardynalne
bledy: czasem blahe, czasem nie-ale niezaleznie od tego, kara jest
rownomiernie dotkliwa.
skad samotnik moze czerpac sile?