Dodaj do ulubionych

lęk przed brudem

13.12.05, 02:50
Proszę o wiadomości od tych, którzy go mają. I czy ktoś jeszcze ma tak, że
nie boi się zarazków, tylko po prostu brzydzi brudu?
Obserwuj wątek
    • doc81 Re: lęk przed brudem 13.12.05, 10:31
      Ależ oczywiście! Zarazki są najpowszechniejszym źródłem lęków w OCD. Najlepiej
      i najogólniej - można to określić jako strach lub lęk przed "ohydą". Dla
      jednego "ohyda" to będą bakterie, wirusy, a dla innego kurz lub bród.

      U mnie z kolei był (i wciąż jest, choć już ograniczony) lęk przed wydalinami, a
      w związku z tym przed wszystkimi częściami garderoby stykającymi się w obszarze
      między "kolanami a pępkiem".
      • agape777 Re: lęk przed brudem 15.12.05, 01:01
        Wiem, że jest to najpowszechniejsza obsesja, ale zazwyczaj chodzi o zarazki i
        nawet żaden psycholog jak dotąd nie rozumiał że nie boję się zarazków tylko
        zwyczajnie brzydzę... I tego samego co Ty. Jak się leczysz?
        • doc81 Re: lęk przed brudem 15.12.05, 17:31
          No właśnie. To "obrzydzenie" to jest właśnie ten lęk przed "ohydą".

          A o moim leczeniu już pisałem - w moim poście p.t. "nowy". W skrócie -
          chodziłem 3 lata na terapię (indywidualną), która nie dość że mi nie pomogła,
          to jeszcze doprowadziła do stanu, że nie mogłem normalnie funkcjonować. Wtedy
          dostałem od moich rodziców ultimatum - albo zaczynam leczenie silnymi lekami,
          albo przerywam studia i idę na 2-3 miesiące do "wariatkowa". Wystraszyłem się,
          i... podjąłem leczenie. Tak jak już pisałem - duże dawki Anafranilu i
          Rispoleptu. Musiałem "przejść" przez okropne objawy uboczne, ale jako lekarz
          wiedziałem, że nie wolno się zniechęcać, i samowolnie odstawiać leki.

          Dziś jest już OK. Nadal "brzydzę się" dotykać pewnych partii ciała czy mojej
          garderoby, ale umiem stosować szereg "forteli", które pozwalają mi na w miarę
          sprawne codzienne funkcjonowanie.
          • agape777 Re: lęk przed brudem 15.12.05, 23:49
            3 lata bezskutecznej terapii? To mogłeś próbować u innego terapeuty. Nie jest
            łatwo znaleźć odpowiedniego, jednak równie trudno jest znaleźć właściwy dla
            siebie lek. Uważam ze leczenie farmakologiczne powinno się łączyć z
            psychoterapią.
            • doc81 Re: lęk przed brudem 16.12.05, 08:39
              Wiesz, ten terapeuta był dość znanym i cenionym autorytetem w dziedzinie OCD. A
              ja, patrząc z perspektywy czasu, buntowałem się przeciw niemu ciągle.

              Może jednak ta terapia coś dała, tylko była jak leki - "z opóźnionym zapłonem"?
      • inka56 Re: lęk przed brudem 13.01.06, 16:43
        Mam identyczny problem, zresztą jeden z wielu. W toalecie jestem sparaliżowana,
        wręcz jej unikam, męczę się okropnie. Boję się czegokolwiek dotknąć. W ciągu
        dnia wciąż kontroluję, gdzie mam ręce, żeby nie dotknąć zapięcia spodni, czy
        spódnicy, stykających się z rajstopami, które dotykałam rękami w WC. Brzydzę
        się klamek, bo nie wszyscy myją ręce po skorzystaniu z WC (szczyt niechlujstwa
        chyba nie tylko dla chorych). W życiu nie dotknę "bezkarnie"(tzn. bez umycia
        potem rąk i uprania bluzki) np. oparcia fotela, na którym ktoś siada w
        spodniach, które przedtem przecież "wycierały" różne krzesła, autobusy, a nawet
        podłogi. Nie toleruję siadania na stołach, szafkach kuchennych (brrr!). Czy w
        tym przypadku, to też choroba, czy po prostu schludność ? Nie cierpię, jak ktos
        korzysta z mojego telefonu, grzebień noszę w woreczku. Komórkę, z której często
        korzysta córka i kładzie ją byle gdzie (np. na kanapie), w czasie rozmowy
        trzymam daleko od ucha. Prysznic biorę 50 minut. Boje się przymierzać w
        sklepach ubrania, bo nie wiem, kto przedtem je mierzył. Nie cierpię podawać
        ludziom rąk i w ogóle zbliżac sie do nich bezpośrednio. Czy Ty miałaś lęk tylko
        przed wydalinami? Jak to ograniczyłaś? Ja przerwałam dwuletnie leczenie lekami,
        bo w stosunku do ponoszonych kosztów finansowych efekty były marne. Teraz
        zastanawiam się nad psychoterapią. Zyję w koszmarze, rodzina odsunęła się ode
        mnie. Chętnie się dowiem, co Ci jeszcze pozostało z tych dolegliwości i w ogóle
        chętnie porozmawiam na ten temat z wszystkimi, którzy mają na to ochotę.
        Pozdrawaiam
        • doc81 Re: lęk przed brudem 13.01.06, 21:07
          No cóż, jesteś książkowym przypadkiem ZOK.

          Masz wszelkie możliwe lęki przed "brudem, skażeniem, ohydą" (nazywam to "triadą
          obrzydliwości"). Ja nadal, mimo prawie całkowitego wyleczenia, nie korzystam z
          publicznych toalet (z tych samych "powodów" co Ty), miałem podobne rytuały
          związane z ubieraniem się (teraz nie sprawia mi to jednak dużego problemu).

          Nie będę się tu więcej rozpisywać - w poprzednich postach podawałem, jak
          zachowywałem się w czasach "świetności", czyli apogeum nieleczonej nerwicy.

          A konkluzja - nie ma innego wyjścia, jak tylko leczenie. Piszesz, że przerwałaś
          dwukrotnie terapię lekami.

          Ja przerwałem raz, więc rozumiem Cię doskonale. Za drugim razem też leki na
          początku nie skutkowały; moja Pani Doktor zmieniała je wtedy na silniejsze.

          A i te "same" nie podziałały; stworzyły mi tylko możliwość, ułatwiły mi
          poradzenie sobie z napięciem, które powstaje po ekspozycji na "skażenie".
          Dopiero po 6 miesiącach brania leków nastąpił przełom, kiedy musiałem
          przymusowo zmienić "sterylne i nieskażone" środowisko mojego mieszkanka na
          internat z położnictwa podczas zajęć z ginekologii. Myślałem że nie przyżyję
          tego tygodnia, ale... udało się. Kibelek był wspólny, łazienka też, do tego
          miałęm ograniczone zasoby czasowe na korzystanie z nich (były nas dwie grupy
          studenckie).

          Po takiej "próbie" było już tylko lepiej. A ukoronowaniem mojej "zdolności do
          adaptacji" była piesza pielgrzymka na Jasną Górę. Tam z higieną też, jak
          wiadomo, nie jest najlepiej :)
          • inka56 Re: lęk przed brudem 16.01.06, 16:37
            Dzięki za rady, powiało nadzieją, ale z tego, co piszesz, to głównie
            konieczność zaistnienia w pewnej sytuacji (internat, pielgrzymka) hartowały
            Cię. Ciekawe, czy możliwe byłoby to również bez leków. Zachęciłam się do
            Anafranilu, który kiedyś brałam, ale bez leku łagodzacego skutki uboczne. Teraz
            wiem, że można sobie pomóc - dlaczego mi tego nie przepisano? Czy są jakieś
            przeciwwskazania?
      • inka56 Re: lęk przed brudem 13.01.06, 17:19
        Przepraszam za pomyłkę w poprzednim poście - jesteś facetem, a pisałam, jak do
        kobiety.
        • dola_niedola Re: lęk przed brudem 16.01.06, 18:55
          Od czasu, kiedy czytam korespondecję na tym formum dochodzę do wniosku, że mój
          mąż jest właściwie bezproblemowym facetem. Mąż mi tylko nie pozwala siadać w
          spodniach na swojim łóżku. Siadanie w spodniach na tapczanie jak i na moim
          łóżku oraz siadanie bez ubrania jest dozwolone, dzięki Bogu. Ale faktycznie to
          akurat u nas nie stanowi problemu (niesiadam i już).
          Z klamką od ubikacji problemu nie ma, jak i z częściami pomiędzy kolanami i
          pępkiem. Ufff. Tak myślę, że w takim razie nie ma co go zmuszać do leczenia
          farmakologicznego. To, co piszecie o skutkach ubocznych jest przerażające a ja
          jednak wbrew wszystkiemu mężą kocham. Ale może on bardziej cierpi bez leków niż
          z nimi (stały problem "bałaganu" w mieszkaniu oraz "brak zainteresowania żony
          domem")?
          Gdzie jest granica, kiedy wystarczy terapia a kiedy trzeba włączyć lekarstwa.
          Mąż 7 lat uczęstniczył w grupie terapeutycznej i dało tyle, że na zewnątrz jest
          wszystko normalnie.
          • doc81 Re: lęk przed brudem 16.01.06, 20:17
            Co do leków - granica jest niestety bardzo płynna. U mnie było tak, że też na
            początku całkowicie odrzucałem propozucje skorzystania z usług "doktora od
            czubków" i przyjmowania psychotropów.

            Ostatecznie życie mnie zmusiło do rozpoczęcia leczenia lekami. Nie było łatwo,
            objawy uboczne dotąd są u mnie obecne, ale - z perspektywy czasu - nie żałuję.

            Tak jak wspomniałaś na początku - wszystko zależy od stopnia ciężkości choroby.
            Jeśli Tobie i Twojemu mężowi choroba nie utrudnia w sposób istotny życia (tak
            pod względem społecznym jak i koegzystencji w domu) - wtedy jest OK.

            Jeśli jednak całe życie jest podporządkowane chorobie, jeśli utrudnia pracę,
            odpoczynek, życie rodzinne - wtedy trzeba "wtargnąć" z leczeniem
            farmakologicznym.

            I tyle - nie poddawaj się więc i, tak jak mówisz, dziękuj Bogu, że Twój ślubny
            jest w miarę lekkim "przypadkiem" OCD!
            • dola_niedola Re: lęk przed brudem 16.01.06, 22:12
              Na zewnątrz dajemy sobie radę. W domu, jak pisałam w innym poście, ma ataki
              agresji. W porównaniu z większością autorów na tym forum jest chyba
              rzeczywiście łatwym przypadkiem. Zastanawiam się tylko czy natręctwa są jedynym
              objawem nerwicy? Czy natręctwa się muszą zawsze uzewnętrzniać w powtarzanych
              czynnościach? Skąd u męża ta agresja wobec mnie? Przecież pozostali forumowicze
              albo myją sobie cicho ręce sto razy dziennie (lub coś innego) albo sprzątają do
              upadłego, ale nikt z nich nie dręczy małżonka. Inaczej mówiąc objawia się u
              nich skryta agresja wobec siebie samego a nie wobec bliżniego.
              • doc81 Re: lęk przed brudem 16.01.06, 23:38
                Uwierz mi - ja też potrafiłem dręczyć moich najbliższych, zupełnie bez jakichś
                złych intencji wobec nich - po prsotu po kilkadziesiąt razy (a nawet więcej)
                prosiłem, by sprawdzili czy aby na pewno po wykonaniu pewnych rytuałów pozbyłem
                się "skażenia, zabrudzenia czy innej ohydy".


                A co do objawów nerwicy natręctw - same obsesje czy myśli natrętne nie
                wystarczą do postawienia diagnozy.

                Warunkiem koniecznym do rozpoznania jest występowanie tzw. kompulsji, czyli
                uporczywych czynności wykonywanych przez chorego, a które mają na celu
                obniżenie napięcia emocjonalnego.

                Na pewnym etapie rozwoju choroby rzeczywiście spełniają taką rolę, ale po
                przekroczeniu pewnej, trudnej do określenia, granicy tolerancji - działają
                wręcz odwrotnie, nasilając emocje i "nakręcając" obsesje.
                • dola_niedola Re: lęk przed brudem 17.01.06, 22:15
                  To się cieszę, że niema w tym złych intencji. Ale prawdę mówiąc chętnie bym
                  sprawdzała sto razy dziennie, czy jest mąż dobrze umyty niż sto razy dziennie
                  szorowała zlew (no przesadzam - pietnaście razy wycierała zlew, żeby nie było
                  plam). Mąż ma kompulsje, ale naszczęście nie są tak nasilone, że przeszkadzają
                  mu w funkcjonowaniu.
                  Ty traktujesz nerwicę jako chorobę? Karen Horney napisała "Neurotyczna
                  osobowość naszych czasów". Osobowości nie można zmienić, chorobę można wyleczyć.
                  Co powoduje, żę ktoś cierpi na nerwicę a inny nie? Co powoduję, że kompulsje
                  zaczną się nasilać? Czy osoba bliska może temu zapobiec?
                  • doc81 Re: lęk przed brudem 18.01.06, 09:20
                    Wiesz, jest wiele teorii na temat powstawania nerwicy natręctw.

                    Obecnie najpopularniejsza jest teoria "genetyczna", zgodnie z którą dziedziczy
                    się pewien typ osobowości (tzw. osobowość anankastyczna - czyli pedantyczna,
                    skrupulatna) oraz predyspozycje do wystąpienia choroby.

                    Potrzebny jest jednak czynnik spustowy (po ang. "trigger"), który chorobę
                    wyzwala. Zwykle jest to zmiana otoczenia, postawienie przed nowymi wyzwaniami,
                    w zupełnie nowej sytuacji.

                    Psycholodzy są często zdania, że w mózgu chorych nie ma zmian strukturalnych,
                    chora jest tylko "dusza", a tą umiejętną psychoterapią można wyleczyć.

                    Jak jednak wyjaśnić fakt, że leki psychotropowe - regulujące stężenie
                    neuroprzekaźników w mózgu, potrafią znieść lub znacznie ograniczyć objawy?

                    Wreszcie - w najcięższych przypadkach nerwicy, u chorych, u których nie
                    skutkują żadne leki ani terapie - stosuje się zabiegi neurochirurgiczne.

                    W Polsce wykonuje je prof. Harat z Bydgoszczy. Są to zabiegi dość
                    skomplikowane, ich wykonanie poprzedzone jest serią badań obrazowych mózgu,
                    które ukazują nie tylko strukturę półkul mózgowych, ale także ich czynnosć.

                    Pozwala to "zlokalizować" pętle dróg nerwowych, w których tworzy się błędne
                    koło - przyczyna obsesyjnych myśli, których chory nie jest w stanie
                    kontrolować, zdusić.

                    Jest to jednak zabieg ostatniej szansy, do którego są
                    kwalifikowani "desperaci".

                    Ja na szczęście, dzięki lekom, nie muszę stawać przed perspektywą "grzebania w
                    czaszce"...
                    • dola_niedola Re: lęk przed brudem 18.01.06, 21:41
                      A co wychowanie? W sczególności stosunek matki do dziecka w okresie
                      wczesnodziecięcym? Karen Horney (jest niestety jedynym autorem od którego
                      przeczytałam na ten temat parę książek) uważa, że neuroza jest spowodowana też
                      deficytem miłości ze strony matki (z bezsilości więc wyżywam się na teściowej,
                      które dzięki Bogu mieszka daleko). Teściowa ani teść nie objawiają kompulsji,
                      może teść spędza w łazience więcej czasu, ale nie jest to poza normą. Teściowa
                      ma natomiast wachania nastroju, ale to może być przekwitanie.
                      Dziedziczenie, no to mnie przeraziłeś. Ja obserwuję swoje dziecko z prawa i z
                      lewa i niewiem co mam zrobić, żeby zapobiec przekazaniu choroby. Myślałam do
                      tej pory, że to matka jest spustem.
                      Czy Ty czułeś się niekochany? Gdzie Ty dopatrujesz się jakiś przyczyn swoich
                      dolegliwośći? Przepraszam za osobiste pytania.
                      • hromatyka Re: lęk przed brudem 19.01.06, 00:20
                        czesc,

                        ja mysle ze kontakty z matka moga miec pewien wplyw.
                        Mysle ze mialo to duze znaczenie w rozwoju mojej nerwicy natrectw.


                        Moi rodzice nie dogadywali sie ze soba odnosnie sposobu mojego
                        wychowania.Ciagle bylam powodem ich klotni,przez co czulam sie winna.Czulam
                        ciagle ze nie mam prawa do milosci mojej mamy bo przez to zwiazek moich
                        rodzicow rozpada sie.

                        byc moze to tylko zbieg okolicznosi odnosnie podanej teorii,aczkolwiek u mnie
                        ona sie chyba potwierdzila:)

                        • doc81 Re: lęk przed brudem 19.01.06, 08:47
                          U Ciebie się potwierdziła, a u mnie - wręcz przeciwnie.

                          Genetyka, Genetyka, Towarzysze :)
                      • doc81 Re: lęk przed brudem 19.01.06, 08:46
                        Twoja Karen Horney w moim przypadku "zawaliła" na całej linii.

                        Ze strony mojej Mamy mam aż nadmiar miłości, jestem typowym maminsynkiem :)

                        Tata był często w domu nieobecny (jako lekarz dużo dyżurował i pracował na kilku
                        etatach), ale nie czuję się "dzieckiem wychowywanym bez ojca".

                        Za to w rodzinie ze strony Mamy dopatrzyłem się kilku przypadków nerwic; może
                        nie natręctw, ale tzw. nerwic narządowych. Czasem wręcz histerii. Teoria
                        genetyczna by się więc u mnie sprawdzała!

                        Jeśli Twój mąż jest "nosicielem" genów nerwicy, to Ty i Twoje dziecko raczej
                        możecie spać spokojnie. Te 'defekty' ujawniają się w drugim pokoleniu, jak
                        większość chorób uwarunkowanych genami.

                        Poza tym pisałem już - nie dziedziczy się nerwicy, a jedynie skłonność do niej.
                        Przy sprzyjających okolicznościach może ona nigdy nie ujrzeć światła dziennego.

                        "Czynnikiem spustowym" w moim przypadku (i paru innych znajomych "z branży")
                        jest gwałtowna zmiana środowiska, okoliczności, w których się znalazłem. Po
                        maturze wyniosłem się do innego miasta na studia.

                        Studia medyczne, a więc dość ciężkie - na pierwszym roku przeżyłem szok z powodu
                        ilości materiału do opanowania w porównaniu do czasów liceum. Byłem wcześniej
                        bardzo związany z matką, a tu nagle - zostałem "sam".

                        "Rękomyjstwa" zaś nauczyłem się na pierwszych wakacyjnych praktykach
                        pielęgniarskich w szpitalu. Trafiłem na dość ciężki oddział chorób wewnętrznych
                        - sami obłożnie chorzy, codzien lub co kilka dni- zgony pacjentów. Do tego dość
                        ciężka ich pielęgnacja...

                        Po tych praktykach właśnie zacząłem obsesyjnie bać się "ohydy, brudu, skażenia"
                        i spędzać dużo czasu na ablucjach. To właśnie mama pierwsza zauważyła, że coś ze
                        mną nie tak, i to ona nakłoniła mnie do podjęcia leczenia.


                        A co do pytań - pytaj o co chcesz :) Nic co ludzkie nie jest mi obce, nie tylko
                        z racji mego zawodu :-D
                        • gocha410 Re: lęk przed brudem 21.01.06, 22:29
                          czesc ten lek przee brudem zuwazam tez u siebie, czeste mysice rak, czasem po
                          kilka razy w krotkim okresie czasu, nawet bardzo krotkim, do tego "leki" takie
                          bardziej duchowe" czeste poczucie winy, lek przed kara za to ze robie cos
                          zlego.. jednak strasznie trudno przyznac sie przed sama soba ze "nie poradze
                          sobie samej" zreszta gdzies tu na forum chyba jest jeszcze temayt zalozony prze
                          ze mnie "poradzic sobie samemu.."ja zwrocilam sie do lekarza ale niestety przy
                          pierwszej wizycie i prozpozycji lekow perspektywa moja "chec" leczenia
                          zdecudowanie oslalabla, coz czlowiek czasem za wszelka cene chce byc silniejszy
                          niz jest naprawde, wiem jednak ze naprawde warto zwrocic sie o pomoc gdy jujz
                          nie mozna sobie poradzic, u mnie nie zaczelo sie od mycia rak..zaczelo od spraw
                          takich duchowych a teraz patrzc z perspektywy czasu wiem ze bylo juz kiedys ale
                          wtedy nieleczone (pomoagala mi jedynie tzw autosugestia i uswiadamianie mnie
                          irracjonalnosci pewnych rzeczy) po prostu gdzies sie rozmylo...u mnie dochodzi
                          do tego jeszcze wstyd dlatego nawet piszac tutaj szczerze mowiac uwazam na
                          kazde slowo zeby przypadkiem ktos mnie nie rozpoznal...ktos nie kapnal sie ze
                          ja to ja.pozdrawiam
                          • gocha410 Re: lęk przed brudem 21.01.06, 22:31
                            acha od razu zaznaczam ze piszac ze moja chec do leczenia oslabla NIE OZNACZA
                            ze je neguje, wrecz przeciwnie...
                          • doc81 Re: lęk przed brudem 22.01.06, 19:36
                            Wszyscy staramy się Tutaj być anonimowi.
                            To jednak mrzonka, odpowiednie "ministerstwo prawdy" w każdej chwili może nas
                            namierzyć :)

                            Możesz napisać jaśniej: masz wolę, by się leczyć, by się zmieniać, a
                            jednocześnie nie podejmujesz wyzwania.

                            Pisałaś już mi kiedyś w liście, że istnieją u Ciebie poważne przeciwskazania do
                            przyjmowania leków.

                            Jednak leki to nie wszystko (u większości chorych przynajmniej); drugi element
                            leczenia to psychoterapia.

                            I jeszcze jedna uwaga, także odnośne "jasnego pisania": używaj częściej znaków
                            przystankowych, akapitów - łatwiej się wtedy doczytać Twoich myśli, intencji :-D

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka