Gość: Ktoś
IP: *.gliwice.pik-net.pl
30.10.02, 09:26
No może nie całkiem moja... bo opiera się na wielu przeczytanych książkach, z
których zlepiłam taką teorię.
Uważam, że depresja jest wyrazem buntu naszej psychiki. Jest to manifest
naszej duszy. Coś nam nie pasuje, coś nas odciąga od naszego prawdziwego ja,
postępujemy przeciwko samemu sobie, mówimy i zachowujemy się tak, jak wypada
i jak powinniśmy, a nie tak, jak czujemy i jak chcielibyśmy. Nauczono nas, że
nie wolno okazywać gniewu, strachu, złości, uległości itp., więc tłumimy je -
ale to przecież ludzkie uczucia, który każdy przeżywa. W ten sposób
przyczyniamy się do tego, że mamy w sobie prawdziwe ja i ja na pokaz. Trudno
pogodzić te dwie osobowości, czasami jest to wręcz niemożliwe. I wtedy
pojawia się depresja. Jeżeli się pojawia to znaczy, że nie jest tak źle, bo
jeszcze nasza dusza walczy, przeciwstawia się naszemu postępowaniu. Gorzej
byłoby, gdyby się nie pojawiła, bo to oznaczałoby, że się poddaliśmy i nic
już nie odczuwamy (totalna drętwota, brak nawet smutnych myśli). Tak więc
drogą do wyjścia z depresji, jest wczucie się we własne/prawdziwe ja i
rozpoczęcie wprowadzania zmian.
Ps. Jeszcze raz podkreślam, że to moje przemyślenia, z którymi nie każdy musi
się zgadzać. W każdym bądź razie zrozumienie depresji w ten sposób mi
pomogło.