lolo76
22.02.06, 21:40
czesc
Zapewne część z Was ma zdiagnozowaną dystymię (forma przewlekłej depresji).
Czy moglibyście podzielić się jakimiś wskazówkami jak z "tym czymś walczyć" ?
albo chociaż napisać coś pocieszającego, dającego nadzieje w walce z tą
przypadłością.
dlaczego piszę ?
jestem w lekkiej rozpaczy, jest taka stara zasada która mówi że jeśli jedna
osoba coś mówi to można poddawać to w wątpliwość ale gdy 3 osoba coś mówi ci
to samo to jest to prawda i należy przyjąc to za fakt
otóż dzisiaj byłem u pani psycholog (nie pierwszy raz) i ona (tak jak
poprzednio 2 psychiatrów) stwierdziła że dystymia to nie tyle choroba co
osobowość (taki się już wybrakowany urodziłem) i generalnie marne szanse na to
że uda się coś zmienić, raczej należy iść w stronę pogodnej akceptacji takiego
"dystymicznego" życia (choć lepsze słowo to wegetacja)
w sumie od 3 lat walczę z dystymią, za pomoca leków, prób zmiany myslenia,
nastawienia itp. itd. podejście do życia udało się zmienić, stac sie osoba
bardziej pozytywnie myślaca i otwartą, ale zmęczenie, brak energi, częsta
sennoś, szybkie wyczerpywanie się, pozostały, w tej kwestji nic nie drgneło, a
jest moze nawet gorzej :(
a w świetle wypowiedzi 2 dobrych psychiatrów i psychologa mam ten stan uczyc
się akceptować, pogodzić się i nie szarpać się próbując żyć aktywnie, tak jak
inni ludzie, nie oczekiwac "cudów" od leków i pomocy psychologicznej, bo taka
moja konstytucja psycho-fizyczna była, jest i bedzie raczej na zawsze
a mnie ogarnia coraz większa rozpacz, ja wcale nie chce tak wegetować, świat
jest taki piękny, ciekawy i fajny, tyle rzeczy do zrobienia, przyjemności do
zaznania, a ja chodzę ciągle otumaniony, zmęczony, bez energi, a nieznośnym
zcięzarem w głowie, senny, nie moge aktywnie pracować, korzystać z życia...
:(