vargquorthon
28.02.06, 10:54
Od kilku dni jestem roztrzesiony, duzo mysle, boje sie ze tak zawsze
zostanie, nie mam sie do kogo odezwac czuje sie strasznie samotny, moje cale
zycie to wyjscie na trening pobiegac i posiedziec w saunie a potem poczytac w
domu awentualnie pogdac na komputerze. Czasem uda mi sie gdzies wyjsc ale to
nalezy do swiat ze ktos sobie o mnie przypomni (niewielu takich jest
szczerze) bo czesto odkladaja spotkanie przez cale tygodnie. Boje sie ze
zawsze niebede mial co ze soba zrobic i bede sam, nikogo nie poznam i spedze
zycie w samotnosci mieszkajac z rodzina (nie stac mnie na nic innego). taka
wegetacja zeby sobie wynagrodzic to wszystko np. jestem sam ale wyjade gdzies
zaraz do cieplych krajow i bedzie fajnie i tak nie ma mowy w moich warunkach.
Robie sie coraz starszy i wiecznie jest tak samo, na wyksztalcenie znajomosci
i ukladow miedzyludzkich byl czas w szkole sredniej lub studiach i teraz te
znajomosci sie ciagna ale ja niebylem wtedy w stanie.
Ciagle boje sie co pomysla o mnie inni jesli mam byc gdzies w wiekszej grupie
bo w kontaktach jeden na jeden chyba tak nie jest i w rezultacie tak sie
denerwuje ze wychodze na jeszcze gorszego idiote niz pewnie jestem. Potem to
wszystko rozpamietuje ze jestem sam bo wlasnie tak sie zachowalem nawet teraz
i sie tym drecze.
Trzydziesci lat sen-jedzenie-szkola/praca-ksiazka-spac... a w miedzyczasie
myslenie czemu jestem sam i co zlego zrobilem przez cale zycie, wyciaganie
sobie wszystkich potkniec i myslenie o sobie w jeszcze gorszy sposob bo
przeciez sam sobie jestem winien. Usilowalem cos robic ale nigdy sie nie
udawalo i potem bylem w jeszcze gorszym stanie.
Chodze teraz do psychologa ale oprocz wydania pieniedzy nic to niedaje i nie
wierze ze da, mialem nadzieje ze dadrza mi jakies proszki zeby zagluszyc ten
bol ale nie dali, kiedys duzo pilem zeby tego nie czuc.
Zle mi, nie wiem jak tego nie czuc.