uhu_an
13.03.06, 00:24
Długo sie przed tym wzbraniałam, oj długo. Tak fatalnie się nie czulam chyba
od swojej 1 proby- czyli od jakis 8-9 lat?! co prawda po drodze mialam doły,
ostatnie(poza obecnymi oczyswiscie) mysli samobójcze mialam w jakoś na
jesieni, ale jakos wiedziałam, ze uda mi się i , ze minie. Jak zwykle-
góra , dól, góra, dół- zdązylam sie do tego przyzwyczaić.
Teraz wymiękłam. Wiem nawet co spowodowało ten dół, ale nie potrafie pokonać
prooblemu-choc zapewne daloby sie to rozwiazac.
staram manipulowac swoim umyslem na rozne sposoby; w koncu tak dobrze mi sie
udawalo sterowac swoimi emocjami, a nie emocje mną. niestety porazka.
Znów toksycznie dzialam. Wypieram emocje, laduje w siebie,a przede wszystkim
znow zakladam maski- czyli dobra mina do zlej gry. kto by pomyslal, ze cos
jest nie tak. ponadto dotychczasowa latwosc mowienia o swoich emocjach(w
koncu zalapalam kontakt ze soba), zanika. zamykam sie w sobie coraz bardziej.
Jestem zła, rozczarowana, rozżalona i.........cholernie samotna. choc niby
wokol tylu ludzi.
Nie chce pisać, ze popelnie samobójstwo, (choć nadziei brak i takie mysli sie
pojawiaja.. Znów rycze.
Swiat jest do dupy!
A najsmieszniejsze jest to, ze nikt mnie q.wa nie traktuje powaznie! Mowie
Ojcu-choc nie wiem po kiego gniota- jest mi zle- (wolam: Pomocy); a co na to
tatuś?"Znowu?". No ileż można?' Nie mozesz, nie powinnaś. i tak dalej, i tak
dalej. wytyczne rodzinki jaka powinnam być, skakać wokól nich na palcach i
spelniac zyczenia. a jak postawie na swoim to mnie zaraz 'naprostuja'.
wiecie co. czasem mi sie wydaje, ze to ja jestem najnormalniejsza z calej
rodziny.
Dobra koncze i tak przynudzam.
czesc.