Dodaj do ulubionych

Kto wam pomógł w depresji

29.04.06, 20:52
Chciałem zapytać czy spotkaliście się z bezinteresowną pomocą kogoś lub
czegoś (obojętnie w jakiej formie), która się sprzydała w leczeniu bądż
zapobieganiu depresji ? Rzecz jasna nie chodzi mi o płatną wizytę
u specjalisty bądż ZOZ.
Obserwuj wątek
    • bialeoko Re: Kto wam pomógł w depresji 29.04.06, 21:13
      sporo takich przykładów
      pytanie tylko, czy chodzi Ci o _świadome_ działanie takich osób, w tym
      konkretnym celu
      ...bo ci, co mi pomogli rzeczywiście, zrobili to całkiem nieświadomie
      • luba9 Re: Kto wam pomógł w depresji 29.04.06, 21:58
        najbardziej pomogłam sobie sama,trochę najbliższa rodzina i 1 mądry lekarz.
        Najbardziej zaszkodzili mi lekarze, trochę rodzina i oczywiście sama też sobie
        szkodziłam. Coś co mi pomogło to uczucie "bycia królem życia" gdy wreszcie
        mogłam wyjść sama na dłuższy spacer, miałam na to siłę i lęki trochę odpuściły.
        • 1lemon Re: Kto wam pomógł w depresji 29.04.06, 22:36
          To co piszesz to masło maślane, piszesz że w mieście smoka jest 1 mądry lekarz
          można go poznać ?:)
          • luba9 Re: Kto wam pomógł w depresji 29.04.06, 23:41
            skąd wniosek że on mieszka gdzieś pod Wawelem, z mojego spaceru w Krakowie? W
            Krakowie byłam wczoraj dzisiaj jestem już w innym miejscu. Na 20 lekarzy
            niedouczonych tępaków, którzy tylko konserwowali i pogłebiali moją deprechę albo
            mnie olewali (w tym szacownych profesorów) trafił mi się 1 mądry, który mnie
            wyleczył, doktor ten z Łodzi pochodzi a pracował w wielu miastach w Polsce, ale
            chyba nigdy w Krakowie
    • luba9 Lemon 30.04.06, 00:22
      dzisiaj się mijamy i Olla pewnie szaleje na randkach, cze:)
      • 1lemon Re: Lemon 30.04.06, 10:48
        Nie wiem o co chodzi w tej linijce, temat wątku jest inny dobrze jak szaleje.
        Twoja wcześniejsza wypowiedż wydaje się bardziej konkretna po części sensowna.
        • luba9 Re: Lemon 01.05.06, 11:08
          wyjaśnienie
          najbardziej na forum lubię rozmowy "alive" w większym gronie (spotkanie Olla.
          Lemon, Luba,kilka dni temu było całkiem, całkiem ) Częściej jest tak że ktoś
          pisze post, odp dostaje za 2h, komentarz po 3h, albo następnego dnia i to jest
          właśnie w/w "mijanie". Pierwszy post to tylko inspiracja do wypowiedzi, myśli
          mogą podążać w zaskakujących kierunkach. Mnie kto mi pomógł skojarzyło się z kto
          mi zaszkodził i wyszło że ci sami ludzie,(czynności) pomagali a czasem
          szkodzili. O,na początku b. pomagało mi stawianie pasjansów, odrywało myśli od 1
          tematu-własnej niemocy
    • mskaiq Re: Kto wam pomógł w depresji 30.04.06, 06:11
      Bez takiej pomocy nie bylbym w stanie pozbyc sie depresji. Byl ktos kto
      codziennie pomagal mi przetrwac zle dni, ktory potrafil wyciagnac mnie z
      najglebszego dolka. Czasem taki dolek trwal wiele dni, ciagle byl, ciagle
      wierzyl i zachecal. Ja tracilem wiare, On nigdy jej nie stracil, zylem Jego
      wiara.
      Nauczyl mnie rowniez co jest wazne, co trzeba robic aby pokonac strach,
      depresje i schizofrenie. Nie zaplacilem za to grosza, pieniadze nie byly ta
      miara ktorea niala dla Niego wartosc.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • beata19735 Re: Kto wam pomógł w depresji 30.04.06, 13:14
        ja nie wierze,ze z depresji mozna sie wyleczyc.Tez mam,bylam nawet pare razy u
        psychoterapeuty,oprocz antydepresiva nic nie dostalam.Po tych prochach
        chodzilam jak w spiaczce.Przestalam brac,wolalam te moje dolki i wzloty,jak
        brak emocji.Nikt mi nie pomogl,sama walcze z soba,ale wiem,ze wroci.Dla mnie
        najgorszy czas jesien i zima.Odcielam sie od wszystkich,nigdzie nie wychodze,bo
        nikt nie byl w stanie mi pomoc.Kolezanki gadaly w kolko o kremach,pie..ch,a
        ja sie tylko gorzej czulam w ich towarzystwie,dlatego odeszlam od wszystkich.
        Ludzie,ktorzy mnie znaja tylko z widzenia mysla,ze jestem szczesliwa kobieta,bo
        ciagle usmiechnieta,mila i taka otwarta,ale nie znaja mnie kiedy mam dola,bo
        wtedy siedze w domu i boje sie "na zapas",boje sie tego,co jest nieuniknione,na
        co i tak nie mam wplywu.Wiem,ze co ma byc,to bedzie,ale przychodzi czas kiedy
        chce sie schowac przed zyciem.Mam super ksiazeczke,poradnik,kupilam pare lat
        temu w Polsce- "kieruj swoim zyciem" Autor: Wayne W.Dyer.
        Wracam do niej jak mi zle i ona jest dla mnie "swieta".Trafiam tez akurat
        zawsze na strone,ktora akurat pasuje do mojej sytuacji.Mam wiecej poradnikow
        tego typu,ale ta jest najlepsza,jest dla mnie.
    • ollaboga77 smutek ......... 30.04.06, 19:21
      NO hej Lemonka i reszta świata.....

      Mi pomogła moja świadomość, choć bardzo trudno było mi na początku się z tym
      pogodzić. Bo ja uparta jestem jak cholera. To jest dobra cecha, ale tam gdzie
      jest mowa o pomocy innych ludzi. Ponieważ pomagając pomagamy i sobie mając przy
      tym moc satysfakcji.

      Nic nas nie wzmacnia i nie podnosi na duchu jak zadowolenie i radość z dobrze
      wykonanego zadania. (nie tylko mowa tu o działaniu na rzecz innych, ale nawet
      pójście ze znajomymi na piwko czy na kabaret i wspólna zabawa).

      Ludzi niesie wspólnota serc. Dobrze, gdy potrafią dobierać się właśnie podobnym
      odbieraniem świata.

      Wyznaje zasade, że to co w sercu to w oczach i na języku.

      Właśnie ludzie ze smutkiem na duszy to osoby jakby zbyt mocno wychodzące poza
      ramy samych siebie. Takie osoby uciekają od siebie, a dalej naturalna koleją
      rzeczy od ludzi:(

      A chodzi o to by nigdy nie traciły wiary.......... W SIEBIE, w swój głos
      wewnętrzny, w Boga!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

      W tym sek, że nie ma nic takiego w świecie wew. co musiałyby osiągnąć. A jeśli
      mają marzenia i siedzą one głęboko w nich to i tak świat będzie działał na
      korzyścć tej osoby i po pewnym czasie osiągnie ona to co chciała, niedużym
      wysiłkiem.
      O tym pisze Coelho, w jednej ze swoich książek. Ja mam do przeczytania, bo nie
      czytałam wszystkich, a ostatni raz czytałam dość dawno. Niezłe ma te kniżki, bo
      treści jest zawsze na 200 stron albo coś koło tego, a przesłanie to zwykle
      zdanie:))))))


      Napisze Wam do czego ja dąże....... do tego by każdy człowiek na Ziemi- naszej
      pięknej, kochanej planecie, która juz pomału ma dość - żył tak jak dyktuje mu
      serce, bez zbędnego kombinowania. Ja tak żyje. Znaczy tak żyłam od urodzenia.
      Potem w wieku 21 lat poszłam na studia, ale gdy je wybierałam włączył mi się
      "egon", który wymusił na mnie to, bym udowodniła ludziom, że wcale taka durna to
      ja nie jestem. Żyłam tak kilkalat. Niejako sztucznie podtrzymując w sobie myśl o
      sobie i wyborze studiów. Oczywiście nie muszę mówić, że schodziłam w dół (czasem
      dzieje się to bardzo powoli), walcząc ze swoja spontanicznością, którą mam w
      nadmiarze, na rzecz bycia poważna osoba, bo w końcu będę Panią mgr inż. i chce
      poważania ;)))))))))) Rouzmiecie TO BYł BLEF, FAłSZ TAKI, żE Aż PRZYKRO,
      SZTUCZNIE WYMUSZONY, BO MUSIAłAM PODTRZYMAć W SOBIE tamtą DECYZJę.

      Tu akurat to co ja zrobiłam to, powinnam była po 1. nie próbowac nikomu NIC
      UDOWADNIAć, 2. robić to co czuje.


      Ja jestem z tych którzy wierzą w dobro, w dobrych ludzi itd. Poprostu ludzie są
      jakby na rożnych poziomach. Jedni zaliczyli już wiele klas a inni nie. dlatego
      niektorzy sa bardziej świadomi, intuicjyjni, a inni nie i są jakby powielaczami.

      Ludzie też rodzą się z różną wibracją własną. Jedni mają tej pozytywnej energii
      w brud niemalże niekończącej się i mogą ją przekazywać dalej, ba nawet mają taki
      obowiązek (choć muza umiec się zabezpieczyć by była ona stale i by była
      ciągłość), a inni najzwyczajniej w życiu podłączyć sie muszą do innych, bo nie
      będą mogli funkcjonować.

      narazie na ten moment tyle.......pzdrówka
      Olla


      Mała prośba, może zacznimy mówić o smutki i sile smutkunp. np w jakiejś saklia
      nie o depresji, źle się to słowo kojarzy....


      p.s.
      Masz rację Luba. Nie łaże na dyskoteki, ale podwyższam sobie wibracje......
      słuchając muzyki miłej dla ucha, a przy tym wygina ciało śmiało....;))))))))))

      NO i raz byłam na spotkaniu. Trwało moze 4 godziny i chyba mnie ostro siekło i
      jego tyż:)))))))))))))))))))))))))

      Trzymajcie kciuki, bo świat sprzyja tym którzy wybierają życie.




      Na świecie musimy żyć w ZGODZIE Z SMYM SOBA I I DAC żYć TAKżE INNYM. Ja jestem
      ponad podziałami. I kompletnie nie mam nic do ukrycia, bo nic co ludzkie nie
      jest mi obce!!!!!!

      Wszyscy bez wyjątku doświadczamy zmiany a nie zawsze zmiany to pozytywna rzecz.
      Ale wtedy życie jest CIEKAWSZE!!!!!

      BO WYSTARCZY JE TYLKO OBSERWOWAć.
      • iso1 Re: 30.04.06, 22:05
        Mnie nikt nie pomaga.
        Jestem sam i wciąż próbuje walczyć choć jest coraz ciężej.
        • beata19735 Re: 01.05.06, 08:10
          przeczytaj moj wczesniejszy post.Moze Tobie moja ksiazeczka pomoze.Ja juz tez
          sama sobie radze.Nikt nie pomoze,jak my sami nie nauczymy sie sobie radzic.
          Sa DOLKI i DOLY -ja wiem,co to znaczy.
    • ooptymistka Re: Kto wam pomógł w depresji 01.05.06, 12:27
      Jeden lekarz, ktory zaproponowal stopniowe odstawianie litu i u którego wizyty
      trwaly minimum 1,5h (NFZ)
      Pielegniarka Iwona na oddziale dziennym w Szopienicach.
      Książki, muzyka, medytacja, joga, taniec, spiew, spacery.
      Przyjaciolka, kolezanki, koledzy.
      Teraz osoba do ktorej moge napisac jak mi bardzo zle i psycholozka.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka