lilimonka
30.04.06, 14:51
Moja samotność...jak ból zęba.
Uśmieżany półśrodkami, na chwilę, na moment...
półśrodkami bzdurnych zapychaczy czasu...
ludźmi,
którzy nie patrzą mi w oczy, którzy akceptują mnie tylko w roli pełnego
podziwu i zainteresowania słuchacza...
zajęciami
bez celu, sensu, przerywanymi na samym początku, boprzecież nei dam rady...
snem
żeby jak najdłużej, co prześpię to moje...ranek wczesnym popołudniem to już
własciwie dzień mniej, bólu mniej, dudniących w głowie pytań - mniej...
Ból pulsujący, nabrzmiewający, natrętny, krzykiem rozsadzający czaszkę...
paraliżujący, trzymający w bezruchu...
pożerający kolejne lata...
cisza dni, pustego mieszkania, głuchego telefonu...
godziny w wannie, do dreszczy w zimnej wodzie...
po ilu dniach zauważono by moje niebycie...
wina, moja wielka wina...
ból ściskający krtań, żołądek, duszący...
strach...
przed wyjściem z domu
przed ruchem
przed krokiem
przed kolejnym błędem
przed złym wyborem
przed okrucieństwem, obojętnością ludzi
strach zabierający mi kolejny rok życia
itd...
co mam robić ?
jak długo jeszcze
marzę, żeby przestać czuć już cokolwiek
czekam i z przerażeniem stwierdzam, że czekam na koniec
co robić?
__________________
30.04.06, Bytom