Dodaj do ulubionych

mój problem

22.06.06, 13:44
Witajcie, trafiłam tu przypadkiem już wcześniej, ale nie mogłam się
zdecydować, czy napisać publicznie o swoim problemie, który narasta właściwie
już od kilku lat. Walczę z nim sama, czasami się udaje, czasami nie...

Od pewnego czasu stałam się bardzo nieśmiała, nigdy nie miałam problemów w
nawiązywaniu kontaktów z ludźmi, aż do pewnego czasu. W wieku 15 lat przeszłam
dość traumatyczne przeżycia, które według mnie były i są nadal źródłem moich
problemów. Z powodu odrzucenia przez grupę, wyśmiania przez innych, i kilku
tygodni w zupełnej samotności i poniewierce, prawie zupełnie straciłam
poczucie własnej wartości, czułam się jak zero. Zaczęły się moje problemy w
szkole, stałam się aspołeczna, nie chciałam uczesniczyć w szkolnych
wycieczkach, robiłam wszystko na przekór, zaczęłam żyć w jakimś własnym
świecie, który był moją nową idealną rzeczywistością.

Dziś po pięciu latach studiuję, jest mi dobrze, znalazłam w życiu miłość...
ale nadal pojawiają się niepokojące objawy. Parę miesięcy temu stwierdzono u
mnie nerwicę. Po większych stresach miewam ataki, które objawiami przypominają
zawał serca (ból w lewej ręce, klatce piersiowej, arytmia, bezdech, drętwienie
kończyn, skurcze w mięśniach udowych itd.) Pracuję nad sobą, ale zaczęłam
zauważać, że przestaję patrzeć ludziom w oczy, nie potrafię, wstydzę się.
Jeśli mi na kimś zależy (niekoniecznie mówię tu o miłości) wstydzę się, nie
mogę opanować drżenia rąk, wszystkiego się boję. Dochodzi do sytuacji, kiedy
boję się poprosić ekspedientkę o większy rozmiar spodni, bo boję się, że robię
jej kłopot, boję się skarżyć, chcę by wszystko było perfekcyjne w moim życiu.
Poznaję wielu wspaniałych ludzi przez sieć, okazuje się, że mieszkamy całkiem
niedaleko spotykamy się, ale ja nie czuję się sobą... wstydzę się i boję i
trwa to dosyć długo zanim się przyzwyczaję do zaistniałej sytuacji. Kiedy trzy
lata temu zakochałam się przez dwa miesiące związku z facetem, którego kocham
ponad życie coś nie pozwoliło mi go pocałować, pozwolić mu chwycić mnie za
rękę... jakaś niewidzialna siła, obawa, strach. Od pewnego czasu boję się
wystąpień publicznych, czasami w rozmowie z lektorką zaczynam się jąkać. Ale
zarazem przecież tak lubię żyć, tak dobrze mi w grupie znanych mi twarzy, mam
swoje pasje i naprawdę wydaje mi się, że jestem optymistką... Cały czas jednak
muszę się utwierdzać w fakcie, że naprawdę zasługuje na miłość, przyjaźn...

Czy ktoś z Was przeżywa może coś podobnego? Co poradzilibyście mi w takiej
sytuacji?

Dziękuję za każdą odpowiedź. :))
Pozdrawiam.
Obserwuj wątek
    • ipresume Re: mój problem 22.06.06, 19:59
      Ktoś kto stwierdził że masz nerwicę co Ci zaproponował? Objawy mogą wskazywać
      na zaburzenia nerwicowe, niemniej stwierdza je psycholog kliniczny bądź
      psychiatra. Podstawa to psychoterapia plus w zależności od potrzeb (jako
      wspomaganie) środki farmakologiczne.Pozdrawiam
    • elmone Re: mój problem 22.06.06, 20:11
      Hej:) myślę, że powinnaś zgłosić się do specjalisty, który oceni jak bardzo
      złożony jest to problem. Tak na pierwszy rzut oka wygląda mi to na nerwicę
      lękową, ale ja nie jestem specjalistą. Nie pozwól temu problemowi się rozrosnąć
      do tego stopnia, że Cie przerośnie, podejmij leczenie, zgłoś się do psychiatry.
      Może uznac, że konieczna będzi farmakoterapia jak i psychoterapia. Jakie to
      były traumatyczne przeżycia, które doprowadziły Cię do tak strasznego stanu?
      Pozdrawiam.
      • zamyslona_szarka Re: mój problem 22.06.06, 21:36
        Najpierw chciałam podziękować za odpowiedzi. Mam jeszcze kilka pytań odnośnie
        tego, co tutaj przeczytałam. :))

        Elmone, w wieku 15 lat rodzice wysłali mnie na obóz, trafiłam nieszczęśliwie na
        beznadziejną grupę dziewcząt, które nadużywały alkoholu, paliły pety i jedyne co
        dobrze umiały to uganiać się za facetami. Od samego początku mnie
        nieakceptowały, odrzucały, wyśmiewały. Przeżyłam najgorsze dwa tygodnie w swoim
        życiu. :( Czułam się podle, nie wiem czy jestem w stanie to wszystko dobrze
        opisać, bo słowa nie mają takiego zabarwienia. Od tej pory właściwie straciłam
        poczucie własnej wartości, zaczęłam panicznie bać się czyjejś krytyki...

        A oto moje pytania.

        1. Jak wyglądają takie terapie tj. farmakoterapia i psychoterapia? I w ogóle
        podobne leczenie.

        2. Jak umówić się z psychologiem lub psychiatrą? Jak wygląda takie spotkanie?
        Ewentualnie, jakich kosztów powinnam się spodziewać?
        • natretna Re: mój problem 22.06.06, 23:13
          Koszty roznia sie zaleznosci od miasta i specjalisty. Psycholog 50-80 Psychiatra
          80-100
          Chyba że chcesz isc panstwowo. Ale nie wiem jak trzeba sie umowic, chyba nie
          trzeba miec skierowania.
          Spotkania to rozmowy o tobie o tym co Cie boli. Lekarz szuka przyczyny i szuka
          metod rozladowania tej nerwicy. Czasem sa to leki czasem terapia grupowa.
          A co do lekow, to nic strasznego poprostu bierzesz i juz. czasem zdarzaja sie
          jakies efekty uboczne po ktorych zaleca sie zmiane leku na inny, ktory wbrew
          pozora trudno dobrac.
          Pozdrawiam
        • elmone Re: mój problem 22.06.06, 23:59
          Hej:) radzę Ci się spotkać z psychiatrą ponieważ dysponuje on szerszym
          wachlażem środków. Tzn. może przepisywać leki. Ja w swoim życiu trafiłem do
          kilku psychologów i generalnie nic z tego nie wyszło, a oni zachwycali się moją
          osobowością:/ zamiast udzielić mi jakiś rad. Koszty u psychiatry to faktycznie
          od 50-100 zł przy czym cena nie zawsze jest współmierna do jakości lekarza.
          Warto się udać do jakiegoś sprawdzonego psychiatry najlepiej w miare młodego.
          Bo poprostu im najczęściej się jeszcze chce być na bieżąco... On po
          przeprowadzeniu wywiadu z tobą zadecyduje jakie leki stosować i ew. Ci poleci
          jakiegoś dobrego psychoterapeutę. Leczenie niestety bywa czasochłonne ale
          warto. Lekarz będzie cie pytał o różne tematy i aspekty twojego życia, niekiedy
          bardzo intymne. Ważne żebyś nie zatajała przed nim nawet najbardziej
          wstydliwych i idiotycznych w Twym mniemaniu odczuć. On z tym poprostu styka się
          z tym na codzień i dla niego nic nie jest dziwne. Wiem, że ciężko się zwierzać
          obcej osobie ale trzeba się przełamać i potraktować jako krok ku zdrowiu.
          Jeżeli jesteś ze śląska mogę Ci poradzić jakiegoś lekarza. Aha do psychiatry z
          NFZ można iść bez skierowania od lekarza rodzinnego, ale trzeba się zapisać i
          czasem długo czekać.
          Co do pamiętnego obozu to była napewno przykra sytuacja ale wiedz że miałem
          podobną w swoim życiu i wiem jakie to może być przykre. Napewno jesteś bardzo
          wrażliwą osobą jak chyba każdy na tym forum. Życzę Ci abyś podjeła właściwą
          decyzję o leczeniu, anie zamykała się w kokonie lęku. Szkoda życia.
          Pozdrawiam serdecznie.
    • mlody772 Re: mój problem 24.06.06, 16:48
      Witaj

      Ja mam podobny problem.Myślę,że to ciągnie się od wczesnych lat dzieciństwa.
      Tyle ,że było beznadziejnie w szkole(otaczali mnie ludzie o słabej kumacji
      czegokolwiek i bardzo wulgarni).Dopiero w średniej szkole natrafiłem na kilka
      osób,z którymi dało się porozmawiać na poziomie.Wszelkich obozów,kolonii itp.
      unikałem w obawie o taką samą szarówę mentalną.Teraz trochę żałuję ,ze nie
      jezdziłem,bo przecież mogłem spotkać innych ludzi,tylko,że tak byłem
      przesiąknięty taką syfiastą atmosferą,że nawet nie myślałem,że to możliwe,poza
      tym zawsze miałem coś ciekawego do zrobienia w domu albo sam gdzieś
      jechałem,byle się oderwać od tej kiepścizny.Po latach zastanawiam się,że to
      wszystko pozostawiało ślady w psychice,które blokują w dorosłym życiu.W
      następstwie zachorowałem na nn.Raczej nie mam wątpliwości z czego wynikła
      choroba.Szkoda mi teraz czasu ,w dorosłym,życiu na borykanie się z nią,jak
      również czasu w dzieciństwie i wczesnej młodości,który minął tak przeciętnie.
      Były tylko miłe akcenty,dobrze,że choć to.Niejednokrotnie porównywałem poziom
      w mojej grupie z poziomem innych i zawsze wniosek był taki,że ta ,w której byłem
      ciągnie tyły i spędza czas beznadziejnie.O przeniesieniu do innej szkoły raczej
      nie było mowy.Do tego doszły inne problemy w rodzinie i objawy nn
      zaobserwowałem u siebie bardzo wcześnie nawet nie wiedząc co to
      takiego.Oczywiście miałem nadzieję,że ustąpią,bo raz były a raz nie.Jak wiadomo
      to samo nie przechodzi.Nie myślałem,że takie rzeczy mogą się tak na człowieku
      odcisnąć.Chyba tylko na niektórych ludziach.Do tego wiele spraw,które opisałaś
      i nie będę powielał.Chodzi o przeróżne obawy,żeby czegoś nie zrobić nie tak bo
      inni patrzą czy prawidłowo hehehe.Zacząłem się w końcu śmiać z tego bo
      obserwując ludzi wcale nie ma reguł zachowania jak widać,jeśli tylko zachowuje
      się kulturę to jest ok.To kwestia atmosfery wychowawczej.Teraz widzę,że każdy
      ma swoje wzorce zachowań i wszystko jest dobrze,jeśli korzysta z nich w
      kontaktach z ludzmi,najgorsze co można zrobić to udawać kogoś innego
      celem"wpasowania się" ,to sztuczne i niekomfortowe.Tak są też takie różne
      hamulce jak ciężko coś zrobić spontanicznie(popatrzeć na coś itp) bo człowiek
      nieustannie sprawdza,czy "to będzie dobrze czy zle" ,to jest wyuczone pod
      wpływem obserwacji innych,którzy niesłusznie oceniają zachowania.A bez
      normalnych zachowań ,nie sposób żyć,takie sprawdzanie powoduje tylko,że problem
      się nasila a funkcjonowanie jest coraz bardziej trudne.Ja też mam problem
      zachowywać się teraz inaczej.Większość czasu spędzałem na swoich sprawach
      w domu i mało miałem znajomych,bo nie chciałem zajmować się czymś co mnie
      męczyło a co odpowiadało innym.Słyszę często,ze jestem dziwny,aspołeczny,ale
      to częściowo jest prawda bo też znam już normalnie funkcjonujących ludzi ,z
      którymi rozmawia mi się bardzo dobrze i chętnie z nimi przebywam.Więc zaistniał
      problem wcześnie jak byłem dzieckiem.Też nie wiem jak się z tego wyplątać,żeby
      nie było śladu.Pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka