klapoucha1
10.07.06, 13:58
w sobotę osiagnęłam dno..wpdłam w histerię.chcac się ukarać znowu się
pociełam.wyjęłam 136 tabletek amitryptyliny,położyłam przed sobą,jednak nie
miałam odwagi,miałam swoją matkę przed oczyma,jednak pomyślałam,że dosyć już
tego,nie umiem i nie mogę tak żyć.łkając wysłałam 2 wiadomości-do niego-że
niechcę bez niego żyć,do przyjaciółki-że mam tabletki,jesli starczy mi odwagi
to je połknę,bo nie wytrzymuje sama ze sobą.na gg ustawiłam takowy opis..on
odpisał,żebym się niemartwiła,któregos dnia się spotkamy,ona,że trzeba wziąć
sie w garść.nikt nie zadzwonił,nikt nienapisał,nikt się niepojawił.a ja
leżałam na podłodze jak jakaś idotka,z pokrwawionymi łapami,szlochając i
wpatrując się w tą górę tabletek.sama.bez żadnego sensu.nie odważyłam się ich
połknąć,nawet tego nie umiałam.poprzedniego dnia kolega mi powiedział,że moje
opisy są żałosne,bo ludziom chce się żygać jak widza że ktoś cały czas jest
nieszczęśliwy.postanowiłam więc że jeśli nawet zabić się nie potrafię,to się
odizoluje-całkowicie.żeby nie męczyć innych swoją depresja,bo nieumiem się
uśmiechać.wiecie co jest najgorsze?ponad miesiąc temu uniknęłam szpitala
psychiatrycznego.amitryptylina postawiła mnie na nogi,zaczęłam żyć,odstawiłam
te uczucia do niego.zaczęłam pracę,jakies działania,plany.jednak od ponad
tygodnia znowu jest tak jak kiedys,najwyższa ambulatoryjna dawka,a ja znowu
płaczę całymi dniami,nie robię nic,i niedaję sobie rady z tym rozstaniem
sprzed 4miesięcy,bo go wciąż kocham.niemam ubezpieczenia,więc nie mogę iść na
terapię.czy jestem lekooporna?tyle już próbowałam.a ta amitryptylina naprawdę
dała mi szanse.więc co się dzieje?zamknęłam sie w 4ścianach i niewiem już co
teraz.wszystko wróciło.i jestem z tym całkiem sama..