Sadze, ze gdyby 90% polskich "lekarzy" wyjechalo do USA, byloby to rajem dla
rodzin amerykanskich pacjentow, ktorzy nie byli przez krewnych lubiani.
Wskazniki "bledow medycznych", przestepczych uchybien, lapowkarstwa,
umieralnosci, skoczylyby bowiem tak, ze lawy przysieglych podczas procesow o
odszkodowania
tylko slyszac slowa "lekarz z Polski", od razu przyznawalyby rodzinie pacjenta
odszkodowania od $5.000.000 wzwyz. A za taka sprawe, jak napromieniowanie
pacjentek i proby tuszowania, "lekarze" dostaliby chyba z 500 lat w San Quentin.
Statystyczny szaman pigmejski ma prawdopodobnie wieksza wiedze medyczna i na
pewno o wiele bardziej ludzkie podejscie do pacjenta, niz rozni Mengele made in
Pl.
Te pacjentki wyraznie nie maja pojecia, ze nie tylko moga, ale powinny domagac
sie odszkodowan. One nawet DZIEKOWALY tym "lekarzom" za to, ze "potem sie
nimi zajeli"... a niech to, nawet "nalozyli masc na rane"! WOW! To zdaje sie
taki przejaw typowo polskiego podejscia charakterystycznego dla ludzi o malej
wiedzy - "lekarz to pan i trzeba go sluchac". Takich doktorow Mengele powinno
sie skazac na kilkanascie lat, przepadek majatku na rzecz ofiar i dozywotni
zakaz pracy chocby w poblizu sluzby medycznej. Oczywiscie polscy "sedziowie",
ktorzy, ze swoimi zarobkami, traktuja 50.000 PLN jako "wysokie odszkodowanie"
(a postawienie ofierze mordu pomnika na grobie - jako przestepstwo), przyznaja
ofiarom "lekarzy" pewnie cos kolo tej sumy, o ile nie mniej. Sa w tej chwili
dwie niezbedne w Polsce reformy - eliminacja (zwolnieniami i wiezieniem)
lapowkarskich i lekcewazacych jakiekolwiek normy, a nawet przepisy, "doktorow"
Mengele oraz pozbycie sie wszechwladzy "sedziow" i wprowadzenie lawy
przysieglych...
"Kontrola z ministerstwa"... to zart? Polski "lekarz" ma oceniac innego
polskiego "lekarza" i znalezc blad? Nie sadze. Chyba ze - jak ostatnimi laty w
mafii sycylijskiej - niektorzy z nich przestali juz przestrzegac zasady
omerty, "see no evil, hear no evil..." i "reka reke myje".