maryna751
02.01.07, 17:01
Zaczne prosto z mostu.
Moja przyjaciolka ma problem. Z tym, ze jest samotna tzn. brak faceta.
Ma 28 lat.Wszyscy naokolo sa parzysci, ona nie. Pocieszalam i pocieszam jak
moge, nie dociera. Trwa to juz bardzo dlugo i jest coraz gorzej. Zaczynam sie
o nia bac. Placze na zawolanie niemal. Obzera sie i tyje i czuje sie jeszze
gorzej. Wyciagalam ja na rozne zajecia - ze wszystkiego rezygnuje.
Mowi, ze ma teraz tylko prace. Nie moza z nia rozmawiac na zaden inny temat
tylko o tym, ze ona jest sama.
Moze to wszystko brzmi blacho, ale mam wrazenie, ze tuz pod moim nosem
zaczyna sie rozgrywac, moze maly, ale coraz powazniejszy dramat. I jest coraz
wiekszy.
Bede wdzieczna za wszelkie sugestie.
Pozdrawiam.