Dodaj do ulubionych

Mnie się udało. Jak to zrobić.

21.04.07, 22:17
Jest tylko jedna rada: zmienić siebie. To przerażająca perspektywa. Uwierzyć,
że moje samopoczucie jest skutkiem tego, jaka jestem.
Depresja, lęki, psychosoma (jaka by nie była) - to jestem ja. Dziś. Teraz.
Żeby poczuć się inaczej - trzeba zmienić siebie. To znaczy co?
Zacząć lubić to, czego nie lubię? Pzestać lubić to, co lubię? To już nie będę
ja! A jednak...
Nerwica, z jej różnymi objawami, jest skutkiem tego, jak widzę siebie, ludzi,
świat. Gdzieś tu musi tkwić błąd, skoro ten sposób
widzenia (i reagowania) produkuje nerwicę. Jest rzeczą niezmiernie trudną
uwierzyć, że źródło nerwicy tkwi w nas samych. Nie jest
przyczyną zewnętrzną. Nie jest wirusem, bakterią, wpływem "ich". Bez
zrozumienia tego faktu - nie wydostaniemy się ze szponów nerwicy.
Która, jakby to nie zakrawało na paradoks, pozwala nam żyć. Ale to
konstatacja, na którą można się zdobyć trochę później.
Najważniejsze, to uwierzyć, że bez zmiany siebie nie pozbędziemy się nerwicy.
Potem to już kwestia determinacji. Konsekwencji, z jaką będziemy dążyli do
odkrycia swojego prawdziwego "ja", pozwalali sobie na bycie takim, jakimi
jesteśmy na prawdę. Bo żyjemy iluzją. Widzimy iluxję i próbujemy się do tej
iluzji dopasować. Ponieważ jest to fikcja - nasze próby skazane
są na niepowodzenie. Żeby nie popaść w obłęd, nasza podświadomość funduje nam
nerwicę. Uwierzcie mi - nerwica daje poczucie bezpieczeństwa
i chroni przed dezintegracją osobowości. Dlaczego? Bo nasza neurotyczna
osobowość wymaga od nas zaspokojenia jednocześnie
kilku różnych i sprzecznych wzajemnie potrzeb. Nie można jednocześnie mieć
ciasteczka i zjeść ciasteczko, więc lepiej nie przechodzić koło cukierni.
Nasza podświadomość więc funduje nam lęk, który skutecznie nie pozwala nam
wychodzić z domu. Wtedy nie ma potrzeby konfrontować dwóch
sprzecznych dążeń. Nie ma ciasteczka - nie ma problemu. A że lęk jest
cierpieniem? No trudno. nic nie ma za darmo.
Dla każdego z nas to ciasteczko będzie czymś innym - partnerem życiowym,
pozycją zawodową, relacjami ze znajomymi - ale mechanizm jest ten sam.
Tylko docierając do źródeł naszych potrzeb: dlaczgo chcę jednocześnie mieć
ciasteczko i je zjeść - można, dokonując świadomego
wyboru, pozbyć się nerwicy. To ciężka praca. Długotrwała. Wymagająca
samozaparcia i odwagi. Dlatego niewielu ludzi ją podejmuje i kończy. Ale
to jedyna droga. Na końcu jest nagroda: dobre samopoczucie, żadnych lęków,
depresji, psychosomy. I stały uśmiech na twarzy. Warto?
Każdy musi odpowidzieć sobie sam na to pytanie.
Mam za sobą 25 lat nerwicy. Lęków, depresji i psychosomy. Życia w poczuciu
zagrożenia. Z dnia na dzień. Byle przeżyć dzień, a potem noc.
Bez celu. Spieprzyłam życie sobie, mojemu mężowi, mojej córce.
Trzy lata trwała moja walka o siebie. Dziś żyję z uśmiechem na twarzy. Żadnych
lęków, żadnej depresji, żadnej psychosomy.
Czuję się świetnie. Mam poczucie, że uratowałam siebie. Że warto było.
Po drodze wspierałam się lekami. Pomagali mi wspaniali terapeuci. Ale pracę
wykonałam sama. I tylko to się liczy. I to może zrobić każdy.
Obserwuj wątek
    • destiny19 Re: Mnie się udało. Jak to zrobić. 21.04.07, 23:08
      a jak ktos boi sie zwrocic o pomoc do lekarza,nie wie od czego zaczac, boi sie
      przyznac przed rodzina,znajomymi ze jest zle,ze wcale nie jest dobrze,ale coraz
      gorzej?od czego zaczac?
      • elzbieta007 Re: Mnie się udało. Jak to zrobić. 21.04.07, 23:19
        Cóż, to kwestia determinacji. Wyboru. Jeśli pomimo lęków i depresji, fatalnego
        samopoczucia, lęk jest silniejszy - tkwij w nim. Kiedy osiągniesz dno - zmienisz
        zdanie. I wtedy jest szansa na zmianę siebie. Prawdziwą. Brzmi fatalnie:
        brutalnie. Ale taka jest prawda. Nie ma innej drogi.
        Życzę Ci jak najszybszej zmiany priorytetów - szkoda czasu!
        Pozdrawiam
        • nielegalne_przesluchanie Re: Mnie się udało. Jak to zrobić. 21.04.07, 23:27
          kiedy hun przedostanie sie do Azji bedzie wreszcie szczesliwy
          • elzbieta007 Re: Mnie się udało. Jak to zrobić. 21.04.07, 23:34
            Życzę szczęścia.
            Wiem, że to co napisałam, brzmi trywialnie. Sama bym w to nie uwierzyła, gdybym
            przeczytała 3 lata temu. Ale TAK JEST NA PRAWDĘ. I nie ma innej drogi. Bo pies
            pogrzebany jest w nas samych. Tylko zmiana w nas może spowodować, że
            przestaniemy cierpieć. Uwierz. To ciężka praca. Katorżnicza. Ale daje efekty.
            Pozdrawiam.
    • kontrreformacja Re: Mnie się udało. Jak to zrobić. 21.04.07, 23:28
      Dobra, to teraz lista pytań szczegółowych:
      jakie brałaś leki i jak długo?
      czy już je odstawiłaś?
      Jak mniej wiecej wygladała terapia?
      Piszesz, ze trwało to trzy lata - jak się czułas w czasie terapii, czy poprawa
      była stopniowa, czy miewałas gorsze momenty w trakcie?
      napisz coś może jeszcze konkretnie o twoim problemie i jego rozwiązaniu (w
      sensie co było tym twoim ciastkiem) - jesli to nie zbyt prywatne...
      Pytam o to wszystko, bo jestm w trakcie tej drogi, którą opisujesz. Widzę
      poprawę, mineło 12 m-cy leczenia. Są dni kiedy czuję się spokojna i w miarę
      szczęsliwa, mam chęć do pracy itd. Tylko, ze co jakiś czas to się znowu odzywa,
      lęk trzyma mnie mocno i nie chce puścić (np. dziś, cały czas ta okropna
      zacisnieta szczęka i pocę się jak mysz, brrr.). Czasem boję się, że lepiej juz
      nie będzie, że nigdy się od tego tak do końca nie uwolnię. Jestem na terapii,
      ale leków nie biorę, czasem zastanawiam się, czy nie męczę się niepotrzebnie...
      Może jednak leki by pomogły...
      No nie wiem... W kazdym razie pozdrawiam i dzięki za powiew optymizmu!
      • elzbieta007 Leki pomagają 22.04.07, 00:00
        Przez te lata brałam rózne antydepresanty - chyba wszystkie. Gó.. pomagały.
        Zmiana nastąpiła w momencie, w którym uświadomiłam sobie, że muszę się zmienić.
        Że to nie jest postulat do terapeutów i farmakologii, ale dla mnie samej.
        Połączyłam farmakologię (trittico) z bardzo intensywną psychoterapią analityczną.
        Początki były trudne. Pomimo brania trittico (dobrze na mnie działało, bo w
        końcu mogłam spać), były głębokie doły. Dziś wiem, że musiały być. Aktywna
        psychoterapia (to ja przynosiłam tematy na sesje) powodowała odkrywanie w sobie
        pokładów gówna. To odkrywanie prawdziwego "ja", moich motywacji, konieczność
        pogodzenia się z tym, skutkowało depresją. Ale w końcu zaświeciło słońce. Nie
        jestem święta. Jestem, jaka jestem. Ani gorsza ani lepsza od innych.
        Zniknęło poczucie winy. Dziś mam poczucie sensu życia. Nie ma lęków, nie ma
        depresji.
        Na pewno warto wspomagać się lekami. W cierpieniu dla cierpienia nie ma niczego
        wzniosłego. Jest tylko upodlenie. Ale leki niczego nie wyleczą, bo pies
        pogrzebany jest nie w chemii ale w psychice. Trzeba się zmienić. Warto
        skorzystać z prochów, ale tylko praca nad sobą gwarantuje, że nie będzie
        powrotu. Już się nie boję nerwicy. Ona nie wróci.
        Zdarzją mi się i dziś stany niepokoju bliskie lękowi. Ale ten lęk witam z
        radością, bo daje mi szansę na pracę nad sobą:)
        Nie przejmuj się nawrotami. Obserwuj lęk. On pojawił się nie bez przyczyny.
        Spróbuj do niej dotrzeć. Dowiesz się czegoś o sobie. I to będzie cenne.
        Życzę powodzenia.
        • ledure Re: Leki pomagają 22.04.07, 11:57
          > Zdarzją mi się i dziś stany niepokoju bliskie lękowi. Ale ten lęk witam z
          > radością, bo daje mi szansę na pracę nad sobą:)

          chłopcy dziewczęta do roboty, do roboty

          razem mlodzi przyjaciele zbudujemy lepszy świat
          • koala1212 Re: Leki pomagają 22.04.07, 18:45
            > > Zdarzją mi się i dziś stany niepokoju bliskie lękowi. Ale ten lęk witam z
            > > radością, bo daje mi szansę na pracę nad sobą:)


            Zdarzaja sie moemnty, kiedy mam zlamane biodro,ale te zlamania witam z
            radoscia, bo to daje szanse na rehabilitacje, czyli prace nad soba.

            Pracowas nad soba mozna i wtedy kiedy sie nie mialo lęków i dołów i tak robia
            ludzie normlani (to ci co pracuja nad soba biegajac na biezni, a nie leza jak
            lajzy na dziwnej maszynie i rehabilituja swoje zwirzchniete biodro). Nerwica
            czy depresja to nie jest zaden atut, to sa nasze wady, slabosci, na tym polega
            nasza felernosc, ze musimy pracowac nad soba, zeby osognac to minumim ktore
            inni maja bez wysilku.
            Dziwne, ze malo kto umie te chorobe przezyc normalnie. Albo sie z niej robi
            koniec swiata i idzie na dno albo znowu mega atut i zyciowa szanse do pracy.

            Dziwi mnie ze sie cieszysz z tego, ze Ci jest gorzej, bo to znaczy, ze masz
            jakis feler, wiec cieszysz sie z tego, ze jestes felerna. To tylko moje zdanie
            wyrazone po chamsku za co przepraszam, ale nie mam dzis natrchnienia, zeby
            pisac delikatniej.
            • bezsensu70 Re: Leki pomagają 25.04.07, 08:23
              Nie masz racji!! Ludzie z depresją czy nerwicą są tysiąc razy bardziej
              wartościowi niż ,,normalni,,. Są wrażliwi, myślący, posiadający głębokie
              przemyślenia, dostrzegający, co naprawdę jest w życiu ważne, jaka powinna być
              hierarchia ważności. Zwykli ludzie tego nie dostrzegają tylko biegną, potrącając
              innych. Mają prymitywne, materialne, bezwartościowe podejście do życia. Nie mają
              szansy ( czyt. nerwicy,depresji ), żeby się nad sobą i życiem zastanowić. Są jak
              prymitywne bezmózgowe roboty, którym życie upływa na szukaniu przyziemnych
              przyjemnoości. Dlatego uważam, że człowiek po przejściach ma większe szanse
              bycia prawdziwym człowiekiem, bo wtedy dostrzega rzeczy ważne. Elżbieta pisze
              pięknie i może być dla wielu wsparciem.
              • elzbieta007 Hmmm... 25.04.07, 20:03
                Jestem daleka od wyciągania wniosku, że ci, którzy cierpią na nerwicę lub
                depresję, sa bardziej wartościowymi ludźmi od innych. To nieprawda.
                Jednak faktem jest, że ci, którzy podjęli skuteczną walkę o siebie, przeważnie
                znacznie lepiej poznali siebie, a przez to także psychikę innych ludzi. Są mniej
                skłonni do wydawania kategorycznych negatywnych sądów o innych, do oceniania i
                wartościowania. Z reguły są bardziej skłonni do zdystansowanej i zrównoważonej
                postawy wobec ludzi.
                I to są niewątpliwie dodatkowe korzyści, jakie wynosi się z pracy nad sobą:)
                Pozdrawiam
        • kontrreformacja Re: Leki pomagają 22.04.07, 13:04
          Dzieki za odpowiedź. Podniosłaś mnie trochę na duchu. Ja też jestem na terapii
          analitycznej, tylko czasem ręce opadają, że tego gówna aż tyle się nazbierało.
          Dochodzę do jakiegos wniosku, odblokowuję jakiś temat, przez chwilę czuję ulgę,
          ale za chwile okazuje się, że to tylko czubek góry lodowej.
          Twoje rady o obserwowaniu lęku bardzo pokrywają się z moimi dotychczasowymi
          wnioskami. Tak faktycznie jest, ale moja newica wciąż pracuje żeby ten obraz
          zamazać, żeby tej przyczyny nie poznać, nie poczuć. Czasem siedzę i staram się
          odpowiedzieć na to niby proste pytanie, czego się boję, skąd ten lęk i napięce,
          i czuję prawie fizycznie tę cholerną blokadę, która mnie oddziela do odpowiedzi
          na to pytanie. Mysli się plączą, ręce latają, paranoja po prostu.
          Ale bardzo cieszy mnie twoje wyzdrowienie, dla mnie to potwierdzenie, ze droga
          jest dobra, trzeba tylko spokojnie iść nia dalej.
          • mmonika4 Re: Leki pomagają 22.04.07, 18:17
            hej hej,
            co to znaczy psychoterapia analityczna?czyli taka standardowa?u mnie to juz
            trwa ponad dwa lata,od prawie roku,z przerwami(bynajmniej nie z wlasnej woli te
            przerwy,ale moja pani psycholog zachorowala,i zostalam w pewnym momencie na
            lodzie,i wtedy wszyyystko wrocilo ze zdwojona sila) chodze na psychoterapie, i
            ostatnio tak sie zastanawialam czy lepsza taka standardowa,czy moze poznawczo-
            behawioralna,dodam ze mam agorafobie z lekiem napadowym
            leki biore od 2 miesiecy jakos,i jakos leci to wszystko sama nie wiem,tyle sie
            syfu nazbieralo w zyciu a teraz to trzeba ukladac,prostowac etc
    • j215 Re: Mnie się udało. Jak to zrobić. 21.04.07, 23:35
      No to moje gratulacje.Powinnaś zostać psychoterapeutą i tych najbardziej
      zdeterminowanych(nie leni czekających na cud) zacząć leczyć.Pozdrawiam.
      • elzbieta007 Re: Mnie się udało. Jak to zrobić. 22.04.07, 00:21
        Nie będą psychoterapeutą. Brakuje mi wielu cech, którymi powinien dysponować
        terapeuta.
        Ale nawet psychoterapeuta-cudotwórca nie pomoże pacjentowi, który nie ma w sobie
        chęci zmiany. Uczestniczyłam w wielu psychoterapiach. Na zasadzie: ja się teraz
        położę, a ty zrób tak, żeby mi się poprawiło. Skutek - żaden. I tak musiało być.
        Podświadomie blokowałam wszelką komunikację. I dopiero uświadomienie sobie tego
        faktu okazało się kluczem. Ja muszę się zmienić i tylko ja mogę zmienić siebie.
        Nikt inny. Dobry terapeuta może mi w tym pomóc, ale tylko pomóc. Robotę muszę
        wykonać sama. I tę robotę wykonałam. I wykonuję nadal. I będę ją wykonywać do
        końca mojego życia. Bo chociaż już nie muszę - to chcę. Bo warto. Bo nie ma
        bardziej fascynującego zajęcia jak poznawanie siebie.
        Pozdrawiam.
        • ledure Re: Mnie się udało. Jak to zrobić. 22.04.07, 12:03
          > Robotę muszę wykonać sama.
          > I tę robotę wykonałam.
          > I wykonuję nadal.
          > I będę ją wykonywać do końca mojego życia.

          10000% normy!



          Bo nie ma
          > bardziej fascynującego zajęcia jak poznawanie siebie.

          http://images.google.pl/imgres?imgurl=http://www.republika.pl/bragus/galeria/Narcyz.gif&imgrefurl=http://www.republika.pl/bragus/galeria/narcyz.html&h=395&w=328&sz=43&hl=pl&start=12&um=1&tbnid=FkzcFNDHgVKY7M:&tbnh=124&tbnw=103&prev=/images%3Fq%3Dnarcyz%26svnum%3D10%26um%3D1%26hl%3Dpl%26client%3Dfirefox-a%26rls%3Dorg.mozilla:pl-PL:official%26sa%3DN

          • demole Re: Mnie się udało. Jak to zrobić. 22.04.07, 13:12
            głupek
        • loreee Re: Mnie się udało. Jak to zrobić. 22.04.07, 15:01
          Czytam tylko praca, praca, praca.... i nic z tego nie rozumniem. Czy ktoś
          mógłby mnie olśnić i jak dziecku wytłumaczyc na czym niby ta praca polegała?????
          • puste5 Re: Mnie się udało. Jak to zrobić. 22.04.07, 16:25
            loreee napisała:

            > Czytam tylko praca, praca, praca.... i nic z tego nie rozumniem. Czy ktoś
            > mógłby mnie olśnić i jak dziecku wytłumaczyc na czym niby ta praca polegała????

            zapewne na wzieciu sie w garsc. tez chcialbym wiedzieć na czym polegac ma ta
            ciezka praca w psychoanalizie. jesli sie pracuje to robi sie cos swiadomie w
            jakims celu. rozumiem ze mozna pracowac nad asertywnoscia, ale jak pracowac nad
            czyms co jest ukryte w nieswiadomosci? mam sie otworzyc? ale jak?
            • agah201 Re: Mnie się udało. Jak to zrobić. 22.04.07, 16:41
              hehe wziac sie w garsc... kocham to wyrazenie.
              trzeba jeszcze dorzucic: mysl pozytywnie, wyjdz do ludzi, badz aktywny/a
              fizycznie, nie uzalaj sie nad soba i jeszcze pare innych.

              nie rozumiem czemu maja sluzyc takie watki. o ile zrozumialam, to autorka byla
              kiedys w kipskim stanie, wiec powinna rozumiec, ze takie klepanie o pracy nad
              soba jest dla osob chorych strasznie wqrzajacei nie rodzi nic poza wyrzutami
              sumienia oraz jeszcze wiekszym rozchwianiem emocjonalnym. mozna napisac cos w
              rodzaju: ludzie idzcie na terapioe, bo to naprawde pomaga. ale ten watek
              przerodzil sie oredzie pt. "to, ze tacy jestescie to tylko wasza wina i wasz
              wybor!"


              [mialo byc tutaj ;)]
            • koala1212 Re: Mnie się udało. Jak to zrobić. 22.04.07, 19:10
              >
              > > Czytam tylko praca, praca, praca.... i nic z tego nie rozumniem. Czy ktoś
              > > mógłby mnie olśnić i jak dziecku wytłumaczyc na czym niby ta praca polega
              > ła????
              >
              > zapewne na wzieciu sie w garsc. tez chcialbym wiedzieć na czym polegac ma ta
              > ciezka praca w psychoanalizie. jesli sie pracuje to robi sie cos swiadomie w
              > jakims celu. rozumiem ze mozna pracowac nad asertywnoscia, ale jak pracowac
              nad
              > czyms co jest ukryte w nieswiadomosci? mam sie otworzyc? ale jak?

              Ja chodze na terpie, na osma chyba juz w zyciu, bo trudno mi bylo trafic na
              dobrego terapeute, i stwierdzam z cala pewnoscia, ze odpowiednia terapia bardzo
              pomaga. Nie mam pojecia jak to sie dzieje, nie umiem tego nazwac, okreslic,
              opisac, ale dzieje sie cos takiego, ze pewne somatyczne objawy znikaja (najpier
              lagodneja, a potem znikaja). Mialam kiedys bdb terapeutke, ktora mnie wycignela
              z megadola (bylam prawie bez kontaktu), potem terapie przerwalam i w dole
              srednim zatrzymalam sie na kilka lat (sredni czyli taki, ze sie nie da chodzic
              do pracy ani spotykac z ludzmi), potem znowu terapie zaczelam i znowu powoli
              (nie wiem jakim cudem) jest ze mna coraz lepiej (nie zyje normalnie, ale mam
              coraz mnie stanow lękowcyh, napiec, paniki, dolów, innych objawow
              somatycznych).
              Praca na terapii wcale nie polega na wzieciu sie w garsc. Chodzi o to, ze jesli
              terapeuta jest dobry, to na terapii sie mysli, takie spotkanie moze byc tez
              meczace, stad ja to tez okreslilabym jako prace.
              Takze ja niestety nie umiem Wam powiedziec na czym polega praca na terapii,
              sama tego nie rozumiem, ale wiem na pewno, ze jesli sie trafi na bdb terapeute,
              to terapia pomaga bardzo.
          • agah201 Re: Mnie się udało. Jak to zrobić. 22.04.07, 16:37
            hehe wziac sie w garsc... kocham to wyrazenie.
            trzeba jeszcze dorzucic: mysl pozytywnie, wyjdz do ludzi, badz aktywny/a
            fizycznie, nie uzalaj sie nad soba i jeszcze pare innych.

            nie rozumiem czemu maja sluzyc takie watki. o ile zrozumialam, to autorka byla
            kiedys w kipskim stanie, wiec powinna rozumiec, ze takie klepanie o pracy nad
            soba jest dla osob chorych strasznie wqrzajacei nie rodzi nic poza wyrzutami
            sumienia oraz jeszcze wiekszym rozchwianiem emocjonalnym. mozna napisac cos w
            rodzaju: ludzie idzcie na terapioe, bo to naprawde pomaga. ale ten watek
            przerodzil sie oredzie pt. "to, ze tacy jestescie to tylko wasza wina i wasz
            wybor!"
            • elzbieta007 Re: Mnie się udało. Jak to zrobić. 22.04.07, 17:26
              agah201 napisała:

              > hehe wziac sie w garsc... kocham to wyrazenie.
              > trzeba jeszcze dorzucic: mysl pozytywnie, wyjdz do ludzi, badz aktywny/a
              > fizycznie, nie uzalaj sie nad soba i jeszcze pare innych.

              Niczego takiego nie napisałam. Napisałam tylko - z nerwicą można wygrać dzięki
              pracy nad sobą.

              > ten watek
              > przerodzil sie oredzie pt. "to, ze tacy jestescie to tylko wasza wina i wasz
              > wybor!"

              Moja nerwica nie jest moją winą i nie jest moim wyborem, natomiast jest MOJĄ
              SPRAWĄ. Nie lekarza, nie rodziny, nie terapeuty. Moją. Jest skutkiem fałszywego
              obrazu świata i ludzi oraz nieadekwatnych mechanizmów odczuwania i reagowania.
              Obojętne, skąd się to wzięło. Ale tak jest. I albo zmienię ten obraz i
              mechanizmy, albo będę tkwiła w gó..e do końca życia. I to jest przedmiotem wyboru.
              Pozdrawiam
              • agah201 Re: Mnie się udało. Jak to zrobić. 22.04.07, 18:02
                elzbieta007 napisała:

                > agah201 napisała:
                >
                > > hehe wziac sie w garsc... kocham to wyrazenie.
                > > trzeba jeszcze dorzucic: mysl pozytywnie, wyjdz do ludzi, badz aktywny/a
                > > fizycznie, nie uzalaj sie nad soba i jeszcze pare innych.
                >
                > Niczego takiego nie napisałam. Napisałam tylko - z nerwicą można wygrać dzięki
                > pracy nad sobą.
                a ja nie napisalam, ze Ty to napisalas

                I albo zmienię ten obraz i
                > mechanizmy, albo będę tkwiła w gó..e do końca życia. I to jest przedmiotem
                wyboru.

                moze czegos nie rozumiem, ale znowu potwierdzilas to, co stwierdzilam wczesniej
                tzn. ze jesli ktos jest chory, to tkwi w takim stanie tylko na wlasne zyczenie
                • koala1212 Re: Mnie się udało. Jak to zrobić. 22.04.07, 19:18
                  tzn. ze jesli ktos jest chory, to tkwi w takim stanie tylko na wlasne

                  To jest bardzo roznie, ale bez watpienia sporo jest ludzi, ktorzy maja depresje
                  czy nerwice i zupelnie nic z tym nie robia.
                  A przedmiotem wyboru moim zdaniem jest to czy bedziemy probowac walczyc z
                  depresja czy nie bedziemy probowac i jak duzo w te proby wlozymy sily. A to czy
                  sie uda wzydrowiec czy sie nie uda, to juz nie nasz wybor niestety
    • aurelia_aurita Re: Mnie się udało. Jak to zrobić. 21.04.07, 23:35
      gratuluję, że znalazłaś swój sposób.
      ale pamiętaj, że nie każdy choruje na to co Ty, więc nie jest to sposób uniwersalny. (np. nie sprawdziłby się w zaburzeniach afektywnych, które są ze swojej natury endogenne, a nie psychogenne).
      • elzbieta007 Re: Mnie się udało. Jak to zrobić. 22.04.07, 00:07
        Tak, masz rację. Ja nie twierdzę, że znalazłam cudowny lek na wszystko. Ale
        myślę, że gdyby wielu z forumowiczów, zamiast użalać się nad sobą i szukać
        panaceum, spróbowało jednak zmienić siebie - znalazłoby rozwiązanie swojego
        problemu. Bo depresja endogenna jest tylko jedną z przyczyn depresji. Większość
        tkwi w zaburzeniach osobowości. A te można zmienić.
        Pozdrawiam.
        • demole Re: Mnie się udało. Jak to zrobić. 22.04.07, 00:33
          tyle pracy, ze rece opadaja

          i jeszcze czyn spoleczny na horyzoncie
          plus praca na czarno


          --
          rapture
        • ledure Re: Mnie się udało. Jak to zrobić. 22.04.07, 11:44
          > Bo depresja endogenna jest tylko jedną z przyczyn depresji. Większość
          > tkwi w zaburzeniach osobowości. A te można zmienić.

          Łatwiej wyleczyć depresje endogenną niż zaburzoną osobowość. Nic nie można
          zmienić, można sie tylko wytresować, a w środku i tak nic sie nie zmieni.
          • elzbieta007 Nie masz racji. 22.04.07, 13:32
            Tresura może tylko jeszcze głębiej wepchnąć do podświadomości i tak wyparte
            treści. Zadaniem psychoterapii analitycznej jest działanie odwrotne -
            wywleczenie jak najwięcej treści do świadomości. Bo tylko uświadomienie sobie
            własnych blokad, pozwala na pracę nad nimi. To niełatwa praca, ale możliwa do
            wykonania.
            Można też całą swoją energię życiową skierować na utrwalanie nerwicy.
            Każdy ma taki wybór. I musi go dokonać. Nie dokonanie go jest też wyborem.
            Powodzenia.
            • puste5 Re: Nie masz racji. 22.04.07, 16:16
              Zadaniem psychoterapii analitycznej jest działanie odwrotne -
              > wywleczenie jak najwięcej treści do świadomości. Bo tylko uświadomienie sobie
              > własnych blokad, pozwala na pracę nad nimi. To niełatwa praca, ale możliwa do
              > wykonania.

              zadanie pschyoterapii analitycznej bardzo obiecująco brzmi, ale nie wszystkim
              się udaje. a nawet jak sobie uswiadomisz, to co? jeśli masz szanse to
              wykorzystać dla lepszego zycia to fajnie masz, a jeśli nie masz? myślisz, ze
              wszystkich psychoanaliza pchnie na droge szczescia? sorry ale do szczescia to
              trzeba mieć dużo szczescia.

              Można też całą swoją energię życiową skierować na utrwalanie nerwicy.
              > Każdy ma taki wybór. I musi go dokonać. Nie dokonanie go jest też wyborem.

              gó.. prawda. nie dokonuje sie żadnego wyboru, tylko nerwice dostaje sie w darze
              od losu. jest sadyzmem obwiniać osobę z zaburzeniami, ze wybrała tak kiepskiego
              wyboru swojego losu. jaki ma sie wybor jesli rzadzi nami to co sobie nie
              uswiadamiamy? wybory zachodza w sferze swiadomosci.
              • elzbieta007 Re: Nie masz racji. 22.04.07, 17:18
                Jest kilka teorii usiłujących wyjaśnić, skąd się bierze nerwica i tu nie ma
                miejsca na przytaczanie wszystkich. Ale generalnie niemal wszystkie upatrują ich
                w istnieniu nierozwiązanych konfliktów wewnętrznych. Konflikt rodzi się wtedy,
                kiedy mamy potrzebę zaspokojenia dwóch sprzecznych ze sobą dążeń (mieć
                ciasteczko i zjeść ciasteczko). Obie potrzeby są równie ważne i co by człowiek
                nie zrobił - to jedną z nich zaspokoi, a drugą sfrustruje. I zawsze będzie się z
                tym czuł źle.
                Nerwica pojawia się jako mechanizm łagodzący ów konflikt. Brzmi paradoksalnie,
                ale tak jest. Nerwica funduje nam objawy, które skutecznie chronią nas przed
                wystąpieniem sytuacji, w której konflikt wewnętrzny mógłby się pojawić.
                Odczuwamy lęk, nie wychodzimy z domu, nie przechodzimy koło cukierni. Nie ma
                ciasteczka - nie ma konfliktu. Nerwica chroni nas przed dezintegracją.

                Psychoterapia pozwala nie tylko odszukać w sobie owe konflikty (powstają one
                jako skutek różnych wydarzeń życiowych, przeważnie we wczesnym dzieciństwie),
                lecz także świadomie pozbyć się ich. Różnymi metodami. Często sam fakt
                dostrzeżenia wewnętrznych sprzeczności jest leczący.

                Nerwica pojawia się nie jako świadomy wybór. To rzeczywiście "dar" losu. Ale to,
                czy będziemy starali się z nią walczyć, czy podejmiemy walkę o siebie - to jest
                przedmiotem świadomego wyboru.
                • agah201 Re: Nie masz racji. 22.04.07, 18:07
                  elzbieta007 napisała:
                  > Nerwica pojawia się nie jako świadomy wybór. To rzeczywiście "dar" losu. Ale
                  to
                  > ,
                  > czy będziemy starali się z nią walczyć, czy podejmiemy walkę o siebie - to
                  jest
                  > przedmiotem świadomego wyboru.

                  o swiadomym wyborze mozemy mowic tylko w sytuacji, gdy jestesmy w stanie
                  panowac nad wlasnymi emocjami, a nie wtedy kiedy to one nami kieruja. nerwica
                  lub inne zaburzenia z definicji nie pozwalaja w wielu sytuacjach na
                  podejmowanie swiadomych wyborow.
                • puste5 Re: Nie masz racji. 22.04.07, 18:16
                  > Psychoterapia pozwala nie tylko odszukać w sobie owe konflikty (powstają one
                  > jako skutek różnych wydarzeń życiowych, przeważnie we wczesnym dzieciństwie),
                  > lecz także świadomie pozbyć się ich. Różnymi metodami. Często sam fakt
                  > dostrzeżenia wewnętrznych sprzeczności jest leczący.

                  na przyklad jakimi metodami? idziesz czaly czas po namiejszej lini oporu (
                  wiadomo na czym polega psychoanaliza), napisz cos konkretniejszego. czemu
                  dostrzezenie wewnetrznych sprzecznosci mialoby leczyc? jak sie ich nie dostrzega
                  to sie frustruje jak sie je dostrzega to juz nie? ktoras z potrzeb tak czy siak
                  niezaspokojona.

                  Ale to
                  > ,
                  > czy będziemy starali się z nią walczyć, czy podejmiemy walkę o siebie - to jest
                  > przedmiotem świadomego wyboru.

                  zeby byl swiadomy wybor, 1)musisz wiedziec ze masz nerwice 2) wiedziec co z nia
                  zrobic. nader czesto obydwie przeslanki sa niespelnione. pierwsza sie spelnia
                  gdy juz sie cale zycie zjebie i gowno mozna zrobic.

                  i jak mam podjac ta walke? oprocz placenia podateku od wlasnego nieszczescia
                  psychoterapeutom analitycznym oczywiscie i znajac raczej niepochlebne opinie o
                  tej terapii od ludzi ktorzy w nich uczestniczyli. w zasadzie twoja jest pierwsza
                  pochlebna ( pomijajac glosy samooszukancze, ze terapia wspaniala, ale zycie
                  nadal do bani)

                  caly czas piszesz o pracy, walce, chcialbym wiedziec na czym to ma polegac. bo
                  ze trzeba wziasc sie w garsc to wie kazdy.
                  • elzbieta007 Re: Nie masz racji. 22.04.07, 19:11
                    Podejrzewam, że mówiąc, że wiesz, na czym polega psychoanaliza, posługujesz się
                    obiegową opinią o niej. Fałszywą, niestety. Technika swobodnych skojarzeń służy
                    do powstania zjawiska przeniesienia oraz wystąpienia regresji u pacjenta. I
                    przeniesienie i regresja (a czasem także nerwica przeniesieniowa) są przedmiotem
                    analizy i interpretacji psychoanalityka.

                    Celem każdej psychoterapii jest zmiana. Zmiana albo osobowości (w terapiach
                    analitycznych) albo sposobów reagowania (poznawczo-behawioralna np). Bo tylko
                    dzięki zmianie może nastąpić wyleczenie. Ale problem jest w tym, że nikt nikogo
                    z zewnątrz nie może zmienić. Zmienić można tylko siebie.

                    Żeby się zmienić to przede wszystkim trzeba chcieć. A potem mozolnie poznawać
                    siebie: swoje potrzeby, uzależnienia, konflikty. Rozpoznanie pozwala na ich
                    rozwiązanie. Jak? Jeśli wiesz już, że masz sprzeczne potrzeby, których
                    jednocześnie nie da się zapokoić (np. boisz się bliskich związków, a
                    jednocześnie rozpaczliwie potrzebujesz miłości drugiego człowieka), trzeba
                    podjąć pracę nad wzmocnieniem jednej potrzeby a osłabieniem drugiej. Dokonujesz
                    wyboru. I pracujesz nad tym.

                    Piszesz o przejeb... życiu. Ile masz lat? Ja mam 55. Połowę życia strawiłam na
                    nerwicy.

                    A o terapii analitycznej (i innych terapiach) mogę powiedzieć tyle: wśród
                    terapeutów jest taki sam odsetek idiotów, jak w każdym innym zawodzie. Trzeba
                    mieć trochę fartu (albo rekomendacje), żeby trafić na dobrego hydraulika,
                    lakiernika samochodowego i terapeutę.
                    Ale trzeba pamiętać, że nie to terapia i terapeuta leczą. Nie jedna godzina
                    tygodniowo. Trzeba pracować codziennie przez cały dzień. A na sesji omawiać
                    swoją tygodniową pracę, korzystać z doświadczenia i interpretacji terapeuty. A
                    po sesji - znów do roboty.

                    Pozdrawiam



                    • puste5 Re: Nie masz racji. 22.04.07, 19:26
                      Jeśli wiesz już, że masz sprzeczne potrzeby, których
                      > jednocześnie nie da się zapokoić (np. boisz się bliskich związków, a
                      > jednocześnie rozpaczliwie potrzebujesz miłości drugiego człowieka), trzeba
                      > podjąć pracę nad wzmocnieniem jednej potrzeby a osłabieniem drugiej.

                      a strach przed bliskimi zwiazkami, jak przeklada sie na twoja teorie z
                      ciasteczkiem? jakie sprzeczne potrzeby zwiazane ze zwiazkami stoją, ze unika sie
                      zwiazywania z ludzmi?
                      • elzbieta007 Nieporozumienie. 22.04.07, 19:52
                        Przeczytaj jeszcze raz to, co ja napisałam, a co Ty cytujesz. Konflikt powstaje
                        wtedy, kiedy masz dwie sprzeczne ze sobą potrzeby: musisz unikać bliskich
                        związków, bo się boisz (chcesz mieć ciasteczko), a równocześnie masz potrzebę
                        kochania i bycia kochaną (chcesz zjeść ciasteczko). Obie potrzeby są równie
                        silne i obie domagają się zaspokojenia. Jeśli zaspokajasz jedną i wiążesz się z
                        innym człowiekiem, druga (potrzeba ucieczki z każdego bliskiego związku)
                        pozostaje niezaspokojona. działanie odwrotne (samotnictwo) powoduje podobny skutek.

                        Celem psychoterapii będzie w tej sytuacji:
                        1. Rozpoznanie Twoich (w części podświadomych, w części uświadomionych) potrzeb,
                        2. Rozpoznanie konfliktu i określenie siły obu potrzeb,
                        3. Dokonanie świadomego i racjonalnego wyboru o wzmocnieniu jednej i osłabieniu
                        drugiej potrzeby (bo jednocześnie nijak nie mogą być zaspokojone),
                        4. Praca nad zrealizowaniem punktu 3.

                        To oczywiście tylko przykład. Ale z grubsza na tym polega praca nad wewnętrznymi
                        konfliktami.

                        Aha. To, dlaczego się boisz bliskich związków, wymaga oczywiście dogłębnej
                        analizy. A także to, dlaczego tak bardzo pragniesz miłości i do czego Ci jest
                        ona potrzebna (to tylko pozornie banalne i oczywiste:) )

                        Pozdrawiam
                        • puste5 Re: Nieporozumienie. 22.04.07, 20:02
                          elzbieta007 napisała:

                          > Przeczytaj jeszcze raz to, co ja napisałam, a co Ty cytujesz. Konflikt powstaje
                          > wtedy, kiedy masz dwie sprzeczne ze sobą potrzeby: musisz unikać bliskich
                          > związków, bo się boisz (chcesz mieć ciasteczko), a równocześnie masz potrzebę
                          > kochania i bycia kochaną (chcesz zjeść ciasteczko).

                          ja nie cytowalem, tylko pytalem dalej. tlumaczylas strach przed cukiernia, jako
                          nierozwiazanie konfliktu chciec zjesc i miec ciasteczko. wiec analogicznie pytam
                          o strach przed zwiazaniem sie z ludzmi.
                          • puste5 Re: Nieporozumienie. 22.04.07, 20:05
                            i z ciekawosci, jak wzmacnia sie jedna potrzeba i oslabia druga?
                        • puste5 Re: Nieporozumienie. 22.04.07, 20:10
                          i spytalem tez dlatego, ze ucieczka od zwiazku nie jest potrzeba pozytywna,
                          tylko pisalas o strachu. wiec nie ma sprzecznosci, jest blokada w postaci
                          strachu, ktora trzeba pokonac( nikt przeciez nie ma potrzeby strachu). jakbys
                          napisala o potrzebie samotnictwa to potrzeby bylyby sprzeczne.
                          • elzbieta007 Wyjaśnienie 22.04.07, 20:45
                            Być może posłużyłam się zbyt lapidarnym skrótem myślowym. Spróbuję wytłumaczyć
                            jeszcze raz.

                            Istnieją we mnie dwie silne potrzeby: potrzeba bycia w bliskim związku z drugim
                            człowiekiem (potrzeba miłości). I równocześnie boję się bliskich związków (one
                            budzą we mnie lęk). Mam więc potrzebę unikania takich związków. Jeśli zaspokoję
                            pierwszą z nich i wejdę w związek z innym człowiekiem, to zaspokoję potrzebę
                            miłości, ale jednocześnie bycie w tym związku będzie budziło we mnie lęk.
                            Powstanie nierozwiązywalny konflikt, w dodatku o charakterze progresywnym.

                            Podświadomość będzie broniła się przed dezintegracją osobowości i wygeneruje
                            objawy nerwicowe. Np. lęk przed wyjściem z domu (agorafobię). Siedząc w domu nie
                            widuje się ludzi, nie ma się kontaktów, nie ma szans na bliski związek. Nie ma
                            pokusy ani możliwości i nie ma potrzeby dokonywania wyboru. W tej sytuacji żadna
                            potrzeba nie jest ani zaspokojona ani sfrustrowana. Zawieszenie broni. Tylko ta
                            parszywa agorafobia (albo coś innego)...

                            Jest to obraz nieco uproszczony, ale generalnie taki jest mechanizm.

                            Praca nad zmianą priorytetów potrzeb, wzmacnianiu jednych a osłabianiu innych,
                            jest trudna i żmudna. Polega głównie na racjonalizacji.

                            Najważniejsza w pracy nad sobą na każdym jej etapie jest samoobserwacja.
                            Obserwacja własnych odczuć, emocji i reakcji. Szczególnie wtedy, kiedy
                            gwałtownie reagujemy na jakąś sytuację. To są momenty, które niosą najwięcej
                            informacji o nas samych. Wtedy warto uświadomić sobie co odczuwamy, jakie te
                            odczucia wzbudziły emocje i jak zareagowaliśmy. Trzeba nauczyć się zauważać to
                            wszystko, umieć nazwać, a potem zastanowić się, dlaczego.
                            To ostatnie - dlaczego - można przepracować z terapeutą. Ale samoobserwację
                            trzeba prowadzić stale. Samemu. To jedyna metoda, żeby poznać siebie, odkryć
                            konflikty, potrzeby, uzależnienia. Nie znając siebie (a prawie nikt siebie nie
                            zna) nie można się zmieniać, bo nie wiadomo co i na co zmienić.

                            :)
                            • puste5 Re: Wyjaśnienie 22.04.07, 21:41
                              >
                              > Istnieją we mnie dwie silne potrzeby: potrzeba bycia w bliskim związku z drugim
                              > człowiekiem (potrzeba miłości). I równocześnie boję się bliskich związków (one
                              > budzą we mnie lęk). Mam więc potrzebę unikania takich związków. Jeśli zaspokoję
                              > pierwszą z nich i wejdę w związek z innym człowiekiem, to zaspokoję potrzebę
                              > miłości, ale jednocześnie bycie w tym związku będzie budziło we mnie lęk.

                              ale strach przed zwiazkiem nie jest potrzebą, czlowiek nie ma potrzeby strachu,
                              strach nie jest dla niego wartoscia. zwiazek jest potrzeba czlowieka, a strach
                              przed zwiazkiem swiadczy o tym, ze jest jakas potrzeba, ze wzgledu na ktora sie
                              boisz wiazac.

                              > Praca nad zmianą priorytetów potrzeb, wzmacnianiu jednych a osłabianiu innych,
                              > jest trudna i żmudna. Polega głównie na racjonalizacji.

                              i taki los czlowieka : wyjasniac sobie, czemu sie jeszcze nie zabić. bo glowny
                              konflikt polega na tym ze zycie jest do dupy a boimy sie smierci.
                              • elzbieta007 Re: Wyjaśnienie 22.04.07, 21:52
                                Czepiasz się semantyki. Do czegoś jest Ci potrzebne niezrozumienie. Kiedy już
                                dowiesz się do czego, będziesz bogatszy o przynajmniej tę wiedzę.

                                Twoje samopoczucie zależy od Ciebie i tylko od Ciebie. To, jak postrzegasz życie
                                - też. Decyzja o życiu lub zabiciu się - takoż. Wszystko zależy od Ciebie. Jak
                                to zrozumiesz - zaczniesz naprawdę żyć.

                                Powodzenia:)
                                • puste5 Re: Wyjaśnienie 23.04.07, 07:00
                                  elzbieta007 napisała:

                                  > Czepiasz się semantyki. Do czegoś jest Ci potrzebne niezrozumienie. Kiedy już
                                  > dowiesz się do czego, będziesz bogatszy o przynajmniej tę wiedzę.

                                  zadaje pytanie. jak dowiesz sie czemu uznajesz to za czepianie, bedziesz
                                  bogatsza o ta wiedze.

                                  pytanie jest chyba dosc proste. w ten sposob jak to przedstawiasz ze zwiazkiem,
                                  konflikt jest wszedzie. ktos ma agorafobie, a chce isc na dwor to ma konflikt
                                  potrzeb. i coz tu za konflikt jesli wynika z definicji fobii, to az
                                  psychanalityka trzeba zeby uswiadomisc, ze lek przed wyjsciem na dwor jest
                                  sprzeczny z checia pojscia do sklepu?


                                  Wszystko zależy od Ciebie. Jak
                                  > to zrozumiesz - zaczniesz naprawdę żyć.

                                  nie wszystko tylko czesc , zalezy odemnie, jesli zaczynasz rozumiec, ze wszystko
                                  zalezy od ciebie, a okazuje sie w realu ze nie wszystko to mozesz popasc w depresje.
                • koala1212 Re: Nie masz racji. 22.04.07, 18:55
                  Nerwica pojawia się jako mechanizm łagodzący ów konflikt

                  Ok, ale u wiekszosci ludzi jako mechanim lagodzacy pojawia sie cos innego, cos
                  niedestruktywnego. I jaka jest moja wina w tym, ze mnie sie pojawia nerwica, a
                  jaka jest ich zasluga, ze im sie pojawia mechanizm zdrowy? Zadna.


                  > Nerwica pojawia się nie jako świadomy wybór. To rzeczywiście "dar" losu. Ale
                  to
                  > ,
                  > czy będziemy starali się z nią walczyć, czy podejmiemy walkę o siebie - to
                  jest
                  > przedmiotem świadomego wyboru.

                  Zgadzam sie i dlatego tez caly czas walcze na rozne sposoby.
              • koala1212 Re: Nie masz racji. 22.04.07, 18:51
                jest sadyzmem obwiniać osobę z zaburzeniami, ze wybrała tak kiepskiego
                > wyboru swojego losu. jaki ma sie wybor jesli rzadzi nami to co sobie nie
                > uswiadamiamy? wybory zachodza w sferze swiadomosci.

                Racja, to nieprawda. Zrodla nerwicy sa w podswiadomosci wiec w zadnym razie nie
                mozna nerwicy wybrac.
                Ale cos mi sie wydaje, ze elzbieta chciala powiedziec, ze mozna wybrac, ze sie
                nie bedzie podejmowalo zadnej walki z nerwica i z tym sie zgadzam. Jednak
                powiedziec komus kto jest chory, ze nerwica to jego wybor, to rzeczywiscie
                sadyzm.
                • elzbieta007 Nerwicy się nie wybiera. 22.04.07, 19:25
                  Ona się pojawia jak każda inna choroba.
                  Skoro się pojawiła, to można albo w niej tkwić, albo z nią walczyć. To o ten
                  wybór chodzi.
                  Szukanie winnych (dlaczego ja a nie on) nie ma sensu. To tak jak szukanie
                  winnego za to, że ma się grypę albo raka. Czasami jest tak, że przyczyny nerwicy
                  można się doszukać we własnym życiorysie. A czasem niestety nie.
                  Niezależnie jednak od tego, czy taką przyczynę znajdziemy czy nie, kluczem jest
                  samopoznanie. Temu ma służyć praca nad sobą. Dopiero wtedy, kiedy rozpoznane
                  będą konflikty, schematy odczuwania, schematy reagowania - wtedy można ŚWIADOMIE
                  je zmieniać. Dopóki to wszystko tkwi w podświadomości (stłumione i/lub wyparte)
                  to tego nie ma. A z tym, czego nie ma - nie można walczyć. Tyle, że ta
                  podświadomość atakuje nas odczuciami, produkuje emocje, które są nieprzyjemne, a
                  których nie rozumiemy. Generuje lęk, który utrudnia, a czasem wręcz uniemożliwia
                  normalne życie.
                  Ta praca jest trudna i czasochłonna. I może trwać długo. Niestety. Ale to jedyna
                  droga.
                  Pozdrawiam
    • mskaiq Re: Mnie się udało. Jak to zrobić. 22.04.07, 01:23
      Trzeba zmienic siebie, trzeba pokochac siebie. Bez pokochania siebie nie mozna
      zakchac sie w zyciu i w swiecie.
      Zycie potrafi byc piekne ale obraz zycia wypacza nasza zlosc, strach, zal. Nie
      mozna kochac niczego kiedy jest wiele zlosci, zalu i nienawisci do siebie.
      Kiedy probujemy sie usmiechnac do czegokolwiek to usmiech nie trwa dlugo bo
      zgasi go zlosc, zal, nienawisc albo strach.
      Wtedy pojawia sie depresja i trwa tak dlugo az wygramy ten usmiech, kiedy
      pokochamy siebie, kiedy pozbedziemy sie negatywnosci.
      J215, depresja nie wynika z lenistwa, lenistwo u ludzi z depresja jest zawsze
      jej efektem.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • demole Re: Mnie się udało. Jak to zrobić. 22.04.07, 01:35
        depresja wynika ze 100 procentowo skutecznych lekow ktore jednak powoduja
        niekiedy przejscie depresji w manie dlatego nie oplaca sie jej leczyc ,a napewno
        spieszyc z leczeniem depresji

        pozdrawiam
    • pestka07 Re: Mnie się udało. Jak to zrobić. 22.04.07, 09:55
      ciekawe i mądre jest o co napisałaś
      mi to przywaraca wiarę ze potrzebuję psychoterapii
      że leki jakie zarzywam są na chwilę a problem będzie jak czegoś w sobie nie zmienię
      mam nadzieję znależć to coś wspólnie z psychologiem
      • demole Re: Mnie się udało. Jak to zrobić. 22.04.07, 11:47
        ale bardzo trudno znależć

        ...ino kiedy znajde,
        jesli się uda
        wtedy NIKT nie będziemiał na to kurestwo sposobu
        • annarka78 Re: Mnie się udało. Jak to zrobić. 22.04.07, 20:18
          Mało potkreśla się fakt, ze bez relacji z drugim człowiekiem - specjalistą
          (psychoterapeutą) nic sami nie zrobimy, więc slogany typu "po prostu zmień
          nastawienie do samego siebie" są moim zdaniem mało skuteczne. Tylko w RELACJI
          jest możliwość zdrowienia, zastanawiam się kiedy będzie to równie oczywiste jak
          fakt, że nie można leczyć sobie zębów samemu.
          • kontrreformacja Re: Mnie się udało. Jak to zrobić. 22.04.07, 20:33
            Hmmm... No dla mnie nie jest to oczywiste. Raczej ujełabym to tak, ze z
            terapeutą łatwiej jest i szybciej, ale samamu tez wiele mozna zdziałać. Ciekawa
            jestem dlaczego uważasz, że samemu sie nie da?
            • koala1212 Re: Mnie się udało. Jak to zrobić. 22.04.07, 23:37
              > dlaczego uważasz, że samemu sie nie da?
              ja uwazam, ze samemu sie nie da. Po pierwsze dlatego, ze widze zdecydowana
              roznice kiedy probowalam sama (a probowalam np wbrew temu, ze caly czas
              wymiotowalam, chodzic na studia, konczylo sie zamykaniem sie w lazience na
              dlugie godziny az mi przejdzie) a kiedy probuje z terapeuta, a po drugie
              dlatego, ze moim zdaniem nikt nie jest sam siebie w stanie tak dobrze
              zaobserwowac jak to zrobi osoba w tym kierunku wyksztalcona i majaca
              doswiadczenie. Do tego potrzebna jest wiedza (ktorej my nie mamy, chocbysmy sie
              nie wiem jak oczytali), doswiadczenie (ktorego tez nie mamy, bo pewnie malo kto
              z nas zajmuje sie leczeniem depresji od kilku czy kilkunastu lat) i spojrzenie
              z zewnatrz (bo skoro padamy ofiara zaprzeczen, wypartych emocji, czasem faktow
              itd, to nie jestesmy w stanie tych rzeczy sami zobaczyc, a skoro ich nie
              widzimy, to ciezko z nimi walczyc).
              Dla mnie niesamowite jest to, ze czasem przez kilka dni jestem strasznie
              napieta, szczeka zacisnieta, miesnie tez itd (probuje sama sie rozluznic, ale
              nie umiem), a potem terapeutka prowadzi terapie w ten sposob, ze nagle na sesji
              calkiem sie rozluzniam. Nie wiem jak ona to robi, ale sprawia, ze na chwile
              czuje sie zuplenie normalnie. Ten stan zwykle utrzymuje sie kilka godzin, a
              potem znowu miesnie sie napinaja (mniej lub bardziej), ale samo to, ze ona jest
              w stanie sprawic, ze sie rozluznie, sporo dla mnie znaczy (dodam, ze
              wspierajace rozmowy z moim mezem, czy przyjaciolmi nie dzialaja na mnie w ten
              sposob). To dopiero moje poczatki, ale wierze, ze kiedys bede sie czula
              normalnie prawie zawsze (bo w takie totalne wzydrowienie nie wierze).
              • kontrreformacja Re: Mnie się udało. Jak to zrobić. 23.04.07, 01:30
                Po pierwsze dlatego, ze widze zdecydowana
                > roznice kiedy probowalam sama (a probowalam np wbrew temu, ze caly czas
                > wymiotowalam, chodzic na studia

                No tak, ale przyznasz, ze taka metoda pt. "zacisnę zęby i udam, że wszytko jest
                ok" nie ma z terapią nic wpólnego. Ja pytałam raczej o możliwość wykonania tej
                samej pracy co na terapii, ale samemu. Moja ulubiona Karen Horney napisała
                nawet książke na ten temat. Opisuje tam sposoby analizowania samego siebie.
                Polecam z resztą, wiele tam cennych wskazówek.
                Zastanawiam się jak to jest, bo boję się uzależnienia od mojej terapeutki. Boje
                się, że żeby czuć sie dobrze będę potrzebowała tych spotkań, choćby raz na
                jakiś czas. Myślę, że jak już dojdę do pewnego stanu wyzdrowienia i przestanę
                chodzić na terapię, to bedę musiała od czasu do czasu sama zrobić sobie w
                głowie porządek.
                Tak od zera, bez żadnego kontaktu z terapią to sama bym sobie nie pomogła - to
                wiem na pewno i zgadzam się z tobą, że rola terapeuty jest bardzo ważna.
                • koala1212 Re: Mnie się udało. Jak to zrobić. 23.04.07, 02:32
                  > No tak, ale przyznasz, ze taka metoda pt. "zacisnę zęby i udam, że wszytko
                  jest
                  >
                  > ok" nie ma z terapią nic wpólnego.
                  Jasne, ze to nie ma nic wspolnego z terapia, ale kiedy zachorowalam na depresje
                  jedna z metod stosowanyh przez mnie bylo nie tyle "udam, ze wszytsko ok",
                  ale "wbrew temu, ze jest zle zrobie wszystko, zeby nie wypasc z zycia", to sie
                  niestety nie udalo, bo w koncu z zycia wypadlam, ale chce przez to pokazac, ze
                  mialam wole walki i sile, zeby te somatyczne objawy pokonywac, a to i tak bylo
                  za malo. Takie wlasnie narzedzia ma osoba, ktora wpada w depresje (wole walki,
                  chec ozdrowienia). Nie ma szans, zeby cokolwiek zrozumiec, nie ma sily nawet na
                  bezmyslne czytanie, stad nie zdobedzie wiedzy potrzebnej do tego, zeby sobie
                  samemu pomoc.
                  W ogole uwazam, ze czlowiek nie jest w stanie sam sobie pomoc, bo to co go
                  zjada, jest zepchniete do podswiadomosci. Sama nie moge sie z tym uporac, bo ja
                  tego po prostu nie widze. Zakladam nie tyle, ze moja terapeutka jest wrozka i
                  czyta mi w podswiadomosci, ale ze jestem przypadkiem dosc typowym, wiec po
                  opisie sytuacji, ktora wywolala u mnie chorobe, po tym jak teraz sie zachowuje
                  i co mysle, terapeutka moze sie zorientowac co we mnie zaszlo i opierajac sie
                  na swoim doswiadczeniu i wiedzy, przesunac to z podswiadomosci do swiadomosci,
                  a nastepnie pomoc mi uporac sie z tym co sie pokaze.

                  Zastanawiam się jak to jest, bo boję się uzależnienia od mojej terapeutki. Boje
                  >
                  > się, że żeby czuć sie dobrze będę potrzebowała tych spotkań, choćby raz na
                  > jakiś czas.

                  Nie ma takiego zagrozenia, bo dobra terapia nie poprawia samopoczucia tak jak
                  np. alkohol. Zeby poczuc sie blogo, raz na jakis czas trzeba troche sie napic.
                  Dpbra terapia robi tak, ze to co bylo w Tobie niszczce przestaje Cie dreczyc i
                  nie wraca. To co napisalam o moim rozluznieniu, to opis tego co jest teraz,
                  czyli tego, ze po kilku spotkaniach z ta osoba, umiem sie chociaz przy niej
                  rozluznic, ale nie umem jeszcze zorbic tego bez niej. Kilka spotkan to za
                  krotko, zeby sie pozbyc spiecia na zawsze. Nie wiem jak dlugo sie leczysz, ale
                  ja juz ponad 8 lat i wiem na pewno, ze na dobrej terapii zmieniasz sie tak
                  bardzo, ze w pewnym momencie przestajesz jej potrzebowac. Zapytasz, wiec
                  dlaczego dalej chodze. Wiec pozbywam sie po kolei przeroznych objawow depresji
                  i nerwicy. Na pierwszej z moich dzialajacych terapii pozbylam sie megaola i
                  wielu innych i one juz do mnie nie wrocily. Terapie musialam przerwac i
                  doslownie zatrzymalam sie na tym poziomie, do ktorego doprowadzila mnie tamta
                  kobieta. Probowlam jeszcze u innych osob, ale byly kiepskie, az trafilam na ta
                  terapie, na ktorej teraz jestem i juz widze kilka malych zmian.
                  Kontrreformacjo, nie wiem czy ja sie dobrze wyslawiam. Niestety nie moge dzis
                  inaczej. O co mi chodzi tak w skrocie. Bdb terapia sprawia, ze powoli pozbywasz
                  sie tego co powoduje u Ciebie depresje. Pozbywasz sie tego na zawsze, wiec w
                  momencie, gdy konczysz terapie, w zadnym razie nie wracaja do Ciebie lęki i
                  doły. Mozna powiedziec, ze po terapii jest sie innym czlowiekiem i naprawde
                  wiem to po sobie. Przed moja pierwsza skuteczna terapia bylam osoba w bardzo
                  glebokiej depresji, a po - juz tylko osoba w depresji sredniej. Nigdy nie
                  wrocilo mi to, co bylo przed. Strasznie sie rozpisalam, ale chcialam Ci jakos
                  wyjasnic, jak ja to widze.
                  • kontrreformacja Re: Mnie się udało. Jak to zrobić. 23.04.07, 12:36
                    > jedna z metod stosowanyh przez mnie bylo nie tyle "udam, ze wszytsko ok",
                    > ale "wbrew temu, ze jest zle zrobie wszystko, zeby nie wypasc z zycia", to
                    sie niestety nie udalo, bo w koncu z zycia wypadlam, ale chce przez to pokazac,
                    ze mialam wole walki i sile, zeby te somatyczne objawy pokonywac, a to i tak
                    bylo za malo.

                    Tak, znam to. Czym człowiek robi się słabszy, tym bardziej próbuje być silny.
                    Ta wola walki, rzeczywiście jaos tak sami nie potrafimy jej dobrze wykorzystać.

                    >Bdb terapia sprawia, ze powoli pozbywasz
                    >
                    > sie tego co powoduje u Ciebie depresje. Pozbywasz sie tego na zawsze, wiec w
                    > momencie, gdy konczysz terapie, w zadnym razie nie wracaja do Ciebie lęki i
                    > doły. Mozna powiedziec, ze po terapii jest sie innym czlowiekiem i naprawde
                    > wiem to po sobie.

                    Chodzę juz rok, dwa razy w tygodniu. Poprawa jest wyraźna. Moja depresja
                    wynikała z nerwicy. Te najgorsze objawy mam za sobą. Wrszecie moge coś robić, z
                    doła jakoś wyszłam. Ale nerwicy ciezko sie pozbyć. Wzrosła co najwyżej moja
                    świadomośc tego, co tam mi w głowie siedzi. Co gorsza, widze, te nerwicowe
                    konfilkty, o których pisała autorka watku, sa ze mną od dzieciństwa. Jestem ich
                    bardziej swiadoma, wiem, że to przez nie czuję się źle w pewnych sytuacjach.
                    Boję się, że ich się nie da rozwiązać, że będę zawsze uwięziona w tych
                    sprzecznych potrzebach.
                    Tak więc to co piszesz, o byciu innym człowiekiem, z jednej strony mnie napawa
                    nadzieją, z drugiej - trochę przeraża.

                    Koalo (czy Koalu???), moim zdaniem wysławiasz sie bardzo dobrze i bardzo
                    przyjemnie mi się rozmawia. Tak na marginesie, zauważyłam, że wiele osób na
                    forum pod długim wpisem, pisze "strasznie się rozpisałam", jakby to coś złego
                    było. Ja tam lubie długie wpisy, zazwyczaj są bardziej osobiste i przyjemnie
                    jest widzieć, że ktos włozył trochę wysiłku, w to żeby odpisać wyczerpująco.

                    Pozdrawiam serdecznie!
                    • demole Re: Mnie się udało. Jak to zrobić. 23.04.07, 12:39
                      czasami zadziała przypadek i coś wyleci w powietrze w rękach samego konstruktora
                      na wskutek blędu i o to miedzy innymi chodzi, przecie z lotniskowcem ani z
                      łodzią podwodna inaczej nie wygrasz
    • kasiuniap Re: Mnie się udało. Jak to zrobić. 23.04.07, 15:26
      Witaj, jestem w o tyle ciezkiej sytuacji, ze nie mieszkam w Polsce i cala
      terapia tu kosztowalaby mnie fortune, ktorej nie mam..Od miesiaca nie wychodze
      z domu, z lozka, nie wiem co robic, gdzie sie udac, czy wrocic do Polski i tam
      zaczac leczenie, nie wiem, nie wiem skad uzyskac pomoc a robi sie coraz
      gorzej..czuje sie jak lunatyk, ktory szuka sam nie wie czego i gdzie, nie
      pracuje, nie wiem nawet co chcialabym robic, ranie swojego partnera swoimi
      dolami, czuje sie jak w potrzasku, pulapce, czarnej dziurze.Przepraszam, ze
      zawrocilam glowe.Bardzo sie ciesze z twojego szczescia.
      • elzbieta007 Witaj 23.04.07, 20:06
        Sytuacja, w jakiej jesteś, jest nie do pozazdroszczenia. Jeśli w ogóle nie
        jesteś ubezpieczona, to kanał. Tak czy owak powinnaś skonsultować się z
        psychiatrą i brać leki.
        Decyzja o pozostaniu lub powrocie będzie wymagła głebokiego namysłu i sama ją
        musisz podjąć. Porozmawiaj o tym z psychiatrą. Z pewnością samodzielne (bez
        psychoterapeuty) poradzenie sobie z depresją będzie trudne, jeśli nie
        niemożliwe. Ale Ty najlepiej znasz realia swojego życia.

        Współczuję Ci bardzo.
        Trzymaj się
        Pozdrawiam
        • demole Re: nieswoje uczucie 25.04.07, 08:55
          czlowiek przeleczany psychotropami ma na tyle zdefektowane/ zmodyfikowane geny, ze nie jest ani Polakiem ,ani Niemcem, nie wiadomo czy jest czlowiekiem,

          na pocieszenie zostaje ,gdy ktos mi zacznie wciskac taka mowe,
          ze on NIE JEST PSYCHOLEM i tez mozna go gdzies wyslac
    • kala_t Re: Mnie się udało. Jak to zrobić. 25.04.07, 22:45
      Dziekuje ci elzbieto bardzo za ten wpis.
      • lingka Re: Elżbieto007 jesteś psychologiem, co tu robisz. 28.04.07, 20:18
        Tylko dlaczego nie przyznasz się do tego kim jesteś.
        Udzielasz porad i wsparcia, bo sama miałaś depresję, a może...
        Cóż, jeśli robisz to z potrzeby serca, jesteś usprawiedliwiona.
        Pozdrawiam.
        • kwiat_gruszki Dzieki 28.04.07, 20:39
          Super wątek Elżbieto! zauwazyłam, ze coraz bardziej medykalizuje sie temat
          depresji i nerwicy. Czesto osoby dotkniete tym problemem opowiadają, ze
          zachorowali wtedy i wtedy, maja objawy takie i takie, biora lek X i czekają,
          kiedy pod wpływem tego leku wyzdrowieja. nic w sobie ani swoim zyciu zmieniac
          nie musza. Nerwica lub depresja, to choroba na która zachorowali, niemalze
          droga kropelkową. nie ten lek ich wyleczy, to drugi. Bo zachorowali jak na
          angine, i tak jak na angine będa się leczyć.
        • elzbieta007 Nie jestem psychologiem, ale mam pewną wiedzę 29.04.07, 17:19
          psychologiczną. Musiałam ją posiąść, by efektywnie pracować nad sobą. Takie
          pojęcia jak: opór, wyparcie, stłumienie, regresja, przeniesienie - nie mają dla
          mnie tajemnic, to prawda. Chciałam zrozumieć, co to jest nerwica, poznać jej
          mechanizmy. I ta wiedza bardzo mi pomogła w pracy nad odczuciami i emocjami - bo
          to jest główny obszar, w którym muszą nastąpić zmiany. Zmiana przekonań nie
          wystarczy.
          O mojej nerwicy napisałam otwierając ten wątek.
          Ale gdybym była psychologiem, to uważasz, że wtedy udzielanie porad jest
          przestępstwem?
          Dla zainteresowanych poznaniem mechanizmów nerwicy polecam książki Karen Horney.
          To nieocenione źródło wiedzy. Znakomitym wsparciem dla praktyki pracy nad sobą
          jest "Stop depresji" Mirosława Słowikowskiego.
          Pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka