elzbieta007
21.04.07, 22:17
Jest tylko jedna rada: zmienić siebie. To przerażająca perspektywa. Uwierzyć,
że moje samopoczucie jest skutkiem tego, jaka jestem.
Depresja, lęki, psychosoma (jaka by nie była) - to jestem ja. Dziś. Teraz.
Żeby poczuć się inaczej - trzeba zmienić siebie. To znaczy co?
Zacząć lubić to, czego nie lubię? Pzestać lubić to, co lubię? To już nie będę
ja! A jednak...
Nerwica, z jej różnymi objawami, jest skutkiem tego, jak widzę siebie, ludzi,
świat. Gdzieś tu musi tkwić błąd, skoro ten sposób
widzenia (i reagowania) produkuje nerwicę. Jest rzeczą niezmiernie trudną
uwierzyć, że źródło nerwicy tkwi w nas samych. Nie jest
przyczyną zewnętrzną. Nie jest wirusem, bakterią, wpływem "ich". Bez
zrozumienia tego faktu - nie wydostaniemy się ze szponów nerwicy.
Która, jakby to nie zakrawało na paradoks, pozwala nam żyć. Ale to
konstatacja, na którą można się zdobyć trochę później.
Najważniejsze, to uwierzyć, że bez zmiany siebie nie pozbędziemy się nerwicy.
Potem to już kwestia determinacji. Konsekwencji, z jaką będziemy dążyli do
odkrycia swojego prawdziwego "ja", pozwalali sobie na bycie takim, jakimi
jesteśmy na prawdę. Bo żyjemy iluzją. Widzimy iluxję i próbujemy się do tej
iluzji dopasować. Ponieważ jest to fikcja - nasze próby skazane
są na niepowodzenie. Żeby nie popaść w obłęd, nasza podświadomość funduje nam
nerwicę. Uwierzcie mi - nerwica daje poczucie bezpieczeństwa
i chroni przed dezintegracją osobowości. Dlaczego? Bo nasza neurotyczna
osobowość wymaga od nas zaspokojenia jednocześnie
kilku różnych i sprzecznych wzajemnie potrzeb. Nie można jednocześnie mieć
ciasteczka i zjeść ciasteczko, więc lepiej nie przechodzić koło cukierni.
Nasza podświadomość więc funduje nam lęk, który skutecznie nie pozwala nam
wychodzić z domu. Wtedy nie ma potrzeby konfrontować dwóch
sprzecznych dążeń. Nie ma ciasteczka - nie ma problemu. A że lęk jest
cierpieniem? No trudno. nic nie ma za darmo.
Dla każdego z nas to ciasteczko będzie czymś innym - partnerem życiowym,
pozycją zawodową, relacjami ze znajomymi - ale mechanizm jest ten sam.
Tylko docierając do źródeł naszych potrzeb: dlaczgo chcę jednocześnie mieć
ciasteczko i je zjeść - można, dokonując świadomego
wyboru, pozbyć się nerwicy. To ciężka praca. Długotrwała. Wymagająca
samozaparcia i odwagi. Dlatego niewielu ludzi ją podejmuje i kończy. Ale
to jedyna droga. Na końcu jest nagroda: dobre samopoczucie, żadnych lęków,
depresji, psychosomy. I stały uśmiech na twarzy. Warto?
Każdy musi odpowidzieć sobie sam na to pytanie.
Mam za sobą 25 lat nerwicy. Lęków, depresji i psychosomy. Życia w poczuciu
zagrożenia. Z dnia na dzień. Byle przeżyć dzień, a potem noc.
Bez celu. Spieprzyłam życie sobie, mojemu mężowi, mojej córce.
Trzy lata trwała moja walka o siebie. Dziś żyję z uśmiechem na twarzy. Żadnych
lęków, żadnej depresji, żadnej psychosomy.
Czuję się świetnie. Mam poczucie, że uratowałam siebie. Że warto było.
Po drodze wspierałam się lekami. Pomagali mi wspaniali terapeuci. Ale pracę
wykonałam sama. I tylko to się liczy. I to może zrobić każdy.