Dodaj do ulubionych

lęk-samochód-co-robić-?

16.06.03, 15:23
Dla jednych problem wyda się mało poważny, ale z pewnością ma on znaczenie
dla mnie. Rok po otrzymaniu prawa jazdy spowodowałem wypadek. Było to
podczas wyprawy do Warszawy. Co prawda nikt nie zginął, jednak pojawił się
pewien lęk przed jeżdżeniem. Wydawało mi się, że to przezwyciężyłem. W ciągu
5 kolejnych lat zrobiłem za kółkiem około 110-120 tys. kilometrów. Moi
współpasażerowie oceniali pozytywnie wrażenia jazdy ze mną. Powtarzała się
opinia, że prowadzę pewnie, szybko (bez przesady z tą szybkością) i
bezpiecznie. Takie zdanie wyraził również zawodowy kierowca (testuje
samochody), który towarzyszył mi jako pasażer na trasie liczącej coś około
800 kilometrów. Jeździłem po Berlinie, Poznaniu, Szczecinie, Zielonej Górze,
Koszalinie, Słupsku, Kaliszu. Podczas studiów dorabiałem jako kierowca.
Dwa lata temu wpadłem w koleiny. Padał deszcz no i nie zdołałem wyhamować
auta. Uderzyłem w ciężarówkę. Nikomu nic się nie stało, chociaż skasowałem
prawie cały przód, jednak od tej pory zacząłem przejawiać lęk przed jazdą. O
ile warunki sprzyjają, to jest wszystko oki. Jednak pojawiała się alergiczna
reakcja na padający deszcz. Znacznie zmniejszyłem częstotliwość korzystania z
pojazdu i zdawało to egzamin do czasu przeprowadzki do Warszawy. Obecnie
korzystanie z auta staje się życiową potrzebą. Moja dziewczyna chce, abym
przyprowadził samochód. A ja czuję paniczny lęk przed wejściem do samochodu i
przyjazdu do Wawy. Przed oczami pojawiają się czarne wizje – po wjeździe do
Wawy spadnie ulewa, nie zmam miasta, uprzejmość i tolerancja warszawskich
kierowców jest powszechnie znana, z pewnością popełnię jakiś błąd, co skończy
się stłuczką.
Pytanie – czy w takim stanie wsiąść do samochodu i po prostu przyjechać, czy
też darować sobie eskapadę? Nadmienię, że w ubiegłym roku zostałem poproszony
o „bycie kierowcą”. Znajomi jechali w dłuższą trasę i nie mieli
doświadczonego człowieka za kółko. Do rogatek Warszawy prowadził kolega, a
później ja. Na trasie (300 km) padał nieustannie silny deszcz, ale jakoś się
przezwyciężyłem – dojechaliśmy do celu; cało bezpiecznie. W podróży nie
oszczędzałem auta (wszystko w granicach zdrowego rozsądku), a znajomi
wyrazili pozytywną opinię. Podczas powrotu spotkało nas urwanie chmury –
dałem radę, ale wjeżdżając na teren Wawy poczułem, że tracę umiejętności. Nie
wiem jak to wytłumaczyć, po prostu straciłem ochotę do jazdy i zamieniłem się
za kółkiem z kolegą.
Jak przezwyciężyć ten strach? I czy w ogóle próbować go przezwyciężyć?
pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • de_presja Re: lęk-samochód-co-robić-? 21.06.03, 07:43
      I tak cie podziwiam, ze mimo wszystko siadasz za kolkiem...
      Zrobilam prawo jazdy z 10 lat temu, prowadzilam kilka razy i byl to dla mnie
      tak duzy stres, ze podziekowalam. I nie zamierzam do tego wracac, chociaz nie
      spowodowalam zadnego wypadku. Boje sie jezdzic nawet jako pasazer, chociaz to
      latwo mi jest przezwyciezyc. Znajomi jednak widza, ze wsiadajac do samochodu
      sztywnieje i przestaje sie odzywac...
      Nie mam problemu z mowieniem o tym i tobie tez to radze. Przeciez to zaden
      wstyd! Jesli dziewczyna cie kocha to na pewno to zrozumie. Jesli nie, to zmien
      dziewczyne.
      Pozdrawiam.
      • pulsprawdziwy Re: lęk-samochód-co-robić-? 21.06.03, 18:51
        de_presja napisała:

        >
        > Nie mam problemu z mowieniem o tym i tobie tez to radze. Przeciez to zaden
        > wstyd! Jesli dziewczyna cie kocha to na pewno to zrozumie. Jesli nie, to
        zmien
        > dziewczyne.

        Dobra rada:-)



        > Pozdrawiam.
    • bartoo Re: lęk-samochód-co-robić-? 24.06.03, 23:33
      Znam sprawę z autopsji.
      Na drugi dzień po wypadku (mam po nim bliznę po dziurze w nodze) niejako
      przymuszono mnie do jazdy samochodem. I to poskutkowało, choć pamiętam jak
      dziś, strach przed mijającymi mnie samochodami z przeciwka (wpadłem na lód i
      oderzyłem czołowo w samochód jadący z przeciwka). To było prawie 7 lat temu.
      Teraz jeżdżę dużo po mieście (Kraków) i też mam lęki przed wypadkiem. Ale
      staram się jeździć ostrożniej. Poza tym, wypróbowałem krótkie odpoczynki od
      samochodu (1-2 dni). Po nich wraca frajda prowadzenia.
      Czas leczy rany, głowa do góry!
    • megxx Re: lęk-samochód-co-robić-? 25.06.03, 18:47
      Rozumiem co czujesz.U mnie ten lęk pojawiał się gdy tylko dowiadywałam się, że
      mam prowadzić. Na szczęście po przekręceniu kluczyka znikał.
      Zdarzają się nam stłuczki, ale dajmy im odchodzić w przeszłość. Nie
      prowokujmy. Nie mamy nigdy pewności, że jakiś pijany, czy nawiedzony nie
      potrąci nas na zielonym świtle, gdy tłum idzie obok nas(zdarzyło mi się to i
      znacznie ostrożniej podchodzę do przechodzenia przez jezdnię), z przeszłości
      wyciągamy wnioski, a ją samą zostawiamy za nami.
      A Ty popatrz realnie: jesteś dobrym kierowcą, dużo jeździsz, nie raz jechałeś
      już w trudnych warunkach i dałeś sobie radę.
      • forgotten_realms Wielkie dzięki 04.07.03, 11:53
        Udało się. Wsiadłem i pojechałem - po drodze miałem oberwanie chmury, ale ufff
        new born man :)
        • buzi1 Re: Wielkie dzięki 04.07.03, 12:54
          A ja zrezygnowalam z lekcji jazdy.
    • iwona.grobel Re: lęk-samochód-co-robić-? 04.07.03, 15:28
      Ten problem wcale nie jest mało poważny. Jest bardzo poważny. Stan psychiczny
      kierowcy, jego samopoczucie są ogromnie ważne. Na podstawie listu mogę
      wnioskować, że na pana aktualny stan, a jest to najprawdopodobniej coś z kręgu
      tzw. zaburzeń lękowych, dawniej nazywanych nerwicowymi, znaczący wpływ miał
      opisany przez pana wypadek. Mówiąc w olbrzymim uproszczeniu, jest to pewien
      ciężar, który dźwiga pan ze sobą od dawna i w zależności od sytuacji ciąży on
      panu bardziej lub mniej. Pewnie mniej gdy pan się relaksuje, a bardziej, gdy
      wchodzi pan pod górę (jaką w tym wypadku jest siadanie za kierownicą
      sanmochodu). Trudno samemu ten ciężar zrzucić, czasem nawet bardzo trudno. Może
      w tym pomóc dobry psycholog, psychoterapeuta. Naprawdę, od takiej wizyty bym
      zaczęła. Warto się na to zdobyć, to zaprocentuje.
      Przepraszam za trywialność języka.
      Życzę wszystkiego dobrego.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka