Dodaj do ulubionych

z mojego pamietnika

18.09.07, 13:03
to znaczy pamietnika nie prowadze, ale tytul mi sie podoba. kiedys
prowadzilem. rzucilem, jak po chyba 16 miechach prowadzenia zanurzylem sie w
notatki. o w morde! w zasadzie bylo ciagle o jednym i tym samym.
ale jedna rzecz mi sie faktycznie rzucila na szyje. a mianowicie ta hustawka
natrojow. " ale zajebiscie, wyprobowalem to...., i czuje, ze jest zajebista
poprawa. mysle, ze nastapil przelom. juz dawno nie mialem tak udanego
tygodnia, blablabla". potem bylo znowu do dupy, ale za raz po tym, jak bylo do
dupy, znowu byl przelom, tylko po to, aby zaraz po nim znowu bylo do dupy.
przelom jednak nastapil. w zasadzie w najmniej oczekiwanym momencie. kiedy
przestalem walczyc.symptomy wylagodnialy, odzyskalem spokoj, choc od pewnych
sytuacji stronie, i nie przepadam.

ale zaraz do cholery, bo to nie o tym mialo byc. zaraz...z pamietnika, nie? no
wiec w zeszlym tygodniu jechalem karetka. na sygnale. pierwszy raz w zyciu.
nigdy nie mialem jakichs wiekszych problemow zdrowotnych. na poczatku w domu
zrobilo mi sie strasznie zimno, temp skoczyla. wzialem paracetamol, i
wskoczylem pod kolderke. zaczalem sie pocic. ale nastepnie doszedl straszny
bol brzucha, w zasadzie nie tyle brzucha, co mialem wrazenie, jakby w srodku
mi cos mialo zaraz explodowac, i to cos wywieralo taki nacisk, ze po chwili
najzyczajniej w swiecie nie moglem oddychac. jeszcze szybko zawolalem
kolege, ktory akurat byl w swoim pokoju, i powiedzialem, zeby dzwonil na
pogotowie. jak skonczyl gadac, ja juz oddychalem w taki sposob, ze ktos zza
sciany pewnie od razu by pomyslal, ze jakas straszliwa orgia ma miejsce u
sasiadow. koles tym czasem wrocil,i zakomunikowal, ze "powiedzili, ze beda
gdzies w ciagu godziny". KURWA!!! w ciagu godziny??? jeszcze nawet zdazylem
walnac jakis zart, gdy po chwili wiedzialem, ze to koniec. oddychanie siadlo
zupelnie. to juz bylo ciagniecie na rezerwie. cale cialo trzeslo sie, brak
powietrza sprawil, ze pamietam jeszcze jak mnie skurcze w nodze zlapaly
(pomyslalem sobie, stary, oddychac nie mozesz, a tu jeszcze skurcz cie
chwycil, ja pierdole).

cicho...jest, obudzilem sie w karetce. caly pod aparatura, maszyna pika, pelno
plastrow, kabelkow, maska tlenowa. ale bol czuje dalej, trzese sie tak, jakbym
dostal padaczki, miesnie tak napiete, ze kiedy lekarz zobaczyl, ze sie
obudzilem, a nastepnie zadal pytanie, nie moglem normalnie mowic, cos
bredzilem, jakbym gadal z pileczka ping ponogowa w buzi. dostalem zwiekszona
dawke tlenu. pierwsze spostrzezenie:
1) oddychanie to najpiekniejsza rzecz na swiecie
2) kiedys myslalem, ze jak cos, okej, moge wyfrunac z tego swiata. nie bede
sie bal, ba, moze i bylo by lepiej. jakies tam przeblyski mysli samobojczych,
choc fakt, nie do konca powazne. najzabawiniesze w tym wszystkim, ze kilka dni
wczesniej wypozyczylem sobie z bibli ksiazke "the tibetan book of living and
dying". nie, no fatum, normalnie. w kazdym badz razie lezac w tej karetce sie
balem. myslalem trzezwo i spokojnie, poczucie humoru tez bylo w normie, ale
sie troche balem, choc to moze nie byl strach. to byla chec zycia. w obliczu
tych sekund, kiedy bylem pewny, ze odwale kite, oddalbym swoja dusze
szatanowi, aby moc jeszcze raz chociaz nawet popocic sie nerwowo w grupie
osob, walnac chociaz jeszcze jedna glupote, chociaz jeszcze ten raz malenki
sie skompromitowac, ponizyc, pobyc smutnym, powstydzic sie, pobac sie,
postresowac. wszystko to bylo rownie piekne niczym ogrody moneta. okazalo sie,
ze zatrulem sie czyms, co spowodowalo zapalenei oplucnej, i bezdech. po kilku
godzinach w szpitalu wrocilem sobie pieszka do domciu, bo nawet funta w
kieszeni nie mialem. i coz to byl za spacer! to byla dopiero terapia....czulem
taki spokoj, ze normanie "chwile" moglem kroic na kawalki. mialem wrazenie,
jakbym seksune mogl rozdzilic na mikrosekundy, i kazdej mikrosekundy
doswiadczyc calym soba. wszystko gralo, i bylo nieslychanie perfekcyjne,
dzwiek silnika, szum drzewa, wszystko bylo przesycone zyciem, i olbrzymia
harmonia. wrocilem lekko do domu, mijajac ludzi, zaciekawiony swiatem,
zupelnie szczesliwy, a w domu wpatrywalem sie w ten spokoj jeszcze bardzo
dlugo. wow. no, to wlasnie chcialem wam opowiedziec. pozniej czulem sie troche
dziwnie, ale 2-3 dni potem wrocilem do "siebie". co wy na to?
Obserwuj wątek
    • clouddead Re: z mojego pamietnika 18.09.07, 17:51
      czym sie zatrules jesli mozna wiedziec?

      stan ktorego doswiadczyles znam dosyc dobrze, mozna w nim trwac w
      nieskonczonosc, buddysci mowia na to "satori", jest to totalne skupienie sie na
      przezywanych odczuciach i terazniejszej chwili. polecam ksiazki zen a na
      poczatek najlepiej "potęgę teraźniejszości" - to tak gdyby chcialoby ci sie
      powrocic do istoty zycia:)
      • malte1 Re: z mojego pamietnika 18.09.07, 21:28
        jakas bakteria, ale lekarz wykluczyl raczej zatrucie pokarmowe. zbadali krew, i
        mocz, i powiedzieli, ze krew jest okej, inne organy w porzadku. najbardziej
        dostalo sie plucom, ale rentgen poza obrzekiem normalnnym w takich przypadkach
        wyszedl okej.

        a co do tej sytuacji, to w zasadzie chcialem cos jeszcze napisac, a wczesniej
        dalem sobie spokoj, bo i tak bardzo sie rozpisalem. w nocy zdarzylo sie cos
        bardzo dziwnego. poszedlem spac. bylem zmeczony, ale jednoczesnie moja uwaga
        lapala naprawde wszystko, kazdy dzwiek, mysl. na poczatku bylo okej, ale w koncu
        zapragnalem juz spac, a mialem wrazenie, jakby ta uwaga sprawiala, iz bylem
        rociagany w dwie przeciwlegle strony. chcialem spac, a jednoczesnie bylem
        absolutnie zywy, obudzony. bylo to meczace, czulem sie, jakby jedna czesc ciala
        chciala isc do przodu, podczas gdy druga czesc jednoczesnie starala sie isc do
        tylu. ale w koncu zdarzylo sie wlasnie to cos dziwnego. cialo zasnelo!!! a moja
        uwaga zostala!!! dalej wszystko lapalem, ale kiedy cialo zasnelo, zmienila sie
        troche jakby perspektywa. przez jakis czas bylem nieprawdopodobnie zdziwiony
        faktem, iz cialo spi, zmieniajac oddech na charakteryustyczny dla glebokiego
        snu. wow! i wtedy ku przerazeniu zobaczylem cos, co sprawilo, ze bardzo sie
        wystraszylem. miedzy mysla, a dzwiekiem przjezdzjaacego samochodu nie bylo w
        pewnym sensie roznicy. w obu przypadach slyszalem po prostu dzwiek bez
        rozlozenia na "to moje, a tamto to dzwiek samochodu", zas wszystko lacznie z tym
        spiacym cialem bylo jakby na wewnatrz, i na zewnatrz, w zasadzie nie bylo
        zewnatrz, i wewnatrz. moze brzmi to dziwnie, albo moze to sie komus tez zdarza,
        ale poczulem potezny strach, mysli mi pedzily z predkoscia swiatla, i panicznie
        z tego stanu ucieklem, po prostu budzac cialo. pozniej chcialem wrocic, bo to
        byl naprawde niesamowity stan, ale juz nie moglem, i nawet zalowalem, ze
        niepotrzebnie to przerwalem zdjety strachem. jeszcze przez kilka godzin w ogole
        nie moglem zasnac, bo ta uwaga wylapujaca wszystko nie chciala zaniknac.
        powrocilo uczucie "jazdy w obu przeciwleglych kierunkach na raz", co wywolywalo
        jakby rozdraznienie ciala i umyslu. chcialem juz spac, a nie moglem tej "uwagi"
        jakos wylanczyc, sie jej pozbyc. w koncu gdzies nad ranem chyba w koncu
        wygralem, i zasnalem, ale w tradycyjny sposob:-) pozniej wielokrotnie chcialem
        sprowokowac jakos ponownie, aby zasnac jak wtedy, bo przezycie bylo niesamowite.
        po prostu jakbym rozdzielil sie od ciala, jakby cialo by czyms zupelnie innym
        ode mnie, a ja sobie na nie po prostu patrze. pamietam tez, ze kiedy cialo
        spalo, a ja posunalem sie po nim jakby mysla przechodzac z oddechu nizej, ze
        slyszalem normalnie jak krew plynie. bylo to, jak dzwiek fal wyrzucanych na
        brzeg, hahaha. slyszeliscie kiedys, jak wam krew w zylach plynie. jak glosno!!!
        w glowie jest tez chyba taki szum, ktory normalnie jest praktycznie
        bezszelestny, ale wtedy to bylo, jakby olbrzymei skrzydla wiatraka szumialy w
        odleglosci kilku metrow ode mnie. wow, mozecie mnie zaszufladkowac do wariatow,
        ale tamtej nocy stalo sie cos wyjatkowego. jeszcze nikomu tego nie mowilem, bo w
        sumie, co to kogo obchodzi, ale ciesze sie, ze sie wygadalem. dzieki, ciao. o
        tym satore poczytam sobie w necie. a moze masz jakis link?

        • clouddead Re: z mojego pamietnika 19.09.07, 18:30


          pl.wikipedia.org/wiki/O%C5%9Bwiecenie_(religie_Wschodu)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka