Dodaj do ulubionych

do poczytania dla chętnych

02.10.07, 15:56
Smutek łamie serce
"Gdybym nie wziął prozacu, nie wiedziałbym, że przez ostatnie 20 lat
miałem depresję." Woody Allen

Chcesz mieć serce jak dzwon, zdrowe płuca i zęby – lecz… depresję.
Naukowcy zdobywają coraz więcej dowodów na to, że zasada „w zdrowym
ciele zdrowy duch” działa także w odwrotną stronę – pesymiści
częściej podupadają na zdrowiu.

W grudniu ukazała się praca szwedzkich badaczy z Karolinska
Institutet w Sztokholmie stwierdzająca, że długotrwałe obniżenie
nastroju aż o 150% zwiększa ryzyko kłopotów z sercem. W najmłodszej
grupie wiekowej chorych na depresję było ono niemal trzykrotnie
wyższe niż u osób niemających większych problemów z nastrojem.
Szwedzi wzięli pod lupę dane medyczne ponad 44 tys. pacjentów,
których w latach 1987-2001 leczono w szpitalu z powodu depresji. W
tym czasie chorzy ci nie zdradzali żadnych objawów chorób serca.
Okazało się, że mimo porównywalnego wyjściowo stanu zdrowia ryzyko
zawału serca wzrasta u nich w porównaniu z rówieśnikami, którzy
nigdy nie mieli depresji. Różnica utrzymywała się nawet po
uwzględnieniu innych czynników usposabiających do problemów z
krążeniem i znikała dopiero po przekroczeniu siedemdziesiątki, czyli
w wieku, gdy występowanie chorób serca wzrasta w całej populacji.
Zdaniem szefowej grupy dr Kristiny Sundquist badania te dowodzą nie
tylko silnego związku między depresją a zawałem serca, ale wskazują
też na fakt, że wczesne rozpoznawanie i leczenie chorobowych
zaburzeń nastroju może mieć ogromne znaczenie w zapobieganiu
chorobom układu krążenia. Ustalenia szwedzkich naukowców to kolejny
już raport analizujący związki między zmianami w psychice a całkiem
fizycznymi aspektami funkcjonowania ludzkiego organizmu.

Wcześniej opublikowano badania wiążące trwałe obniżenie nastroju ze
wzrostem ryzyka niewydolności krążenia wśród osób starszych.
Wykazano też, że depresja jest niezależnym czynnikiem ryzyka
zachorowania na raka płuc. U osób cierpiących na tę przypadłość jest
ono 3,32 razy wyższe niż w grupie kontrolnej bez depresji.
Najwyraźniej różnica zaznacza się przy porównaniu depresyjnych
palaczy z niepalącymi optymistami – jest niemal 20-krotna! Z kolei w
1999 roku dr Robert J. Genco stwierdził, że osoby, które kiepsko
radzą sobie z kłopotami (zwłaszcza finansowymi), co jest jedną z
cech depresji, są dwa razy bardziej narażone na paradontozę i utratę
zębów niż ich rówieśnicy, którzy śmiało stawiają czoła problemom.

Istotne jest to, że bardzo wielu pacjentów zapełniających
poczekalnie internistów, kardiologów czy stomatologów w
rzeczywistości bardziej skorzystałoby na pomocy psychiatry. Z badań
obejmujących niemal 26 tys. chorych z depresją wynika, że ponad
połowa zgłaszała się do lekarza z powodu licznych, całkiem
fizycznych dolegliwości, a aż 11% zaprzeczało przy tym, by mieli
jakiekolwiek problemy natury psychicznej.

Pomoc psychiatryczna nie powinna być jednak kojarzona z wypisywaniem
recept na coraz popularniejsze przeciwdepresyjne preparaty z grupy
tzw. SSRI, czyli selektywnych inhibitorów wychwytu zwrotnego
serotoniny.

– Dość typowe dla wszystkich leków psychotropowych (i nie tylko)
jest poszukiwanie możliwości poszerzenia wskazań do ich stosowania –
wyjaśnia dr Dariusz Wasilewski, psychiatra. – Wskazania określa się
zaś często nie tylko na podstawie badań klinicznych, ale też
przypadków kazuistycznych, doświadczeń osobistych itd. Takich prób
jest wiele, niektóre z nich to ślepe zaułki, inne okazują się, jeśli
nie strzałem w dziesiątkę, to przynajmniej wartościowym
uzupełnieniem dotychczasowego arsenału metod terapeutycznych –
dodaje dr Wasilewski. To właśnie dzięki takim metodom prób i błędów
oraz marketingowi środki te są dziś stosowane nie tylko w leczeniu
depresji, ale także zaburzeń lękowych (m.in. nerwicy natręctw),
zaburzeń łaknienia (bulimii), a nawet u kobiet, których nastrój
obniża się przed miesiączką (tzw. PMDD – przedmiesiączkowe
zaburzenie dysforyczne, często mylone z zespołem napięcia
przedmiesiączkowego).

Coraz częściej po pochodne prozacu sięgają też ludzie zdrowi, tacy,
którym przeszkadza przejściowy zły nastrój. Myślą, że
dzięki „cudownym tabletkom” będą widzieli świat w różowych kolorach.
I choć w teorii leki z tej grupy musi przepisać specjalista, to
czarny (głównie internetowy) rynek sprawia, że da się je zdobyć bez
problemu.

Tymczasem rośnie liczba badań, z których wynika, że SSRI nie są ani
tak skuteczne, ani tak wybiórcze, jak reklamują producenci. Ponowna
analiza 47 badań nad antydepresantami wykazała, że działają one
tylko trochę skuteczniej niż placebo, czyli pigułki bez właściwości
leczniczych. Jest to szczególnie niepokojące w odniesieniu do
schorzeń, które ze swej natury wydają się bardziej podatne na tzw.
efekt placebo, czyli wtedy, gdy stan zdrowia chorego poprawia się li
tylko dlatego, że wierzy on w to, że jest leczony (wartość samego
leczenia nie ma przy tym znaczenia).

Podobnie jest z precyzją ich działania. Fakt – działają najbardziej
wybiórczo ze wszystkich dostępnych preparatów przeciwdepresyjnych i
z tego powodu są chętniej przepisywane, gdyż pozwalają pacjentowi na
normalne funkcjonowanie. Jednak to, że blokują tylko wychwyt zwrotny
serotoniny, nie oznacza idealnej selektywności działania. Przecież
samych receptorów tego związku mamy w organizmie co najmniej 14
rodzajów, zaś każdy działa inaczej. Ścisłe powiązania między
poszczególnymi przekaźnikami sygnałów w mózgu sprawiają, że
działanie SSRI jest niejako „z urzędu” ściśle związane ze zmianami w
układach innych neuroprzekaźników, np. noradrenaliny. Dodatkowo zaś
leki te oddziałują też na zupełnie, wydawałoby się, niezwiązane z
psychiką układy, zmieniają m.in. własności krzepnięcia krwi.

Być może część zagadki tak częstego chwalenia tych leków przez
badaczy wyjaśni fakt, że spośród autorów prac przychylnych
stosowaniu nowych leków aż 96% miało finansowe powiązania z ich
wytwórcami, podczas gdy w doniesieniach krytycznych lub neutralnych
odsetek ten wynosił 37% i 60%.

Nową szansą dla pacjentów cierpiących na depresję mogą się okazać
leki wykorzystujące nowo poznany mechanizm blokowania białka p11,
które pełni kluczową funkcję w aktywacji tylko jednego, za to ściśle
związanego z nastrojem podtypu receptorów serotoninowych. Do
stworzenia takich leków na razie jednak daleka droga.

Jak widać, dobre samopoczucie zależy od wielu czynników. Nie da się
go przywrócić za pomocą jednej tabletki. Warto pamiętać, że depresja
to nie chwilowa chandra, lecz ciężka choroba, którą można i trzeba
leczyć, ale o tym, jak to robić, powinien zadecydować specjalista.

Małgorzata T. Załoga jest chirurgiem, redaktorem „Wiedzy i Życia”.
Obserwuj wątek
    • iso1 i może jeszcze coś 02.10.07, 16:00
      Ukryta epidemia
      Choroba ta dotyka coraz większą liczbę ludzi, a mimo to zarówno
      lekarze, jak i pacjenci bardzo często nie rozpoznają jej objawów.
      Tymczasem niezdiagnozowana depresja może przerodzić się przewlekłe
      schorzenie.

      (...) Ponad połowa przypadków depresji nie zostaje zdiagnozowana, co
      potęguje cierpienie chorych i na dłuższą metę zmniejsza ich szanse
      na wyleczenie – ostrzega Enric Alvarez z oddziału psychiatrii
      szpitala w Sant Pau w Barcelonie.

      Lekarze nie zawsze stawiają prawidłową diagnozę, bo symptomy tego
      schorzenia są często niejednoznaczne. Dużo istotniejsze jest jednak
      to, że wielu chorych z rezygnacją godzi się na swoje złe
      samopoczucie i ani oni, ani ich najbliżsi nie dostrzegają, że zły
      humor, bóle pleców i głowy, problemy ze snem czy brak ochoty na
      rzeczy, które wcześniej uwielbiali, w rzeczywistości są skutkiem
      depresji.

      Psychiatrzy innych szpitali w Barcelonie potwierdzają diagnozę
      doktora Alvareza. – Poważnym problemem jest niewłaściwa diagnoza.
      Bardzo wiele osób po prostu nie dostaje leków, które mogłyby im
      skutecznie pomóc – podkreśla Antoni Bulbena, ordynator oddziału
      psychiatrii w jednym z barcelońskich szpitali.

      – Ludzie w depresji, w szczególności osoby w podeszłym wieku, mają
      skłonność do postrzegania swego stanu jako naturalnego, tymczasem
      jest to poważna choroba. Ich rodziny także nie widzą nic dziwnego w
      tym, że dziadek wiecznie skarży się na złe samopoczucie – dodaje
      inny psychiatra, Joan de Pablo.

      Szacuje się, że 15 proc. społeczeństwa doświadcza w swoim życiu co
      najmniej raz depresji klinicznej, czyli stanu chorobowego, którego
      nie można mylić ze smutkiem po śmierci kogoś bliskiego czy po
      zerwaniu z partnerem. Z nieznanych przyczyn na chorobę tę cierpi dwa
      razy więcej kobiet niż mężczyzn, odpowiednio 20 i 10 proc. Ma to
      swoje konsekwencje dla gospodarki: według białej księgi społecznych
      kosztów zaburzeń zdrowia psychicznego roczne wydatki z tego tytułu
      wynoszą w samej Hiszpanii 750 milionów euro. Dodajmy też, że
      depresja jest najczęstszą przyczyną samobójstw.

      Powodem tak dużej liczby niezdiagnozowanych przypadków depresji jest
      fakt, iż "wiele osób ma błędne wyobrażenie o tej chorobie – wyjaśnia
      Enric Avarez. – Myślą, że to stan smutku, co jest nieprawdą.

      Czym wobec tego jest depresja? To zaburzenie procesów chemicznych
      zachodzących w mózgu, związanych z neuroprzekaźnikami, czyli małymi
      cząsteczkami pozwalającymi na nawiązanie komunikacji między
      neuronami. Choroba ma wiele objawów, które mogą być inne u każdego
      pacjenta. Jednym z nich jest smutek, to jednak "ani pierwszy, ani
      najważniejszy symptom. Stanowi raczej konsekwencję, a nie przyczynę"
      zaburzeń w komunikacji między neuronami – podkreśla Alvarez.

      Najważniejszym objawem zdaniem psychiatry z Sant Pau "jest niska
      tolerancja na stres, czyli niezdolność do podejmowania decyzji czy
      stawienia czoła sytuacjom, które wcześniej nie stanowiły żadnego
      problemu”. Alvarez wspomina przypadek pacjenta pracującego na górze
      Montjuic, który powiedział mu: "Kiedy wchodzę tam rano, mam
      wrażenie, że ta góra to Kilimandżaro”. – To bardzo typowe – wyjaśnia
      psychiatra – że choremu wszystko wydaje się wielką górą”.
      Komuś, kto cierpi na taki stan lub dostrzega u siebie inne
      dolegliwości świadczące o depresji, psychiatrzy polecają wizytę u
      lekarza pierwszego kontaktu. – W przypadku wątpliwości lepiej
      zasięgnąć porady specjalisty – twierdzi Alvarez. – Zawsze lepiej
      pójść do lekarza, nawet jeśli okaże się, że to nic poważnego, niż
      nie pójść mimo poważnej choroby.

      – Niezdiagnozowana depresja może przerodzić się w przewlekłą chorobę
      i doprowadzić do sytuacji, w której chory jakoś żyje, ale jest
      nieszczęśliwy – wyjaśnia doktor Joan de Pablo. Może się zdarzyć, że
      stan pacjenta się pogorszy lub depresja sama się cofnie. Ta druga
      możliwość zdarza się jednak niezwykle rzadko.

      Kiedy choroba zostanie rozpoznana i jest właściwie leczona, aż 85
      proc. osób zauważa znaczną poprawę. By leczenie było skuteczne,
      konieczne jest zażywanie leków antydepresyjnych regulujących
      przekazywanie sygnałów pomiędzy neuronami.

      W niektórych przypadkach zaleca się połączenie leczenia
      farmakologicznego z psychoterapią – podkreśla de Pablo. Dzięki niej
      można skutecznie nauczyć się stawiać czoło stresującym sytuacjom czy
      konsekwencjom depresji wpływającym na życie partnera, nasze życie
      zawodowe albo poczucie własnej wartości. Psychiatrzy zgadzają się
      jednak co do tego, że w przypadku depresji klinicznej psychoterapia
      nie wystarcza, by przywrócić prawidłową komunikację między
      neuronami. Trzeba także korzystać z leków.

      NIEPOKOJĄCE OBJAWY:

      NISKA TOLERANCJA NA STRES. Zdrowa osoba przystosowuje się do różnych
      sytuacji stresowych dzięki neuroprzekaźnikowi zwanemu serotoniną.
      Niedobór serotoniny u osób cierpiących na depresję sprawia, że są
      one szczególnie nieodporne na stres. Pacjent spostrzega, że
      sytuacje, w których kiedyś radził sobie bez problemu, dziś go
      przerastają.

      NISKA TOLERANCJA NA BÓL. Serotonina wpływa także na odczuwanie bólu.
      To dlatego u osób z depresją próg bólu jest mniejszy, a odczuwanie
      przykrości fizycznych zaostrzone. Częste dolegliwości fizyczne,
      które zdrowy człowiek znosi bez większego problemu, jak ból w
      plecach czy ból głowy, dla chorej osoby są źródłem dużych cierpień.

      ZABURZENIA SNU. Serotonina ma także wpływ na regulację dziennego
      rytmu pracy organizmu. U osób cierpiących na depresję występują
      takie zaburzenia, jak bezsenność (najczęściej w drugiej połowie
      nocy) czy sen niedający odpoczynku (ze względu na zaburzenia w fazie
      snu głębokiego). Czasami chory śpi dużo, ale nie ma poczucia, że
      odpoczął.

      NIEZDOLNOŚĆ ODCZUWANIA PRZYJEMNOŚCI. Noradrenalina, czyli inny
      neuroprzekaźnik, którego brakuje chorym na depresję, jest kluczowym
      elementem pozwalającym odczuwać przyjemność. Człowiek przestaje
      wykazywać jakąkolwiek motywację czy zainteresowanie rzeczami, które
      wcześniej mu się podobały – dotyczy to spraw związanych z rodziną,
      pracą, rozrywką, a nawet seksem. W skrajnych przypadkach przestaje
      mu zależeć na własnym życiu i ma myśli samobójcze.

      ZABURZENIA POZNAWCZE. Noradrenalina bierze udział w procesie
      przyswajania wiedzy, zapamiętywania informacji oraz wpływa na
      szybkość przetwarzania informacji w mózgu. Nierzadko osoby cierpiące
      na depresję mają poczucie obniżenia możliwości intelektualnych.
      • bella_donna5 Re: i może jeszcze coś 02.10.07, 17:20
        dziękujemy dr. iso :-)
        • iso1 Re: i może jeszcze coś 02.10.07, 18:44
          jak przeczytasz dokładnie to dowiesz się kto to napisał
          dostałem te artykuły od znajomych więc postanowiłem się podzielić z innymi
          • bella_donna5 Re: i może jeszcze coś 02.10.07, 19:14
            z checia
            • demole będą nieprzyjaciółmi człowieka jego domownicy 02.10.07, 19:53
              zona wraz z moją rodzoną mamusią,za wczasu kupiły perfumki z czarną nalepką i
              meksykańską czapeczkę zjakimś tam napisem,i smiały ise ze moja operacja
              zamówiona przez internet bedzie miała odpowiednią etykietkę.
              A więkrze swintuchy chadzają na wolności

              • demole ciekawe kiedy pytam oświeconych ludzi ile 02.10.07, 19:56
                czasu milczą o różnych rzeczach nie muszę sobie odpowiadać na pytanie że przed
                oswieceniem umysłu człowiek nie umie się zachować a niekiedy potem milczy,moze
                nieciekawe ale prawdziwe i samo się potwierdza

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka