teykey
06.10.07, 21:33
ludzie mam taki problem. tylko nie śmiejcie się proszę. nie umiem się
otworzyć. codzień jestem za taką jakby "szklaną ścianą", która mnie oddziela
od rzeczywistości. ni jestem sobą. ciągle kogoś udaję. ale robię to
delikatnie, także ludziom generalnie zwisa jak się zachowuję.
Ale mi nie zwisa. Denerwuje mnie to, że nie umiem się otworzyć, a co
najważniejsze - nie umiem przez to dzielić się moimi szczerymi myślami,
uczuciami, a co najważniejsze śmiechem - tego śmiechu jest tak dużo w środku,
że czasem boje sie to ujawnić, żeby mnie nie wzieli za postrzeleńca. troche
szalony jestem, ale co tam. mam mase teorii jak to zrobić. jak się otworzyć.
pierwsza teoria jest taka: po prostu się otworzyć. ale to nie takie proste. za
każdym razem gdy chcę słowa stają mi w gardle. z wielu powodów. po prostu
ludziom nie ufam. więc jak myślicie - czy jakbym znalazł sobie kogoś, przed
kim umiałbym (jakimś cudem) być w końcu spontanicznym sobą i tym samym pozbył
się swoich kompleksów, mógłbym to dalej ciągnąć wśród innych i przełożyć to
"bycie sobą" na codzienne życie, a nie tylko na specjanlną okazję gdy jestem z
tą osobą? powiedzcie prosze, bo mam treme przed premierowym pokazem samego siebie.